Jesteś tu: Strona główna Artykuły O czarnym (polskim) ko...

O czarnym (polskim) końcu projektu europejskiego

Tymoteusz Kochan 04/02/2017

...i o szansach na projekt czerwony.

 

Europa

Sytuacja gospodarki kapitalistycznej w Europie wydaje się być zaskakująco stabilna. Pomimo kryzysu z 2008 roku i kilku większych trzęsień ziemi w postaci m.in kryzysu w Grecji kapitalistyczny, globalny moloch solidnie trzyma się na swoich nogach. Podstawą europejskiej i światowej gospodarki kapitalistycznej wciąż pozostają: eksploatacja państw peryferyjnych i półperyferyjnych, rabunkowy wyzysk ekologiczny surowców Ziemi, czy bezpośrednia imperialistyczna (czyli wojskowa) interwencja zbrojna dokonywana w wybranych rejonach świata. W ramach systemowej całości dominującą formą eksploatacji pozostaje też oczywiście standardowa i klasyczna, kapitalistyczna eksploatacja najemnej siły roboczej mająca miejsce na całym świecie.

Ostatnie lata to jednak nowe problemy globalnego (i europejskiego) kapitalizmu, dla których rozwiązania musiał on sięgnąć po nowe środki: nowe zarówno z perspektywy gospodarczego zarządzania, jak i z perspektywy czysto politycznej i wyborczej. Tymi historycznie świeżymi (czy raczej odświeżonymi) środkami globalnego kapitalizmu są:

1) ekonomiczny zwrot w kierunku izolacjonizmu państw uprzywilejowanych

2) polityczny powrót do narodowo-nacjonalistycznych i ksenofobicznych korzeni zamaskowanych pod płaszczykiem tzw. populizmu

Kryzys, który w 2008 roku dotknął sektor kapitału finansowego i który spowolnił światowy wzrost gospodarczy, a także zmniejszył globalną stopę zysku zamienił się w kapitalistyczny ruch odnowy, rozwijający się pod propagandowymi hasłami „kapitalizmu narodów”. Ten niespecjalnie nowy projekt oparty jest na zasadach starego, państwowego kapitalizmu w którym dominującą rolę odgrywały uprzywilejowane państwa-imperia, których zysk nie był uzależniony od rynkowej kooperacji z innymi państwami, lecz zamiast tego opierał się na czystym drenażu, oraz na sile imperialistycznej przemocy. Specyficznym poligonem testowym dla tego rodzaju strategii była (i jest nadal) Grecja, gdzie w krótkim czasie europejski system kapitalistyczny (pod silnym wpływem gospodarki niemieckiej) doprowadził do masowej wyprzedaży majątku, prywatyzacji w rodzaju „wrogiego przejęcia”, czy ogólnej obstrukcji struktur państwa. To wszystko dokonało się w Grecji pod szyldami partii deklaratywnie lewicowej, jednak w rzeczywistości kapitulanckiej i niegodnej miana ugrupowania lewicowego.

„Recepta Grecka”, którą Grecji przepisały europejskie instytucje finansowe (czyli tzw. Troika) jest bezpośrednią odpowiedzią na kryzys kapitalizmu europejskiego, kolejną tego rodzaju odpowiedzią jest również szeroki polityczny zwrot w kierunku polityki prawicowej i izolacjonistycznej dostrzegalny przede wszystkim w polityce najbogatszych państw globu. Zgodnie z polityczną linią, którą wyznają dziś m.in. zwolennicy Brexitu, wyborcy  Donalda Trumpa, czy zwolennicy Marine Le Pen to właśnie przesadne otwieranie się najbogatszych państw na napływ zagranicznej siły roboczej, na przepływ globalnego kapitału i niedostateczna ochrona własnego przemysłu były głównymi przyczynami spadku tempa bogacenia się najbogatszych gospodarek świata. Winą za kryzys najbogatszych obarczono przede wszystkim siły zewnętrzne: 1) ekonomicznych wrogów zachodniego świata oraz 2) napływowych pracowników najemnych o obcym pochodzeniu.

Oczywistą, polityczną i ekonomiczną odpowiedzią na przedłużający się kryzys państw dotychczasowego Imperium (czyli konkretnie USA i najbogatszych państw strefy Euro) będzie ich stopniowe przejście na pozycję ochrony rynku wewnętrznego plus zaostrzenie stosowanych na zewnątrz praktyk imperialistycznych, które będą miały za zadanie dostarczyć tym gospodarkom dodatkowego kapitału.

Nie da się więc ukryć, że strategia, którą stopniowo już przyjmują państwa centrum to strategia z gruntu konserwatywna, reakcyjna i zachowawczo-obronna. Jest to także strategia w dużej mierze szkodliwa zarówno dla państw sąsiadujących i eksploatowanych, jak i dla samej klasy robotniczej tychże państw, która to klasa skuszona obietnicami dotyczącymi odzyskania dawnego dobrobytu pójdzie prosto w objęcia najbardziej tendencyjnej i konserwatywnej wizji neokonserwatywnego protofaszyzmu spod znaku Trumpa, Le Pen, czy sił jeszcze gorszych, które potencjalnie czekają jeszcze na swoją kolej.

Odwrót od neoliberalnej globalizacji w wymiarze światowym wiążę się więc ze zwrotem w kierunku bardziej klasycznego kapitalizmu zamkniętych gospodarek narodowych (który dobrze znamy choćby z czasów poprzedzających wybuch II wojny światowej). Taki kapitalizm szczególnie sprzyja nie tylko praktykom kolonialnym i imperialistycznym, ale i rozwojowi konfliktów zbrojnych o coraz bardziej groźnym i niebezpiecznym dla świata charakterze. Sojusz siły imperialistycznego, bezwzględnego państwa i potęgi korporacji to nie tylko realny faszyzm, ale także niepowstrzymana, globalna siła dążąca do nieuchronnej katastrofy klimatycznej.

Już obecnie cały Bliski Wschód to arena dla tzw. Proxy Wars, a w najbliższym czasie wszystko to może się jeszcze bardziej zmienić i zaostrzyć. Chyba, że naiwnie będziemy wierzyć w to, że nowy podział świat na linii Trump – Putin doprowadzi w jakiś sposób do magicznego i pacyfistycznego rozwiązania sprzeczności w łonie imperialistycznych gospodarek światowych mocarstw. Historia kapitalistycznej walki klas dowodzi jednak, że będzie wręcz na odwrót – im intensywniejsze będą próby dokonania nowego podziału świata na wydzielone strefy wpływów poszczególnych mocarstw – tym bardziej narastał będzie konflikt pomiędzy tymi strefami.

Europa stoi dziś więc nie tylko w obliczu wyboru pomiędzy formą federacyjnego, internacjonalistycznego socjalizmu a barbarzyństwem. Stoi też w obliczu konieczności oderwania się od amerykańskiej polityki zagranicznej, a także amerykańskiego wpływu na gospodarkę światową. Uniezależnienie się od USA, zwycięstwo postępowych sił politycznych w wymiarze europejskim, rezygnacja z polityki izolacjonizmu gospodarczego na rzecz internacjonalizmu opartego na zasadach socjalistycznych – oto główne cele polityczne, które mogłyby zbliżyć współczesną Europę do jakichkolwiek szans na nowy rozwój ekonomiczny, do szans na poprawę sytuacji pracowniczej w wymiarze europejskim, czy do szans na uporanie się z wiszącą nad nami katastrofą klimatyczną.

Jeżeli projekt integracji europejskiej – w jej postępowej formie – w ogóle ma przetrwać musi też ulec zasadniczej transformacji, a państwa kolonizowane i peryferyjne, które stale są marginalizuje się w ramach UE, muszą przejść na stronę postępowej polityki gospodarczej oraz zjednoczyć się, aby nie dopuścić do politycznego dyktatu państw europejskich o charakterze imperialnym. Albowiem to, co w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Francji może wydawać się obroną praw socjalnych i pracowniczych w rzeczywistości może nie być niczym innym, jak tylko ponownym przywracaniem panowania Europy bogatych nad Europą biednych. Głośno komentowany i odnoszący dziś sukcesy polityczne, tzw. „populizm” to nic innego, jak polityka odwołująca się do prosocjalnych sentymentów robotników pochodzących z państw imperialistycznych. Przeciwko takiemu „populizmowi” siły postępowej lewicy muszą jednak być w stanie zastosować skuteczniejszy, własny populizm, który oparłby się fałszywej wizji historii prezentowanej dziś przez siły prawicy, która odzyskania kapitalistycznego „raju utraconego” upatruje w powrocie do czasów politycznej dominacji kapitalistycznych gospodarek narodowych.

Na europejskich siłach postępowych spoczywa też dziś odpowiedzialność za uświadamianie europejskich mas pracujących na temat sprzeczności drzemiących w nich samych. Europejskie siły socjalistyczne nie mogą też walczyć o wzrost gospodarczy za wszelką cenę, czy skupiać się wyłącznie na interesach klas już i tak uprzywilejowanych w wymiarze regionalnym oraz światowym. Koniecznością jest więc chociażby wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej na wysokim poziomie, czy działanie na rzecz szybkiego wyrównania poziomów życia w poszczególnych państwach europejskich.

Przeciwko polityce internacjonalistycznego postępu w ramach zintegrowanej i socjalnej Europy wystąpią jednak zarówno świeże siły neokonserwatywnego imperializmu, zmierzające ku restauracji dawnej ery „wielkości” USA, Francji, czy Anglii, jak i siły polityczne starego neoliberalizmu, które obecnie znajdują się w defensywie.

 

Polska

W przypadku Polski pewne zmiany w polityce zaszły nawet szybciej niż w pozostałej części Europy. Dojście do władzy PiS-u oraz Jarosława Kaczyńskiego to nic innego, jak reakcja polskich pracowników na neoliberalizm, który przez lata trwale stosowały w Polsce poprzednie ekipy rządzące.

Polski neoliberalizm był także silnie związany z polityką antysocjalistyczną w ramach której Polska po 1989 roku utraciła nie tylko prawie cały swój państwowy przemysł, ale i większość kontroli nad kluczowymi sektorami gospodarczymi. Masowa prywatyzacja dokonana przez „plan Balcerowicza” i później była mniej więcej tym, co obecnie przeżywają Grecy. Odbywała się jednak na większą skalę i pod szczytnymi, „postępowymi” hasłami odejścia od przestarzałej gospodarki socjalistycznej i kroczenia ku nowej, świetlanej przyszłości, jaką zapewniać miał nam kapitalizm.

W rezultacie, po ponad 20 latach  panowania doktryn neoliberalnych, polscy pracownicy wybrali siłę, która w istotny sposób sprzeciwiła się skrajnej formie neoliberalizmu. Siłą PiS-u i obecnego rządu jest właśnie to, że stara się on realizować w Polsce to, co Donald Trump proponował podczas kampanii w USA, czy co Marine Le Pen obiecuje obecnie Francuzom. PiS obiecuje budowę nowej gospodarki narodowej, obiecuje nowe państwowo stymulowane, kapitalistyczne miejsca pracy. Obiecuje też odzyskanie kraju z rąk globalnego kapitału na rzecz patriotycznego kapitału narodowego. Jest to klasycznie konserwatywna, pochodząca rodem z XIX-wieku, wizja rzeczywistości i gospodarki, w ramach której ideą naczelną jest wzmacnianie narodowych kapitalistów, za czym ma następnie iść ogólne bogacenie się „całego narodu”. Wizja tak rozumianej zgody narodowej jest też w Polsce potężnym narzędziem pacyfikacji konfliktu klasowego. W rezultacie świadomość klasowa polskich pracowników praktycznie nie istnieje – zamiast tego dominują w Polsce różne wersje kapitalistycznego patriotyzmu w ramach którego wszyscy poczuwają się do roli panów i szlachty, gardząc przegranymi i słabymi.

PiS-owska, izolacjonistyczna i pozornie wroga obcemu kapitałowi polityka napotyka jednak na swoje istotne granice, którymi pozostają przede wszystkim: 1) brak realnego kapitału w rękach polskich kapitalistów, czy 2) niechęć rodzimego kapitału do inwestowania w cokolwiek, co nie wiąże się z krótkoterminowym i szybko osiąganym zyskiem. Skokowy rozwój polskiej gospodarki i jej usamodzielnienie się przy ustalonych już parametrach gospodarki całego regionu staje się więc realnie niemożliwy.

Polska rządzona przez PiS jest więc Polską w której zwyciężyły specyficzne, prosocjalne tendencje, naturalnie rozwijające się pośród polskich pracowników w czasach, kiedy to jedynym dozwolonym działaniem państwa było asystowanie burżuazji w jej kradzieżach.

Tendencje prosocjalne obecne w polskich pracownikach zostały jednak wykorzystane i przejęte przez religijny konserwatyzm, nurt o charakterze pseudochadeckim. Jest to pseudochadecja, ponieważ w odróżnieniu od klasycznej chadecji rząd PiS nie zamierza inwestować w państwowe przedsięwzięcia – zamiast tego już steruje i zamierza sterować gospodarką przede wszystkim poprzez ulgi, dodatki i wzmacnianie roli krajowego kapitalisty. Taka /zasadniczo jałowa/ polityka wydaje się mieć jednak silne oparcie w polskim społeczeństwie, które wciąż silnie wierzy w obietnicę kapitalistycznego dobrobytu i które łudzi się, że dobro polskiego przedsiębiorcy może ostatecznie przynieść też dobro polskiemu pracownikowi. Mity kapitalizmu i jego sukcesów oddziałują niezwykle silnie, a opozycja parlamentarna nie posiada żadnych innych recept poza atakowaniem PiS-u w kwestiach dotyczących tzw. obyczajówki, czy w kwestiach o charakterze formalno-prawnym.

W praktyce zarówno PO, jak i Nowoczesna, czy PSL są bowiem tylko gorszymi (bo w ogóle niesocjalnymi) wersjami PiS-u. Jest to o tyle specyficzne, że w wymiarze polskim konflikt pomiędzy opozycją i rządem posiada wyjątkowo niewielki zakres. I jedni i drudzy są bowiem podobnie antykomunistyczni, antysocjalistyczni, prokapitalistyczni, prokościołowi, czy proNATOwscy. Pozorowanie konfliktu pomiędzy rządem a opozycją i słabość obecnej, fasadowej „opozycji” dają jednak szansę mniejszym i nowym ugrupowaniom, które postawią na inną jakość w polityce gospodarczej i zagranicznej. Miękkie, socjalliberalne, czy tzw. „socjaldemokratyczne” partie nie uzyskają jednak w Polsce dużego zaufania. Po pierwsze ze względu na historię swoich zdrad na rzecz neoliberalizmu i po drugie ze względu na mało wyrazisty charakter, także w sferze gospodarczej, gdzie formacje socjalliberalne często zaledwie dorównują prezentowanej przez PiS wizji socjalnego dobrobytu.

Na chwilę obecną może się jednak okazać, że silnie przyzwyczajeni do swej niewolniczej roli Polacy mogą zadowolić się niewielkimi dodatkami socjalnymi oferowanymi przez PiS, mogą traktować je w charakterze darów bożych i przez wpojoną niechęć do socjalizmu mogą też upierać się przy popieraniu polityki nieskutecznych pseudochadeków.

Obserwujemy więc w Polsce to, co jest zapowiedzią europejskiego i światowego zwrotu w kierunku polityki kapitalistycznego izolacjonizmu. W przypadku Polski jest to jednak studium przypadku na przykładzie państwa półperyferyjnego i zasadniczo ubogiego. Ostatnie lata dowodzą jednak, że ruchy prosocjalne i zrywające więzy z neoliberalną globalizacją mogą być ruchami konserwatywnymi, prokapitalistycznymi i realnie jeszcze bardziej politycznie szkodliwymi – szczególnie tam, gdzie do czynienia mamy z gospodarkami silnie uzależnionymi od wojskowych podbojów i interwencji.

W przypadku Polski triumf obecnej władzy będzie trwały do momentu do którego nie powstanie w Polsce realnie, lewicowo-socjalistyczna opozycja, która bez wizerunku hipsterskich fanów praw LGBT na poważnie zajmie się walką o prawa pracownicze i socjalne, walką o samodzielność Polski w ramach zintegrowanej i prosocjalnej Europy bez neoliberalnego młota na najbiedniejszych i eksploatowanych.

Polski kapitalizm charakteryzuje jednak także brak trwałych, samodzielnych podstaw – jest to system stosunkowo silnie uzależniony od gospodarki Niemiec, czy całej UE.

W miarę zaostrzania się kryzysu kapitalizmu europejskiego mogą pojawić się więc w Polsce realne szanse na zwycięstwo sił lewicy, która byłaby w stanie dostosować Polskę do nowych warunków panujących w bardziej postępowej Europie. Obecnie jednak to właśnie my, jako Polska, znajdujemy się na pierwszej linii szkodliwych zmian, będąc forpocztą kapitalistycznego konserwatyzmu o coraz silniejszym, nacjonalistycznym charakterze.

Wystąpienie wygłoszone podczas dyskusji Europa i Kapitalizm, które 25 stycznia odbyło się na Uniwersytecie Szczecińskim.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia