Jesteś tu: Strona główna Artykuły Seks (i tak) wygra z K...

Seks (i tak) wygra z Kościołem

Tymoteusz Kochan 16/10/2019

PiS-owski rząd idący ręka w rękę z najbardziej skrajnymi odłamami kościoła katolickiego próbuje walczyć z postępem. Ale tylko próbuje, ponieważ trudno by buble prawne przepychane przez Sejm miały jakiekolwiek rzeczywiste zastosowanie. Bez wsparcia równie klerykalnych prokuratorów szybko trafią na śmietnik.

Jest to dowód na to, że PiS reprezentuje koszmarne zacofanie w stosunku do kultury europejskiej. A także nie posiada już nawet w swych szeregach przedstawicieli inteligencji, którzy pomogliby Kaczyńskiemu i jego parlamentarzystom napisać sensownie dwa lub trzy zdania.

Ustawa o zakazie edukacji seksualnej niczego nie zakazuje, bo została napisana w sposób tak ułomny, że nic nie znaczy. Fundamentalistom katolickim wydaje się, że nauka i edukacja to "propagowanie obcowania płciowego". To bzdura. I dowód na to, jak oderwane od myślenia naukowego jest prawicowe myślenie, które wygenerowało taki "przepis".

Nauka tym się różni od mitycznego, magicznego i potocznego myślenia, że niczego nie "pochwala". Jutro na spotkaniu koła naukowego na Uniwersytecie Szczecińskim będę przedstawiał możliwe warianty obalenia gospodarki kapitalistycznej by ratować globalny klimat. Ale czy będe je propagował? Nie. Będę przedstawiał. To samo robią edukatorki i edukatorzy seksualni, nauczyciele, czy aktywiści zajmujący się problematyką wiedzy na temat seksualności. Mówienie o nauce, przedstawianie naukowych argumentów i edukowanie młodzieży w zakresie życia seksualnego nie jest pochwalaniem, czy propagowaniem obcowania płciowego. Pod tę kategorię nie podchodziłoby nawet publiczne wyświetlanie filmów porno.

Nauka tym się różni od mitycznego, magicznego, religijnego i potocznego myślenia, że niczego nie "pochwala". Ona po prostu jest i przedstawia wiedzę, jej stan. Racjonalny świat to przestrzeń dla dyskusji i argumentów. To miejsce dla różnych poglądów i stanowisk. Fundamentalizm religijny wszędzie widzi natomiast spiski, a rzeczywistość to dla niego ciągła wojna z diabłem. PiS i fanatycy z Kościoła nie mają jednak takiej mocy by zakazać nauki, ani przedstawiania różnych stanowisk dotyczących ludzkiego życia.

Czy mówienie o seksie w celach edukacyjnych jest promowaniem lub propagowaniem obcowania płciowego? Oczywiście, że nie. Tyle, że ostatecznie zadecydują o tym dyspozycyjni i potencjalnie prawicowi prokuratorzy. Prokuratorzy i wymiar sprawiedliwości, który na świadków i ekspertów może wezwać sobie tych, których wskaże mu PiS lub Ordo Iuris.

By naprawdę zrealizować swoje chore fantazje dotyczące religijnego panowania w sferze reprodukcji prawica musiałaby ocenzurować internet, zakazać wszelkiej nagości w sztuce, zakazać pornografii, czy wsadzać do więzień młodzież, która odważyłaby się stwierdzić, że seks przedmałżeński może być fajny i jest to dla nich coś przyjemnego, co polecają swoim koleżankom i kolegom.

PiS nie ma takiej mocy. Nie ma też mocy by usunąć "wszystkie akty nienawiści i pogardy antykatolickiej”, które dziś potępiono, a które odnoszą się wprost do archaicznego pojęcia "profanacji". Problem z profanacją polega na tym, że nie ma w polskim prawie żadnego wyjaśnienia, co jest tą domniemaną sferą świętości... I dla kogo.

To kwestia ruchomej umowy społecznej. A ponieważ jeszcze nie żyjemy w kraju wyznaniowym to na szczęście słowa Kościoła nie decydują o tym, co mamy myśleć i jak się zachowywać oraz żyć. Istnienie bogów nie jest też udowodnione w polskim prawie i Konstytucji. A nie da się obrazić świętości jeśli ta nie istnieje.

Bo wszystko, co dotyczy religii jest społeczne. Obraza uczuć religijnych jest tak samo rzeczywista, jak obraza wszelkich uczuć. Jeśli dla kogoś obraźliwa jest Maryja z tęczą to jest to po prostu jego ogląd estetyczny, a nie atak na "świętość/sacrum", gdyż takie istnieją tylko w obrębie religijnej doktryny oraz wiary. I tylko tam.

Działania PiS-u są oczywiście śmieszne. Prawicowa władza zdobywa jednak w ten sposób nowe narzędzia władzy i przemocy. To fundamentalizm wymierzony głównie przeciwko kobietom.

Kościół otrzymuje od rządu dary za wspieranie go w czasie kampanii. Głównym przeciwnikiem polskiego, skrajnie prawicowego, kościoła są przy tym coraz bardziej nowoczesne i coraz bardziej wyzwolone spod władzy katechetów kobiety. Bo wyzwolenie kobiet to zagłada dla Kościoła, którego władza zawsze była patriarchalna.

Tymczasem przez ostatnie 16 lat znacząco spadł odsetek urodzeń przez nastoletnie matki. Nawet w tak nieprzyjaznych edukacji seksualnej i dostępności antykoncepcji warunkach świadome macierzyństwo wymknęło się kościołowi spod kontroli. Kobiety - i to w większości przecież wierzące - nie stosują się już do kościelnych wytycznych dot. zakazu seksu przedmałżeńskiego. Używają też antykoncepcji, a jednocześnie coraz lepiej rozumieją opresyjny charakter kościelnej doktryny. Gdy razem z Czarnymi Strajkami wybuchł wręcz polski feminizm - zatrząsł się cały Kościół. Teraz ta sama, zdominowana przez jędraszewskizm, instytucja próbuje kontratakować.

Ale na próżno. Kościół jest już - zwłaszcza dla młodych - parodią. 

Kler nie ma już niczego wspólnego z uduchowieniem, a coraz bardziej przypomina grupę rekonstrukcyjną dla podstarzałych dziadków, którzy na poważnie, w środku Europy i XXI wieku, próbują bawić się w średniowiecze.

Kościół ma też dziś w Polsce dużo mniej wyświetleń niż Youtube, Facebook, czy rozmaite strony pornograficzne. Jego siła słabnie. A życie w ciągłym poczuciu grzechu jakoś jednak przegrywa ze świecką kulturą, która potrafi być przyjemna i jednocześnie wyzwala człowieka z ciągłego życia w kompleksach i strachu przed bożym sądem.

Do Sejmu RP weszła też właśnie największa grupa feministycznych i lewicowych aktywistek w historii polskiego parlamentaryzmu. W szkołach znikać zaczynają lekcje religii - z których rezygnuje się dziś w pierwszej kolejności, gdyż jest to oczywista strata czasu, która nikomu w późniejszej dorosłości nie jest potrzebna. To boli i musi boleć kler, któremu przez całe wieki wydawało się, że ma w Polsce wieczny monopol na życie rodzinne i że panuje nad całym życiem seksualnym i nad - kluczowymi w tej materii - ciałami samych kobiet.

Dlatego też kler sięga po stare metody i próbuje z powrotem narzucić swoją władzę przy pomocy polityki państwa. Odwraca też w ten sposób uwagę od swoich zbrodni i próbuje skojarzyć pedofilię z homoseksualizmem, zamiast z Jankowskim i Janem Pawłem II... To wszystko by samemu uniknąć rzetelnego śledztwa i kary.

Policyjne metody nie przywrócą jednak wiary w katolickie dogmaty. A będący źródłem satysfakcji i przyjemności seks zwyczajnie wygra z poniżającym i patriarchalnym kultem matki-polki-katoliczki-wyłącznie-rodzącej-i-krzyżem-leżącej, który polskie kobiety już odrzuciły.

Kościół i PiS nie rozumieją też jednej ważnej rzeczy, co doprowadzi do ich zguby. To nie kler wyprodukował sukces PiS-u. Za ten sukces odpowiada minimalny socjal. Nie religijny fundamentalizm. Poparcie, którym cieszy się PiS może w połowie zawdzięczane jest misji ideologicznej Kościoła. To, że wciąż mamy w Polsce około 90% katolików nie oznacza, że 90% z nich słucha się Kościoła w kwestii swych politycznych wyborów. Wręcz przeciwnie. Ludzie nie chcą już słuchać politycznych rad od episkopatu, a fundamentalizm religijny PiS-u już bardziej mu szkodzi niż służy.

Dlatego Sobecka, czy Piotrowicz i inni zaufani, radykalni ludzie Prezesa nie dostali się nawet do Sejmu. Dlatego społeczeństwo nie głosuje na PiS-owców z miłości, ale z przyczyn bytowych. Wybory PiS-owi wygrywa jeszcze tylko jego projekt gospodarczy, który nie jest aż taką ruiną, jaką wcześniej gwarantowała Platforma. Każda kolejna antypostępowa wycieczka PiS-u to natomiast kolejna utrata poparcia. Stąd też właśnie bierze się "sufit poparcia" dla tej partii, która nie jest zdolna by stać się polską wersją chadecji, gdyż w obszarze obyczajowym jest po prostu klonem Konfederacji i przedłużeniem korwinizmu.

TVP Kurskiego i księżą nie wygrają z internetem, netfliksem, amerykańskimi filmami i antyreligijnym rozluźnieniem obyczajowym, które zapanowało na Zachodzie. W bitwie Kaczyński kontra Zachód zwycięzca jest oczywisty.

Wejście do polityki pokoleń urodzonych po r. 2000 ostatecznie pogrzebie całe to "jędraszewskie marzenie".

I wzmocni mądrą lewicę, która dziś musi ostro walczyć i dawać przykład.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia