Jesteś tu: Strona główna Artykuły Samozaoranie

Samozaoranie

Tymoteusz Kochan 14/07/2017

Realizują się najgorsze koszmary dawnych elit rodem z PO i z Gazety Wyborczej. Okazuje się, że dając drobne na socjal, uderzając w te same antykomunistyczne bębny i dodając nieco więcej klerykalizmu oraz nacjonalizmu można z powodzeniem tworzyć stabilny rząd odwołując się do mas, a nie jedynie do polskiej biedaburżuazji i jej krwiożerczych, wyzyskujących zapędów...

 

Dawnym neoliberałom pozostaje dziś tylko pozbawione treści wzburzenie i oskarżanie mas o brak kultury i rozumu. W istocie: kulturowo i cywilizacyjnie projekt PO był faktycznie bardziej nowoczesny od projektu PiS, był też bardziej zasobny i zaawansowany kulturowo… ale kto w czasach maksymalnego wyzysku i neoliberalizmu lat 90-tych i później mógł być tym zasobnym w kulturę? Tylko ci, których było na to stać i którzy odcinali kupony od kapitalistycznej machiny wprawionej w  ruch po 1989 roku.

Polskie masy nie otrzymały szansy na awans kulturowy: zamiast tego zostały zdegradowane i zepchnięto je do roli odbiorców disco-polo, a jedyną wspólną bazą kulturową został kościół, który okazał się być najlepszym zasobem kulturowym...

...czego głównym beneficjentem okazało się oczywiście Prawo i Sprawiedliwość. Nic w tym dziwnego, że zdezorientowana i zdegradowana polska klasa robotnicza okazała się być podatna na ideologię nacjonalistyczną budowaną obecnie głównie wokół ksenofobii skierowanej przeciwko uchodźcom. Nienawiść i zaprogramowana przez prawicę oraz kościół niechęć dotyczą zresztą wszystkich różniących się od modelowego Polaka – narodowca, chrześcijanina, spadkobiercy wyklętych i bezrefleksyjnego wyznawcy zaściankowego konserwatyzmu.

To nieodrobiona lekcja z sympatii i oczekiwań klasy pracującej doprowadziła do klęski projektu neoliberalnego i liberalnego jednocześnie. Bez koniecznego wzmocnienia pozycji ekonomicznej robotnika w sposób nieunikniony stał się on zakładnikiem kultury wywodzącej się z polskiej biedy.

Od tej klęski nie ma powrotu. Dawne elity nie posiadają już ani programu, który byłby w stanie trafić do szerokich mas, ani też nie są wiarygodne: przez lata twierdziły bowiem uparcie, że Polski nie stać na najmniejszy choćby wzrost poziomu świadczeń socjalnych.

Wszyscy umiarkowani wyborcy będą więc za PiS-em i to nawet pomimo wyznawania zupełnie odmiennych wartości, czy posiadania odmiennego paradygmatu kulturowego: PiS udowodnił bowiem, że skuteczna polityka interwencjonistyczna i prosocjalna nie jest tylko głupim marzeniem mas, ale zwyczajnym i dostępnym środkiem, którym polskie państwo jest w stanie bez większego trudu się posłużyć. W ten oto sposób rząd Kaczyńskiego korzysta też z przekonania o niezbędności interwencjonizmu państwowego i socjalnego, które na trwałe zadomowiło się w polskim społeczeństwie jeszcze w okresie istnienia Polski Ludowej i gospodarki socjalistycznej. Sama walka na rzecz umiarkowanie lżejszej indoktrynacji religijno-smoleńskiej nie zbuduje natomiast wystarczającego oparcia dla obecnej prawicowej "opozycji", której historyczna klęska stanowi przy okazji kolejny gwóźdź do trumny polskiego oświecenia.

Nowa, PiS-owska stabilizacja jest nie tylko stabilizacją idei konserwatywnych, ksenofobii i nacjonalizmu. Prowadzi też do kurczenia się sceny politycznej i  podziału na dwa obozy: obóz nowego porządku oraz na obóz porządku starego. Z tym starym porządkiem kojarzona będzie zaś głównie bieda, czy przymusowa emigracja. Automatycznie, szczególnie w przypadku młodszego pokolenia, dojdzie też do zrównania rzeczywistego zła porządku neoliberalnego z mitycznym złem porządku „komunistycznego” – co dzieje się też wedle wyobrażeń i scenariuszy historycznych rodem z propagandy IPN-u.

Antykomunistyczna i antysocjalistyczna polityka historyczna, którą dzięki PO wpojono już masom, doprowadziła do stopniowej eliminacji projektu dobrej, prosocjalnej i socjalistycznej lewicy ze świadomości mas.

Masy wewnętrznie pozostały jednak prosocjalne, ponieważ zbudowane jeszcze w okresie Polski Ludowej pragnienie opiekuńczego państwa jest wedle badań opinii wciąż jednym z silniejszych społecznych pragnień. Skoro jednak wedle nowej nacjonalistycznej ideologii praktycznie każda lewica równa się Katyniowi i Putinowi to jedynym dostępnym i legalnym projektem socjalnym automatycznie staje się projekt PiS-u. W taki właśnie sposób Platforma Obywatelska i cały postsolidarnościowy obóz z nią związany pogrzebały siebie i wybudowały Kaczyńskiemu autostradę do wiecznej hegemonii jego projektu politycznego.

Drobne antyrządowe bunty elit, części inteligencji i środowisk związanych z kulturą, których jesteśmy ostatnio świadkami nie mają w związku z tym swoich odbiorców: faktycznymi odbiorcami tych treści w przeszłości nie były bowiem masy. Dla tych pominiętych i pokrzywdzonych mas PiS-owska TVP organizuje teraz koncerty disco-polo oraz msze, przy okazji wtłaczając do głów nienawiść do wszystkich pozostałych, do wyznawców innych religii, do lewicy, czy do „zgniłej” Europy z jej zgniłym postępem obyczajowym.

Jedyna odpowiedź ze strony dawnych elit to apele do sumień i poczucia tożsamości kulturowej możnych, zasobnych i wykształconych – czyli tych, którzy w każdym kapitalizmie zawsze będą stanowili zdecydowaną mniejszość i w sposób bezpośredni nie przyczynią się do zwycięstwa wyborczego. PiS-owska socjotechnika okazuje się być nie tylko skuteczniejsza, czy bardziej przekonująca, ale jest też całkowicie uniwersalna i nie wymaga ani czytania czegokolwiek, ani zdolności myślenia, ani też specjalnego dostępu do środków finansowych. Uniwersalizm PiS-owskiej narracji jest jej główną bronią: wystarcza już bowiem sama wiara w zamach smoleński lub w wyimaginowane „chrześcijańskie fundamenty cywilizacji”, aby od razu znaleźć się po jednej stronie z Szydło, Macierewiczem i Ziobro.

Nacjonalizmu PiS-u jest tani i uniwersalny podobnie, jak uniwersalna jest każda polityka faszystowska. Tak samo uniwersalna i powszechna potrafi być też oczywiście narracja socjalistyczna: ta wymaga jednak od swoich odbiorców zdecydowanie więcej odwagi, intelektualnego przygotowania, określonej dojrzałości czy też otwartego umysłu… który dziś skutecznie zamykany jest przez kościół, aparaty indoktrynacji państwa, czy też przez patriotyczną nowomowę wybudowaną na zabetonowanym antykomunizmie. Wieloletnia dominacja postsolidarnościowej prawicy doprowadziła bowiem do sytuacji w której antysocjalizm stał się nową narodową religią, a najbardziej podatni na propagandę okazali się ci najbardziej zdegradowani przez postsolidarnościowy kapitalizm. Na tym polu rośnie dziś nowy, polski faszyzm w stosunku do którego każda narracja apelująca do dawnych i sytych elit i tego co minione poniesie całkowitą klęskę.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia