Jesteś tu: Strona główna Artykuły O pożytkach globaliza...

O pożytkach globalizacji i szkodliwości reakcji

Tymoteusz Kochan 29/06/2016

Potencjalne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie powinno być oceniane inaczej niż z perspektywy kolejnego podziału w ramach europejskiego imperializmu. Rozstanie Wielkiej Brytanii z UE to polityczny akt o charakterze imperialistycznym i izolacjonistycznym, którego głównymi motywami są: imperialistyczne roszczenia brytyjskiego kapitału oraz ksenofobiczny egoizm brytyjskiej klasy pracującej, która w żaden sposób nie chce dzielić się swoimi imperialistycznymi zyskami.

Jeśli tylko przyjmiemy tezę o imperialistycznym charakterze czołowych państw Unii Europejskiej obecna sytuacja polityczna szybko stanie się dla nas jasna. Przede wszystkim - w przypadku Wielkiej Brytanii do czynienia mamy z państwem reprezentującym głównie interesy globalnego kapitału finansowego. Londyn to nie tylko drugi światowy ośrodek transakcji giełdowych zaraz po Nowym Jorku, ale i centrum prania brudnych pieniędzy, które wyciskane są z globalnej klasy pracującej poprzez kapitalistyczny wyzysk. Interesami Wielkiej Brytanii są więc interesy kapitału finansowego, który już od dawna czuł się skrępowany przymusem współpracy i składania się na inne państwa Wspólnoty. W tych - uprzywilejowanych - warunkach żyje też brytyjska klasa pracująca, której olbrzymia część czerpie rzeczywiste profity z wielowiekowych już tradycji anglosaskiego kolonializmu.

Skoncentrowany wokół Wielkiej Brytanii kapitał finansowy od dawna pragnął pomnażać się tańszym kosztem, lecz potrzebował jeszcze środka, który poniósłby te idee w masy. Potrzebny był nowy nośnik polityki "niepodległościowej". Cóż więc prostszego od posłużenia się starym, sprawdzonym rasizmem kulturowym i ksenofobią?

Brytyjska klasa robotnicza nie tylko stale boi się utraty swej pozycji na rzecz uchodźców i imigrantów (co potęguje też konkurencja i niepewność trwale związana z każdym kapitalistycznym rynkiem pracy), ale i stanowi specyficzny, kulturowo-ideologiczny konstrukt, którego kondycja nie uległa wielkim zmianom jeszcze od czasu panowania Imperium Brytyjskiego. Po kolejnych rozczarowaniach angielskim ruchem rewolucyjnym trafnie w 1858 roku podsumował to Fryderyk Engels pisząc do Marksa tymi oto słowami: "[...] proletariat angielski faktycznie przybiera coraz bardziej burżuazyjny charakter; widocznie więc ten najbardziej burżuazyjny ze wszystkich narodów chce doprowadzić w końcu do tego, żeby obok burżua mieć również burżuazyjną arystokrację i burżuazyjny proletariat." Obecnie ten burżuazyjny charakter podobny jest także w innych państwach imperialistycznego centrum. W Wielkiej Brytanii, jak nigdzie w UE, bezpośredni dobrobyt społeczny uzależniony pozostaje jednak przede wszystkim od działań wielkiej finansjery. Oznacza to, że w interesach (tak rozumianej, burżuazyjnej) Wielkiej Brytanii leżą jak najniższe podatki, jak najniższe składki i jak największy egoizm. Ostatecznym marzeniem sił kapitalistycznych Anglii pozostaje bowiem uczynienie z Wysp kolejnego raju podatkowego, który jeszcze skuteczniej łupić mógłby Europę kontynentalną oraz Świat.

"Brexit" jest więc prawdziwie demokratyczny i w pełni racjonalny z perspektywy kogoś, kto broni swojego bogactwa, socjalu i przywilejów przeciwko integracji z biedą, groźbie utraty autonomii politycznej państwa, czy przymusowi przyjmowania uchodźców i płacenia kolejnych haraczy za swoje kolonialne interwencje i bombardowania. Społeczne odczucia antyislamskie, czy szerzej antyimigranckie - które dominują wśród zwolenników "Brexitu" - są w tym wypadku jedynie konsekwencją szerszych procesów, których obawia się maksymalnie uprzywilejowana, europejska siła robocza.

Dla kapitalistycznej Unii Europejskiej odejście z niej Wielkiej Brytanii nie musi jednak wcale oznaczać końca. Wyspy już od dawna były głównym europejskim "hamulcowym", a sprzeczność interesów występująca pomiędzy unijnym kapitałem przemysłowo-bankowym, a brytyjskim kapitałem finansowym od lat już paraliżowała struktury unijne. Problem Wielkiej Brytanii polega jednak na tym, że teraz to ona będzie musiała zabiegać o to, aby uzyskać optymalne warunki wyjścia z UE i żeby ocalić wszystkie swoje przywileje związane z pobytem w Unii, a pozbyć się jedynie przykrej konieczności dokładania się do unijnego interesu i przymusu przyjmowania w swe granice kogokolwiek. Można rzec, że bezpośrednimi konsekwencjami wspólnych praktyk imperialistycznych Europy są teraz nowe podziały na poziomie narodowym. Kapitał europejski tak, jak nie zamierzał wziąć odpowiedzialności za kolejne masakry na Bliskim Wschodzie, tak i teraz nie zamierza płacić nawet tych drobnych, które pochłonęłaby opieka nad uciekającymi do Europy uchodźcami, których bezpieczeństwo zniszczyły amerykańskie i europejskie wojny surowcowe.

W szerszym wymiarze „Brexit” to także regres, niebezpieczny krok prowadzący ku kolejnej erze wyizolowanych państw narodowych. To groźba utraty całego stulecia i pozytywnych wniosków, które Europa była w stanie wyciągnąć po dwóch wojnach światowych wywołanych kwitnącym w ramach europejskich państw narodowych nacjonalizmem. Nic dziwnego, że na czele tendencji izolacjonistycznej stoją obecnie państwa bądź to maksymalnie imperialistyczne, bądź to rządzone przez skrajną prawicę. Z ich perspektywy Unia Europejska to „kołchoz”, „drugie ZSRR”, czy widmo morderczego „eurokomunizmu” z „kulturowym marksizmem”, jako czołową ideologią. Te złudzenia prawicowej reakcji są oczywiście zupełną fikcją, ponieważ UE pozostaje zarówno kapitalistyczna, jak i prawicowa. Jednakże z perspektywy skrajnej prawicowej reakcji nawet ten prawicowy liberalizm UE pozostaje demonem zła i kolejnym wcieleniem czerwonej zarazy, która europejskiego białego-robotnika zmusza do dzielenia się swoim bogactwem z "kolorową zarazą", której jedyny rzekomy zamiar to kraść socjal.

O ile w przypadku państw najbogatszych te tendencje wydają się być rozsądne i zrozumiałe (co nie znaczy, że godne pochwały, poparcia, czy uznania) – to w przypadku państw europejskich peryferii jest to ideologia prowadząca wprost ku samozagładzie, także z perspektyw praw imigrantów i tych, którzy już teraz pracują na Wyspach. Ponowny podział w obrębie państw narodowych i powrót ku Europie nacjonalistycznych narodów to nie tylko nowe zagrożenie faszyzmem ale i bezpośrednia utrata znaczenia państw takich, jak Polska, które do tej pory na forum UE mogą jeszcze próbować tworzyć jakąkolwiek przeciwwagę dla interesów i stanowisk krajów takich, jak Wielka Brytania, czy Francja. Bez parasola UE mniejsze kraje staną się odizolowanymi placówkami wyzysku i drenażu siły roboczej: bez prawa głosu i jakichkolwiek szans na prawo weta. Ich znaczenie będzie jeszcze mniejsze niż obecnie, a unijne dopłaty zastąpi nowa fala europejskiego kolonializmu /całą politykę Brexit-u odczytywać można zresztą w kategorii końca europejskiej kontroli nad brytyjskim kapitałem finansowym.

Być może jednak nawet wizja rozpadu UE nie byłaby tak zła gdyby w Europie istniały jakieś prężne, socjalistyczne siły zdolne do natychmiastowego przejmowania władzy w sytuacji zaniku struktur UE i przejścia ku nowemu europejskiemu nacjonalizmowi… albo gdyby w zanadrzu czekał nowy europejski projekt integracji o przynajmniej lewicującym charakterze. Jest jednak zupełnie odwrotnie – w Europie do władzy rwie się obecnie skrajna i prokapitalistyczna prawica, której głównym programem pozostaje maksymalizacja wyścigu szczurów i radykalizacja nacjonalistycznego imperializmu, dla którego jedyną przeszkodą jest obecnie europejska integracja. W Polsce mamy jeszcze przy tym naszą własną, agresywnie religijną manię i rusofobię, które we dwie niosą nas obecnie prosto ku bezdrożom upośledzenia umysłowego w postaci macierewiczowskich bredni o zamachach smoleńskich w atmosferze szykowania się do wojny atomowej z „ruskim najeźdźcą”.

W dłuższej i szerszej perspektywie podkreślić trzeba, że droga od wyizolowanych nacjonalistyczno-burżuazyjnych państw narodowych do Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy jest o jakieś sto lat i jedną wojnę światową dłuższa niż ta sama droga od już międzynarodowej Unii Europejskiej.

Przezwyciężanie ducha ksenofobicznego izolacjonizmu działającego w duchu imperialistycznego podziału na państwa wyzyskujące i państwa wyzyskiwane pozostaje głównym celem ruchu socjalistycznego, a nawet szerokiej lewicy. Tak, jak Blok Wschodni był próbą międzynarodowego rozwiązania socjalistycznego, tak samo Unia Europejska posiada jeszcze pewien potencjał lewicowych zmian, którego nie mają Wielka Brytania i inne kraje Wspólnoty, które mogą ulec oddzieleniu. W Europie imperializmów jedyną perspektywą socjalizmu byłaby rewolucja w obrębie pojedynczego państwa, na wzór Kuby, co przy obecnym natężeniu interesów imperialistycznych na kontynencie pozostaje jednak zupełną mrzonką.

Pewną szansą pozostaje jedynie zbliżenie UE bez Wielkiej Brytanii ku Rosji i Chinom, które gwarantowałoby stabilizację i rezygnację z udziału w amerykańskim imperializmie, którego głównymi orędownikami na naszym kontynencie od zawsze byli Brytyjczycy. Taki świat – choć wciąż kapitalistyczny, imperialistyczny i wymagający rychłej rewolucji – gwarantowałby przynajmniej pewne zabezpieczenie przed groźbą nowych konfliktów zbrojnych, czy to w Europie, czy to występujących globalnie.

W socjalistycznej tradycji internacjonalistycznej zwykliśmy oczekiwać, że kapitalizm – zgodnie z marksowskimi prognozami – zerwie łańcuchy narodów i zbliży ku sobie międzynarodowy proletariat. Ten proces i tak ma miejsce, a próby restauracji starych, narodowych imperializmów są skazane na porażkę i to prędzej czy później… Brexit i inne marzenia o samotnych wyspach dobrobytu to sny tych, którzy nie chcą trafić na kapitalistyczny rynek pracy, jaki kapitał zgotował chociażby Polakom, czy innym wyzyskiwanym całej Ziemi. Okresowy regres ku nacjonalizmowi może mieć jednak opłakane skutki, których większość z nas raczej wolałaby nie doznawać. Bez europejskich sił socjalistycznych ostatecznie i tak skazani jednak jesteśmy tylko na rolę "widza" w tej wojnie pomiędzy różnymi modelami światowego imperializmu w jego różnych, niebezpiecznych wariantach. 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia