Jesteś tu: Strona główna Artykuły Olimpiada i kultura

Olimpiada i kultura

Jerzy Kochan 09/02/2014

Nie będę  oceniał ceremonii otwarcia olimpiady w Soczi... pani dyrektor Katarzyna Młot-Janowska w imieniu polskiej kultury telewizyjnej już to zrobiła... ale nie mogę słuchać kompletnie niekompetentnych komentarzy.

Rosjanie pokazali kolorowo ubranych młodych ludzi tańczących w amerykańskim stylu. Polskie komentarze: "Rosjanie w latach 60-tych tańczą jak na Riwierze" ... Jednym słowem - toporna propaganda rosyjskich luksusów życia w latach Chruszczowa.

Tymczasem w trakcie ich tańców wyświetlany jest napis "stiliagi"... co tłumaczyć na polski można jako "bikiniarze"... Jazz, rock, kolorowe ubrania, zwłaszcza krawaty... Pokazali więc z jednej strony pionierów w strojach organizacyjnych, a z drugiej swoich bikiniarzy z tych lat... jednych i drugich dość sympatycznie.

Bikiniarze byli i u nas. Wiemy, o co chodzi.

Jedno słowo...a ile politycznych bredni. Inną kulturę warto znać, rozumieć.

Miały być komentarze pełne wyższości i kultury, wyszło prostactwo i ignorancja.

Rosjanie zrobili ciekawy film fabularny o "stiliagach" w Leningradzie, który można było obejrzeć w ramach "Sputnika" - corocznego, wędrownego festiwalu filmów rosyjskich w Polsce. Zrobił on zresztą sporą międzynarodową karierę.

Oczywiście mogła by o takim uwikłaniu oglądanych wydarzeń wspomnieć dyrektorka TVP Kultura pani Katarzyna Łom-Janowska, ale to zmuszałoby do przyznania, że chodzi tu o jakąś kulturę, podobieństwa z Polską i autonomię kultury wobec polityki.

Jest w tym filmie finał. Młodzi, jakoś "nienormalni", ci z lat pięćdziesiątych, i ci obecni idą środkiem wielkiej ulicy w Moskwie / ulica Gorkiego?? /... spontaniczność, indywidualizm, taniec, śmiech, miłość...

Oczywiście z pozycji Burka na uwięzi, któremu kazano szczekać na Wschód całą dobę na okrągło, jest to nie do przyjęcia. Trzeba prowadzić codziennie agresywną, wojenną wręcz propagandę. Czy to chodzi o Ukrainę, o półtusze, gaz, ropę, historię czy o zimową olimpiadę.

Problem w tym, że to całodobowe ujadania Burka przeszkadza sąsiadom w Europie. Przeszkadza spać, jeść... no i we wszystkim innym, co tylko robi się w normalnych krajach zamiast udowadniania, że własny premier z ruskim prezydentem zabili w zaaranżowanej katastrofie lotniczej ponad stu polityków różnych partii wraz z prezydentem i jego małżonką na czele.

W stosunku Polski do Rosji nie mamy już do czynienia z formą antykomunizmu. W Rosji po upadku ZSRR żadnego komunizmu czy socjalizmu po prostu nie ma. Polska na ochotnika pcha się do roli kolonizatora i narzędzia cywilizowania i demokratyzowania Dzikiego Wschodu. Chce tu odegrać większą rolę niż w ganianiu po piaskach Iraku i Afganistanu, czy mordowaniu tubylców - hańbiąc przy tym tradycje Wojska Polskiego.

Za własne pieniądze zabrane ze służby zdrowia i szkół. Z zasiłków dla bezrobotnych buduje się zawodową armię ekspedycyjną. Teraz Mali... obok Iraku i Afganistanu to już trzeci egzotyczny kraj, gdzie wyśle się polską armię! 

Mamy odgrywać rolę kolonizatora. Polska rusofobia osłabia krytycyzm Polaków wobec tej kulturowej i politycznej propagandy.

Oczywiście jest to farsa, typowa polska farsa, bo te wojownicze miny bardzo by zrzedły, gdyby doszło do jakiejkolwiek realnej konfrontacji.

Konie kują, żaba nogę podstawia.

Wyzwalanie prawie dwa razy większej Ukrainy, Białorusi, sojusz wojskowy z Gruzją... ośmieszają tylko Polskę. Biorąc pod uwagę stan polskiej armii, to nawet konfrontacja z Białorusią musiałaby prowadzić znów do wzywania na pomoc Zachodu... jak w roku 1939 i kto wie czy nie z podobnym skutkiem.

Kiedyś, w czasach Polski Ludowej, opozycja prokapitalistyczna wysuwała propozycję "finlandyzacji Polski". Byłbym skłonny podjąć ten postulat teraz. Żądajmy "finlandyzacji" Polski!

 

Co ona może oznaczać? Widziałbym to jako cieszenie się pokojem i stabilizacją w Europie:

1. Pokojowa współpraca z wszystkimi sąsiadami i krajami na świecie;

2. Zakaz używania Wojska Polskiego poza granicami kraju; 

3. Wystąpienie z NATO;

4. Aktywne członkostwo w UE;

5. Utworzenie otwartej dla chętnych państw strefy bezatomowej i wolnej od paktów wojskowych w Europie środkowo-wschodniej / śladem Planu Rapackiego /, z Polską, krajami nadbałtyckimi, Białorusią, Ukrainą, Węgrami, Rumunią i obwodem Kaliningradzkim włącznie.

 

Szwajcaria, Austria, kraje skandynawskie byłyby świetnym dopełnieniem takiego paktu pokoju europejskiego. Austria, Finlandia, Szwecja, Cypr to kraje należące do UE i nie należące do NATO. Nie wysyłają one swych wojsk na kolonialne podboje. Bardzo mi się to podoba.

Jego uzupełnieniem powinna być, rezygnująca z "wrogiego przejęcia", integracja europejska. Musi ona uwzględniać wszystkie kraje europejskie, z Ukrainą i Rosją włącznie. Potencjalne zrobienie z Ukrainy drugiej Syrii byłoby katastrofą dla całego kontynentu, choć pewnie nie dla Stanów Zjednoczonych.

To wielka polityka.

Ale jeśli chcemy uwolnić się od koszmaru państwa frontowego i "społeczeństwa walki z terroryzmem", od wydawania miliardów na zbrojenia i bycia bezwzględnie instrumentalnie traktowanym, spontanicznie dyspozycyjnym kurduplem polityki światowej... to jest to być może jedyna droga! Trzeba powiedzieć "nie!" militaryzmowi i "tak" pokojowej polityce współpracy.

Może wtedy będziemy też bardziej wrażliwi na kulturę sąsiadów i odmienność ich tradycji. Pozwoli nam to zrozumieć też prostsze prawdy. Jak ta, że nowe tańce i młodzieżowy bunt wszędzie wyglądają podobnie.

Reakcje zaś na spontaniczne poszukiwania inności, nowości i oryginalności zawsze wywołują opór, agresję, a czasem nawet zbrodnie.

 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia