Jesteś tu: Strona główna Artykuły Žižek: Musimy powsta...

Žižek: Musimy powstać z popiołów liberalnej demokracji

Slavoj Žižek 13/03/2017

Inauguracja Donalda Trumpa 20 stycznia była przykładem ideologii w jej najczystszej formie, jej proste przesłanie odnosiło się do szeregu oczywistych sprzeczności. Na swoim najbardziej elementarnym poziomie brzmiało to jak coś co mógłby wygłosić i Bernie Sanders: mówię za was wszystkich, zapomnianych lekceważonych i wyzyskiwanych ciężko pracujących ludzi, jestem waszym głosem, jesteście teraz u władzy. Jednakże, poza oczywistym kontrastem pomiędzy tą deklaracją a wczesnymi nominacjami Trumpa (Rex Tillerson, głos wyzyskiwanych, ciężko pracujących ludzi?), w jego przesłaniu jest seria poszlak które zmieniają jej wydźwięk.

Trump mówił o waszyngtońskich elitach, nie o kapitalistach i wielkich bankierach. Mówił o zrzeczeniu się roli światowego policjanta, ale za to obiecał zniszczenie muzułmańskiego terroryzmu. Innym razem, zapowiedział, że zapobiegnie północnokoreańskim testom balistycznym oraz chińskiej okupacji wysp na Morzu Południowochińskim. To co otrzymujemy, to globalny militarny interwencjonizm, wymierzony bezpośrednio w obronę amerykańskich interesów, pozbawiony maski praw człowieka, czy maski demokracji. W latach 60-tych mottem wczesnego ruchu ekologicznego było "Myśl globalnie, działaj lokalnie!"

Trump obiecuje robić całkowicie na odwrót: "Myśl lokalnie, działaj globalnie." W XX wieku nikt nie musiał ogłaszać "America first!"... Było to oczywiste. Fakt, że Trump ogłasza to, oznacza że, w XXI wieku amerykański globalny interwencjonizm przybierze jeszcze bardziej brutalną formę. Jak na ironię, Lewica, która długo krytykowała amerykańskie pretensje do bycia światowym policjantem może zacząć tęsknić za dawnymi czasami kiedy - przy całej hipokryzji - Stany Zjednoczone dyktowały światu demokratyczne standardy.

Jednakże wciąż najbardziej przygnębiającym aspektem okresu powyborczego w USA nie jest wcale polityka Trumpa, lecz reakcja establishmentu Partii Demokratycznej na swoją historyczną porażkę: oscylowanie pomiędzy dwoma ekstremami, horrorem Wielkiego Złego Wilka (Big Bad Woolf) zwanego Trumpem, oraz przeciwnie, normalizacja sytuacji, idea, że nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Z jednej strony Chris Mathhews z MSNBC twierdzi, że dostrzegł w przemówieniu inaugurcyjnym Trumpa coś "hitlerowskiego". Z drugiej jednak strony John Bresnahan z Politico donosi, że Nancy Pelosi "wielokrotnie przywołuje wydarzenia sprzed dekady. Lekcja jest dla niej prosta - przeszłość jest prologiem. To co zadziałało wcześniej, zadziała i znów. Trump i Republikanie będą przeceniać swoje możliwości, a Demokraci muszą jedynie być gotowi aby ich przeskoczyć gdy nadarzy się ku temu okazja."

Innymi słowy, wybór Trumpa jest po prostu kolejnym odwróceniem na drodze standardowej wymiany pomiędzy republikańskimi a demokratycznymi prezydentami - Reagan, Bush, Clinton, Bush, Obama i teraz Trump. Takie stanowisko ignoruje zupełnie prawdziwe znaczenie wyboru Trumpa: słabość Partii Demokratycznej, która umożliwiła to zwycięstwo, oraz radykalną reorganizację przestrzeni politycznej którą ono zapowiada.

Ale co jeśli projekt umiarkowanego protekcjonizmu, wielkich robót publicznych i stworzenia miejsc pracy, połączony z antyimigracyjnymi standardami bezpieczeństwa i nowym, perwersyjnym pokojem z Rosją jakoś zadziała i da krótkoterminowe rezultaty? Oto czego przerażeni lewicowi liberałowie naprawdę się boją: że wybór Trumpa w jakiś sposób nie będzie katastrofą.

Nie powinniśmy ulegać takiej panice. Nawet jeśli Trump będzie jawić się jako sukces, rezultaty jego polityki będą w najlepszym razie niejednoznaczne dla zwykłych ludzi, którzy wkrótce poczują ból tego sukcesu. Jedyny sposób aby pokonać Trumpa - oraz aby ocalić to, co jest warte ocalenia w liberalnej demokracji - to odciąć się od trupa tejże liberalnej demokracji i ustanowić nową Lewicę. Elementy programu dla tej nowej Lewicy są łatwe do wyobrażenia. Trump obiecuje anulowanie wielkich umów o wolnym handlu popieranych przez Clinton. Lewicową alternatywą powinny być projekty nowych międzynarodowych umów. Takie umowy powinny stanowić publiczną kontrolę nad bankami, standardy ochrony środowiska, prawa pracownicze, powszechną służbę zdrowia, ochronę mniejszości seksualnych i etnicznych, etc. Wielką lekcją ze światowego kapitalizmu jest to, że państwa narodowe same nie mogą wykonać całej tej roboty - tylko nowa polityczna międzynarodówka ma szansę powściągnąć globalny kapitał.

Pewien stary antykomunistyczny lewicowiec powiedział mi kiedyś, że jedyną dobrą rzeczą w Stalinie było to, że naprawdę przeraził on wielkie zachodnie potęgi. Można powiedzieć to samo o Trumpie: Dobrą rzeczą jest w nim to, że naprawdę przeraża on liberałów.

Po II wojnie światowej zachodnie mocarstwa odpowiedziały na radzieckie zagrożenie poprzez skupienie się na własnych niedociągnięciach co doprowadziło je do budowy państwa opiekuńczego. Czy dzisiejsi lewicowi liberałowie będą w stanie zrobić coś podobnego?

 

Oryginalny tekst pochodzi z portalu In These Times

Tłumaczenie Arkadiusz Wojciechowski 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia