Jesteś tu: Strona główna Artykuły Wieczna wojna - wieczn...

Wieczna wojna - wieczny zysk

Tymoteusz Kochan 22/05/2017
Mniej więcej dwa tygodnie temu dawna sekretarz stanu USA, Condoleezza Rice, w jednej z wypowiedzi publicznych przyznała wprost, że "Stany Zjednoczone nie udały się do Iraku by zapewnić tam demokrację tylko aby obalić Saddama". Dodała też, że USA miały już "dość wspierania autorytarnych przywódców, ponieważ byli stabilni". Dokładnie ta sama "niechęć do stabilności" zaowocowała powstaniem (rzekomo bardzo niechcianego) ISIS...
 

W świetle tego rodzaju wypowiedzi należy jednak gruntownie przemyśleć to w jaki sposób zachodnia narracja postrzega Państwo Islamskie i jego satelity. Jeśli czołowi przedstawiciele rządów USA przyznają wprost, że demokracja nie jest planem dla Bliskiego Wschodu, a jednocześnie należy natychmiast pozbyć się wszystkich autorytarnych porządków to oznacza to, że obecny stan rzeczy jest im po prostu na rękę. ISIS nie jest wobec tego żadnym "wypadkiem przy pracy", czy organizacją, która wyrosła na nienawiści dla demokracji - jest jej domyślnym, bliskowschodnim substytutem, który od dawna znajdował się w imperialistycznych planach.

Autorytarne, dawne "porządki" są bowiem niechciane głównie dlatego, że w ogóle są jeszcze jakimiś porządkami. Brak stabilizacji sytuacji w Iraku, Libii, czy Afganistanie nie jest zaś efektem braku możliwości, czy braku umiejętności po stronie USA. ISIS to w istocie świadomy twór Stanów Zjednoczonych, które bardzo potrzebowały chaotycznego, niezorganizowanego i będącego "oczywistym złem" wroga zamiast państw, które w jakikolwiek sposób mogłyby jeszcze stawiać się totalnej, imperialistycznej dewastacji.

Głównym filarem ideologii USA stosowanej na zewnątrz jest postulat "wolnorynkowości". Postulat "wolnego rynku" jest jednak przez amerykański rząd rozumiany szczególnie: chodzi o całkowicie bezradny i bezbronny rynek przeznaczony pod imperialistyczny podbój.

W warunkach stale przedłużających się konfliktów zbrojnych rynek staje się prawdziwie wolny, ponieważ właściwi właściciele ziem, którzy zamieszkiwali dane państwo tracą wszystkie swoje dotychczasowe prawa własności. Wojna z wrogiem, który nie zasługuje na życie (a tym bardziej na zwycięstwo) oznacza, że rozwiązanie może być tylko jedno i jest nim rozłożona w czasie, totalna anihilacja. To dzięki niej powstaje prawdziwie pożądany i właściwy rynek: czysty rynek bez praw dla tubylców, który jest "czysty" dokładnie tak samo, jak "czyste" jest użycie bomby neutronowej zabijającej "jedynie" ludzi i zachowującej własność.

Szczególnie możemy zrozumieć to na przykładzie Iraku, czy Syrii, gdzie obecnie trwa imperialistyczny konflikt z Państwem Islamskim. Niewypowiedzianą prawdą na temat sytuacji tego obszaru jest fakt, że jego rdzenni mieszkańcy nie posiadają już praw do dysponowania swoją własnością.

Z chwilą powstania ISIS i pojawienia się kolejnych grup terrorystycznych o chaotycznym charakterze z horyzontu zupełnie zniknął podmiot, który był (czy też mógłby być) prawowitym właścicielem danego obszaru. Irakijczycy i Syryjczycy - oraz szerzej muzułmanie - obarczeni zbiorową winą za powstanie ISIS tracą w świetle moralności Zachodu prawo do swojej ziemi oraz własności: dziś prawie każdy biały Europejczyk byłby w stanie zaakceptować fakt przejścia obszaru Syrii, czy Iraku pod bezpośredni zarząd USA, UE, czy NATO. W zasadzie byłoby to oczywistym następstwem ewolucji Bliskiego Wschodu, który jest dziś obszarem wyklętym, który nie ma prawa do stabilizacji i ma dalej pogrążać się w chaosie. Pozbawieni praw i przyszłości są zaś przede wszystkim miejscowi, którzy są dziś nienazwanym, ostatecznym wrogiem całego zachodniego świata. To oni są winni kryzysu, to oni są winni napływu uchodźców, to oni są winni braku kapitalistycznego postępu i cudu.

I niestety dla nich - każdy wróg o charakterze ostatecznym domaga się ostatecznego rozwiązania.

Postulatem przeciwnym "stabilizacji" jest bowiem postulat chaosu. Chaos, będący prawdziwym rozwiązaniem "sytuacji Bliskiego Wschodu", to nie tylko pełna wyprzedaż i okazja na całościowy rabunek, ale też utrata identyfikacji i resztek państwowości. Dzisiejsze "państwa upadłe" na Bliskim Wschodzie to państwa, które w ogóle nie posiadają już państwowości, czy też szans na jakąkolwiek stabilizację. Kapitalizm katastroficzny, który zgodnie z planem wprowadzono w tamtej części świata przekazał prawowity akt własności do wszelkich surowców Bliskiego Wschodu tym, którzy są silni i są w stanie ISIS powstrzymać. Problem polega na tym, że powstrzymanie ISIS nie jest czymś, co szczególnie mocno interesowałoby amerykańskich sponsorów - zniszczenie ISIS oznaczałoby przymus budowania choćby namiastki nowej państwowości i nowych struktur politycznych.

A to - jak wiemy z najnowszej historii - już się nie udało, nie sprawdziło, a przede wszystkim - było za drogie. Wieczny stan wyjątkowy w realiach zupełnego braku prawodawstwa, państwa, sądownictwa, czy miejscowych uprawnionych do czegokolwiek to rozwiązanie nie tyko bardziej wydajne, ale i zdecydowanie tańsze.

Imperializm doby świata globalnego nie potrzebuje już miejscowych nadzorców i strażników. Wystarczą same drony.

To, że wieczny chaos i dalsza imperialistyczna dewastacja są zasadniczą częścią planu USA dla Bliskiego Wschodu potwierdzają też kolejne posunięcia ekipy Donalda Trumpa. Zgodnie z zawartą ostatnio umową monarchia Arabii Saudyjskiej przez następne 10 lat kupi od USA sprzęt wojskowy warty 110 miliardów dolarów. W porównaniu do takich zysków każdy pokój na Bliskim Wschodzie byłby z amerykańskiej perspektywy biznesowej czystą głupotą i kapitalistycznym samobójstwem.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia