Jesteś tu: Strona główna Artykuły Prawicowa propaganda w...

Prawicowa propaganda w polskich szkołach

Mateusz Chudzicki 24/05/2017

Od jakiegoś czasu coś zaczęło się wyraźnie psuć w polskim systemie edukacji. Prawicowo-nacjonalistyczna propaganda zaczęła szarżą przenikać do szkolnych struktur tworząc pokolenie skrajnie zepsute i jednocześnie zagubione. Są to bardzo młodzi ludzie którzy zindoktrynowani na wczesnym etapie edukacji, całkowicie zatracili swoją człowieczą, naturalną mentalność. Proces ten trwa od lat i póki co nie widać jego końca. Wręcz przeciwnie, on cały czas ewoluuje, przybiera na sile sprawiając, że prawicowa hegemonia stała się po prostu faktem. To już nie jest koszmarny sen wszystkich lewicowców. To najprawdziwszy fakt.

Zasada jest prosta: kto zjedna  sobie głosy najmłodszych, ten ma zapewnioną władzę.

Zapewnia to regularną "dostawę" nowych zwolenników, a więc przedłużenie i przypieczętowanie panowania. Spektrum jest szerokie. Od radykałów z Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej, po "wolnościowych" zwolenników Janusza Korwina-Mikkego, a na teoretycznie najłagodniejszych fanatykach partii rządzącej kończąc. Te trzy obozy potrafiły w największym stopniu zjednoczyć wokół siebie reprezentantów młodego pokolenia (a przecież jest jeszcze Kukiz'15 czy Ruch Narodowy), którzy mając jeszcze niewykształcony w pełni światopogląd pędzą do tych, którzy krzyczą najgłośniej.

Za całą tą sytuację winę ponosi również lewica, która w całej swojej opieszałości, a nawet ignorancji sprawę po prostu zlekceważyła. W momencie kiedy można jeszcze było temu zapobiec, politykierzy z tzw. "salonowej" lewicy woleli zajmować się sprawami najmniej istotnymi, całkowicie odwracając się nie tylko od młodzieży, ale również od klasy pracującej, biednych, kobiet czy związkowców. Za te ideologiczne lenistwo, polska lewica płaci obecnie najwyższą cenę. Nie tylko nie funkcjonuje już w życiu politycznym naszego kraju, ale również stała się pośmiewiskiem, obiektem szyderstw, drwin czy obraźliwych komentarzy. Minie jeszcze trochę czasu nim ta sytuacja się odmieni. Sytuacja nie zmieni się jednak bez zaangażowania ze strony każdej osoby, która z lewicowymi postulatami się zgadza.

Wracając jednak do tematu szkół należy zwrócić uwagę na to w jaki sposób prawicowa propaganda zmieniała się na przestrzeni lat. Nie było to bynajmniej ukryte podsuwanie idei, zgrabne manipulowanie i subtelne granie na nieuświadomionych jeszcze głowach młodych ludzi. Była to propaganda bijąca swą agresywnością w całej rozciągłości, często narzucana zresztą pod przymusem. I tutaj rękę do tego przykładają niestety nauczyciele, którzy nie widzą nic złego w tym, że placówki szkolne już dawno przestały być apolityczne i bezstronne. Przykład z którym spotkałem się osobiście - jedna ze szkół średnich w pobliżu Łodzi, lekcja historii. Nauczyciel bez konsultacji z klasą oznajmia, że zostali oni zapisani do konkursu wiedzy o żołnierzach wyklętych. Udział jest obowiązkowy, a uczestnictwo nagradzane jest pamiątkowym dyplomem i oceną celującą z historii. Brak pytania o chęć uczestnictwa, jakiejkolwiek rozmowy, czy dyskusji. Każdy ma wziąć udział w konkursie i koniec kropka. Sytuacja może wydawać się błaha, ale tylko do czasu kiedy głębiej się nad nią zastanowimy. Jest to wyraźny przykład nakazu zgłębiania danej ideologii (w tym wypadku kultu żołnierzy wyklętych) w zamian za odniesienie konkretnych korzyści (w tym wypadku oceny celującej z przedmiotu).                        

Sam kult żołnierzy wyklętych jest zresztą ciekawy sam w sobie. Ostatnio bowiem uległ on wyraźnemu nasileniu - do eskalacji tego kultu dochodzi dziś zwłaszcza w szkołach. Na ten kult składają się dodatkowe zajęcia poświęcone właśnie Wyklętym, specjalne wystawy na korytarzach, apele dotyczące Wyklętych, kolejne prezentacje, czy pogadanki na ich temat. Gama doprawdy szeroka i jakże imponująca.

Pośród "bohaterów" współczesnej młodzieży figurują przy tym takie postacie, jak Romuald "Bury" Rajs, Józef "Ogień" Kuraś czy Zygmunt "Łupaszka" Szendzielarz. To "wyklęci" o CV najbardziej bogatym w mordy i zniszczenia.

W szkole nie dostaniemy oczywiście żadnych sensownych informacji na temat Armii Ludowej. Na temat następców Gwardii Ludowej i ich walecznej walki u boku radzieckich żołnierzy pod i w samym Berlinie w 1945 roku panuje głucha cisza. Ciężko jest dowiedzieć się czegokolwiek konstruktywnego na temat ich działalności. Jeżeli już któryś z profesorów zdecyduje się jednak scharakteryzować tę organizację, możemy usłyszeć nieomalże wyłącznie, że Gwardia Ludowa była zdecydowanie najgorsza i stała w cieniu Armii Krajowej oraz Narodowych Sił Zbrojnych. Będzie na nas czekał stos niekompetentnej wiedzy, półprawd i najbardziej wyszukanych kłamstw.

Jak realne jest zagrożenie? Dużo na ten temat mówi sytuacja sprzed roku, która zaszła w liceum ogólnokształcącym im. Stanisława Małachowskiego w Płocku, w którym doszło do uczestnictwa członków Obozu Narodowo-Radykalnego w szkolnym apelu poświęconym (a jakże!) żołnierzom wyklętym. Przedstawiciele tej organizacji zasiadali w pierwszych rzędach, a następnie jeden z nich wygłosił patetyczne przemówienie pełne odwołań do historii. Oficjalna wersja mówi o tym, że to sam ONR zaproponował uczestnictwo w apelu, na co dyrekcja przystała. Jednak po zaistniałej sytuacji placówka wyraźnie odcięła się od wszelkich powiązań z narodowcami. Sprawa ta dobitnie obrazuje nam, jak poważne zagrożenie stanowi podszyta faszyzmem propaganda prowadzona przez organizacje pokroju ONR i jak łatwo potrafi znaleźć sobie miejsce w polskich szkołach. Jeśli przystaniemy na takie zachowania to już niedługo okazać się może, że szkolne apele z udziałem nacjonalistów będą powszechne i bynajmniej nie tylko "od święta" związane z obchodami dnia wyklętych.

Pod względem absurdu i groteski nic nie przebije jednak zespołu szkół w Milanówku, który od tego roku ma w swojej ofercie profil... Matematyczno-narodowy. Według dyrektora placówki profil ten powstał w odpowiedzi na wydarzenia zachodzące w Europie. Miał on na myśli przede wszystkim konflikt na Ukrainie oraz problem emigracyjny. Pan Zbigniew Reluga - dyrektor szkoły - najwyraźniej nie rozumie, że w swoich wyjaśnieniach zaprzecza sam sobie, ponieważ jak sam twierdzi, nie jest przeciwny uchodźcom, a jednak sam dodaje przy tym, że młodzi Polacy powinni potrafić bronić się w "sytuacjach zagrożenia" - które kojarzą mu się oczywiście z uchodźcami. Zajęcia w ramach profilu obejmują m.in trening strzelecki na strzelnicy, marsze śladami wyklętych (standard) czy wyjazdy w teren. Wszystko to po to aby, jak to mówił Pan Dyrektor, "mężczyzna wiedział jak podać kobiecie kwiaty, ale też, jak w obronie tej kobiety stanąć". Sam kierunek, jak nie trudno się domyślić, cieszył się zresztą dużym zainteresowaniem i nie było większych problemów by taką klasę wypełnić uczniami.

Przykład szkoły w Milanówku pokazuje jak daleko zaszła propaganda stosowana przez nacjonalistyczną prawicę. Czego tak naprawdę może uczyć kierunek matematyczno-narodowy? Czy faktycznie chodzi tylko o umiejętności samoobrony?  Choć dyrektor szkoły może temu zaprzeczać to jednak powstanie klasy o takim profilu staje się jawnym atakiem na ludzi - i bynajmniej nie tylko na samych uchodźców. Każdy kto nie podziela poglądów narodowych może czuć się na pewien sposób zagrożony przez uczniów wyszkolonych w duchu strzelającego patrioty. Coraz silniejszy nacjonalizm i pochodząca od niego agresja mogą być podstawą dla bardzo niebezpiecznych sytuacji zważywszy przy tym na to, że w bliskim sąsiedztwie każdej takiej szkoły zawsze znajdą się jacyś obcokrajowcy i inni niepasujący do wyobrażeń o "narodowej wspólnocie". W przypadku samego Milanówka tuż obok siebie funkcjonują zresztą ośrodek produkcyjny młodych nacjonalistów oraz miejsce schronienia dla uchodźców poszukujących w Polsce azylu.

Sytuacje, które opisałem wywołują niepokój. Jeszcze bardziej niepokojące jest jednak jeszcze coś innego. Najbardziej do myślenia daje bowiem to, jak bardzo narodowo-prawicowa propaganda jest dziś skuteczna. Na młodzież składają się ludzie o bardzo skomplikowanej osobowości. Żeby do nich dotrzeć potrzeba bardzo dużego zaangażowania i przede wszystkim wiedzy w jaki sposób wkraść się w ich łaski. Po tym ile młodych osób paraduje po szkołach w tzw. "odzieży patriotycznej" (która tak naprawdę z patriotyzmem nie ma nic wspólnego, gdyż producenci takich ubrań zrobili z "patriotyzmu" najzwyczajniejszy w świecie produkt dzięki któremu się bogacą), widać, że cel jaki założyli sobie prawicowi populiści jest osiągany w 100%.

Młodzieżowe organizacje nacjonalistycznej prawicy mają zapewnioną egzystencję dzięki młodemu narybkowi. A młodzi ludzie spełniają swoją wyimaginowaną powinność, według której robią coś pożytecznego dla swojej ojczyzny.

Na ile działalność ta pozostaje w ogóle pożyteczna - pozostaje oczywiście kwestią sporną. Pewne jest jednak to, że właśnie przez tą działalność w Polsce odradza się dziś faszyzm i nacjonalizm, a polska szkoła stała się tej fali wylęgarnią.

Fala odradzającego się faszyzmu - który kiełkuje na żyznej, młodzieżowej glebie już nawet pośród dzieci - wraz z religijną indoktrynacją, która również coraz silniej zakorzenia się w polskiej oświacie, powodują, że szkoła stała się dziś reakcyjną twierdzą nie do zdobycia. Przed tymi, którzy chcieliby odwrócić obecne trendy stoi niełatwe zadanie. Ta swoista "mission imposible" jest jednak do wykonania, jeżeli tylko lewica zacznie działać w sposób skuteczny i zorganizowany. Szkoła została bowiem porzucona i oddana na prawicowy żer. Narodowcy odnaleźli tę niszę i zrobili z niej użytek, podczas gdy cała lewa strona ten okres przespała. I choć prawdopodobnie jest to działanie krótkoterminowe (bo jak wiemy z nacjonalizmu się wyrasta) to jednak, jak widać - przynosi to efekty. Dopóki lewica nie zwróci się bezpośrednio do młodzieży i nie zaprezentuje jej innej, lepszej drogi, dopóty polska szkoła będzie wypełniona masą zindoktrynowanej, omamionej ideologią wyklętych młodzieży.

Wszystko w naszych rękach!                                                                                                       

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia