Jesteś tu: Strona główna Artykuły POLSKA czyli rupieciarnia

POLSKA czyli rupieciarnia

Jerzy Kochan 20/04/2016

Zastanówmy się przez chwilę: o czym świadczy maniera pochówku demokratycznie wybranego prezydenta w kraju liberalnej demokracji parlamentarnej na Wawelu, w miejscu spoczynku królów polskich?

Czy nie jest to ta sama maniera co wystawianie setek pomników Janowi Pawłowi II, Polakowi-papieżowi. Czy nie są to dwa z wielu symptomów doskonale obnażających stan polskiej świadomości politycznej, stan świadomości polskiego społeczeństwa, czy generalny stan kultury w kraju nad Wisła i Odrą?

Z mojego punktu widzenia to widome oznaki zapóźnienia kulturowego i nekrofilii politycznej. Nie tylko w sensie umiłowania nieboszczyków, ale przede wszystkim w sposobie ich czczenia, który odwołuje się do królów polskich i pochodzi z gruntu przedkapitalistycznego nawet porządku symbolicznego.

Bóg, Święty, Król, Wódz, Prezes… Owczarnia.

Oto panujący porządek społeczny, ontologia społeczna współczesnej Polski.

Wartość przejawia się w towarze  – pisał Marks – jak barania natura chrześcijanina w baranku bożym…  ale żeby aż tak i to w dwudziestym pierwszym wieku w centrum Europy!

Feudalny, prosto z Ciemnogrodu i średniowiecza porządek postrzegania społecznego świata. Nie ma mowy o świeckim państwie, o wiedzy o społeczeństwie, o naukowym światopoglądzie czy nawet dziedzictwie Oświecenia. Racjonalny podmiot, obywatel, rozum są tutaj wrogami tabu, irracjonalizmu, religii i manichejskich walk ze Złym. Potrzebny jest Kozioł Ofiarny, logiczne dopełnienie owczarni.

To przywoływanie historycznej rupieciarni, na siłę reanimowanie trupów przeszłości przenika opanowaną przez reakcyjną prawicę polską rzeczywistość na wskroś. Nic nowoczesnego, odkrywczego i śmiałego w myśli politycznej i strategii projektów społecznych tu nie znajdziecie.

Jak wróg – to Rusek, jak polityka – to „idea jagiellońska”, „międzymorze” i „przedmurze chrześcijaństwa”, jak wspólnota – to „narud” i „rodzina”, jak bohaterowie – to „żołnierze wyklęci” z NSZ i WiN, którzy rupieciarnią historyczną byli już w roku 1945.

Cała polityka historyczna polskiej prawicy to jedna wielka nekrofilia historyczna ożeniona z polityczną paranoją. Ale także w dziedzinie gospodarki pomysły generowane przez prawicę to głównie wspieranie zacofanej, drobnej wytwórczości, a nie rozwijanie nowoczesnego, wielkiego przemysłu czy nowoczesnej gospodarki wiedzy i nauki. To narodowy izolacjonizm i kontestacja Unii Europejskiej, a nie aktywne, dynamiczne współtworzenie i reformowanie integracji europejskiej i procesów globalizacyjnych; to osobność, odcięcie, strach przed innymi i okopywanie się w narodowej zaściankowości kosztem bycia europejczykiem, obywatelem świata, nowoczesnym partnerem światowych podmiotów globalizacji.

Miejsce hochsztaplerów i cwaniaków, którzy swoją działalność polityczną traktowali głównie jako okazję do dobrania się do konfitur, których nikt na poważnie nie pilnuje, zajęli paranoicy, niewolnicy historycznych urojeń i histerycznych fobii.

Wydaje im się, że obecnie można przysłużyć się Polsce i jej obywatelom uprawianiem krytyki Polski Ludowej i obciążaniem jej winą za wszelkie grzechy współczesności, a jak nie Polski Ludowej to jej służb specjalnych, a jak ich już po prawie trzydziestu latach nie ma, to obciążaniem za nie „resortowych dzieci i wnuków”, potomków do piątego pokolenia… Wydaje im się, że rusofobia, nacjonalizm, kibolstwo, fundamentalistyczny klerykalizm, wobec którego papież Franciszek jest tylko zagrożeniem dla Kościoła i kompromitującym lewactwem, to opoki, to fundamenty polskości i niepodległości i że na nich można współcześnie zbudować kraj dostatni, szczęśliwy i radosny. Tymczasem zaczynają od destrukcji prawa, opanowania mediów publicznych, czystek w administracji państwowej, skandalicznego, jeszcze większego niż za poprzedników, finansowania kościoła katolickiego, przygotowywania nieludzkiej ustawy antyaborcyjnej i zmierzają prostą drogą do autorytarnego państwa wyznaniowego. Aprobatę, ba, niewidzialność dla tych przedsięwzięć, swoistego pełzającego prawicowego zamachu stanu, tej hybrydowej wojny domowej prowadzonej przez skrajną reakcję ma zapewnić sypnięcie groszem na utrzymanie polskich dzieci, po 500 złotych na każde drugie i następne, także dla najbogatszych, populistycznie i bez większego pomyślunku.

Ta katastrofalna dla Polski dominacja skrajnej prawicy jest przekleństwem dla tego kraju. Grozi perspektywą marginalizacji, zacofania, regresu ekonomicznego i społecznego.

Ale perspektywa „powrotu” PO i jej zmodernizowanych wersji też przeraża. Obijanie się między PiSem a PO, jego bezalternatywność jest przecież też urojeniem. Polska nie jest skazana na taka beznadzieję. Polska nie musi być rupieciarnią wystraszonych ludzi. Ale wyjście z tego impasu może pojawić się tylko w wyniku sformułowania odważnej alternatywy dla półperyferyjnego polskiego kompradorskiego kapitalizmu. Tragedią Polski jest zawłaszczenie antysystemowej polityki przez skrajna prawicę i kompletna rezygnacja z antysystemowości na polskiej lewicy, rezygnacja, która doprowadziła do likwidacji lewicy parlamentarnej. Ta likwidacja, nim nastąpiła w sejmie, miała już miejsce w programach parlamentarnej lewicy, która chciała coraz bardziej być tylko „trochę lepsza” niż PO, a nawet być młodszym bratem PO… Miller młodszy brat Tuska.

Antysystemowość polskiej prawicy jest podobna do antysystemowości islamskich fundamentalistów. Islamizacja antysystemowości w świecie arabskim, islamizacja radykalizmu, która nastąpiła po wieloletniej globalnej walce i likwidacji świeckiej, socjalistycznej lewicy arabskiej jest podobna do ureligijnienia antysystemowości w karykaturalnej formie pisowskiej w Polsce. Również i tu stoczono walkę o likwidację i kryminalizację wszelkiej lewicowości. Ale Polak-katolik jest antysystemowy tylko wobec Tuska i PO. Wobec NATO i USA jest spontanicznie i służalczo dyspozycyjny. Ba, krytykuje USA za ugodowość polityczną wobec Rosji. Antysystemowość przenosi też na swój stosunek do Unii Europejskiej i ostatecznie zostaje na koszu /w sojuszu z Gruzją/, bo i Węgry traktują Polskę  przecież instrumentalnie, jak piorunochron zbierający krytyki, na które Budapeszt bardziej zasługuje. Ta pisowska antysystemowość ma charakter prawicowo-konserwatywny i religiancki.

W bełkocie swym rządzący posuwają się do wygłaszania bredni o potrzebie polskiej broni atomowej i przeznaczają setki miliardów złotych na zbrojenia.

Potrzeba lewicowej antysystemowości, socjalistycznej alternatywy prowadzącej zamiast do wojny, nawet tej urojonej, ale przecież kosztownej – do pokojowej polityki współpracy z wszystkimi krajami, zamiast do klerykalizacji kraju do stworzenia świeckiego państwa i wolności światopoglądowej, zamiast do nacjonalistycznej autarkii czy kosmopolitycznego tracenia własnej podmiotowości – do nowoczesnej polityki narodowej w duchu internacjonalizmu i ogólnoludzkiej solidarności i humanizmu, zamiast do wymuszanego na wszelkie sposoby solidaryzmu narodowego, zamiast do budowanego na wyzysku i beznadziei biednych pracowników najemnych – do egalitarnego społeczeństwa socjalistycznego, zamiast do państwowego subsydiowania z podatków prywatnego kapitału – do budowania nowoczesnej i konkurencyjnej gospodarki socjalistycznej na bazie społecznej własności, zamiast do liczonego w miliardy wspierania panowania kościoła katolickiego – do oddzielenia kościoła od państwa i wsparcia nowymi funduszami szkolnictwa, nauki i opieki społecznej…

Takiej antysystemowości potrzebuje Polska i jej obywatele. Bez wojen, bez strachu. Polski wyścigu w nowoczesności, postępie i solidarności ludzi pracy, Polski  bez bezrobocia i bez bezdomnych. Polski, która pamięta o ludziach bezdomnych i swoim marzeniu o „szklanych domach”, ale też o potrzebie posiadania odwagi, aby odrzucić truchła staroci i odważnie sięgnąć po inny świat.

Jeśli nie stać będzie Polski na socjalistyczna alternatywę, to co pozostanie? Pogrzeb na Wawelu?

Czy to przyrównywanie się do monarchów, feudalizmu i sakralizacji władzy ma cokolwiek wspólnego z nowoczesnym, sprawiedliwym, demokratycznym społeczeństwem? A może już niedługo Wawel nie wystarczy i trzeba będzie budować piramidy, przy których budowla w Licheniu, Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie czy Chrystus w wymiarach dinozaura pod Świebodzinem to będą skromne początki?

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia