Jesteś tu: Strona główna Artykuły Chodźcie do nas!

Chodźcie do nas!

Maciej Sikora 31/01/2014

Komunizm opiera się na dyktaturze gejów, którzy są następnie dawcami spermy dla lesbijek, które to, pomimo bycia ateistkami, wzięły ślub kościelny, a następnie użyły tej spermy do zapłodnienia in vitro tylko po to, aby móc następnie wykonać aborcję. Drugie dziecko urodzi się więc wyłącznie po to, aby później oddać je parze gejów, żeby mogli oni ubierać je w sukienki. Tradycyjnie rozmnażają się zresztą tylko islamiści - oczywiście w złowieszczym celu wymuszenia większego socjalu.

 

Tak najwidoczniej myślą narodowcy i nacjonaliści, kiedy ktoś tylko rzuci hasło „lewica”. Mamy do czynienia z kompletnym pomieszaniem z poplątaniem: działacze skrajnej prawicy rozbijają spotkania i manifestacje dotyczące spraw związanych z tożsamością płciową lub seksualną, wykrzykując przy okazji hasło „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” czy „precz z komuną”, pomimo, że środowiska urządzające te spotkania zazwyczaj z ideologią socjalistyczną, komunistyczną, czy też z marksizmem nie mają nic wspólnego. Z lewicą nic wspólnego nie ma także profesor Magdalena Środa, pomimo bycia feministką, którą w lewicowość próbują wepchnąć i prawicowcy i niektórzy lewicowcy, nie zważając na to, że ona sama wcale nie uważa się za człowieka lewicy. Z lewicą nic wspólnego nie ma także Adam Michnik, pomimo tego, że środowisko Gazety Wyborczej zwalcza wszelkie inicjatywy narodowców i popiera ogólny liberalizm obyczajowy. Mówimy przecież o tej samej Gazecie Wyborczej, w której siedzibie, w przeciągu jednej nocy, wraz z Jeffreyem Sachsem układano plan gospodarczy dla Polski, który później wprowadzany był przez Balcerowicza. To także ten sam Michnik, który jeszcze w 1985 roku pisał „niech żyje „Solidarność” ale strzeżmy się jej proletariackiego zaplecza”.

Oczywiście, że lewica sprawy obyczajowe popiera i również o nie walczy, bo każdy, kto tylko nie szkodzi drugiemu człowiekowi, ma prawo do szczęścia. Są to jednakże postulaty, które równie dobrze można realizować w krajach kapitalistycznych, ponieważ nie mają one nic wspólnego z socjalistycznym sposobem produkcji, z dyktaturą proletariatu, czy z późniejszą budową państwa socjalistycznego lub komunistycznej wspólnoty. Podstawą państwowości zawsze są więc przede wszystkim stosunki ekonomiczne.

 

Czy wprowadzenie związków partnerskich zmusi kogokolwiek do zawarcia takiego związku?

Nie, nie zmusi.

Czy refundowanie zabiegów In vitro zmusi kogokolwiek do korzystania z tych zabiegów?

Nie, nie zmusi.

Czy złagodzenie prawa aborcyjnego zmusi kobiety do usuwania ciąż?

Nie, nie zmusi.

Czy umożliwienie parom homoseksualnym zawierania związków małżeńskich zmusi kogokolwiek do zawierania takiego związku?

Nie, nie zmusi.

Czy ktoś chce zmuszać mężczyzn do szydełkowania, a kobiety do prowadzenia ciężarówek?

Nie, nie chce.

 

Czy neutralność światopoglądowa państwa doprowadzi do tego, że indywidualnie zacznie się komukolwiek zabraniać wyznawania danej religii? Nie, nie doprowadzi. Nikt nikomu nie ma zamiaru zabraniać wierzyć w co mu się tylko podoba (oczywiście o ile zasady danej religii nie szkodzą innym, a z tym jest często problem), jednak upowszechnienie nauczania etyki i filozofii a także poprawa zabezpieczenia socjalnego często powodują, że ludzie od religii sami odchodzą (tak jak to ma miejsce w Skandynawii)... bo już nie jest im do niczego potrzebna – ani jako wytłumaczenie tego, co niezrozumiałe, ani jako zapowiedź odnalezienia szczęścia w życiu wiecznym - skoro życie ziemskie jest już do zniesienia. Religia przestanie być znieczuleniem dla „uciśnionego stworzenia” i „protestem przeciw nędzy rzeczywistej” w momencie, w którym rzeczywisty ucisk i nędza znikną. Zwróćmy uwagę na to, że na przeszkodzie do zniesienia ucisku i nędzy często stoją sami kapłani - bo legitymizują system, który ucisk i nędzę powoduje. Sama wiara nie oznacza jednak wcale automatycznej legitymizacji systemu, o czym świadczy np. istnienie teologii wyzwolenia, będącej połączeniem chrześcijaństwa z marksizmem.     

Nacjonaliści chcą bronić polskiej tożsamości narodowej. Ale jakiej? Tej realizowanej w ramach systemu kapitalistycznego. Wystarczy otworzyć gazetę z programem telewizyjnym, aby zobaczyć, że cała kultura masowa, którą się w Polsce promuje pochodzi ze Stanów Zjednoczonych: od rana do nocy filmy i seriale amerykańskie. Programy i seriale polskiej produkcji są coraz częściej na amerykańskiej licencji, a filmy tworzone są według hollywoodzkich schematów (nijak nie pasujących do naszej rzeczywistości), przez co stają się często one po prostu żenujące.

To co wciąż się broni to kino okresu Polski Ludowej, które jest nasze – o naszej rzeczywistości, według naszych standardów. Od komedii do tworów poważniejszych.

Nie chodzi mi wcale o to, aby zamknąć się jedynie na naszą kulturę, tylko o to, aby promować kulturę dobrą. Z całego świata, a nie tylko z kontynentu północnoamerykańskiego. Czy nieamerykańscy reżyserzy mają obecnie szansę zaistnieć w masowej świadomości? Tak. Jeżeli zdobędą uznanie na rynku amerykańskim.

Kapitalizm musi się rozprzestrzeniać ze swojego najsilniejszego bastionu nie tylko ekonomicznie, ale i kulturowo, po to, aby społeczeństwo łatwiej przyswajało sobie jego zasady.

Sprawy obyczajowe są więc kwestią osobistej wolności i dobrowolności. Są tacy, którzy chcieliby ze swych praw korzystać, ale próbuje im się tego zabronić. Robi się to w imię abstrakcyjnych, konserwatywnych zasad. W tym miejscu stwierdzić mogę także, że w systemie socjalistycznym tego typu postulaty są do załatwienia od ręki, ponieważ ich wprowadzenie nie spowoduje żadnego tąpnięcia w samym systemie, ani samemu systemowi nie zagrozi. Może wydawać się inaczej - bo przecież wszystkie kwestie obyczajowe wywołują tyle kontrowersji i są ciągłym tematem debat w mediach, takich jak np. obecnie żywa sprawa gender... lecz to tylko złudzenie, ponieważ jest to sztucznie napędzane tylko, po to, aby nie zajmować się problemami, które gnębią dziś całe społeczeństwo. A jakie to problemy?

 

Czy jesteśmy do czegoś zmuszani?

 

Tak:

zmusza się nas do pracy na umowie śmieciowej,

do pracy ponad siły w nadgodzinach,

do pracy w trudnych i niebezpiecznych warunkach bez ubezpieczenia,

do stawki 3,50 za godzinę,

do bezpłatnych staży,

do pracy na czarno,

do walki ze współpracownikami o premię,

do akceptacji zamykania (z dnia na dzień) zakładów pracy,

do brania kredytów i zadłużania się,

do odkładania decyzji o założeniu rodziny, a kiedy już rodzinę założymy i mamy dzieci, do mieszkania z rodzicami i niekiedy z dziadkami, bo własne mieszkanie jest poza zasięgiem,

do emigracji za chlebem i do rozłąki z rodziną.

 

Do tego zmusza nas strach przed bezrobociem, biedą, eksmisją na bruk, bezdomnością. Nie ważne, czy jesteśmy gejem, feministką, narodowcem czy lewakiem. Wszystkich nas zmusza tak samo.

I właśnie walka o to, aby nie być zmuszanym do tego wszystkiego jest lewicowością.... ale jakimś dziwnym trafem skrajni prawicowcy nie atakują inicjatyw, które są prawdziwie socjalistyczne jak np. blokady eksmisji na bruk, czy demonstracje w obronie likwidowanych zakładów pracy – czemu więc nie krzyczycie do eksmitowanej rodziny i zwalnianych pracowników „precz z komuną”? Przecież właściciel domu i firmy realizuje tylko to, na co pozwala mu święte prawo własności, natomiast to właśnie postulat pracy i mieszkania dla każdego jest postulatem socjalistycznym.

W trakcie protestów przeciwko wprowadzeniu ACTA demonstranci wydzierali się „precz z komuną”, nie wiedząc, że prawo to wprowadzane jest właśnie w celu ochrony własności prywatnej.

Nawet pochodów 1-majowych, gdzie pojawiają się głównie postulaty gospodarcze i gdzie obecny jest gniew wywołany przez wyzysk uskuteczniany przez pracodawców, prawicowcy ostatnio nie blokują. Mało tego – zaczęli oni organizować własne obchody tego robotniczego święta. Strach pomyśleć teraz czym się to może w przyszłości skończyć: Hitler i Mussolini także odwoływali się początkowo do robotników.

Kiedy w 2010 roku wraz z Tymoteuszem Kochanem uczestniczyliśmy w szczecińskiej Manifie, Tymoteusz dostał na chwilę megafon, jako przedstawiciel Socjalistycznego Klubu Dyskusyjnego, i poruszył kwestię równości, równości rozumianej ekonomicznej, a w zasadzie olbrzymiej nierówności jaka panuje w kapitalizmie i przekłada się na rosnącą nędzę. Na koniec zwrócił się do ryczących po drugiej stronie placu narodowców, że powinni stać tutaj, razem z nami, bo to, co ich najpewniej w przyszłości czeka - to właśnie bezrobocie. Okrzyki narodowców stały się niemrawe, cichsze i rozległ się tylko jakiś pomruk dezorientacji. A samo środowisko organizatorów Manify, na nasz transparent z napisem „Socjalizm dla Ludzi”, jakoś krzywo spoglądało i ostatecznie, pomimo, że obiecano wpisać nas w charakterze organizatorów do ich broszury, nie uwzględniono nas, co może świadczyć o tym, jak dystansują się od wszystkiego co socjalistyczne ci, którzy skupiają się jedynie na sprawach obyczajowych.

 

Tak więc prawico - jeśli komuś należy się sierp i młot to nie im, tylko nam.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia