Jesteś tu: Strona główna Artykuły Antyliberalne pozerstw...

Antyliberalne pozerstwo środowisk narodowych i konserwatywnych

Cyprian Kraszewski 23/11/2017

Liberalne frazesy cieszą się coraz mniejszym powodzeniem. To znak dla kapitalistów, że najwyższy czas zmienić swą strategię by uratować swoje panowanie. Z pomocą przychodzą im różnej maści „krytycy liberalizmu”.

Szczególnie popularni obecnie są krytycy demokracji liberalnej, którzy bynajmniej nie podważają liberalnej ekonomii. Klasycznym przykładem tego typu stanowiska był Edmund Burke, którego Marks krytykuje w I tomie „Kapitału”: „Ten sykofant, który pozostając na żołdzie angielskiej oligarchii udawał romantyka na żołdzie angielskiej oligarchii udawał romantyka wobec Rewolucji Francuskiej, poprzednio zaś, pozostając na żołdzie kolonii północno-amerykańskich na początku zamieszek w Ameryce odgrywał rolę liberała wobec oligarchii angielskiej – był na wskroś politycznym burżujem (…) Wobec haniebnego braku charakteru, który dziś panuje i nabożnie wierzy w <<niezłomne prawa handlu>>, jest naszym obowiązkiem ciągłe i niezmordowane piętnowanie takich Burków[1].

Do takich współczesnych Burków należy współczesna ekipa rządząca w Polsce będąca na żołdzie korporacji i amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a zarazem krytykująca „reformy Balcerowicza”, polski „post-komunistyczny nomenklaturowy” kapitalizm i jego neokolonialny charakter.

PIS bardzo chętnie w związku z tym sięga po antyliberalną i propaństwową retorykę. Ta radykalna retoryka przesłania rzeczywisty, neoliberalny charakter tego ugrupowania. W partii tej znajdują się bądź znajdowali się m.in jawni apologeci Augusto Pinocheta tj. Michał Kamiński, Marek Jurek czy Anna Kołakowska. Bardzo kłóci się to z krytyką prywatyzacji przez PIS. Powiedzmy, że są to jednak wyjątki. Apologetów Pinocheta można było przecież spotkać także w PO, gdzie swego czasu znajdował się m. in. wspomniany już Michał Kamiński czy… Donald Tusk. Spójrzmy jednak na politykę jaką w przeszłości uprawiał PIS.

W okresie swoich pierwszych rządów obniżając podatki liberalne reformy wprowadzała minister finansów, Zyta Gilowska, porównywana przez niektórych do Margaret Thatcher. Zaproponowany przez nią system służył głównie najbogatszym. „Neoliberalna” była również polityka mieszkaniowa, mianowicie program „Rodzina na swoim” polegający na państwowych dopłatach do kredytu na mieszkanie. Nieomalże bliźniaczy program został później wprowadzony przez PO jako „Mieszkanie dla Młodych”.

W 2015 r. PIS wygrał wybory m. in. obietnicą programu 500+. Jest to jedna z niewielu obietnic jaką realizuje PIS. Poza tym, niemal od samego początku, oszukuje on swój socjalny elektorat m. in. obsadzając Mateusza Morawieckiego - który należał do najzagorzalszych zwolenników TTIP - w roli ministra finansów. To posunięcie pokazało jak bardzo PIS związany jest z wielkim biznesem.

Prawo i Sprawiedliwość zyskując poparcie dzięki „antyliberalnej” retoryce i postulując „unarodowienie” kapitału, „repolonizację” itd. nie miało też oporów przed dalszym umacnianiem neokolonialnej pozycji Polski  co pokazuje ich stosunek do TTIP i CETA. W „Tygodniku Solidarność” pojawiała się krytyka tej umowy: minister rolnictwa, Krzysztof Jurgiel, umowę tę krytykował jako zagrożenie dla polskiej wsi. PIS i środowiska z nim związane - w tym NSZZ „Solidarność” - deklarowały patriotyzm ekonomiczny i „repolonizację” gospodarki. Ta krytyka neoliberalnych recept okazała się ostatecznie buńczucznym szczekaniem.

Do zwolenników TTIP w obozie PIS doszli po Morawieckim, Witold Waszczykowski i inni krypto-liberałowie. TTIP „lekko zmodyfikowano” na CETA. Ostatecznie większość polityków PIS w polskim i europejskim parlamencie poparło CETA. Umowę poparł nawet znany filozof, Ryszard Legutko, znany m. in. z… krytyki liberalizmu, społeczeństwa otwartego w wydaniu Karla Poppera  i homogenizacji kultury w społeczeństwie liberalnym. Oportunistyczne zachowanie tego filozofa i eurodeputowanego z PIS-u pokazuje ile warta jest jego „krytyka liberalizmu”.

„Antyliberalną” retoryką posługują się również innej maści narodowi liberałowie z Kukiz 15 czy Ruchu Narodowego. Ich „antyliberalizm” jest powierzchowny, zwykle jest zazwyczaj zabiegiem populistycznym mającym zjednać głównie drobnomieszczaństwo krytyczne wobec globalnego kapitalizmu i korporacji. Dlatego też powyższe środowiska protestowały przeciw CETA.

Drobnomieszczański „antyliberalizm” jest jednak niekonsekwentny, bo nie jest antykapitalistyczny. To drobnomieszczański wolnorynkowy utopizm - bardzo bliski „korwinizmowi”.

Środowiska narodowe i konserwatywne szczególnie nienawidzą tzw. „liberalizmu obyczajowego”. Czym, że jest ów tajemniczy „liberalizm obyczajowy”? Środowiska narodowe i konserwatywne rozumieją przez to zazwyczaj m. in. prawo do aborcji i prawa osób LGBT. Jest to o tyle zabawne, że homoseksualizm istniał już na długo przed uformowaniem się liberalizmu jako doktryny politycznej, ta zaś rozwinęła się na gruncie kultury patriarchalnej, protestanckiej - czyli konserwatywnej. Czy Safona z Lesbos była obyczajową liberałką? Byłby to „zarzut” dość zabawny. Prawo do aborcji zostało zaś wprowadzone przez bolszewicką Rosję.

Ostatnia deska ratunku kapitału ma zabarwienie antyliberalne. Może posuwać się do retoryki… antykapitalistycznej jak np. miało to miejsce w faszystowskich Włoszech? Czy faszyzm był antykapitalistyczny? Gospodarczą doktryną faszyzmu był korporacjonizm. Twórcą tej idei był Edmund Rossoni, który przeciwstawiał jedność narodową walce klasowej, twierdząc że interesy przedsiębiorców i pracowników są ze sobą zgodne. Korporację były związkami w które zrzeszali się robotnicy i właściciele. W państwie korporacyjny prym wiodła inicjatywa prywatna na gruncie wytwórczości. W faszystowskich Włoszech panował też obowiązek pracy. Korporacjonizm wynikał z autarkicznych ambicji faszystów. Rozwiązania korporacyjne przyjęli później Antoni Salazar w Portugalii i generał Franco w Hiszpanii.

Korporacjonizm miał być alternatywą dla socjalizmu i kapitalizmu, choć w rzeczywistości był odmianą kapitalizmu państwowego. Hasło „antykapitalizmu” pojawiło się w faszystowskich Włoszech dopiero po powstaniu marionetkowej Republiki Salo: „Program ekonomiczno-społeczny Republiki Salo obliczony był na rozbicie i zdezorientowanie mas. Głoszono hasło tzw. «antykapitalizmu». Mussolini, pragnąc uchodzić za wodza w nowym wcieleniu, w demagogicznych mowach obiecywał oprzeć sią na najuboższych grupach społeczeństwa, dotąd wyzyskiwanych przez «sprzedajną» burżuazję, która ponosi winę za wojnę i wszystkie nieszczęścia kraju. W jego wystąpieniach powtarzało się hasło: «Fabryki - robotnikom, ziemia – chłopom»[2]. Czyli tonący brzytwy się chwyta…

Deklaratywnie antyburżuazyjny faszyzm był dla „burżuazji” ostatnią deską ratunku. Ostatnim sposobem na ratowanie jej władzy. Czy antykapitalizm był objawem hipokryzji ruchu czy jego niekonsekwencji? Faszyzm zawierał w sobie sprzeczne komponenty, co wynikało poniekąd z filozofii Fryderyka Nietzsche. Ów niemiecki filozof niechętny był filozofii oświecenia, protestantyzmowi, rewolucji francuskiej i jej konsekwencjom. Krytykował socjalizm i liberalizm, jednocześnie afirmował radykalny indywidualizm. Hołdował także elitarystycznemu heroizmowi rodem z antycznej Grecji i Rzymu. Przeciwstawiał się obecnej w klasie burżuazyjnej dekadencji i moralności mydlarzy. Nie negował „burżuazji” jako takiej, tylko charakter jaki ona przybrała. Podobnie czynili później faszyści. Etyka nietzscheańska miała olbrzymi wpływ na kształtowanie etyki faszystowskiej.

Na gruncie polskim prawica antyliberalna i antykapitalistyczna to nisza, której warto się przyjrzeć i zadać sobie pytanie czy środowiska te są rzeczywiście antykapitalistyczne. Chodzi o współczesnych zdeklarowanych „reakcjonistów”, konserwatywnych rewolucjonistów i im podobnych. Są to „najzacieklejsi przeciwnicy liberalizmu” krytykujący zarówno liberalizm ekonomiczny, polityczny, jak i ten „obyczajowy”. 

Jednym z najważniejszych patronów tej antyliberalnej krucjaty jest ideolog tradycjonalizmu integralnego – Julius Evola, związany z ruchem faszystowskim we Włoszech, a także z niemieckim nazizmem. Evola szczególnie inspirował się Fryderykiem Nietzsche. Popularność tej postaci wśród części nacjonalistów jest o tyle dziwna, że sam Evola był przeciwnikiem „plebejskiego nacjonalizmu” jako pochodnej Rewolucji Francuskiej. Baron Evola jako przedstawiciel arystokracji reprezentował klasowy punkt widzenia tejże klasy. Evola potępiał zarówno liberalizm, jak i socjalizm, wolny rynek i państwo socjalne. Uważał, że idea państwa socjalnego jest… poniżająca dla państwa. Sam zaś Evola opowiadał się za „państwem organicznym”, czyli państwem kastowym.

Doktryna polityczna Evoli sytuowała go na prawo od faszyzmu, zaś sam określał się jako „superfaszysta”, co oznaczało opiewanie „faszystowskiego uniwersalizmu”. Faszyzm „oczyszcza” z „plebejskiego nacjonalizmu” i postuluje utworzenie Imperium. Ideę tę poniekąd postulował Oswald Spengler: „Platforma cezaryzmu wkrótce się dookreśli, stanie się bardziej świadoma, bardziej odkryta. Opadną zupełnie maski z okresu parlamentarnej fazy przejściowej. Szybko pójdą w zapomnienie wszelkie próby zamknięcia przyszłości w partiach. Faszystowskie rozwiązania ostatnich dekad przejdą w nowe, nieprzewidziane formy, zniknie też nacjonalizm dzisiejszego rodzaju. Jako formotwórcza moc pozostanie tylko wojowniczy, «pruski» duch – wszędzie, nie tylko w Niemczech. Przeznaczenie, kiedyś zamknięte w brzemiennych znaczeniem formach i wielkich tradycjach, będzie tworzyć historię w postaci bezforemnych jednostkowych sił. Budzą się legiony Juliusza Cezara[3]

Evola był zwolennikiem fundamentalizmu religijnego, dlatego też np. uważał, że rządy fundamentalistów islamskich są lepsze niż rządy Abdula Gabel Nasera w Egipcie. Religia, jak pisał Marks, pomaga znieść nędzę rzeczywistości. Evola nie uważa, że należy z tą nędzą walczyć, ale proponuje religijne poszukiwania. Warto dodać również, że Evola był niechętny chrześcijaństwu m. in. dlatego, że była to religia, która zyskała popularność głównie wśród „plebsu” i ma charakter egalitarny. Dziwi, więc popularność Evoli wśród spadkobierców… Bolesława Piaseckiego, działacza RNR Falanga, którego szczególnie inspirował ludowy katolicyzm.

„Antykapitalizm” Evoli - podobnie jak i współczesny "antykapitalizm" prawicy - był w istocie bardzo zwodniczy. Swego czasu był on nawet związany z niemieckimi przemysłowcami, o czym pisał Jarosław Tomasiewicz, niegdyś popularyzator idei „sojuszu ekstremów” w książce „Zło w imię dobra. Zjawisko przemocy w polityce”. Działalność Evoli ostatecznie sprzyjała interesom oligarchicznym.

A czyje interesy realizują współcześni zwolennicy Evoli? Jaki jest rzeczywisty charakter współczesnych "antyliberałów"? Faktyczny antyliberalizm tych środowisk najczęściej uderza w takie „przejawy liberalizmu” jak Parady Równości czy Czarny Protest. Widmo „marksizmu kulturowego” boli zdecydowanie bardziej niż nadużycia kapitalizmu. Polscy zwolennicy Evoli postanowili nawet zamanifestować swój „moralny” sprzeciw dla aborcji w… Rosji. Organizator wydarzenia sam określa zresztą komunistów mianem liberałów.

Dotychczasowa praktyka polskich „evolian” ukazuje ich jako dodatek do „współczesnych Burków”, w tym m.in. jako dodatek do obecnej władzy, która stanowi „rzekomo mniejsze zło niż liberałowie”. Wbrew radykalnym „antyliberalnym” zapewnieniom prawicowi "antykapitaliści" stoją zazwyczaj po stronie kapitału.

Bo fikcyjny „antyliberalizm” ma wiele twarzy. Zwykle jednak przybiera swą antysystemową maskę tylko po to, aby ukryć swoje rzeczywiste, pro-kapitalistyczne oblicze.



[1] K. Marks, Kapitał: krytyka ekonomii politycznej. T. 1, Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 820.

[2] M. Borucki, Mussolini, Warszawa 1977, s. 186.

[3] O. Spengler, Lata decyzji, tł. B. Baran, Warszawa 2015, ss.265-266.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia