Jesteś tu: Strona główna Artykuły Faszyzm prosto z Sejmu

Faszyzm prosto z Sejmu

Tymoteusz Kochan 24/01/2018

Nie ma i nie będzie żadnego polowania na faszyzm w Polsce, ponieważ poglądy obecnej politycznej władzy nie odbiegają zanadto od tego, czym może być współczesny faszyzm. Użyteczny i nowoczesny faszyzm z głównego nurtu nie polega jednak na wymachiwaniu wizerunkiem Adolfa Hitlera i tatuowaniu nazistowskiej symboliki, a na realizowaniu nowoczesnej polityki nacjonalistycznej w oparciu o autorytarne i bezkompromisowe środki. Prawdziwy faszyzm jest już z nami od dawna.

Główny kult narzucany współcześnie polskiemu narodowi to kult faszyzujących ugrupowań zwanych zbiorczo "Wyklętymi", cała polska śmietanka polityczna otwarcia celebruje postać Dmowskiego i dawnych nacjonalistycznych organizacji (takich jak NSZ, które uczcił polski Sejm), z podobnym zapałem świętuje się też kult straceńców-powstańców, których śmierć była rezultatem politycznych błędów i wychwala umieranie w obronie kraju, w rasistowski i faszystowski sposób blokuje się wjazd dla paru tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu i czyni z tego główną oś polskiej polityki zagranicznej i powód do dumy, stale zacieśnia się też reżim skierowany przeciwko emancypacji kobiet, a głównym wrogiem na świecie pozostają: zachodnie multi-kulti, postępowość obyczajowa i oczywiście komunizm wraz z całą współczesną lewicą.

Do tego mamy też w Polsce twardy korporacyjny kapitalizm, który z jednej strony jest całkowicie posłuszny woli zagranicznego kapitału, a z drugiej lansuje fałszywą i zupełnie obłudną wizję polskiej autonomii narodowej: w kraju dalej panuje więc wyzysk, któremu nadano jedynie blichtr PiS-owskiego patriotyzmu. W kwestii samej władzy w Polsce rządzi dziś praktycznie autorytarne państwo będące podporządkowane jednej partii i skoncentrowane wokół woli jednego wodza. To właśnie to samo państwo zajmuje się też obecnie masową wymianą elit na każdej praktycznie płaszczyźnie (od mediów po uczelnie), a jego rozbudowane plany dotyczą przede wszystkim podporządkowania sobie praktycznie każdej sfery życia społecznego. Na zawsze.

Czy obecne państwo, z obecnym wodzem posiada interes by walczyć ze zjawiskiem faszyzmu w Polsce? To pomysł zupełnie szalony. Rosnące nastroje faszystowskie nie są rezultatem niedopatrzenia – to dziecko i prawdziwy podopieczny państwa polskiego.

W rzeczywistości istnienie ruchu otwarcie faszystowskiego na obrzeżach polskiej polityki leży w głębokim interesie obecnej władzy, która tylko dzięki istnieniu takiego sąsiedztwa może dziś jeszcze przedstawiać się, jako głos polskiego umiarkowania i siła polityczna odległa od jakichkolwiek skrajności. To także istotne źródło kadr, potencjalne miejsce rekrutacji bojówek i zmilitaryzowanej młodzieży wychowanej na strzelnicach i w nienawiści do czerwonych, a także wygodny agent i straszak na wszystkich potencjalnych „lewaków”. W podobny sposób kwestię istnienia faszystowskiego „podziemia” traktowała także Platforma Obywatelska. Jedyna prawdziwa różnica dotyczy tego, że obecnemu i bardziej reakcyjnemu obozowi rządzącemu na rękę jest jeszcze głębsza radykalizacja i intensyfikacja wystąpień środowisk skrajnej prawicy.  Im silniej nacjonalistyczne państwo – tym silniejsze środowiska faszystowskie, które są dziś prawdziwą kuźnią PiS-owskiego ducha i siłowym zapleczem po które bardzo łatwo w razie potrzeby sięgnąć.

Rezygnacja z tych głębokich korzyści i organizowanie polowania na ruchy o charakterze faszystowskim służyłoby przeciwko żywotnym interesom polskiego rządu.

Jedyna polityka przeciwko „ekstremom”, która faktycznie leży w interesie PiS-u to polityka przeciwko organizacjom o charakterze komunistycznym, socjalistycznym i zwyczajnie lewicowym. Mylą się bowiem ci, którzy uważają, że wysmakowani w bogactwie lewicowości zwolennicy obozu rządzącego dostrzegają (lub cenią sobie) głębsze różnice pomiędzy Sojuszem Lewicy Demokratycznej, Ruchem Sprawiedliwości Społecznej, Razem, Komunistyczną Partią Polski, czy Polską Partią Socjalistyczną. Dla prawicowego „człowieka czynu” komuch to lewak, a lewak to komuch. W jednej politycznej klatce są dziś w związku z tym komuniści, socjaliści, socjaldemokraci, a nawet prawdziwi liberałowie i dowolnego typu feministki. Faszystowska pogoń za wrogiem nigdy nie jest precyzyjna – a ideologiczne bombardowanie nie patrzy na żadne szczegóły. Atak ze strony mediów lojalnych poprzedniemu rządowi na znajdujące się pod ochroną państwa organizacje faszystowskie i nacjonalistyczne będzie wykorzystany jako pretekst służący do dalszego zaostrzania cenzury i jeszcze intensywniejszej walki przeciwko organizacjom o lewicowym charakterze. Mylą się przy tym ci, którzy uważają, że krążące wokół mentalności Tomasza Lisa „liberalne media” stanęłyby w obronie czerwonych sztandardów… z którymi same przez całe lata walczyły. Pseudoliberalne PO to w wymiarze polityki historycznej, ideologii i historii praktycznie klon antykomunistycznego PiS-u. Jedyna wpadka obozu Platformy Obywatelskiej polegała na tym, że puszczony w ruch przez ten sam obóz kult Wyklętych i antykomunistyczny nacjonalizm wymknął się mu spod kontroli i – jakże niespodziewanie - przeszedł na stronę jeszcze bardziej skrajnej prawicy pod przywództwem Kaczyńskiego.

Ślepy i zwulgaryzowany kult „Solidarności” jest jedną z głównych przyczyn dla którego praktycznie wszystkie polskie partie polityczne zaakceptowały i przyjęły antysocjalizm oraz antykomunizm.

Najbardziej komiczny wydaje się być w tym wypadku przypadek młodej partii Razem, której źle zorientowane politycznie kierownictwo gorąco i prawdziwie wierzyło, że uda się w Polsce przemycić socjaldemokratyczną politykę pod samym nosem konserwatywnej władzy jeśli tylko wejdzie się (i to całkowicie autentycznie!) do głównego nurtu antykomunistycznej i antysocjalistycznej nagonki – kontynuując przy tym legendę antykomunistycznej lewicy, którą rzekomo akceptują liberalne media. Zdrada ze strony tych samych mediów liberalnych, które dla wychowanego na Gazecie Wyborczej kierownictwa Razem od zawsze stanowiły podstawową lekturę, to cios nieporównywalny nawet z podobną zdradą, której Adam Michnik dopuścił się niegdyś przeciwko SLD - które podobnie naiwnie wierzyło, że centralne prawicowe media mogą autentycznie wspierać nawet ledwie czerwoną i głęboko podporządkowaną czerwień.

Z perspektywy hegemonii polskiego konserwatyzmu i nacjonalizmu różnice pomiędzy Razem i SLD są zresztą czysto symboliczne i stosunkowo niewielkie. Z perspektywy teorii  krytycznej obydwa te stronnictwa to programowo podobne partie socjalliberalne bliskie współczesnemu rozumieniu socjaldemokracji. Detale wskazywałyby na to, że to Razem ma trochę bardziej radykalny charakter. To samo Razem jest jednak dużo bliższe ideałowi lewicy wykastrowanej i pozbawionej własnej opowieści, na który zapotrzebowanie przez krótki czas wyrażał polski i radykalnie prawicowy system polityczny. O ile więc w przypadku SLD członkom tej partii nigdy nie groziło nic za komunistyczne, czy marksistowskie sympatie – o tyle Razem w imię „kuroniowo-solidarnościowego” koniunkturalizmu okazało się zdolne do wypychania członków, którzy przyznają się do bliskich komunizmowi ideałów.

[...] prawdę mówiąc znacznie gorsze jest jednak to, że zarówno Razem, jak i SLD wydają się nie zdawać sobie sprawy z tego, że brak ich choćby symbolicznej obecności w polskim sejmie oznacza dalszą faszyzację, radykaliację nacjonalistycznych nastrojów i budowę polskiej Republiki w oparciu o demokrację projektowaną przez Kaczyńskiego, Kukiza i Schetynę. 

Dla socjalistów i zwolenników teorii marksistowskiej to oczywiście rzecz zupełnie oburzająca – prawdę mówiąc znacznie gorsze jest jednak to, że zarówno Razem, jak i SLD wydają się nie zdawać sobie sprawy z tego, że brak ich choćby symbolicznej obecności w polskim sejmie oznacza dalszą faszyzację, radykalizację nacjonalistycznych nastrojów i budowę polskiej Republiki w oparciu o demokrację projektowaną przez Kaczyńskiego, Kukiza i Schetynę. A to już nie leży w interesie ani polskiego liberalizmu, ani polskiej socjaldemokracji, ani tym bardziej polskiego socjalizmu.

Brak reprezentacji w sejmie oznacza bowiem brak społecznego poparcia i osłony ze strony zwolenników. To przerażajace, ale dziś mianem „lewicy pozaparlamentarnej” określać możemy właśnie SLD i Razem, przy czym deewolucja Polski w kierunku kraju pozbawionego lewicy i liberalizmu politycznego stała się faktem: już teraz mamy konserwatywny, religijny i prawicowy rząd, który „sprzecza się” z konserwatywną, religijną i prawicową „opozycją”. To wszystko jest możliwe właśnie dzięki temu, że obecne środowiska pozaparlamentarnego socjalliberalizmu porzuciły politykę klasową na rzecz politycznego elitaryzmu, a do tego nie były zdolne do sformułowania polityki i wytworzenia symboli, które nadałyby im wyrazistą identyfikację. Wyrazistą i lewicową identyfikacją nie jest postawienie na Magdalenę Ogórek i „odświeżanie” przez pozbawioną ideowości partyjną kadrę tych samych umiarkowanych haseł, które niegdyś wydawały się lewicowe i odważne. Odpowiedzią nie jest też młodzieżowo-wielkomiejski wizerunek sekciarskiej-szweckiej i antykomunistycznej młodzieżówki, poza który nie potrafi jak na razie wyjść Razem.

To właśnie ta suma różnorodnych błędów politycznych i taktycznych sprawia dziś, że środowiska lewicy pozaparlamentarnej znalazły się w wielkim zagrożeniu. Środowiska nacjonalistyczne i faszystowskie dysponują dziś gotowym ruszyć w każdej chwili na ratunek parlamentarnym „Wielkim Bratem”. I to właśnie ten sam „Wielki Brat” decyduje także dziś o tym, które stronnictwo polityczne jest tym naprawdę wyjętym spod prawa.

Prawdziwe zagrożenie to polityka faszystowska i nacjonalistyczna, którą z powodzeniem i całkowicie otwarcie uprawiać można dziś w polskim parlamencie i której idee przeniknęły już dawno do zbiorowej świadomości, stając się nawet nową podstawą i wspólnym fundamentem dla tożsamości całego młodego pokolenia.

Dla przyszłości Polski prawdziwe zagrożenie ze strony faszyzmu nie płynie w związku z tym wcale ze strony grup znajdujących się na marginesie życia politycznego, których bezpośrednie znaczenie polityczne nigdy nie przekroczy pewnego – stosunkowo niskiego – pułapu. Prawdziwe zagrożenie to polityka faszystowska i nacjonalistyczna, którą z powodzeniem i całkowicie otwarcie uprawiać można dziś w polskim parlamencie i której idee przeniknęły już do zbiorowej świadomości, stając się nawet nową podstawą i wspólnym fundamentem dla tożsamości całego młodego pokolenia. Głębokiej bezkarności faszyzmu dowodzi też jego stale narastająca atmosfera. Ksenofobia, rasizm, konserwatyzm, zwierzęcy antykomunizm, czy poszukujący wroga „patriotyzm” to czołowe założenia i główne filary PiS-owskiej opowieści na temat Polski i całego świata. Nowoczesny faszyzm nie jest więc operetkowym kultem z odległej przeszłości, czy zakurzoną doktryną-religią polityczną praktykowaną przez młodzieżowo-kibolskie kółka historyczne zainteresowane postacią Hitlera i Mussoliniego, lecz niezwykle żywym i reakcyjnym ruchem, którego – jak twierdził Theodor Adorno - głównym i w pełni jawnym celem pozostaje uzyskanie całkowitej politycznej dominacji i hegemonii w oparciu o przemoc wymierzoną we wroga będącego zawsze „wrogiem narodu”.

Tym „wrogiem narodu” są dziś oczywiście lewacy, feministki, komuniści i „ludzie z czerwonymi flagami”, ale tuż obok jest też przecież „postkomunistyczne SLD”, czy „marksistowskie Razem”. Faszyzm nie wybiera, a życie polityczne na marginesie, na łasce odrestaurowanego nacjonalizmu państwowego nie jest raczej naszym lewicowym marzeniem. Jeśli ten właśnie faszyzm zyskać ma prawdziwego przeciwnika to czas wreszcie rzucić mu wyzwanie i to „wszystkimi możliwymi środkami”.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia