Jesteś tu: Strona główna Artykuły Walka klas w Indiach

Walka klas w Indiach

Dawid Kański 30/10/2016

Indie zamieszkiwane są przez 1,25 miliarda (ok. 1/6 ludności świata) osób, z czego 500 milionów to robotnicy najemni. Kraj ten zasobny jest w wiele surowców mineralnych - znajdują się tu złoża węgla kamiennego, ropy naftowej, manganu, boksytu, rud tytanu, chromu, magnezu, wapienia, dolomitu, gipsu, apatytu i wielu innych. Gospodarka Indii ciągle się rozwija i już teraz wyrasta na jedną z największych na świecie.

To tutaj sprzeczności gospodarki kapitalistycznej są najwyraźniejsze.

Z jednej strony działają tu nowoczesne fabryki korzystające z najnowocześniejszych technologii, a z drugiej wciąż obecne jest prymitywne rzemieślnictwo czy zacofane i rozdrobnione rolnictwo. Z jednej strony nieliczna i zamożna klasa kapitalistów, a z drugiej proletariat i chłopstwo żyjące w niesamowitej biedzie. Liczbę bezdomnych szacuje się na około 80 milionów osób, co stanowi około 7% populacji kraju, wskaźnik analfabetyzmu dochodzi natomiast do 35%. Pomimo tego, że Indie są samowystarczalne w produkcji żywności to aż 1/3 społeczeństwa żyje w ubóstwie a blisko 400 mln osób jest niedożywionych. Odsetek dzieci z niedowagą poniżej 5 roku życia wynosi 64%. Jedna czwarta wszystkich głodujących na świecie przypada na Indie. Natomiast najczęstsza płaca w Indiach kształtuje się na poziomie około 250 dolarów i jest to płaca, która wystarcza tylko na tyle żeby żyć w nędzy i na skraju głodu. Indie charakteryzują się także wysokim zatrudnieniem w rolnictwie, gdzie zatrudnione jest aż 52% siły roboczej kraju, w przemyśle pracuje natomiast 14% i w usługach 34%, co stawia Indie pośród krajów rolniczych. Dominują tu gospodarstwa małe – 96% gospodarstw nie osiąga wielkości większej niż 10 hektarów. Małe indyjskie gospodarstwa marginalizowane są przez rząd, który kosztem drobnego rolnictwa wspiera interesy wielkich korporacji, a w szczególności te reprezentujące amerykański agrobiznes, podobnie sprawa wygląda także w innych sektorach gospodarki, które również z pomocą rządu drenowane są przez pierwszoświatowy kapitał.

Strajki generalne

Polscy burżuazyjni ekonomiści dotychczas uważali, że hindusów oburza przede wszystkim korupcja a nie niskie płace i nędza. Tymczasem niedawno Indiami wstrząsnął kolejny ogromny strajk i to już drugi w przeciągu ostatnich miesięcy, zaś strajkujących na ulicę wyciągnęła nie korupcja władz tak jak życzyliby sobie tego burżuazyjni ekonomiści i politycy, lecz ogromna bieda spowodowana niewyobrażalnymi nierównościami ekonomicznymi. W porównaniu do strajku z początku września liczba prostujących robotników wzrosła z ok. 170 mln do ok. 200 mln, co świadczy o tym, że fala niezadowolenia przybiera na sile. Do chwili obecnej dominują głównie hasła reformistyczne takie jak żądanie podwyżki płac, zagwarantowanie publicznej i bezpłatnej opieki zdrowotnej, powszechnego dostępu do czystej wody, hasła dot. zaprzestania prywatyzacji i deregulacji przemysłu. Gdzieś obok tych postulatów słychać także te radykalniejsze dotyczące przejęcia środków produkcji. Protesty organizowane są przez 11 największych central związkowych, strajkuje głównie sektor bankowy, budowlany, górnictwo, przemysł i transport.

Drugi strajk wybuchł po tym jak rząd z nacjonalistycznej i antyrobotniczej Indyjskiej Partii Ludowej zaproponował skandalicznie niską podwyżkę płacy minimalnej. Postulaty strajkujących odzwierciedlają obecny stan świadomości robotników. Bezsprzecznie walka o reformistyczne cele sama w sobie nie jest zła, ponieważ świadomość klasową buduje się etapami, stąd bez zwycięskiej batalii o reformistyczne postulaty robotnicy nie uwierzą w swoje siły a wtedy nie może być mowy o wyniesieniu walki na wyższy poziom, na kolejny etap - taki, który pozwoli strajkującym realnie uwierzyć w możliwość obalenia rządu, przejęcia władzy i wywłaszczenia kapitału. Na obecnym etapie walki klas w Indiach wynikiem zwycięstwa robotników mogą być częściowe ustępstwa prawicowego rządu lub nawet nowy rząd, ale jeszcze nie robotniczy, lecz lewicowy reformistyczny i niewychodzący poza ograniczenia kapitalizmu. Porażka protestów w Indiach może przynieść utratę wiary we własne siły lub nawet załamanie się ruchu. Dla przykładu, w Grecji ruch robotniczy opanowany przez reformistów wyniósł do władzy lewicowy reformistyczny rząd, a dokładniej rzecz ujmując lewicowy reformistyczny rząd był odzwierciedleniem stanu świadomości klasowej greckich robotników. Jednak pomimo zwycięstwa Syrizy walki klasowe nie ustały, co oznacza, że już teraz część robotników nie uznaje rządu Syrizy za swój rząd. W konsekwencji niemoc socjaldemokratycznego rządu, który nie jest w stanie wyjść poza ograniczenia systemowe kapitalizmu wynosi walkę klasową robotników na kolejny etap. 

Socjalizm jedyną alternatywą dla Indii i świata

W globalnym systemie socjalistycznym będziemy dążyć do zrównania poziomu życia pracowników na całym świecie. Oczywiście należy równać w górę a nie w dół, na to pozwala już wysoko rozwinięta technologia. Ponadto, mniej zamożne kraje do tej pory wyzyskiwane przez pierwszoświatowy kapitał pozbywszy się tego brzemienia i zrobiwszy porządek z rodzimymi kapitalistami będą mogły rozwijać swoją gospodarkę socjalistyczną w sposób nieskrępowany i z pomocą socjalistycznego świata a zwłaszcza socjalizmów tych zamożniejszych i lepiej rozwiniętych gospodarczo szybko zostaną wydobyte z nędzy i zacofania. 

Pomimo sygnałów mówiących co innego ciągle słyszymy, że rewolucji nie będzie, że rewolucja to mrzonki, a marksizm jest już nieaktualny. Jednak jeszcze zanim doszło do Rewolucji Październikowej w Rosji i rewolt robotniczych w pozostałej części Europy marksizm pogrzebano już kilkukrotnie. Sceptycy burżuazyjni mylili się, mylili się też ci lewicowcy, którzy zwątpili w jakąkolwiek możliwość organizowania i w siłę robotników. Oni wszyscy ze dziwienia i niedowierzania przecierali oczy, kiedy na zgliszczach carskiej Rosji tworzyło się pierwsze państwo robotnicze i jego rewolucyjna proletariacka armia.

Dziś znów bez namysłu powtarza się, że rewolucji nie będzie. Tak jak wtedy, tak i teraz pogląd ten mie jest słuszny, bo w istocie rzeczy zakłada koniec historii i ostateczny triumf kapitalizmu głoszony przez burżuazję. Ten pogląd zupełnie też bagatelizuje ciągłe walki klasowe toczące się praktycznie na całym świecie. Wrze w Ameryce Południowej, wrze w Azji i w Afryce, a od czasu do czasu także i w Europie (w szczególności w Grecji a ostatnio także i we Francji). Można nawet zaobserwować pewne tendencje - otóż rewolucyjny środek ciężkości poszukując najsłabszego ogniwa przesuwa się z Europy na rubieże kapitalizmu, na wschód - w kierunku południowo-wschodniej Azji, na południe w kierunku Afryki, na zachód ku Ameryce Południowej, czyli tam gdzie panuje jego najdziksza i najbezwzględniejsza forma, ale też tam gdzie władza kapitału nie została jeszcze ostatecznie i trwale ugruntowana. 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia