Jesteś tu: Strona główna Artykuły Dlaczego należy zlikw...

Dlaczego należy zlikwidować IPN?

Cyprian Kraszewski 21/02/2018

Okres rządów PIS-u to czas dzikiej dekomunizacji. Problem nie zaczął się jednak od ustawy dekomunizacyjnej z 2016 roku. Z dekomunizacją mieliśmy do czynienia już wcześniej. Wówczas z przestrzeni usuwano jednak osoby jednoznacznie związane z marksizmem, leninizmem czy stalinizmem. Przy okazji usunięto oczywiście także osoby, które nie kojarzyły się jednoznacznie z tymi prądami. Dzisiejsza dekomunizacja jest jednak jeszcze bardziej fanatyczna i dotyka szeroko pojętą lewicę, a także tych, którzy chociaż przez chwilę byli w PZPR. Wcześniej mieliśmy do czynienia z bardziej subtelnym antykomunizmem środowisk liberalnych. To właśnie one jednak przez całe lata dawały przyzwolenie na coraz bardziej prawicową narrację, której głównym wodzirejem cały czas był IPN.

Czym jest IPN?

Pełna nazwa IPN-u to Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Przypominam o tym, bo wiele osób o tej nazwie zapomina, a przecież wiele ona mówi o charakterze tej Instytucji: natrętnie podkreśla „patriotyzm” i jest swego rodzaju martyrologicznym szantażem.

W ramach instytutu działają: Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Biuro Lustracyjne, Archiwum IPN, Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji, Biuro Edukacji Narodowej, Biuro Badań Historycznych. Rację ma więc prof. Andrzej Romanowski mówiąc, że IPN łączy dwa porządki: historyczny i prokuratorski. Czy wymienione przeze mnie komórki IPN-u są odpowiednimi narzędziami do badań historycznych?

Uprawnienia IPN określa ustawa z 1998 r. na mocy której powołano ten Instytut. Ustawę tę wymyślili prof. Witold Michał Kulesza i prof. Andrzej Rzepliński, znany jako „obrońca demokracji” i prezes Trybunału Konstytucyjnego, wówczas ekspert sejmowy i doradca pierwszego prezesa IPN, Leona Kieresa. 

Główne zadania IPN to „gromadzenie i zarządzanie dokumentami organów bezpieczeństwa państwa, sporządzonymi od 22 lipca 1944 r. [czyli od podpisania Manifestu PKWN] do 31 lipca 1990 r., prowadzenie śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich i komunistycznych (…) popełnionych w okresie od 8 listopada 1917 r. [czyli po wybuchu Rewolucji Październikowej] do 31 lipca 1990 r.”. Jak należy to interpretować? „Historycy” czy raczej „prokuratorzy” IPN-u uważają dorobek Rewolucji Październikowej  za jedną wielką zbrodnię przeciwko „Narodowi Polskiemu”. Dają tego zresztą dobitne świadectwo  w ustawie dekomunizacyjnej z 2016 roku o zakazie propagowania "komunizmu lub innego ustroju totalitarnego". 

Działalność IPN i charakter dekomunizacji na wybranych przykładach

Problem nie zaczął się wraz z wygraną PIS-u w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. IPN już wcześniej domagał się totalnej „dekomunizacji” przestrzeni publicznej, spotykając się z „niewystarczającą” uwagą lub lekceważeniem. Dotychczas „dekomunizacja” przebiegała w łagodniejszej formie niż chciałby tego PIS czy IPN. Tak pisano w 2008 roku: „Starań IPN o likwidację komunistycznych symboli nie chcą rozumieć środowiska przeciwne rozliczaniu PRL-owskiej przeszłości, a nieraz i lokalne władze, szczególnie te identyfikujące się z tradycją postkomunistyczną[1], albo: „Sprawy symboli i ciągłości prawnoustrojowej niepodległej państwowości większość elit uznała za problem marginalny[2]. Tego rodzaju "lekceważące" podejście jedynie dalej radykalizowało postawę antykomunistyczną, którą coraz silniej reprezentował IPN wraz ze swoimi przedstawicielami.

IPN uważa, że Rewolucja Październikowa była zbrodnią przeciwko Narodowi Polskiemu, że powstanie Polski Ludowej było zbrodnią przeciwko Narodowi Polskiemu, a także, że sama idea komunizmu jest zbrodnią przeciwko Narodowi Polskiemu. Lata 1917-1990 to rzekomo okres intensywnego niszczenia Narodu Polskiego – co IPN nieustannie podkreśla i właśnie na tym przekonaniu opiera swoją „prokuratorską metodologię”. 

Pewną niekonsekwencją tej „antykomunistycznej metodologii” jest często bezkrytyczne podchodzenie do dokumentów SB i UB, o czym wspomina prof. A. Romanowski. Dokumenty te wszak podważają np. „niezłomność” Witolda Pileckiego czy Jarosława Kaczyńskiego. IPN raczej mało interesuje szersza perspektywa psychologiczna, socjologiczna, geopolityczna, a także… historyczna.

IPN posługuje się językiem żywcem wziętym z epoki maccartyzmu: „(…) wielu osobom wydaje się, że komunizm jest odległą przeszłością, systemem, który co prawda kiedyś istniał, ale wraz z jego upadkiem można o nim zapomnieć. (…) pragniemy zatem zaproponować spojrzenie na czerwoną zarazę z nieco odmiennej niż dotąd perspektywy[3]. Komunizm jest ciągle realnym zagrożeniem: „Ten świat nie skończył się wraz z upadkiem ZSRR. Pozostały po nim budowane przez dekady piramidy propagandowych kłamstw, stereotypów, pozostali aparatczycy żerujący dziś na państwowej kasie i w zamian za zniewalanie społeczeństwa pobierający w wolnej Polsce gigantyczne emerytury[4]. „Dekomunizacja” wynika, więc również z nienawiści do konkretnych osób. Ciekawe jest to tym bardziej, że „dekomunizatorzy” patologii gigantycznych emerytur i innych współczesnych nierówności nie dopatrują się w transformacji ustrojowej, ale właśnie w PRL-u.

„Dekomunizatorzy” kreują się na osoby walczące z totalitaryzmem, czy też „totalitarną spuścizną”. Posiłkują się 13 artykułem Konstytucji RP z 1997 roku. Czy jednak w szaleńczej „dekomunizacji” nie ma czegoś z totalitaryzmu? Czy nie dąży ona do ujednolicenia i narzucenia spójnej ideologicznej kontroli? O zmianie nazw ulic nie decydują mieszkańcy, którzy najczęściej nie wiedzą nawet kim byli demonizowani przez IPN „działacze komunistyczni”. Najczęściej mieszkańcy nie są z tych zmian zadowoleni. Dotychczasowe nazwy ulic nie budzą w nich dyskomfortu. O zmianie nazw nie decydują również władze samorządowe, którym odgórnie narzuca się IPN-owski schemat. Przez niektórych ustawa dekomunizacyjna uważana jest za niekonstytucyjną, gdyż godzi w autonomię samorządów. Samorządy są też dodatkowo obarczone kosztami związanymi z wymianą tablic, map itd.

Działalność IPNu jest także drastycznym przykładem na to, jak historia determinuje naszą teraźniejszość: od akcji skupionych na kompromitowaniu konkretnych jednostek po transformację całej sfery polityki. Postsolidarnościowa i neokonserwatywna wizja świata nadaje kierunek działaniom IPN-u. Obsesyjny antykomunizm determinuje m.in. nienawiść do współczesnej Rosji, a usuwanie pomników Armii Czerwonej prowokuje do kolejnych konfliktów[5]. „Dekomunizacja” jest tym żywotniejsza im bardziej wiąże się ją z bieżącymi interesami geopolitycznymi, które wyraża polska prawica.

Za ideologiczny manifest IPN-u uznać należy neokonserwatywną, antykomunistyczną, antyrosyjską a nawet antychińską (!) publikację „Czerwone szwadrony postępu” pod redakcją Filipa Musiała i obecnego prezesa IPN-u Jarosława Szarka. Opisane są w niej m. in. realia putinowskiej Rosji np. prowadzona tam polityka historyczna czy zarys funkcjonowania rosyjskiego wywiadu, a nawet los buddyjskich mnichów. Lektura tej pozycji świadczy o tym, że IPN chce kształtować nie tylko „pamięć narodową”, ale też bieżącą politykę, również tą zagraniczną.

Obszar zainteresowań Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wykracza poza historię PRL-u czy ZSRR: „(…) krwawi dyktatorzy stają się ikonami pop kultury, z dumą noszonymi na podkoszulkach przez pokolenia ignorantów, nie wiedzących najczęściej czyj wizerunek mają na piersiach, a młodzieńcy obnoszą się w podkoszulkach z napisem „CCCP”, sierpem i młotem czy czerwoną gwiazdą[6]. Oznacza to, że „upiory komunizmu nie zostały przebite osinowym kołkiem i nadal snują się między nami[7]. Słowa te śmiało można porównać z początkiem Manifestu Komunistycznego: „Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się dla świętej nagonki przeciwko temu widmu[8].

Ta nowa „święta nagonka” chce usunąć wszystkie symbole, które choćby kojarzą się z ideą komunizmu. Zmiana nazw ulic dotyka nie tylko nazwiska działaczy PPR czy PZPR, ale również m.in Dąbrowszczaków, czyli uczestników hiszpańskiej wojny domowej, która miała miejsce w latach 1936-1939, walczących przeciwko oddziałom generała Francisco Franco. IPN twierdzi, że „Dąbrowszczacy stali się częścią propagandowego mitu w okresie PRL, głoszącego, iż komuniści w różnych krajach świata walczyli o wyzwolenie „narodowe i społeczne”[9]. IPN przeciwstawiając się temu mitowi, tworzy nowy mit: „Większość z nich dążyła do budowy w Hiszpanii państwa stalinowskiego[10]. W rzeczywistości w skład Dąbrowszczaków wchodziły osoby o różnych lewicowych poglądach. Temat Dąbrowszczaków jest zresztą najczęściej poruszany w kontekście dekomunizacji i to on też najbardziej uwypukla skrajnie prawicowy charakter IPN-u. Ataki na Dąbrowszczaków to jeden z najlepszych prezentów dla generała Franco, ale też dla faszystów i nazistów, którzy go wspierali. Gdański funkcjonariusz IPN-u, Piotr Szubarczyk na konferencji zorganizowanej przez gdański IPN zakwestionował nawet polskość Dąbrowszczaków, twierdząc, że byli to głównie ludzie „narodowości żydowskiej”. Takie rasowe kryteria zyskują coraz większą popularność w środowisku historyków.

Dekomunizacja nie zamierza ograniczać się do zmiany nazw ulic lub usuwania radzieckich pomników. Dekomunizatorzy chcą też poświęcić warszawski Pałac Kultury i Nauki, o czym głośno swego czasu zrobiło się w polskiej sieci. Pomysł zburzenia PKiN nie pojawił się w 2017 roku, jednak na fali dzikiej dekomunizacji groźba realizacji tego pomysłu staje się coraz bardziej realna. Kwintesencja wściekłości na PKiN zawiera się w tytule artykułu Macieja Pawlickiego z 2015 roku - „Maczuga Stalina wbita w środek Warszawy musi zniknąć. To jeden z warunków naszej wolności[11]. Publicysta przeciwników zburzenia PKiN nazywa "lemingami", co dodatkowo potwierdza tylko tezę, że dekomunizacja wynika wprost ze skrajnie prawicowej frustracji. Ten sam postulat wysuwano również w Tygodniku Solidarność, na krótko przed zwycięstwem PIS-u w ostatnich wyborach parlamentarnych. Ta symboliczna „wolność’ jest niezwykle ważna dla wszystkich prawicowo-konserwatywnych dziennikarzy. Koniecznym narzędziem do uzyskania tej „wolności” jest natomiast przemoc.

Polska prawica szuka wśród historycznych mitów nowej podmiotowości i tożsamości dla Polski oraz nowych ultra-polskich bohaterów. Tą podmiotowość miało by zapewnić m.in. tworzenie nowych narodowych mitów, lub adaptowanie na grunt nowej ideologii już zaistniałych i rozwijanie ich. Przykładem są tzw. „Żołnierze Wyklęci”. Nazwa „Żołnierze Wyklęci” nie jest nazwą historyczną. To wytwór fantazji prawicowych propagandzistów: „Żołnierze Wyklęci”, jako nazwa, pierwszy raz pojawiła się w Polsce w latach ’90 XX wieku. Z powstaniem owej nazwy wiążą się trzy wydarzenia, które uznać trzeba za genezę omawianego zagadnienia. Pierwsze z nich miało miejsce w 1993 r. na Uniwersytecie Warszawskim. W omawianym roku zorganizowano wystawę o tytule „Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944”, której inicjatorem była Liga Republikańska, a głównym autorem – historyk Leszek Żebrowski[12]. Do tego worka wrzuca się takie formacje jak NOW, NSZ, WIN, ale również "żołnierzy" niezwiązanych ze środowiskami neoendeckimi np. Witolda Pileckiego. IPN nie jest pomysłodawcą terminu „Żołnierze Wyklęci”. Chętnie sobie tę nazwę przyswoił, zaś Leszek Żebrowski, ów idol wielu polskich narodowców, bywa zapraszany na konferencje organizowane przez IPN. IPN-owi nie przeszkadza metodologiczne zamieszanie, jakie wywołuje ta nazwa. Wszak metodologią IPN-u jest ślepy antykomunizm.

Nazwa „Żołnierze Wyklęci” jest przede wszystkim propagandowo atrakcyjna, głównie dla młodego pokolenia, które właśnie teraz szuka dla siebie własnej tożsamości. Aparat socjotechniczny wyzwala utajone emocje, które znajdują swoje ujście w afirmowaniu antykomunistycznej postawy i w rekonstrukcjach historycznych. Te utajone emocje napędzają „dekomunizatorską inkwizycję”. Wcześniej mianem „Wyklętych” nazywano poetów tj. Andrzeja Bursę, Rafała Wojaczka czy Edwarda Stachurę. To dodawało im atrakcyjności w oczach zbuntowanej młodzieży - w wypadku „Żołnierzy Wyklętych” obowiązuje podobny mechanizm. Skandalizujący poeci zostali „wyklęci” najczęściej przez współczesne im społeczeństwo, zaś antykomunistyczni partyzanci przez demoniczną władzę PRL-u.

Prawicowi politycy i historycy IPN-u wykorzystują niedojrzałe umysły dla ugruntowania antykomunistycznego dyskursu. Na tym polu też rozwijają swoje nowe socjotechniczne narzędzia, wykorzystując na rzecz własnej propagandy m.in szkołę, przestrzeń muzealną, kino, muzykę oraz modę.

Koszulki z Che Guevarą wyparła m.in. popularna polska marka „Red is Bad”, której antykomunizm jest fuzją IPN-owskiego patriotyzmu z liberalizmem gospodarczym. Jednak już sama nazwa marki w języku angielskim sugeruje, że jest to bardzo zwesternizowany patriotyzm. Ten właśnie zwesternizowany, indywidualistyczny patriotyzm cieszy się też dużym poparciem wśród młodzieży słuchającej hip-hopu. Wojciech Burszta, antropolog kultury, nazywa ten model patriotyzmu „popnacjonalizmem”[13].

W umysłach porażonej „niezłomnością” młodzieży tworzą się fantazmatyczne rekonstrukcje działań partyzanckich, a cała historia nabiera żywotności. Młode pokolenie bezrefleksyjnie przyjęło pewien mit i aktywnie w nim uczestniczy. To taki nacjonalizm spod znaku gumy do żucia. Wśród młodzieży pragnącej nowych powstańczych przygód kształtują się też silne postawy militarystyczne. Gdański IPN 11 czerwca 2017 roku posunął się nawet do tego, że wspólnie z Fundacją Obrona Terytorialna współorganizował tzw. „Wystrzałowy Dzień Dziecka”[14] na którym propagował postawy militarystyczne wśród najmłodszych.

Jeszcze w 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski ustanowił 1 marca - Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych. Ta bezmyślna decyzja przyczyniła się do jego przyszłej porażki i triumfu sił jeszcze bardziej prawicowych pokroju właśnie PIS. Również 1 marca 2011 roku została zamordowana Jolanta Brzeska, działaczka lokatorska walcząca ze zjawiskiem reprywatyzacji w Warszawie. Dla kapitalistycznego państwa święto „Żołnierzy Wyklętych” jest więc bardzo wygodne – odwraca uwagę od tego procederu i zamiast do spraw bieżących kieruje nas w stronę historycznej archeologii służącej braniu pomsty na wyśnionych "postkomunistach".

Działalność dekomunizatorska szerzy się także na wsi. Ministerstwo Rolnictwa całkiem niedawno podjęło się finansowania projektu „Śladami Żołnierzy Wyklętych – wyjazdy naukowe ukierunkowane na zdobywanie i poszerzanie wiedzy o polskim podziemiu niepodległościowym w latach 1945-1963[15]. Partyzanci, którzy często sprzeciwiali się reformie rolnej mogą teraz stać się bohaterami dla wnuków rolników, którzy na niej skorzystali.

IPN ma jednak swoje własne i jedynie słuszne zdanie na temat reformy rolnej: „Było to kolejne uderzenie w wyższe warstwy polskiego społeczeństwa po praktyce hitlerowskiej i stalinowskiej. Rozprawa z nim oznaczała pozbawienie ważnych dla każdego narodu wzorców kulturowych i intelektualnych. Miały je zastąpić propozycje forsowane przez władze komunistyczne, zaczerpnięte z praktyki wschodniego sąsiada[16]. Takie fragmenty dowodzą tego, że IPN to wręcz swego rodzaju jawny obrońca klasy szlacheckiej oraz ziemiaństwa.

„Wielkie ziemiaństwo” kreowane jest na ofiarę „dziejowej niesprawiedliwości”, której III RP nie zwróciła godności: „Brak ustawy reprywatyzacyjnej sprawia, że przemiany struktury agrarnej w Trzeciej Rzeczpospolitej związane są nie z reprywatyzacją ziemi, ale jej wykupem od państwa lub właścicieli indywidualnych[17]. Za sprawą prawicowej propagandy coraz powszechniejszy jest także pozytywny obraz szlachty polskiej. W tym kontekście warto przyjrzeć się Związkowi Szlachty Polskiej, a zwłaszcza prezesowi Henrykowi Grocholskiemu i sekretarzowi Hubertowi Massalskiemu, zamieszanym w warszawską reprywatyzację[18]. Ta reakcyjna polityka historyczna, której celem jest obrona polskiego ziemiaństwa może też służyć do legitymizacji patologii polskiego kapitalizmu.

Kim są funkcjonariusze IPN-u?

Kim są ludzie, którzy tworzą taką narrację? Sam Adam Michnik uważa że to „spryciarze, którzy zaangażowali się w antykomunizm po upadku dyktatury[19]. Zapewne wiele osób swój brak lub niewielkie zaangażowanie opozycyjne w okresie PRL-u nadrabia teraz świeżym, wojującym antykomunizmem. IPN ma jednak głęboko solidarnościową genezę, o czym wspominałem już wcześniej - nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że do narodzin IPN-u przyczyniły się w zasadzie wszystkie poprzednie rządy, na czele z tymi postsolidarnościowymi. A Adamowi Michnikowi i prawicowym środowiskom liberalno-demokratycznym pozostaje teraz już tylko licytować się na antykomunizm z prawicowymi środowiskami konserwatywno-nacjonalistycznymi.

„Pamięć Narodową” kształtuje dziś głównie prawica postsolidarnościowa i neokonserwatywna związana z czasopismami takimi jak „Gazeta Polska”, „Do Rzeczy”, „W sieci”, „Rzeczpospolita” czy „Super Ekspres”. Instytutem kierują natomiast opozycjoniści  z lat 80-tych, a szczególnie działacze „Solidarności” np. prof. Leon Kieres, pierwszy prezes IPN czy obecny prezes Jarosław Szarek, związany również z „Polonia Christiana”. IPN ma w swoich szeregach również młodych historyków, którzy albo słabo, albo w ogóle nie pamiętają PRL-u. Nie są jednak przez to wcale bardziej obiektywni.  

Możemy jednak postawić sobie bardzo istotne pytanie: czy historycy IPN-u prowadzą świadomą „politykę historyczną”? Czy będący w posiadaniu różnorodnych akt i narzędzi IPN chce jedynie posiadać monopol na całą historię? Czy to działalność słabo skoordynowanych desperatów czy dobrze zaplanowany element, który prowadzi do realizacji konkretnych, dalekosiężnych celów?

Już od chwili swych narodzin IPN był zdominowany przez prawicę. Znalazło się w nim również miejsce dla skrajnej prawicy, w tym tej otwarcie faszyzującej.

Przykładów nie brakuje. Dr. Mariusz Bechta, niegdyś animator nurtu muzycznego Rock Against Communism i redaktor pisma Templum Novum,  jako członek Rady Historycznej Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych został odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę złotym Krzyżem Zasługi. Jego stosunek do podziemia antykomunistycznego jest radykalnie apologetyczny. Niektórzy uważają też jego książkę „Pogrom czy odwet? Akcja zbrojna Zrzeszenia »Wolność i Niezawisłość« w Parczewie 5 lutego 1946” za antysemicką[20].

Tomasz Panfil, historyk z lubelskiego IPN-u po  sławetnej aferze z WunderWaflem w dzień urodzin Adolfa Hitlera ostrzegał na antenie TVP1 w wieczornym wydaniu „Wiadomości” przed komunistycznym zagrożeniem. Historyk ten zasłynął z nieudanych koncertów organizowanych w Wielkiej Brytanii na cześć „Żołnierzy Wyklętych” za pieniądze MSZ[21]. Tenże historyk z KUL-u i IPN-u, związany z organizacjami Ogniwo i Polska Niepodległa, spotykał się też w Liverpoolu z neonazistami[22].

Przeciwko IPN-owi

Alternatywną dla IPN-owskiej narracji historycznej prezentuje m.in. Tygodnik Przegląd i strona na Facebooku „Historia czerwona i czarno-czerwona”. Antykomunistycznej konkwiście sprzeciwia się też polska edycja „Le Monde diplomatique”. Przemysław Wielgosz na łamach tego pisma krytykuje również SLD i PO, które w porę nie powstrzymały inkwizytorskich zapędów IPN-u[23]. Likwidację IPN-u postuluje również partia Zmiana, która aktywnie sprzeciwiała się usuwaniu radzieckich pomników.

Likwidacji IPN-u domagają się też obecnie również niektóre organizacje liberalne, na czele z Platformą Obywatelską. W tym wypadku głównym powodem jest szkalowanie dobrego imienia Lecha Wałęsy. Wśród tego środowiska znajdą się jednak nawet przeciwnicy ustawy dekomunizacyjnej. Rzecznik prezydenta Gdańska, Antoni Pawlak, uważa że ustawa jest niekonstytucyjna twierdząc przy tym, że: "W inkwizytorskim zapędzie bojowcy z IPN będą dekomunizować nazwy ulic. Zapłoną symboliczne stosy[24]. Politycy PO są jednak współodpowiedzialni za obecny stan rzeczy, a dekomunizacji sprzeciwiają się tylko po to by zjednać sobie nowy elektorat w chwili, kiedy ich partia przeżywa głęboki kryzys.

Walka z IPN-em jest przede wszystkim walką o tożsamość antykapitalistycznej lewicy. Warto zacytować w tym miejscu dwa pierwsze wersy z refrenu utworu Melomanna zatytułowanego „Produkty systemu”, które brzmią: „Trybiki w maszynie, produkty systemu / Posłuszni swoim panom wyznawcy IPN-u”[25]. Utwór ten doskonale obnaża, posługując się terminologią nieomalże marksistowską, „fałszywą świadomość” młodego pokolenia: obecnie skazanego na łaskę bezlitosnych procesów rynkowych i jednocześnie upatrującego swego wroga w komunizmie. Wszystko działa zresztą zgodnie ze słowami artysty: historyczna propaganda IPN-u służy dziś za idealną nadbudowę i zasłonę dla bezlitosnej, kapitalistycznej  gospodarki.

Likwidacja IPN-u nie jest jednak możliwa bez odsunięcia od władzy PIS-u. Mało prawdopodobne jest również to, że środowiska bardziej liberalne zrealizują postulat likwidacji IPN-u. IPN jest dziś tą kluczową instytucją, która swoją prawicową i hegemoniczną propagandą uderza w lewicowe tradycje i podtrzymuje konserwatywno-liberalną dominację. IPN jest także narzędziem dla określonej socjotechniki i wytrychem mającym kształtować konkretne postawy: antykomunizm, militaryzm, czy indywidualizm.

Postulat likwidacji IPN-u powinien być w związku z tym jednym z podstawowych postulatów dla całej lewicy. Stwierdzenie, że IPN można zreformować należy uznać za oportunistyczne i naiwne, IPN ma solidarnościowo-nacjonalistyczną i skrycie faszyzującą genezę i jakiekolwiek pozytywne reformy w łonie tej organizacji nigdy nie były możliwe. Antykomunizm jest bowiem w samym DNA IPN-u i jeśli nawet obecny radykalnie prawicowy monopol na historię zostałby przełamany i doszłoby w ramach tej instytucji do zmian to i tak rdzeniem IPN-u na zawsze już pozostanie walka z czerwonymi oraz promocja postaw militarystycznych i skrajnie prawicowych.



[1]H. Głębocki, To, co nas dzieli – pamięć historyczna Polaków i Rosjan w: Czerwone szwadrony postępu, red. F. Musiał i J. Szarka, Kraków 2008, s.152.
[2]M. Korkuć, Prawo do bezprawia, w: Czerwone szwadrony…, op.cit., s.99.
[3]F. Musiał, J. Szarek, Wstęp do: Czerwone szwadrony…, op. cit., s.9. 
[4]Tamże, s.10.
[5]H. Głębocki, To, co nas dzieli – pamięć historyczna Polaków i Rosjan w: Czerwone szwadrony…, op. cit., ss.150-151.
[6]F. Musiał, J. Szarek, Wstęp do: Czerwone szwadrony..., op. cit., s.10.
[7]Tamże.
[8]K. Marks, F. Engels, Manifest komunistyczny, Warszawa 2012, s. 31.
[9]https://ipn.gov.pl/najwazniejsze-wiadomosci/informacja-historyczna/dabrowszczacy [26.05.2016]
[10]Tamże.
[11]http://wpolityce.pl/polityka/259881-maczuga-stalina-wbita-w-srodek-warszawy-musi-zniknac-to-jeden-z-warunkow-naszej-wolnosci[27.05.2016]
[12]„ŻOŁNIERZE WYKLĘCI” – GENEZA POWSTANIA POJĘCIA,  http://www.nowastrategia.org.pl/zolnierze-wykleci-geneza-powstania-pojecia/ [2.03.2017]
[13]http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,130517,18465657,prof-burszta-patriotyzm-mlodych-to-popnacjonalizm-mitologia.html [27.05.2016]
[14]https://www.facebook.com/1719436311645062/photos/a.1720820618173298.1073741828.1719436311645062/1898982957023729/?type=3&theater [30.01.2018]
[15]http://trybuna.eu/ministerstwo-rolnictwa-sfinansuje-kult-zolnierzy-wykletych/[24.05.2016]
[16]http://dzieje.pl/aktualnosci/reforma-rolna-mit-zalozycielski-polski-ludowej [26.05.2016]
[17]Tamże.
[18]http://strajk.eu/szlachta/ [30.01.2018]
[19]Adam Michnik, Z defektem polskości… Wstęp do: Jan Józef Lipski, Katolickie Państwo Narodu Polskiego, s.viii.
[20]Historyk z przeszłością, https://www.tygodnikprzeglad.pl/historyk-z-przeszloscia/ [30.01.2018]
[21]Skandal! Historyk Tomasz Panfil wydoił MSZ i oszukał zespół,  http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/historyk-tomasz-panfil-naciagnal-msz-i-oszukal-zespol/4f0pxbb [dostęp: 30.01.2018].
[22]NEWS FAKTU: Kumpel nazistów na garnuszku MSZ i IPN!, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/news-faktu-kumpel-nazistow-na-garnuszku-msz-i-ipn/54933gt [dostęp: 30.01.2018].
[23]Przemysław Wielgosz, Dekomunizatorzy w: Le Monde diplomatique. Edycja polska, Nr 4 (122), Warszawa Kwiecień 2016.
[24]http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35636,19918451,republikanie-m-thatcher-zamiast-dabrowszczakow.html#ixzz49mHa2jRGv [26.05.2016].
[25]MELOMANN - Produkty Systemu, https://www.youtube.com/watch?v=UT-s_5Rqh5s [27.05.2016].
 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia