Jesteś tu: Strona główna Artykuły Dla kogo wieżowce?

Dla kogo wieżowce?

Natalia Pazio 13/10/2017

W Warszawie - a zwłaszcza w centralnej jej części - rozgrywa się konflikt interesów, czy też raczej brutalna kolonizacja śródmieścia przez podmioty związane z „prężnie rozwijającymi się” rynkami nieruchomości, bankowością, obrotem wierzytelnościami i handlem. A wszystko to we współpracy z samorządowcami z PO, a także z PiS.

Owocem tego paktu jest miejscowy plan zagospodarowania Śródmieścia Południowego, przewidujący wybudowanie na życzenie deweloperów czterech drapaczy chmur – liczących po 140-235 metrów świątyń biznesu, finansów, bankowości, handlu, usług i rozrywki, oraz nadbudowanie już istniejących: Elektrimu i Mariotta, mimo że mają znaleźć się w rejestrze zabytków. U zbiegu ul. Chałubińskiego i Al. Jerozolimskich powstać ma 235 metrowy moloch i tuż obok kolejny, 220 metrowy. Na terenie parafii św. Barbary wyrosnąć ma 170 metrowy wieżowiec, dziecko hegemona na warszawskim rynku nieruchomości, BBI Development i „Lidera polskiego biznesu” kardynała Kazimierza Nycza z Archidiecezji Warszawskiej.

Syntetyczne przeznaczenie drapacza ma obejmować m. in. usługi z zakresu finansów, handlu, kultu religijnego, hotelarstwa, gastronomii, turystyki, sportu i rekreacji. Teren najstarszego warszawskiego liceum i gimnazjum im. Hoffmanowej (od 2013 przeniesionego na ul. Hożą), z ostatnim zachowanym w  kwartale starodrzewiem, klonem jesionolistnym i kasztanowcem, zostanie z inicjatywy samych władz ratusza zabudowany dwoma masywnymi i przyklejonymi do siebie wieżowcami o wysokości 160 i 180 metrów. Należąca do zasobu publicznego działka o wartości szacowanej na 220 mln złotych, na której powstaną, została sprzedana spółce BBI Development przez ratusz, na czele z Panią Prezydent, Witoldem Pahlem, Michałem Olszewskim i Renatą Kaznowską. Początkowo szef miejskiego biura architektury, Marek Mikos twierdził, że zabudowa na terenie liceum Hoffmanowej powinna mieścić się w skali otaczającej pierzei, ostatecznie jednak wydano zgodę na wieżowiec.

Varsavianiści i bezpartyjni samorządowcy określają to gwałtem na mieście. Mieszkańcy, aktywiści miejscy i polityczni widzą tu grę interesów, w której nie mają udziału jako strona decyzyjna. Natomiast zawsze uczestniczą w kosztach ekonomicznych, finansując niereprezentującą ich, zasadniczo antyspołeczną i pro-prywatyzacyjną administrację miejską; również znaczna część inwestycji na rynku nieruchomości finansowana jest ze środków publicznych (w tym z funduszy emerytalnych i ubezpieczeniowych). Zapłacimy także naszym zdrowiem. Stężenie szkodliwych związków chemicznych i pyłów, przy braku odpowiedniego nawiewu, przekracza w centralnej części miasta dopuszczalne normy. Skumulowane w śródmiejskich kwartałach wysokościowce, służące przede wszystkim pomnażaniu kapitału elit finansowych i spekulantów, przyczynią się do pogłębienia nie tylko spirali długów, ale i rosnących zanieczyszczeń. Bunt pobliskich mieszkańców i ich sprzymierzeńców spoza warszawskiego układu finansowo-biznesowo-administracyjnego uwłaszczającego się stale społecznym kosztem, jest nieunikniony.

Urbanistyka czy podział łupów?

Mieszkańcy nie pojmują, dlaczego na gruncie wchodzącym w skład mienia publicznego, powstać ma komercyjny biurowiec, skoro tuż obok, w rejonie niszczejącego dworca Warszawa Główna i w północnej części śródmieścia, mieszczą się pokolejowe nieużytki. Postulują utworzenie na publicznej działce centrum społecznego, spełniającego palące potrzeby mieszkańców, takie jak: niekomercyjna opieka nad dziećmi i starszymi, służba zdrowia, integracja, oświata i kultura.

Jeszcze w 2016 roku, w wyniku ustaleń Komisji Ładu Przestrzennego, podczas której aktywny protest podniosła koalicja mieszkańców, reformatorów, miejskich aktywistów, varsavianistów, anarchistów i działaczy lewicowych, antyspołeczny plan został odrzucony. Jak powiedziała jedna z uczestniczek protestów, Maria Burza z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów: „racjonalność jest po stronie mieszkańców”.

Zarząd dzielnicy dostrzegał wówczas jeszcze wiele braków i sprzeczności w tekście i w planie. Nieścisłości te odnosiły się do zapisów dotyczących warunków ochrony konserwatorskiej, czy form i sposobów kształtowania budynków wysokościowych. Ostateczny głos należy jednak do Rady Warszawy. Rzecznik śródmieścia, Mateusz Dallali, mówił wówczas o wymogu ponownego przeprowadzenia procedury i wyłożenia planu. Czy była to gra na zwłokę?

Zespół projektantów działających pod kierownictwem prof. dr hab. inż. arch. Karoliny Gruszeckiej bardzo oględnie i mimo profesorskiego składu nieprofesjonalnie odnosi się m.in. do kwestii środowiskowych, wskazując że budowa wieżowców swym wpływem nie odbiegnie znacząco od już istniejącego stanu zanieczyszczenia centrum Warszawy. Prognoza oddziaływania miejscowego planu na otoczenie wykorzystuje niejasną metodologię i niemiarodajne dane z 2009 roku pochodzące z pobliskiej stacji przy ul. Żelaznej. Przyznają to zresztą sami autorzy, pisząc o „awaryjności aparatów” i „małej liczbie danych pomiarowych”.

Z tych dostępnych danych wynika jednak m.in fakt, że w okolicy mamy do czynienia z przekroczeniem granicy tolerancji dwutlenku azotu i stężenia szkodliwych pyłów. Zanieczyszczenie centrum miasta wynika oczywiście przede wszystkim z zagęszczenia spalin samochodowych. Wiadomo jednak, że nieracjonalna budowa wysokościowców rodem z Dubaju jedynie pogłębi ten stan przez dalsze zagęszczenie ruchu samochodowego. Wpłynie także na dalsze wysuszenie mikroklimatu i pogłębienie szkodliwego zjawiska „miejskiej wyspy ciepła”, co w rezultacie może także doprowadzić do poważnej w skutkach awarii cyrkulacji wód podziemnych.

Podczas gdy wielu mieszkańców śródmieścia marznie z powodu braku dostępu do miejskiej sieci grzewczej, masywne wysokościowce dla finansjery i spekulantów bez żadnych problemów pochłoną znaczną ilość energii.

O tym, że racjonalność jest po naszej stronie można się również przekonać czytając kuriozalną informację we wspomnianej prognozie, według której to stare rozłożyste drzewa przyczyniają się do powstawania smogów przez utrudnianie ruchu wiatrów i zatrzymywanie zanieczyszczeń. Tego typu informacjami autorzy nieudolnie próbują załagodzić kwestię wpływu skupiska około dwustumetrowych biurowców na cyrkulację wiatru i otaczający nas klimat. Być może braki tej naukowej analizy wynikają stąd, że jak zauważyła urzędniczka miejska z Gorzowa Wielkopolskiego, dowody naukowe w hierarchii czynników wpływających na decyzję ważnych osób w mieście plasują się na szarym końcu, „zaraz za opinią taksówkarzy”, dodaje. Czy naukowcy są dziś grupą bardziej zinstrumentalizowaną od szeregowych pracowników? Trudno w tym wypadku o jednoznaczność. Na pewno jednak bywają łatwym partnerem dla ekspansywnego kapitału.

Wśród argumentów i szczegółowych ustaleń miejskiej opozycji na niekorzyść planu przemawia także zakładane zniszczenie ostatnich w tym rejonie drzew i zieleni, np. wiekowych jesionów i lip w rejonie dawnej Hoffmanowej oraz na placu przy kościele św. Barbary. Narzucany plan dopuszcza tymczasem w kwartałach w ścisłym centrum poziom zerowy powierzchni naturalnej przy bardzo gęstej i wysokiej zabudowie, co jedynie dalej pogłębi negatywnie warunki mieszkalne w tej okolicy. Czeka nas życie w rejonie o wysokim stężeniu smogów, suchym powietrzu, bez wystarczającego nawiewu i nawodnienia, ze szczątkową bioróżnorodnością i bez zieleni. Trudno też wyobrazić sobie, że kilkadziesiąt tysięcy nowych pracowników biznesowych i usługowych, a także mieszkańców luksusowych wieżowców, porzuci samochodową komunikację indywidualną. Varsavianiści, progresywni politycy, a także mieszkańcy podkreślali także kwestię degradacji i oszpecenia wartościowych kulturowo i historycznie budowli: kamienicy z połowy XIX wieku, która przetrwała wojenną pożogę, części zabytkowej zabudowy kościelnej z XIX wieku i cmentarza, a także zniszczenie zwartej i niższej zabudowy, w tym osi widokowej przy ul. św. Barbary, przez dominantę biurowców o monstrualnej kubaturze, na której uwłaszczą się przede wszystkim deweloperzy, bankierzy i kościół.

Zysk z całej inwestycji to około pięciu miliardów złotych, które trafią do udziałowców spółek deweloperskich i ich partnerów z administracji. Jeden z nich, kardynał Nycz, zarobi przy tym kilkaset milionów złotych, a z samego tytułu własności gruntu zainkasuje ok. 2,5 mln złotych. Reszta społeczeństwa, czyli mieszkańcy i pracownicy zwyczajowo zostaną obdarowani kosztami.

Kto trzęsie miastem?

Wystarczy pojawić się na spotkaniu Rady Dzielnicy, Komisji Ładu Przestrzennego, lub obejrzeć migawki nagrań z posiedzeń radnych, aby przekonać się jak radni, a wśród nich Katarzyna Wiśniewska, Paweł Martofel czy Grzegorz Rogólski, gardzą głosem, interesem i dobrem społecznym. Pozytywne zaopiniowanie planu przez radnych PO (Grzegorz Rogólski, Paweł Martofel, Aleksander Ferens, Daniel Łaga, Katarzyna Wiśniewska) i PiS (Marcin Krawczak, Patryk Palczewski i Maciej Chojnowski) jest też naruszeniem Konstytucji demokratycznego i prawnego państwa kapitalistycznego (w tym m. in. artykułów: 1, 2, i 4, 32, 68. pkt. 1 i 5., art. 74, 75,  76, 82 i art. 166, pkt. 1). Neutralne politycznie nie jest też wcale wstrzymywanie się od głosu dwunastu innych radnych PO i PiS, ponieważ skutkowało ono przewagą ośmiu pozytywnych nad czterema negatywnymi głosami, oddanymi przez radnych bezpartyjnych.

Wszystko wskazuje więc na to, że radni PO i PiS przekraczają swój mandat, uprawniający ich do reprezentowania interesów mieszkańców i dobra publicznego. Nasuwa się pytanie: czy stanowisko radnego miejskiego to przywilej i immunitet finansowany ze środków publicznych, czy odpowiedzialna funkcja służąca zaspokajaniu potrzeb społecznych?

Radni PO i PiS, pozytywnie opiniując plan, pokazują że reprezentują przede wszystkim interesy inwestorów, kościoła i bankierów, działając tym samym wbrew społeczeństwu, demokracji i prawu.

Ponadto wielu z nich piastuje więcej niż jedną funkcję administracyjną, opłacaną z publicznych pieniędzy, lub zajmuje stanowiska w fundacjach, które również bywają subsydiowane z publicznych dotacji: Marcin Rolnik z PO pracuje w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, zarabiając w zeszłym roku 254 tysiące złotych, Paweł Martofel pracuje w urzędzie marszałkowskim, inkasując rocznie 67 tysięcy złotych, Krzysztof Pietrzykowski z PO w Ministerstwie Kultury zarobił w zeszłym roku 111 tysięcy złotych, radny PO Hubert Aszyk zatrudniony w Gminnej Gospodarce Komunalnej Ochota zarobił 72 tysiące złotych w zeszłym roku…

Graczem, któremu nie mogą oprzeć się politycy PO i PiS, jest spółka BBI Development - tegoroczny partner (!)  miasta Warszawa na targach nieruchomości Expo w Monachium, na których zaprezentował m.in. projekt Roma Tower. Na stronie BBI czytamy, że inwestor wykorzystał unikalny moment 20-lecia swego doświadczenia na rynku warszawskim, aby „silnie przedstawić swoją największą przewagę – umiejętność realizowania projektów w partnerstwach z podmiotami lokalnymi i zagranicznymi”. Dzięki „wyjątkowym kooperacjom” deweloper zbudował biurowiec wraz z centrum handlowym w miejscu dawnego Supersamu na placu Unii Lubelskiej, a także do spółki z WSS Społem Śródmieście, „renomowanym i najstarszym podmiotem prowadzącym handel w Warszawie”, buduje biurowiec na zbiegu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, gdzie powrócić ma nowoczesna wersja dawnego Sezamu. Oprócz tego przekształcił w centrum biznesowo-handlowe historyczną praską fabrykę wódek Koneser i jest odpowiedzialny za charakterystyczny, „najwyższy w Europie” apartamentowiec na Złotej 44, którego „rezydentem” jest Robert Lewandowski.

W skład akcjonariuszy spółki BBI wchodzi: fundusz emerytalny Nationale-Nederlanden, towarzystwa funduszy inwestycyjnych ALTUS TFI S.A. i QEURCUS TFI S.A., mieniące się „pierwszym w Polsce publicznym towarzystwem funduszy inwestycyjnych, którego oferta skierowana jest do zamożnych i bardzo zamożnych inwestorów”. Udziałowcem jest również Maciej Radziwiłł – arystokrata, przedsiębiorca, bankier i „działacz społeczny” - który działał w KSS KOR i NZSS Solidarność, „13 grudnia 1981 uczestnik akcji ukrycia papieru i sprzętu poligraficznego OBS”, w 2009 odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Z kolei wiceprezes zarządu spółki BBI (i prezes, lub przynajmniej członek zarządu innych spółek) Rafał Szczepański, absolwent Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, jak czytamy na stronie spółki, poza „aktywizacją przedsięwzięć deweloperskich” prowadził działalność społeczną w postaci kampanii „STOP Janosikowe”, wymierzonej przeciwko wspieraniu przez bogate miasta, takie jak Warszawa, biedniejszych gmin. Za „działalność społeczną na rzecz stolicy i Mazowsza” otrzymał medal: „Zasłużony dla Warszawy” i również został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Istotnie: kooperacja ratusz-inwestor przynosi jak widzimy obustronne korzyści. Straty natomiast mieszczą się tradycyjnie po stronie mieszkańców.

Inny „gracz”, czyli Kardynał Nycz, który ma ponad 50 procent udziałów w spółce odpowiedzialnej za Roma (Nycz) Tower, zasila ponadto skład zakonu Knights of Columbus, z macierzystą komórką w USA. Rycerze Kolumba – jedna z największych firm ubezpieczeniowych, oficjalnie będąca grupą filantropijną, jest największym sponsorem ruchu anti-choice. Hierarcha uzyskał od Prezydent miasta i od Watykanu zgodę na postawienie na działce należącej do parafii św. Barbary wieżę o wysokości 170 metrów na historycznym, zachowanym po wojnie kwartale, gdzie wysokość zabudowy nie mogła dotychczas przekraczać 40 metrów. Widać zatem wyraźnie, że hierarcha cieszy się w tym względzie szczególnymi względami Pani Prezydent.

Jednym z orędowników nowego planu w samorządzie jest radny Grzegorz Rogólski, czyli prezes zarządu fundacji Centrum Promocji Miast. To firma konsultingowa świadcząca usługi biznesowe dla miasta, finansowana z publicznych pieniędzy. Do celów fundacji należy m.in. rozwój rynków turystycznych, promocja Polski i Warszawy w Europie i na świecie, działanie na rzecz „przyciągania do miast lub regionów inwestorów krajowych i zagranicznych”, podnoszenie lokalnej, regionalnej i krajowej „atrakcyjności inwestycyjnej”, a także działania przyczyniające się do zwiększenia współpracy instytucji publicznych, organizacji pozarządowych z inwestorami i przedsiębiorcami. Jednocześnie fundacja Rogólskiego może być także inwestorem i graczem na rynkach nieruchomości. Systemowe wspieranie podobnych podmiotów powoduje zresztą stałe zacieranie granicy między administracją miejską, trzecim sektorem i firmami, bankowością i czy całym rynkiem.

To właśnie dla wyżej wymienionych graczy budowane są więc wieżowce, i co najbardziej przerażające – ani samorządowcy ani współpracujący z nimi inwestorzy, handlarze nieruchomościami i finansjera wcale nie kryją się ze swoją agresywną i imperialistyczną działalnością, używając przy tym patetycznej retoryki i przerzucając się honorami i tytułami.

Warto zauważyć że podmioty te stale używają określeń zadających kłam samej rzeczywistości. Dlatego np. korupcję nazywa się harmonijnym partnerstwem, a antysocjalna rewitalizacja stała się samozwańczym "społecznikostwem".

Mieszkańcy mają już dosyć tej szopki. Wraz ze sprzymierzeńcami zakładają komitet i zamierzają przeciwstawić się bezczelnej deweloperce i działającej na usługi kapitału administracji przez zorganizowany ruch oporu oraz przedłożenie projektu Centrum Społecznego. Na najbliższym spotkaniu Komisji Ładu Przestrzennego i radzie miasta obradujący spotkają się z wybuchem społecznego gniewu.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia