Jesteś tu: Strona główna Artykuły Irak: 15 lat później...

Irak: 15 lat później...

Tymoteusz Kochan 20/03/2018

Mija właśnie 15 rocznica imperialistycznej inwazji na Irak dokonanej pod przywództwem USA i rządu George'a W. Busha. Inwazji rozpoczynającej wojnę w której, jako jedno z czterech państw-agresorów, brała także udział Polska. Inwazji, która była dopiero preludium do prawdziwej katastrofy, w której pogrążony jest dziś cały Bliski Wschód.

W rezultacie wywołanej przez USA wojny zginęło - według różnych szacunków - około miliona Irakijek i Irakijczyków, a sam Irak pogrążył się w chaosie, dewastacji i przewlekłej katastrofie humanitarnej.

Sytuacja ta trwa aż do dziś. W porównaniu do stanu obecnego Irak przed wojną był państwem pokoju i względnego bezpieczeństwa, był krajem pozbawionym szalejącego terroru i fundamentalistów spod znaku ISIS, fruwających nad głowami dronów wyposażonych w rakiety i państwem o znacznie bardziej postępowym obliczu. Przypomnijmy: inwazję na Irak rozpoczęto pod fałszywymi oskarżeniami dotyczącymi rzekomego posiadania przez Saddama Husajna broni masowego rażenia (z tych zarzutów cztery lata temu żarty stroił sobie zresztą sam były prezydent USA). Zarzutów tych oczywiście nie potwierdzono - od początku służyły one bowiem wyłącznie za wymówkę dla wojennych planów administracji Busha i jej sojuszników.

Za kłamstwa i agresję, które rozpoczęły jedną z najbardziej krwawych wojen w najnowszej historii nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności, nikt nie trafił też do więzienia. Wiele osób otrzymało za to ordery i wyróżnienia, np. obecna, świeżo powołana na swoje stanowisko, dyrektorka CIA Gina Haspel brała udział w przesłuchiwaniu i torturowaniu irackich więźniów. Śmiało możemy też dziś już powiedzieć, że państwo, które 15 lat temu zostało zaatakowane przez Stany Zjednoczone, Australię, Wielką Brytanię i Polskę nie miało też nic wspólnego z zamachem na WTC. Tak samo wszystkie zapewnienia o tym, że w Iraku powstanie nowoczesna, zachodnia demokracja były wyłącznie propagandowymi kłamstwami. Warto w tym momencie wspomnieć, że Polska - niczym posłuszny, politycznie pożyteczny idiota - dołączyła do grona państw imperialistycznych i wzięła udział w tej wojnie wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa.

Tymczasem Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski wciąż upierają się przy zdaniu, że atak na Irak był racjonalnym elementem obrony Świata Zachodniego przed zjawiskiem "globalnego terroru". Podobne stanowisko mają także Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska, które również wsparły decyzję o wysłaniu do Iraku polskiego wojska. Już wtedy było to kompletne kłamstwo, a obecna sytuacja dowodzi, że przewlekła wojna w Iraku i dalsze interwencje zagraniczne wojsk zachodnich mocarstw doprowadziły wyłącznie do kolejnych wojen, śmierci setek tysięcy ofiar i jeszcze większej intensyfikacji zjawiska, jakim jest globalny terroryzm.

To właśnie z Al-Kaidy, która dzięki amerykańskiej inwazji jedynie się wzmocniła, wywodzi się ISIS, czyli organizacja Państwa Islamskiego. Wywołany przez wojnę, zupełnie niekontrolowany, chaos doprowadził do narodzin kolejnych ruchów fundamentalistycznych, a zainstalowany przez USA marionetkowy rząd, który szybko zaczął prowadzić wewnętrzną wojnę religijną, okazał się być zbyt słaby by samodzielnie stawić czoła zarówno ISIS, jak i innym skrajnym ruchom, które rodziły się w przeciągu ostatniej dekady.

Gdyby nie inwazja na Irak nie byłoby dziś ani ISIS, ani destabilizacji i wojen na całym Bliskim Wschodzie.

Atak na Irak był więc pewnego rodzaju precedensem. Zanim doszło do wojny w Iraku obecność wojsk USA w regionie nigdy nie była ani tak masowa, ani tak intensywna. Masakry na ludności Iraku nie są co prawda niczym nowym, ponieważ już wcześniej działania gospodarcze USA doprowadziły do śmierci 500 tysięcy irakijskich dzieci, co w publicznym wywiadzie telewizyjnym potwierdziła osobiście amerykańska sekretarz Madeleine Albright. Przed wojną w Iraku obecność sił imperialistycznych i wojsk amerykańskich na Bliskim Wschodzie miała jednak zasadniczo inny cel, którym było wygrywanie konkretnych wojen i poszczególnych konfliktów na korzyść bieżących, amerykańskich interesów.

Wojna w Iraku wykreowała jednak zupełnie nowy wzór imperializmu, który za Naomi Klein i Antonym Loewensteinem możemy śmiało określać, jako wzór kapitalizmu katastroficznego.

Przepis na Irak nie był bowiem wcale przepisem na demokrację - jak usilnie wmawiano to zachodniej opinii publicznej. Trwała i przewlekła katastrofa, chaos, wojna wewnętrzna i brak ustabilizowanej państwowości stały się dla Stanów Zjednoczonych celem samym w sobie. Są to zjawiska, które są po prostu na rękę i to zarówno zachodnim mocarstwom imperialistycznym, jak i swobodnie przemieszczającemu się po pobojowisku wielkiemu kapitałowi. To po prostu coś w rodzaju polskiej transformacji tyle, że w warunkach wojny i pogardy dla życia, czyli specyficzna, wschodnia wersja prywatyzacyjnej masakry balcerowiczowską piłą mechaniczną z dodatkiem kul oraz bomb. Sposób na Irak okazał się więc być też kolejno sposobem na Afganistan, Syrię, Libię, a nawet Pakistan. Obecnie rząd Stanów Zjednoczonych prowadzi wojnę z przynajmniej siedmioma państwami na świecie i w każdym z nich trwa swego rodzaju kontrolowana katastrofa, a zawieszenie wszelkich praw, wolności i swobód na rzecz interesu amerykańskiego hegemona jest już praktycznie bezterminowe. Drony uderzają gdzie chcą, prezydent USA wysyła wojska gdzie chce, a jego tropem podążają kolejne państwa imperialistyczne, swobodnie interpretując prawo międzynarodowe, ignorując ONZ i podążając szlakiem przetartym właśnie przez rząd George'a W. Busha. Irak był pierwszy.

Co podkreślał m.in Noam Chomsky w odróżnieniu od wielu innych wojen atak na Irak wzbudził jednak silny opór ze strony prawie całej zachodniej opinii publicznej. Warto w tym miejscu wspomnieć chociażby o rekordowych, antywojennych protestach, które odbywały się w Polsce, czy np. w Wielkiej Brytanii - gdzie właśnie podczas tych protestów, jako jeden z liderów antywojennej opozycji, po raz pierwszy zaistniał zresztą na tak szeroką skalę Jeremy Corbyn. Jednakże nowe i kolejne wojny odbywają się już w ciszy i nie budzą specjalnych wątpliwości, ani większego zainteresowania. Współcześnie szerokie masy Zachodu zaprzęgnięto za to do walki z uchodźcami, którzy uciekają właśnie z terenów objętych zachodnimi ekspedycjami wojskowo-kolonialnymi - podobnymi do tej, która miała miejsce w Iraku. Ta zmiana nastrojów i odmiana ducha wynika zarówno z przyzwyczajenia, jak i podyktowana jest także logiką wspólnej grabieży i wspólnych łupów. Ma to miejsce zwłaszcza w USA, gdzie armia to po prostu wielka, państwowa megakorporacja, w której na którymś etapie swojego życia pracowało aż 7,5 proc. obywateli tego kraju.

Wojna w Iraku okazała się więc być wielkim sukcesem i triumfem dla całego zachodniego imperializmu, który po raz pierwszy w tak przekonujący i w zasadzie bezalternatywny sposób zdołał skutecznie sprzedać swoje działanie społeczeństwu masowemu, które w dużej części poczuło się częścią całej tej operacji. Obiektywnie rzecz biorąc większość musiała jednak stracić. I nie chodzi tu wcale o koszty natury wyłącznie etycznej. W wyniku konsekwencji ataku na Irak zawieszeniu uległ szereg praw obywatelskich i praw człowieka, które wcześniej obowiązywały zarówno w USA, jak i w całej Europie. Być może mało kto jeszcze dziś o tym pamięta, ale drobiazgowe kontrole na lotniskach, podsłuchy i masowa inwigilacja, czy wszechobecność i wszechmoc służb bezpieczeństwa oraz bezkarność dronów-zabójców to właśnie "nasze", wspólne dziedzictwo napaści na Irak i politycznej ofensywy ideologicznej, która w imię "wojny z terroryzmem" pozbawiła nas prywatności, a także poczucia bezpieczeństwa, które w swej dawnej formie nigdy już nie powróci.

Prawdziwe intencje stojące za napaścią były oczywiste od samego początku: chodziło o ropę, surowce, zapoczątkowanie kolejnego wielkiego wyścigu zbrojeń, a także o ograniczenie swobód obywatelskich i o radykalizację militaryzmu - zarówno w obrębie państw podbitych, jak i tych, które teoretycznie wyłącznie podbijały.

W wyniku wszystkich tych działań zachodni pracownik stał się nieświadomym beneficjentem oraz zakładnikiem zysków i surowców, które siłą zdobywane są dziś na Bliskim Wschodzie. Jego opór wobec imperializmu zmalał, nasilił się za to rasizm i niechęć w stosunku do wszystkiego, co wschodnie. Podświadomie wielu wie bowiem, że bez tych wojen i tych grabieży dokonanych na słabych i bezsilnych trudno byłoby stworzyć te nieliczne bańki dobrobytu, które są dziś oazą bogactwa pośród morza ruin.

Historia nie osądziła winnych, wielokrotnie się za to powtórzyła.

Wszyscy odpowiedzialni za śmierć setek tysięcy w Iraku pozostają cały czas na wolności, także w Polsce. Sam imperializm nie poprzestał wcale na Iraku i poszerzył swoje spektrum działania także na sąsiednie państwa Bliskiego Wschodu, który stoi dziś w ogniu. Kurtyna obłudy opadła. Nawet oficjalni przedstawiciele amerykańskiego rządu już nie udają, że posiadają dziś jakikolwiek realistyczny plan "ustabilizowania sytuacji" w regionie. Kolejnym państwem w kolejce do katastrofy może być np. Iran...

Imperializm nie spał, spała jednak opinia publiczna. Z tej pogłębionej perspektywy musimy więc ze smutkiem stwierdzić, że wojna w Iraku nie zmieniła na gorsze jedynie samego Iraku, lecz stała się precedensem, który ugruntował w zachodnich masach pracujących głęboką akceptację i to zarówno dla imperialistycznych podbojów i wojen, jak i dla na nowo ugruntowanego kulturowego rasizmu. Ta wiedza może nam dziś pomóc, aby lepiej zrozumieć genezę i przyczyny stojące za nienawiścią i fobiami skierowanymi przeciwko mieszkańcom Bliskiego Wschodu, którzy to z całą pewnością nie mają dziś Zachodowi za co dziękować. 15 lat później zakładników bushyzmu wyłącznie przybywa.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia