Jesteś tu: Strona główna Artykuły Marks by się uśmiał

Marks by się uśmiał

Tymoteusz Kochan 09/10/2017

Po chwili namysłu zdecydowałem, że zdumiewająco wręcz naiwny paszkwil autorstwa Mariusza Agnosiewicza, który zamieszczono na stronie Racjonalista.pl wymaga komentarza ze strony współczesnych marksistów.

Nie jest tak przy tym wcale dlatego, że Agnosiewicz wymyśla w swoim tekście coś specjalnie nowego – ponieważ powtarza on jedynie te same oszczerstwa, które przeciwko Marksowi i Engelsowi wytacza się od ponad stu lat. Lecz dlatego, że recepcja marksizmu w Polsce jest na tyle ograniczona, że tego rodzaju publikacje posiadają szeroki wpływ na polskich czytelników, którzy to sami często nie mają nawet okazji aby samodzielnie sięgnąć po prawdziwe źródła i zapoznać się z literaturą marksistowską.

Tekst Agnosiewicza jest przy tym w sposób oczywisty pisany pod tezę. Tezą tą jest typowa dla politycznej prawicy chęć zrównania marksizmu z nazizmem, faszyzmem i oczywiście Hitlerem. Prawo Godwina to także chyba jedyne prawo tego tekstu, którego autor nie tylko nadinterpretuje fakty, ale i zwyczajnie je wymyśla.

 

Marks - Żyd, komuch i... antysemita!

Powtarzana uporczywie przez Agnosiewicza teza, jakoby Karol Marks był ojcem antysemityzmu jest zupełnie fałszywa. Główny problem z „interpretacjami” Agnosiewicza polega przy tym na tym, że z góry przypisuje on Marksowi najgorsze intencje, po czym interpretując tekst filozoficzny doszukuje się w nim politycznych rozkazów, dodając do tego własne konfabulacje w dziedzinie całej historii.

W komentowanej przez Agnosiewicza pracy „W kwestii żydowskiej” (która jest w zasadzie jedynym dowodem na jego antysemityzm, jaki przedstawia Agnosiewicz) Karol Marks podejmuje zagadnienie, jakim jest emancypacja Żydów względem duszącego ich ducha kapitalistycznego merkantylizmu oraz ich religijności – której Marks jako ateista przypisuje negatywne cechy tak samo, jak czyni to zresztą wobec całego chrześcijaństwa.

Dowodzą tego liczne fragmenty, w których sam Marks wyraźnie to podkreśla:

Państwo chrześcijańskie z samej istoty swojej nie może emancypować Żyda; lecz Żyd, dodaje Bauer, z samej istoty swej nie może być emancypowany. Dopóki państwo jest chrześcijańskie, a Żyd — Żydem, dopóty zarówno państwo, jak i Żyd są tak samo niezdolni do użyczenia emancypacji jak do jej przyjęcia.”

Czy z punktu widzenia emancypacji politycznej mamy prawo wymagać od Żydów wyrzeczenia się żydostwa, a od człowieka w ogóle -wyrzeczenia się religii?”

„Społeczna emancypacja Żydów jest emancypacją społeczeństwa od żydostwa.”

Marks stale daje nam przy tym silnie do zrozumienia, że chodzi mu o emancypację Żydów i przeciwstawia mu „Żydostwo”, czyli kupieckiego ducha obecnego i działającego w ramach jego własnej nacji. Marks nie nawołuje przy tym do żadnych praktyk natury politycznej, nie pisze nawet o jakichkolwiek praktycznych rozstrzygnięciach. Co więcej, jako „żydostwo” rozumie on zasadniczo ogół całego społeczeństwa obywatelskiego i wszystkich chrześcijan, ponieważ „żydostwo” to dla Marksa nic inego, jak forma kapitalistycznego ducha egoizmu, który zawładnął wszystkimi krajami kapitalistycznymi:

„Chrystianizm powstał z żydostwa i znów się w żydostwo przeobraził.

Chrześcijanin był od początku teoretyzującym Żydem, Żyd więc jest praktycznym chrześcijaninem, a praktyczny chrześcijanin stał się znowu Żydem.”

Gdyby więc traktować „W kwestii żydowskiej”, jako praktyczny referat zawierający polityczne instrukcje to należałoby raczej stwierdzić, że Marks opowiada się w nim za zniesieniem całego nowoczesnego Zachodu, ze wszystkimi wyznawcami religii żydowskiej i chrześcijańskiej, czyli tłumacząc na język Agnosiewicza po prostu - żąda końca świata. „W kwestii żydowskiej” nie jest jednak tekstem natury konkretno-politycznej, a poszukującą głębszej refleksji filozoficzną rozprawą. Oznacza to, że wszystkie pojęcia używane w tym względzie przez Marksa mają znaczenie inne od znaczenia potocznego. Krytycy Marksa z pozycji rzekomo wolnościowych nie chcą przy tym najczęściej sięgnąć do tekstów politycznych, które Marks pisał w dokładnie tym samym okresie… gdyż znajdą tam ultrapostępowe postulaty o charakterze wybitnie nowoczesnym.

Wbrew temu, co twierdzi Agnosiewicz najbardziej radykalnym fragmentem całej tej pracy jest w istocie wezwanie Karola Marksa do zerwania ze „sprzedażą”. Zerwanie z nią to zresztą prosta droga ku emancypacji Żydów, który to cel był dla Marksa podstawowym:

„Sprzedaż - to praktyka wyobcowywania. Podobnie jak człowiek, dopóki jest w pętach religii, potrafi obiektywizować swą istotę jedynie w ten sposób, że zamienia ją w obcą, fantastyczną istotę - tak samo pod panowaniem egoistycznej potrzeby człowiek może działać praktycznie, praktycznie wytwarzać przedmioty tylko wtedy, kiedy swe produkty, jak i swą działalność poddaje panowaniu obcej istoty i użycza im znaczenia obcej istoty - pieniądza.”

Marks nigdy też nie wspierał ani nacjonalizmu, ani antysemityzmu, ani ruchów o charakterze ksenofobicznym. Nigdy też nie należał do organizacji, które prezentowałyby i wspierały te idee. Jednakże w praktycznie tym samym okresie historycznym, kiedy ukazuje się "W kwestii żydowskiej", Karol Marks współtworzy już aktywnie międzynarodowy ruch robotniczy. I publikuje też dzieła, które stają się dziełami fundatorskimi dla nowoczesnego internacjonalizmu komunistycznego. Najsłynniejsza spośród tych prac - „Manifest komunistyczny” – otwarcie wzywa do integracji robotników wszystkich narodowości, a cała dalsza praktyka polityczno-teoretyczna Marksa jedynie rozwija tę myśl i opiera się przede wszystkim na krytyce systemu kapitalistycznego z pozycji międzynarodowej klasy pracującej. Naszemu „racjonaliście” nie przyszło jednak do głowy rozważanie takich kwestii, nie zdecydował się on też na ocenę całego dorobku oraz praktyki polityczno-teoretycznej komentowanych przez siebie autorów.

 

Engels – Ojciec chrzestny Hitlera!

Pobieżne traktowanie źródeł przez Agnosiewicza przejawia się też w przypadku wybiórczo i tendencyjnie cytowanego przez niego Fryderyka Engelsa. W tym samym tekście, który zdaniem Agnosiewicza jest dowodem na wezwanie do eksterminacji Słowian znajdziemy takie oto cytaty:

"Co się tyczy Polaków, odsyłamy do naszego artykułu o debacie polskiej we Frankfurcie. Aby poskromić ich rewolucyjnego ducha, już Metternich posługiwał  się Rusinami; plemię to, różniące się nieco od Polaków dialektem, a zwłaszcza grecką religią, z dawien dawna należało do Polski; i dopiero od  Metternicha dowiedzieli się Rusini, że Polacy są ich ciemiężcami. Jak gdyby w dawnej Polsce sami Polacy nie byli uciskani tak samo jak Rusini, i jak  gdyby pod panowaniem austriackim Metternich nie był ich wspólnym ciemięzcą!"

"Naród  słowiański,  któremu  wolność  droższa  jest  nad Słowiańszczyznę, już chociażby tym dowodzi swej żywotności i zabezpiecza sobie przyszłość."

"Panslawizm  z  miejsca  ujawnił  tę  reakcyjną  tendencję  przez popełnienie podwójnej zdrady: poświęcił bowiem jedyny dotychczas naród słowiański o rewolucyjnej postawie - Polaków - na  rzecz  swych  małostkowych partykularyzmów narodowych i zarówno siebie, jak i Polskę zaprzedał carowi rosyjskiemu."

Fryderyk Engels nie tylko nie wzywa do jakiejkolwiek eksterminacji (co akurat przyznaje zresztą sam Agnosiewicz), ale też wyraźnie i wielokrotnie (także w innych tekstach) opowiada się po stronie polskiej, częstokroć podkreśla też ogromny wymiar historycznych krzywd wyrządzonych narodowi polskiemu. Pisząc o „narodowych szczątkach” (a nie „odpadkach”) Engels miał zaś na myśli narody istniejące w wymiarze resztkowym i w związku z tym zamierające w procesie historycznym - w tym konkretnie Basków.

Głównym celem Engelsa nie było też tworzenie jakiejkolwiek teorii nacjonalistycznej, lecz patrzenie na narody z perspektywy ogólnego, światowego procesu historycznego, który sam z siebie prowadzi do nieuniknionych wojen, konfliktów, eksterminacji i ostatecznie także i rewolucji. Analizy relacji klasowych i narodowościowych w realiach hegemonii niemieckiej to nie traktaty wzywające do ludobójstwa, a rozbudowane i wielowątkowe referaty analizujące przemiany, jakie zachodziły wówczas w obrębie poszczególnych narodów.

Pisany z perspektywy lumpensłowianofilstwa tekst Agnosiewicza doszukuje się jednak zbrodni wszędzie tam, gdzie Engels chociażby przyznaje, że plemiona aryjskie posiadają uzdolnienia, albo kiedy w prywatnym liście do Bernsteina pozwala on sobie na podkreślenie, że niemiecka filozofia i nauka stoi jego zdaniem na najwyższym poziomie. Przez Agnosiewicza przemawia w tym momencie złość spowodowana tym, że Engels wspierając naród polski jest jednocześnie wrogiem koncepcji pansłowiańskiej... Ale czego można oczekiwać od autora, który w tym samym tekście główną winą za holocaust obarcza Francuzów, stając w obronie Niemców i który twierdzi, że Adolf Hitler zaatakował ZSRR, ponieważ… chciał wysiedlić Żydów na Syberię?

Nacjonalizm niejedno ma imię.

Pseudoracjonalny nacjonalizm to jednak pewna innowacja.

Jest też oczywiście prawdą, że wiele spośród ocen i komentarzy teoretycznych publikowanych przez Engelsa ma charakter narodowościowy lub nawet – rasowy. Są to jednak przede wszystkim elementy świadczące o charakterze całej tej epoki – nie jest to bynajmniej osobisty wkład teoretyczny Fryderyka Engelsa, w którego praktyce politycznej i organizacyjnej nie ujrzymy niczego ponad troskę o proletariat i ponadnarodową, globalną wspólnotę równych sobie ludzi. To znak czasów, które bezpowrotnie minęły i w których pojęcia rodem z XXI-wiecznej praktyki politycznej siłą rzeczy musiały być nieobecne.

Agnosiewicz tropem autorów z „Najwyższego czasu” buduje jednak uparcie komediowy obraz fałszywej historii w której komuniści są odpowiedzialni za całe zło świata, a zwłaszcza za ucisk Polaków, holocaust i prawdopodobnie zwłaszcza za to, że Monarchia Słowiańsko-Polska nie jest dziś światowym hegemonem w miejsce Stanów Zjednoczonych. W podobny sposób autor zrównuje też „dwa totalitaryzmy”, całkowicie pomijając przy tym oczywiście totalitaryzm kapitalistyczny odpowiedziany za miliony zabitych i umierających, a także przypisując Marksowi oraz Engelsowi bezpośrednią odpowiedzialność za całą historię ruchu komunistycznego ze Stalinem włącznie…

Słowianofetyszyści nie umieją w marksizm

P.S „Oryginalny marksizm” nie istnieje

Tylko zdaniem kogoś, kto na marksizmie się nie zna może istnieć coś takiego, jak „oryginalny marksizm”. Po pierwsze: już sam Karol Marks jeszcze za swojego życia twierdził, że marksistą nie jest. Po drugie: w życiu teoretycznym zarówno Marksa, jak i Engelsa wyróżnić można różne fazy ewolucji ich poglądów, które w ciągu kolejnych lat w sposób znaczący ulegały fundamentalnym przeobrażeniom. Po trzecie: zarówno Marks, jak i Engels nie publikowali i nie upubliczniali samodzielnie wszystkich tych prac, które są dziś dla nas dostępne. Po czwarte: marksizm to znacznie więcej niż jedynie Karol Marks i Fryderyk Engels. Po piąte: marksizm to nie religia, a prace Marksa i Engelsa nie są słowem bożym, ani biblią, w związku z czym "marksizm", a poglądy Marksa i Engelsa to dwie zupełnie różne rzeczy.

To wszystko nie interesuje jednak autorów pokroju Agnosiewicza, którzy na całą sprawę patrzą z wąskiej perspektywy narodowej i których jedynym celem jest dokonanie politycznego ataku i sabotażu. Ten poziom analizy z góry wyklucza już możliwość zrozumienia tego, czym tak naprawdę jest marksizm. Całe dzieje to dla identyfikującego się z wyobrażonym duchem słowiańskim Agnosiewicza historia triumfów i rządów poszczególnych narodów – całą najnowszą historię w sposób komiczny dzieli on zresztą na „wiek niemiecki” i „wiek francuski”. Tego rodzaju infantylizm całkowicie mija się oczywiście z perspektywą marksistowską i klasową – i właśnie dlatego Agnosiewicz nie jest też w stanie spojrzeć na analizy Marksa i Engelsa z perspektywy innej niż perspektywa „który naród oni lubią, a którego oni nie lubią i który chcą wybić”.

Wszystkie prace obydwu spośród założycieli marksizmu są zaś analizami o treści klasowej – poszczególne narody i ich postępowość/reakcyjność rozpatrują oni jedynie z perspektywy dążenia ku światowej rewolucji. Nic więc dziwnego, że ocena poszczególnych narodów zależy u nich od danego momentu historycznego i że ma charakter wybitnie zmienny. Trudno nawet stwierdzić, co dziś mieliby Marks i Engels do powiedzenia na temat współczesnych narodów - faktem jest, że z całą pewnością jedne oceniliby jednak jako siły światowego wstecznictwa, a inne jako siły światowego postępu. Lumpensłowianofilstwo, które poznawczo nie wydostało się jeszcze poza wizję wiecznej wojny ras i nacji ma w tym wypadku za krótkie ręce – nie jest w stanie poprawnie interpretować, czy też zrozumieć teorii marksistowskiej - utożsamia ją więc z wrogiem, bo przecież Marks i Engels Polakami nie byli, Wyklętymi nie byli, ani do PiS-u nie należeli.

Postulujący zniesienie kapitalizmu i budowę komunizmu Marks i Engels stają się więc „niemieckimi imperialistami”, a każda narracja krytyczna wobec „nas, Słowian” to dowód na sprzedanie się Angeli Merkel, Hitlerowi itd. W swym politycznym wywodzie Agnosiewicz oferuje nam więc podział na „nacje złe” i „nacje dobre”… wmawiając przy tym klasykom marksizmu, że to ich działania, w tym zakładanie robotniczej międzynarodówki i krytyka wszelkich monarchii i kultów wodza doprowadziło do narodzin faszyzmu i dojścia do władzy Hitlera. To himalaje hipokryzji i głupoty.

Artykuł Agnosiewicza, tak jak wszelkie próby tego rodzaju, kończy się jednak totalną farsą. Ostatecznie bowiem - na zakończenie swego przedstawienia - „Słowianin Agnosiewicz” gorąco walcząc z „antysemityzmem” u Karola Marksa sam kończy w swym tekście stając w obronie (a jakże!) antysemickiej polityki II RP.

Zwalczenie marksizmu po to, aby móc swobodnie uprawiać refleksję ksenofobiczną i rasistowską to  jeden z głównych celów szerokiego nurtu nacjonalistycznego. Bez wykreślenia rewolucyjnej lewicy i dorobku marksistowskiego oraz refleksji klasowej żaden projekt budowy państw-nacji nigdy bowiem nie wypali – więc tak samo jak Hitler zaczął swój pochód ku władzy od eliminacji komunistów, tak samo Agnosiewicz żeby swobodnie uprawiać swoją „słowiańską”, a w istocie prymitywnie narodową ideologię musi wpierw pozbyć się wpływów, jakie na całym świecie posiadają dziś autorzy „Manifestu komunistycznego”.

Szeroka praktyka zmierzająca do zrównania hitleryzmu z komunizmem lub wzajemnego powiązania ich ze sobą to działanie podejmowane przez nacjonalizm, dla którego jednym z głównych celów jest eliminacja refleksji innej niż narodowa-nacjonalistyczna lub w naszym przypadku - „słowiańska”. Tworząc jeden, wspólny obóz „wrogów narodu” i wrzucając do niego marksizm oraz ruch socjalistyczny narodowcy liczą na to, że za jednym zamachem pozbędą się lewicy i jednocześnie sami przebiorą się w postępowe szaty, grając rolę wyzwolonych patriotów walczących z opresją „złych nacji”. Takie działanie przychodzi im zresztą szczególnie łatwo, ponieważ wszelka teoretyczna refleksja klasowa znajduje się poza ich zasięgiem, a jedynym namacalnym „marksizmem” jest dla nich Józef Stalin, a Stalin to i Adolf Hitler itd. Zasadniczo cała wiązanka tego rodzaju rozumowania to pakt Ribbentrop-Mołotow odmieniany przez wszystkie przypadki.

To, co pseudopatriotyczni narodowcy naprawdę mają do zaoferowania to więzienie pełne ksenofobii i uprzedzeń, nowy rasizm i poddańcze, kapitalistyczne myślenie wsparte duchem ciemnoty i regresu.

Narodowcy itp. wierzą też, że oskarżając ruch socjalistyczny o antysemityzm i nazizm uda im się wybielić przedwojenną Polskę, a także na ich własne potrzeby odzyskać politykę faszystowską w nowoczesnym, biało-czerwonym wydaniu. Nikt obdarzony rozumem i krytycznym spojrzeniem na te numery się jednak nie nabierze. Antysemityzm (jak i ksenofobia skierowana przeciwko uchodźcom) to efekt panowania kapitalistycznych państw narodowych, a nazizm to rezultat sprzeczności występujących pomiędzy europejskimi mocarstwami imperialistycznymi i reakcja przeciwko ruchowi komunistycznemu oraz przeciwko programowi oferowanemu przez marksizm.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia