Jesteś tu: Strona główna Artykuły To nasz Dworcow, to na...

To nasz Dworcow, to nasza Dworcowa

Tymoteusz Kochan 05/09/2016

Kilka dni temu całkowicie niepowstrzymana głupota antykomunistycznej propagandy wyprzedziła już własne internetowe parodie. Kolejnym wrogiem PiS-owskiej „dobrej zmiany” stała się krakowska ul. Dworcowa, która zdaniem jednego z PiS-owskich radnych poświęcona jest nikomu innemu, jak radzieckiemu pisarzowi o imieniu Nikołaj Dworcow.

Na fali maniakalnego antykomunizmu spod znaku Kaczyńskiego i IPN-u 'dekomunizuje' się w Polsce wszystko. Nazwy ulic, ramówka telewizji publicznej, czy rzekomo wszechobecny w państwie „postkomunizm” stały się celem ultraprawicowej nagonki. Zdaniem rządzących to dopiero „dobra zmiana” wyrzuci z kraju wszelki bolszewizm i zainstaluje w nim ideologię prawdziwego Polaka.

Czym jest ta ideologia? W skrócie jest to: militarystyczny, odgrzewany kotlet po przedwojennej, prawicowej megalomanii narodowej wspartej oczywiście skrajnie ciemnogrodzką wersją religii katolickiej z dodatkiem tradycyjnych dla nacjonalizmu: ksenofobii, homofobii, seksizmu czy rasizmu.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że ideologia tak głupia, szkodliwa i represyjnie reakcyjna, jak ta, którą prezentuje i wpaja dziś masom PiS nie jest już w stanie (w XXI wieku) objąć swym zasięgiem szerokich rzesz ludzkich i przejąć kontroli nad społeczeństwem i jego pojęciowym imaginarium. Przy pomocy zestawu prostych i sprawdzonych metod PiS-owi udaje się jednak to, co w przeszłości udawało się już np. ruchom faszystowskim, czy nacjonalistycznym i ludowo-konserwatywnym. Po erze dominacji neoliberalnej polityki zaciskania pasa kilka socjalnych ustępstw i nagród to wystarczający okup za pełne przyzwolenie społeczeństwa na sianie reakcyjnej, militarystycznej i ksenofobicznej ideologii. Kiedyś podobny okup skrajna prawica płaciła za umożliwienie prześladowań komunistów, czy Żydów, dziś na pierwsze danie idą obowiązkowe na każdej imprezie „smoleńskie apele”.

Panowanie nad masami, które przez lata cierpiały niedostatek nie jest bowiem trudne zważywszy na fakt, że przez całe 25 lat wszystkim nam (przy pomocy aparatów systemu kapitalistycznego) wmawiano, że wszelkie prawa socjalne to już przeszłość i że każdy człowiek pracujący, a także bezrobotny, powinien cieszyć się z malejącej obecności państwa w gospodarce i z rosnącego znaczenia sił „wolnego rynku”. Wyhodowany w każdej Polce i Polaku wewnętrzny Balcerowicz zadbał o to, aby nikt nie ośmielił się już marzyć o rozwoju państwowej pomocy socjalnej. W świetle takich założeń – wbijanych społeczeństwu do głowy przez dosłownie wszystkie ośrodki władzy i propagandy – udanie wprowadzony projekt 500 złotych na dziecko jawić musi się niczym cud. Nagle okazało się, że nieomalże z dnia na dzień da się wygrzebać miliardy złotych z publicznej kasy. I że miliardy te mogą służyć czemuś innemu niż jedynie kolejnym ułatwieniom dla dobroczyńców-przedsiębiorców. Mentalność niewolnicza obdarowana tak wielkim darem nieprędko będzie prosić o więcej.

Nieskuteczny i z gruntu populistycznie funkcjonujący socjal[1], który zaoferował Kaczyński jest już i tak odważniejszy od tego, co proponują wszystkie polskie partie socjaldemokratyczne. Polityczny sens i znaczenie lewicowego reformizmu - który cechuje polski, lewicowy plankton partyjny - w zasadzie skończył się na erze Andrzeja Dudy. Polska, martwa, socjaldemokracja już nie tylko nie wyróżnia się ze względu na swój program socjalny, ale dzieli też z PiS-em jego program w dwóch kluczowych kwestiach – kwestii dot. polityki historycznej i tej dot. polityki zagranicznej.

Ta pierwsza – wspólna polityka historyczna – łączy dziś nieomalże wszystkie obozy. Jedyny legalny spór dot. historii w polskiej polityce dotyczy dziś tego, kto jest lepszym spadkobiercą „Solidarności” i kto jest lepszym antykomunistą od innych (wroga obowiązkowo należy natomiast oszkalować porównując go do komucha). Kult Wyklętych najlepiej wychodzi jednak właśnie wyraźnie nacjonalistycznemu PiS-owi, nic więc dziwnego, że PO, KOD, Nowoczesna, czy Razem nie będą w stanie być równie przekonująco antykomunistyczne co partia Jarosława Kaczyńskiego. Autentyczny antykomunizm to domena prawicy i wszyscy myślący inaczej będą musieli się z tym pogodzić. W bitwie na antykomunizm jest więc tylko jeden zwycięzca i tylko jeden przekonujący triumfator – Prawo i Sprawiedliwość, żyjące w stałym sojuszu z kościołem i stale puszczające też oko w kierunku narodowców i wszelkiej maści skrajnych ugrupowań ocierających się o klasyczny faszyzm.

Z tej perspektywy obecność członków KOD-u, czy jakichkolwiek innych (poza okołoPiSowskimi) polityków na obchodach dot. „wyklętych” to rzeczywiście „prowokacja”. Ponowne pogrzeby "wyklętych" to zamknięta, PiS-owska impreza. Tak samo, jak zamkniętymi imprezami są pochody pierwszomajowe, czy wiece dotyczące upominania się o prawa dla uchodźców. Spór o odcienie antykomunizmu to zaś parodia – nikt dziś nie będzie poszukiwał „umiarkowanego” antykomunizmu, czy lewicującego „antykomunizmu”. Marzenia nielicznych (pseudo)lewicowych sierot po obozie „S” dot. tego, że zaistnieje jakiś „lewicowy antykomunizm” to bajka dobra dla dzieci, które nie zaznały Polski ostatniego ćwierćwiecza. Na fali wielkiego zamieszania polskich lat 80-tych rzeczywiście można było wierzyć, że przemiany, które zajdą po obaleniu socjalizmu będą kolorowe i różnobarwne. Praktyka udowodniła, że scenariusz był tylko jeden - czarny. Dialektyka konfliktu politycznego działa w tym wypadku w ten sam sposób, co dialektyka konfliktu historycznego. Jest więc zupełnie oczywiste, że „antykomunistyczne lewice” nie mają żadnego sensu, ponieważ przez mainstream polityczny i społeczny, i tak utożsamione zostaną z komunizmem, a więc i pogrzebane na samym starcie. Mądrość Jarosława Kaczyńskiego, który dobrze rozumie, że aby rządzić potrzebna jest własna polityczna legenda z własnymi mitami założycielskimi przekracza w tym wypadku wszystkie centrowe i lewicowe wynalazki jego politycznych oponentów.

Drugi komponent wspólny – polityka zagraniczna – to kolejny gwóźdź do trumny polskiej lewicy, ale i centrum, czy tzw. liberałów (mam tu na myśli PO, choć oczywiście partia ta z klasycznym liberalizmem wiele wspólnego nie ma). Skrajna rusofobiczna, NATO-wska polityka zbrojeń łączy dziś prawie wszystkie strony politycznego nibykonfliktu. Krytyka Stanów Zjednoczonych jest zaś zupełnie nieobecna, a głównym wrogiem światowej demokracji (proklamowanej „oczywiście” przez Baracka Obamę) pozostaje jedynie Władimir Putin. Nie byłoby w tym może nic niepraktycznego gdyby nie to, że język militaryzmu, zbrojeń i „bezpieczniackiego bezpieczeństwa” rodem z klas "narodowo-matematycznych" to także domena PiS-u oraz prawicy. Trzeba być Antonim Macierewiczem żeby mówić jak Antoni Macierewicz, a nikt lepiej od Antoniego Macierewicza nie zbuduje napięcia grozy i atmosfery zagrożenia ze Wschodu. W tej roli ani Schetyna, ani Zandberg lepiej się nie sprawdzą… i to nawet jeśli bardzo by tego chcieli.

To właśnie niemoc w sferze polityki symbolicznej, czyli w kwestiach dot. polityki historycznej oraz niemoc w polityce zagranicznej powodują, że żadna siła polityczna nie potrafi dziś stać się rzeczywistą opozycją dla PiS-u. Bez walki z tymi, elementarnymi dla prawicy, dogmatami ideologicznymi narzucanymi przez obecnie rządzących nie będzie możliwe zbudowanie przeciwstawnej im narracji.

Na bazie polityki skierowanej przeciwko Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i schedzie po niej stworzono bowiem w Polsce „anty-homosovieticusa”, nowego człowieka i wtórnego analfabetę – wychowanego przez IPN antykomunistę, ksenofoba, poznawczo cofniętego w rozwoju do czasów krucjat człowieka, którego nie interesuje antykomunistyczny program „minimum” z zestawem tolerancji dla gejów i lesbijek. Uległość wobec najbardziej reakcyjnych schematów politycznych zaowocowała wpierw klęską socjalliberałów, a następnie klęską neoliberałów i politycznym regresem w kierunku Polski piłsudczykowskiej, już całkiem bliskiej przywracania gett ławkowych. To nasza, oryginalnie polska, umysłowa kaszana, która działa i ma się świetnie, ponieważ masy nasączone religianckim konserwatyzmem nie potrafią dziś nawet śnić o innych wartościach, czy o innej polityce lub rzeczywistości.

A jeśli nawet sfera marzeń znajduje się dziś w rękach upośledzonej prawicy to bez radykalnej, politycznej walki na każdym froncie nie zmieni się dosłownie nic. Czas więc przeciwstawić się świętości "wyklętych". Czas głośno mówić o głupocie Powstania Warszawskiego. Czas głośno bronić Dąbrowszczaków i Brygad Międzynarodowych. Czas bronić polskich zdobywców Berlina i Armii Ludowej. Czas bronić pokolenia Polaków, które wspólnym wysiłkiem odbudowały Polskę z ruin. Czas bronić wszystkich zdobyczy socjalizmu. Czas najwyższy bronić Nikołaja Dworcowa.



[1] Populizm programu 500+ rzuca się w oczy. Zamiast - w ramach sprzyjania dzietności - wprowadzać prawdziwie darmowe podręczniki, stołówki, komunikację miejską, czy inne elementy funduszu spożycia zbiorowego program ten polega na rozdawnictwie o typowo kapitalistycznym charakterze, czego rezultatem będzie częste przeznaczanie środków z programu na cele zupełnie sprzeczne z jego założeniami.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia