Jesteś tu: Strona główna Artykuły Lewico wróć!

Lewico wróć!

Mateusz Chudzicki 08/11/2016

Czymże jest dzisiejsza polska lewica? Dlaczego z niej taki szkaradny twór? Gdzie się podziały dawne, jakże słuszne wartości socjalistyczne? Z jakiego powodu jesteśmy obecnie skazani na prawicową hegemonię? Dlaczego w mentalności naszego społeczeństwa bohaterowie tacy, jak Ernesto "Che" Guevara czy Fidel Castro są uznawani za zbrodniarzy, podczas gdy w tym samym momencie na piedestał stawiani są Żołnierze Wyklęci?

Te pytania można mnożyć w nieskończoność. Jednak odpowiedzi na nie mają jeden charakterystyczny punkt wspólny, który scala wszystkie fakty tworząc jedną uniwersalną odpowiedź. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi tylko i wyłącznie polska sama polska lewica.

Nie burżuazja, nie kościół, nie media, nie szkolnictwo, nie narodowo-nacjonalistyczne masy, ani nawet nie obecna partia rządząca, która wszelkimi sposobami usiłuje zepchnąć lewicę na totalny margines życia politycznego. Odpowiedzialność za to ponosi sama lewica. Bo to właśnie lewica w swojej absolutnej impotencji zatraciła swoją "lewicowość", swoje lewicowe "Ja", swój niepodważalny, lewicowy charakter. Obecna, większa część lewicy przestała stać po stronie ludzi pracy.

A czymże jest lewica, która odwraca się od potrzeb proletariatu? Czy to jest dalej lewica, czy może swoisty "zapluty karzeł reakcji" na usługach burżuazyjnych elit?

Wszystkie lewicowe formacje polityczne z którymi mieliśmy styczność w ostatnich latach, były formacjami zdecydowanie socjaldemokratycznymi. Skutek był tego taki, że ostatnimi laty politycy rzekomej lewicy (wszak to oni sami siebie uważali za lewicę) zdecydowanie chętniej i bardziej ochoczo pokazywali się na wszelkich paradach równości, marszach wolnych konopi czy dniach ateizmu zamiast podczas obchodów Święta Pracy. Tymczasem klasa robotnicza, czyli proletariat, a także: najubożsi, bezdomni, niedożywieni - oni wszyscy zostali pozostawieni bez czyjejkolwiek pomocy.

Każdy strajk, każda robotnicza manifestacja ostatnimi czasy odbywała się bez udziału reprezentantów lewicy, bądź ich udział był ograniczony do absolutnego minimum. Dzisiejsza lewica porzuciła swój pierwotny elektorat, zastępując go mniejszościową masą, która nijak nie może stanowić fundamentów socjalistycznego państwa. 

Trzeba jednak nadmienić, że socjalizm absolutnie nie jest wrogiem ani homoseksualistów, ani konsumentów marihuany, ani tym bardziej ateistów. Jednak jak w każdym systemie politycznym, tak i tutaj trzeba ustalić sobie pewne priorytety. I bezwarunkowym priorytetem każdej prawdziwie lewicowej partii powinno być zapewnienie godnych warunków pracy, godnych warunków mieszkaniowych, godnych warunków macierzyńskich i tacierzyńskch, godnych warunków do życia dla młodego pokolenia - pokolenia na pewien sposób tragicznego, bez perspektyw i nadziei na przyszłość, ponieważ przyszłość niezmiennie ukazuje się nam w szarych kolorach.

Sytuacja w jakiej obecnie znajduje się polska lewica jest wynikiem długotrwałego procesu, w wyniku którego doszliśmy do obecnego stanu rzeczy. Zatraciliśmy swoją szansę na odbudowanie swojej wartości i autorytetu po roku 1989. Czym jest lewica dzisiaj w oczach społeczeństwa? Jest po prostu nijaką bandą z której nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać. Niestety czasy, kiedy to socjaliści, komuniści czy związkowcy walczyli pod czerwonym sztandarem o najliczniejszą i zarazem najbardziej wykorzystywaną klasę w każdym społeczeństwie - klasę robotniczą... skończyły się. Dzisiejsza lewica dalej walczy, tyle że pod innym sztandarem i o inne cele. O cele służące burżuazyjnym elitom u władzy. A sztandar? Sztandar został wymieniony. Z czerwonego, na np. tęczowy.

Niepokojący jest jeszcze inny trend. Chodzi o te wszystkie bzdurne afery, które mają za zadanie odciągnąć uwagę społeczeństwa od spraw naprawdę istotnych. A to pewien poseł zrobił tzw. "coming-out" i wyznał, ze jest gejem. A to ktoś rzucił na sali sejmowej ordynarnym słownictwem. A jeszcze, kiedy indziej pewna, "sympatyczna" posłanka partii rządzącej postanowiła zrobić sobie stołówkę w sejmie i beztrosko konsumowała swój posiłek podczas obrad. Tabloidy się cieszą, bo mają o czym pisać. Politycy również się cieszą w myśl zasady: "nie ważne jak mówią, byleby mówili". A społeczeństwo z roku na rok coraz bardziej głupieje.

Co również istotne, lewica nie potrafiła nawet wziąć w obronę swoich bohaterów. Mało tego! Wielokrotnie stawała ona w jednym szeregu z kato-faszyzującą prawicą obwołując Fidela Castro, Mao Tse-Tunga, Che Guevarę czy Włodzimierza Lenina mianem zbrodniarza. Należy myśleć racjonalnie i zdawać sobie sprawę, że polityka prowadzona przez wyżej wymienione osobistości nie była bez skazy. Jednak rzeczą naturalnie podstawową jest docenianie i szanowanie dorobku osiągniętego wielką pracą i trudem włożonym w formowanie sprawnie funkcjonujących państw socjalistycznych.

Młodzi ludzie potrzebują bohaterów. Jeżeli więc lewica im tych bohaterów zabiera, to nie ma się co dziwić w kwestii formy ruchu socjalistycznego w Polsce.

Sumując te wszystkie czynniki, można by zatem śmiało rzec, że najwyraźniej Polska nie potrzebuje lewicy. Biorąc pod uwagę ultraprawicowy rząd, który mamy obecnie, miarowe zwiększanie się nastrojów nacjonalistycznych i jednocześnie antylewicowych, coraz częściej spotykane "karierowiczowskie" i konsumpcyjne podejście do życia, czy też mnogość marszy narodowo-faszystowskich rozpościera się przed nami obraz społeczeństwa-widma, które zawsze na pierwszym miejscu stawia swoje własne "ja" ponad "nas", "indywidualizm" ponad "współpracę" i które systematycznie jest przygotowywane do wzięcia udziału w "wyścigu szczurów", który nigdy się nie kończy - bo głupia, ludzka żądza bogacenia się jest niewyczerpalna.

Jednak nie jest to prawda. Pseudosocjalna ustawa PiS-u o chwytliwej nazwie "500+" całkowicie zamydliła oczy lwiej części naszego społeczeństwa. Sam ten projekt podzielił Polaków na dwie grupy, co zresztą jest stanem absolutnie powszechnym. Pierwsza część w "500+" widzi absolutny powrót do zasad komunizmu. Pisowskie rozdawnictwo pieniędzy jest z miejsca nazywane mianem "zatęchłej komuny" i jawnym pochwaleniem bolszewizmu, co w przypadku Prawa i Sprawiedliwości, określane jest "katobolszewizmem". Pozostali z kolei widzą w "500+" nikłe światełko w ciemnym od lat tunelu, które to światełko ma wreszcie doprowadzić Polskę do zrównania się poziomem życia z krajami Zachodu. O tym, jak bardzo naiwne są te przekonania niech świadczy np. fakt, że pieniądze z "500+" często nie docierają do celu. Za to często bywają wykorzystywane chociażby na alkohol, a nie, jak to mówi dłuższa nazwa tej ustawy: na dziecko.

Większym pożytkiem byłoby wprowadzenie zupełnie darmowych podręczników szkolnych, darmowych obiadów w szkole, darmowej komunikacji miejskiej dla uczniów... To byłaby realna pomoc dla rodzin i ich dzieci. Niestety o tym nikt nie pomyśli. Chociażby w mojej szkole za jeden obiad trzeba zapłacić 15 złotych(!). Używając najprostszej matematyki można bardzo łatwo obliczyć, że w przypadku ucznia który chciałby codziennie jeść obiad w placówce szkolnej, musi na ten cel przeznaczyć miesięcznie 315 złotych! Ten stan rzeczy jest amoralny!

A jednak głupie rozdawnictwo pieniędzy trwa w najlepsze. Partia Jarosława Kaczyńskiego jest zadowolona bo zyskuje poparcie i społeczeństwo jest zadowolone, bo wreszcie dostaje pieniądze do realizacji swoich celów... Niestety niekoniecznie związanych z właściwymi założeniami.  

Tą nieudolną, aczkolwiek wedle niektórych podpadającą pod socjalizm, ustawą PiS zapewnił sobie wysokie sondaże na następne kilka miesięcy, o ile nie na dłużej. Przy okazji również podebrał co bardziej niezorientowany i naiwny elektorat dawnej pseudolewicy. "500+" to populizm, na który dała się nabrać bardzo duża część społeczeństwa. Co gorsza! Teraz, gdy ktoś odbierze społeczeństwu ten wynalazek, musi się liczyć z ostrą, zachłanną krytykę, której nie będzie końca. "500+" weszło już w krew polaków. Jest dla nich niczym tlen, a odcięcie od tlenu, może mieć opłakane skutki. Teraz każdy, kto tylko zdecyduje się podnieść rękę na "500+" zostanie zbesztany.

Przed nami stoi więc długi, trudny okres. Okres powrotu myśli marksistowskiej z powrotem do łask. Kiedy twierdzę, że będzie to okres długi mam na myśli przynajmniej kilka dekad. Przez ten czas będziemy musieli się zmagać z bardzo wymagającymi sytuacjami. Będziemy określani mianem "bolszewików", "stalinistów", "komuchów", a obecny system będzie usiłował zniszczyć nas każdą swoją obślizgłą macką, byleby tylko nas uciszyć. Będą na nas pluć, będą nas obrażać. To będą trudne czasy dla każdego socjalisty czy komunisty, jednym słowem: lewicowca. Jestem jednak pewien, że ten porządek naszego państwa (a może i całego świata) zostanie w pewnym momencie zburzony, zachwiany. Dlaczego jestem tego taki pewien? Ponieważ nic nie trwa wiecznie.

Politycy, partie, rządy, systemy cały czas się zmieniają. Dlatego kiedyś przyjdzie czas i na nas. A wtedy naszym podstawowym obowiązkiem będzie wykorzystanie tej drugiej szansy danej nam przez los. Jednak by tej szansie dopomóc musimy zacząć działać już teraz. Musimy pokazać, że stoimy po stronie ludzi. Tej jakże prostej maksymy nie potrafiła zrozumieć tzw. "kawiorowa lewica". Oni stali po stronie pieniądza, elit, kleru czy popularnych burżujów. Stali zawsze nie po tej stronie co powinni.  

Zapewne jednak zanim doczekamy się socjalizmu w najprawdziwszym wydaniu w polskiej polityce, pewnie będziemy musieli jeszcze wielokrotnie przeżywać katusze oglądając nieporadność i wyssaną z mlekiem matki impotencję kawiorowej pseudolewicy. Jej ułomność nie szkodzi wyłącznie jej samej. Ona szkodzi przede wszystkim nam - socjalistom.

Główną specjalnością "lewicy na usługach elit" jest bowiem ośmieszanie lewicowych ideałów, wartości. Twierdzenia, że chociażby "w związkach jednopłciowych rodzi się tyle samo dzieci (...) co w związkach wielopłciowych" tylko to potwierdzają. A powiedzmy sobie szczerze, że dla polskiego "przeciętnego zjadacza chleba", twory socjaldemokratyczne oraz prawdziwy socjalizm to jedno i to samo, "bo przecież to lewica i to lewica". A to regularnie dostarcza świeżej pożywki dla wszelkiej maści prawicy i jej zwolenników. Oni wszyscy z tego czerpią garściami, co skutkuje stale powiększającym się elektoratem, gdyż nie ma się co łudzić by sytuacja w naszym kraju uległa niebawem szybkiej poprawie.

Nie pozostaje nam nic innego jak silnie trwać przy swoich ideałach i czekać oraz walczyć o lepsze dni.

Dni w których nareszcie zatriumfuje nasz prawdziwy, dobry socjalizm.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia