Jesteś tu: Strona główna Artykuły Proletariackie życzen...

Proletariackie życzenia [wywiad]

Maciej Sikora 17/03/2014

Kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej jednym ze skutków tego procesu było otwarcie granic i niczym nieskrępowana możliwość wyjazdu na Zachód Europy. Było to postrzegane jako szansa na podbój bogatego świata przez otwartych i przedsiębiorczych ludzi z Europy Wschodniej, często żyjącej mitem „amerykańskiego snu”, utożsamianego również z wysokim poziomem życia w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Rzeczywistość pokazała, że milionowa rzesza emigrantów nie wyjechała w celu tylko i wyłącznie eksploracji niezbadanych obszarów naszego kontynentu, lecz została po prostu wygnana. Wygnała ich ekonomiczna rzeczywistość nie dająca żadnych nadziei, budowana od dwudziestu lat pod dyktando przedstawicieli zachodniego kapitału, którzy nie przenieśli poziomu życia własnego kraju do nas, do Polski, lecz zrobili z nas dostarczycieli taniej siły roboczej na eksport. Poniżej przedstawiamy wywiad z Wojtkiem – jednym z wielu, którego owa rzeczywistość zmusiła do pracy poza granicami Polski.

....................................................................................................................................................

Dlaczego wyjechałeś do Niemiec i jak trafiłeś do firmy, w której podjąłeś pracę?

Wyjechałem po prostu z powodu problemów finansowych, a trafiłem za pośrednictwem kuzyna, Michała, który pracował tam już od półtora roku. Wcześniej pracował jeszcze w polskiej firmie działającej na terenie Niemiec i zatrudniającej Polaków. Oni podobno ludzi oszukiwali, nie płacili zusów a ci, którzy tam pojechali pracować zarabiali tylko po 1 600 zł. Potem jakaś niemiecka firma ją przejęła.

W swojej firmie – hurtowni, pracowałem niecałe dwa lata. Umowa o pracę w niepełnym wymiarze godzin. Pierwsza umowa jest na 364 dni, prawdopodobnie po to, już nawet pomijając kwestię zameldowania, aby po pierwszym roku nie dostać jeszcze prawa do zasiłku. Drugą umowę na pełny rok dostałem.

Jak pracowało się z obywatelami innych krajów?

Z Rosjanami pracowało się zajebiście, z Rumunami też. Z Włochami i resztą również. Węgrzy są bardzo mili. Tylko oczywiście z Polakami muszą zawsze być jakieś problemy i zaczepki. Jeśli za granicą ktoś ci źle życzy to zwykle twój rodak.

Było tam wielu Włochów? Zwykle uważa się, że najwięcej emigrantów w Niemczech pochodzi z Turcji.

No, najwięcej emigrantów w Niemczech jest z Włoch, a nie z Turcji. Nawet niedawno słyszałem jak mówili o tym w radiu. Turcy są na drugim miejscu, na trzecim Rosjanie i Polacy.

Z jakich powodów inni Polacy podejmowali tam pracę?

Ludzie przeważnie przyjeżdżali właśnie po to, żeby zarobić. Też mieli problemy finansowe. Był nawet jeden facet z 6 milionami złotych długu, który w Polsce oficjalnie przestał istnieć.

Ale… że pieniądze, które się tam dostawało nie były wcale jakieś duże, to żeby zarobić najlepiej było aby przyjechała para. Ludzie przyjeżdżali, żeby wybić się jakoś, ale żeby wybić się z taką zapłatą to było ciężko i tam siedzieli nawet po 3 lata. Jak ja tam przyjechałem, już tam pracowali np. 1,5 roku w tym jednym miejscu i siedzą do tej pory bo nie starcza tak, żeby odłożyć i wrócić do Polski. Wystarczy, żeby tam przeżyć ale nic się nie odłoży. I tak siedzą i siedzą bo co mają zrobić? Pary może sobie odłożą ale jak przyjeżdżają to starczy tylko, żeby się utrzymać, w Polsce coś opłacić, zarobić 3000 złotych.

Nie ma takich ludzi, którzy sobie myślą, że przyjadą, zarobią i coś odłożą, wrócą do Polski i biznes sobie otworzą?

Chuja kurwa. Nikt tak nie zrobi. Tam ludzie w ogóle nie mają oszczędności ale najlepsze jest to, że niektórzy już pod koniec miesiąca, nawet jeśli jest to kawaler, który nic nie opłaca, nie mają pieniędzy. Nawet jeszcze ci zabraknie, bo to nie są takie wypłaty, żeby móc sobie odłożyć. Pary sobie odłożą, ale niewiele.

Opłatę za hotel odliczali wam od pensji?

Odliczali nam od pensji 100 euro – 90 euro plus 10 euro kaucji na wypadek gdybyśmy jakieś szkody zrobili. Ale teraz niby podwyżka poszła, 40 euro w górę, kiedy ustawowo w landzie podniesiono pensję minimalną. Skoro pracownicy mają więcej - to trzeba więcej ściągnąć.

Warunki się nie zmieniły jeśli chodzi o komfort mieszkania?

Nie, nie. Wszystko jest tak samo.

Przykładowo jeszcze zabierali nam z pensji za renowację baterii od skanerów. To nie jest nasza sprawa. Jak w firmie coś się stanie, regał się ze starości rozpadnie - to pracownikom za to odliczają. Nie z twojej winy coś się stało, ale tobie będą za to odliczać. Ja nic nigdy nie zepsułem - ale też mi jest odliczane.

Za to, że eksploatuję skaner, pracuję na nim, a w końcu zrobić trzeba renowację baterii to mi odliczają. Chociaż dla nich pracuję i robię dla nich pracę na której zarabiają to jeszcze mi odliczą za to, że eksploatuję sprzęt.

Jest takie przekonanie, że szef będąc właścicielem musi mieć więcej pieniędzy m.in. właśnie chociażby po to, aby opłacić jakieś naprawy, konserwację sprzętu, a to wam za to odliczali?

Nam odliczali. A że się święta zbliżały to wydaje mi się, że musieli sobie zrobić prezenty. To co - mniej nam zapłacić np. każdemu z komisu odliczyć po 20 euro, ok. 30 osób. Razem 600 euro dla nich. Po tym jak odszedłem podobno też zmienili sposób opłaty za dowóz do Polski na weekendy. Wcześniej płaciło się 20 euro w jedną stronę, a teraz podobno 12 eurocentów za kilometr. Skoro ja mam do domu 860 km, to wychodziłoby mi ponad 100 euro w jedną stronę. Podniesiono też opłaty za ogrzewanie. Za przekroczenie temperatury 24 stopni się dopłaca. Takie coś w zimie!?

A najgorzej zaczęło się dziać jak zmieniono system premiowania. Są dwa działy: sort, gdzie układa się towar na paletach i to idzie do sklepów i komis (na którym ja byłem), który realizuje zamówienia czyli zbiera towar. Na sorcie praca jest cięższa ale my na komisie musieliśmy więcej zapierdalać. Im więcej komis wyrobił tym większą premię dostawał kierownik. Doszło do tego, że robiliśmy po 14 godzin dziennie ale Niemcy w końcu to zobaczyli i zabronili naszym kierownikom kazać nam tyle pracować. My z kolei dostawaliśmy premie w zależności od tego ile zamówień zrealizujemy ale to była loteria bo zamówienia się losuje, a są większe i mniejsze, więc tak naprawdę od nas niedużo zależy. Więcej od szczęścia. Ale, że z czasem więcej wyrabialiśmy zamówień tym bardziej podnoszono nam normy. Najpierw premia zaczynała się od zrobienia w godzinę 450 kartonów, a po zmianie od 750. A przez te losowania to było prawie niemożliwe bo mogłeś wylosować auftrag [zamówienie], które pozwalało ci zrobić 1000 kartonów, a mogłeś takie, które tylko 50. Naprawdę ciężko było wyrobić 15 euro premii za dzień. Niektórzy oszukiwali z zamówieniami. Pensję mieliśmy podstawową, a reszta to była premia. Największa miesięczna wypłata jaką udało mi się wypracować to było 1 500 euro [średnia pensja w Niemczech przekracza 3 000 euro – M. S.].

Mi o 500 euro spadła pensja jak obniżyli premie. Poniżej 1200 – 1300 nie schodziłem a nagle zacząłem dostawać 800 euro. Ostatnio miałem 700. Tak jak ludzie potrafili 700 euro premii wyrobić tak teraz wyrabiają 200 max. Zaostrzyli normy. Żeby dostać, trzeba więcej zapierdalać. Musieliśmy szybko godziny nabijać, a jak później zrobiliśmy szybko zamówienia to nie było godzin. Nie opłacało się tyrać na premię bo to była harówka. Były też premie minusowe – jak nie wyrobiłeś normy to ci odciągali, ale jak nie wyrobiłeś premii to z czego miał ci odciągnąć. 450 kartonów to była norma na 0, a jeśli miałeś mniej to dostawałeś minus. Tylko z premii mógł odebrać. Jednego dnia mogłeś zarobić 6 euro premii a następnego miałeś 3 w plecy i wychodziło ci 3 euro.

Była podstawowa pensja z godzin plus premia, ale później były znikome te premie aż się ludzie śmiali i jeszcze od tego nam potrafili odciągnąć bo jakieś minusy. A oni się dziwią czemu ja im tak pojechałem. Kierownictwo tylko patrzy na siebie, a chuj z ludźmi. Przyjadą następni młodzi. Oni nie widzą co się dzieje, że ich ludzie nie lubią. Nie są świadomi tego jak ludzi traktują. Wtedy większa ilość osób odeszła jak obniżyli premie. Coraz więcej ludzi tam nie wraca ze względu też na zachowanie kierowników względem pracowników.

Za zmiany w premiowaniu było odpowiedzialne kierownictwo, któremu zadedykowałeś życzenia świąteczne na facebooku po tym jak odszedłeś?

By świąteczna aura jak najdłużej trwała

bo z Michała i tak jest pała

niechaj gwiazdka zrzuci skrzynkę

i pierdolnie w łeb Justynkę

by ryba po grecku wszystkim smakowała

z Kamila zresztą też jest pała

podwyżki płacy?? Hmm ale po co

zapierdalaj nawet nocą.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia dla całego

kierownictwa komisu [tu nazwa firmy]

serdeczne CHUJ WAM W DUPEEE !!!!

Cała familia dopchała się do władzy bo sam Michał, główny kierownik, nie mógł za bardzo poszaleć ale udało mu się wcisnąć na stanowiska kierowników zmian, jeszcze swojego brata i swoją dziewczynę. Co z tego, że byli tam ludzie, którzy dłużej pracowali i bardziej zasługiwali na to stanowisko. W takim układzie wiadomo, że pracownik nie pójdzie do kierownika donieść na jego brata. Bali się ludzie iść do tego głównego. Swojego brata ściągnął, który tylko 2 dni normalnie popracował i został kierownikiem pomimo, że nic nie potrafił i w ogóle był zdziwiony, że kierownik musi jeszcze wykonywać jakieś obowiązki a nie tylko nadzorować siedząc na krześle. Kierownik musi ogarnąć towar, zamówić z biura zlecenia i pomagać nam, a nie siąść z dupą na krześle i się patrzeć. Wiesz jak reaguje pracownik na typa, który patrzy się na ciebie i mówi „no szybciej, co robisz”? I on tak robił. Kiedyś mu powiedzieli „dalej się tak zachowuj to cię zlinczują ludzie”. Michał zobaczył, że on tak robi, w sumie, że nic nie robi i go przeniósł na inny projekt ale dalej jako kierownika. Nie wiem czy wciąż nim jest. Do nas przychodził się pytać co ma robić bo w ogóle nie znał pracy, a ludzie nie znali jego. Jego dziewczyna z kolei najbardziej się wyżywała na pracownikach, kiedy poczuła władzę.

Ponoć mieli wysłać te życzenia do Poczdamu [centrali] i przejebane mieli mieć ci ludzie co to polubili na facebooku, którzy wciąż tam pracują, ale nie wiem czy tak zrobią bo przecież to jest śmieszne. Te osoby które to polubiły pracują też na sorcie albo są to osoby, które zostały wyrzucone przez kierownika. Niektórzy się nie boją, że ktoś ich zwolni bo to są najlepsi pracownicy na sorcie. Zresztą sam kierownik sortu mnie poparł. Panuje wolność słowa jakaś? Ja nie obraziłem firmy, jak twierdził szef projektu, tylko to były życzenia do tych trzech osób.

Wcześniej pracowałeś również w innych krajach. Jakie wrażenia?

W Hiszpanii luz totalny. Szefostwo zawsze do ciebie miło nastawione. Zresztą świadczy o tym nawet to, że była możliwość picia piwa w pracy, w automatach było piwko obok coca-coli. Na hali leciała muzyka, niektórzy sobie czasem nawet tańczyli i praca normalnie szła, wszystko było zawsze wyrobione, bez żadnych problemów. I można. Zarobki [parę lat temu] też były dobre.

Jeśli jest się dobrze traktowanym, z szacunkiem, po prostu chce się pracować.

Tak. W Szwecji to wiadomo – jest spokój. Nikt cię nie pogania bo oni mają taką jakby dewizę – im wolniej tym lepiej. Bo jest dokładnie zrobione. Jedzonko ci przywiozą i w ogóle, bo ty dla niego pracujesz. My akurat remonty robiliśmy to dostawaliśmy zlecenia ale od tych ludzi u których pracowaliśmy mieliśmy jeszcze śniadania, obiady i kolacje. Bo tam pracownik to jest świętość. A w tych Niemczech to aby tylko dojebać. Tylko, że ci którzy chcą ci dopierdolić to Polacy. Polak Polaka chce wyzyskać.

Tak jak ten u którego pracowałeś w Polsce przy remontach dróg?

No, tam nie było płacone za pracę w szkodliwych warunkach. Np. kolega zemdlał przy mieszaniu farb. Wysłałem zgłoszenie do inspekcji pracy i była inspekcja ale nie w mojej sprawie bo miałem tylko umowę zlecenie, czyli mnie kodeks pracy nie obejmuje. Tylko starzy pracownicy, co mieli niewiele do emerytury mieli umowy o pracę. Zresztą pieniędzy i tak często nie wypłacał w terminie ale na raty np. wypłacił tylko 200 zł, później 1000, później jeszcze trochę i tak musiałeś czatować kiedy będą pieniądze. Czasami w ogóle ludziom miesiącami nie wypłacał. Tyraliśmy długo, wychodziłem rano o 6, wracałem wieczorem, zwykle po 12 godzin, w soboty też.

Ale posiadłość to ten właściciel ma niezłą. Podobno się wzbogacił na tym, że wygrał przetarg na położenie 4 warstw asfaltu, położył tylko 2, a resztę forsy zgarnął do kieszeni?

No, a resztę pieniędzy zapierdolił. Bo to jest wałek. A potem firma została podzielona na synka, kolegę czy kogoś tam, żeby go nie ścigali, a on wszystkim i tak rządził i trzymał kasę. I tak go wywalili z siedziby za niepłacenie. Gdzieś indziej chyba się przeniósł.

Można by rzec „pracowniku - zanim zaczniesz utyskiwać na wszystko dookoła, że masz niską pensję, najpierw zobacz w jakich warunkach żyje twój pracodawca. Wtedy może się zorientujesz, że grosze, które zarabiasz nie są pochłanianie tylko i wyłącznie przez zusowskie składki."

 

....................................................................................................................................................

 

Karol Marks w swoich pracach naukowych nie wrzucił społeczeństwa w podział klasowy, tak jakby niektórzy chcieli w to wierzyć, lecz udowodnił, że podział klasowy po prostu istnieje i istnieć będzie, póki trwał będzie system kapitalistyczny. Podział klasowy nie przestanie istnieć jeśli będziemy udawać, że go nie ma, jeśli będziemy na siłę szukać jakiegoś sztucznego, społecznego spoiwa.

Jak pokazuje rzeczywistość - więzi narodowe nie tworzą żadnej rzeczywistej solidarności międzyludzkiej, kiedy tylko w grę wchodzą pieniądze i wynikająca z faktu ich posiadania pozycja społeczna. O ile mojego rozmówcę do podjęcia pracy zmusiła sytuacja finansowa, która w pewnym momencie się zmieniła (praca przestała się opłacać) i miał możliwość rezygnacji (pomimo tego, że jego sytuacja tak naprawdę nie uległa zbyt wielkiej poprawie) to ile mamy przypadków, kiedy to najpierw ludzi zmusza życiowa sytuacja, wyjeżdżają za granicę za pośrednictwem swoich rodaków, a potem stają się niewolnikami w dosłownym sensie, gdy zabiera im się dokumenty i trzyma pod kluczem w obozach pracy.

Jeśli ktoś próbowałby doszukiwać się jeszcze jakiegoś innego spoiwa społecznego, na przykład w więzi religijnej to posłużę się przykładem mojego kolegi, który jest Świadkiem Jehowy, czyli należy do grupy wyznaniowej, która żyje bardzo blisko siebie i to w dość zażyłej wspólnocie. Jednak nie przeszkadza to w tym, aby mój kolega był zatrudniony przez swojego 'współbrata' „na czarno” oraz, wraz z innymi mieszkającymi tam Świadkami, zmuszony do wyprowadzenia się z mieszkania ponieważ siostra ze zboru, będąca tego mieszkania właścicielką, znalazła na nie dobrego kupca, który drastycznie podniósł im czynsz. Stosunki ekonomiczne ponad wszystko!

To, co naprawdę łączy to położenie klasowe, którego nie zawsze jesteśmy świadomi, ale nawet pomimo tej nieświadomości powoduje ono, że i tak jesteśmy w tej samej sytuacji co inni pracownicy najemni – wciąż jesteśmy jedynie posiadaczami własnej siły roboczej. Na przykładzie kierownictwa, o którym była mowa w wywiadzie możemy zauważyć, że w tej samej klasie mogą także występować różnice i pracownik najemny (bo przecież kierownik zmiany nie jest właścicielem) również może przyczyniać się do wyzysku, osiągając z tego swoje własne korzyści i widząc tylko swój indywidualny interes. To, co powoduje, że taki wyzysk jest możliwy to m.in. istniejące nierówności ekonomiczne zmuszające do godzenia się na ten proceder oraz zjawisko bezrobocia. Gdyby istniała alternatywa w postaci możliwości zmiany pracy na lepszą nikt nie godziłby się na takie traktowanie. Również gdyby nie istniało zagrożenie ekonomicznego wykluczenia, czyli po prostu biedy. W klasie pracowniczej nie zachodziłby takie sprzeczności – kierownik, brygadzista czy menadżer nie mieliby motywacji do wyzyskiwania, wiedząc, że bieda im nie zagraża. W systemie kapitalistycznym takiej pewności nigdy nie ma, ponieważ procesy gospodarcze są w ciągłym ruchu. Również wyzysk przestałby istnieć, gdyby tylko pracownicy stali się faktycznym podmiotem swojego przedsiębiorstwa lub firmy i znali wartość swojej siły. Cały proces produkcyjny kręci się przecież dzięki wykonywanej pracy dziesiątek robotników, bez których żadna gospodarka nie miałaby prawa istnieć.

Kapitaliści nie są nam potrzebni.  

Przykład jednego przedsiębiorstwa jest przykładem w skali mikro. Natomiast w skali makro przedstawia się to w ten sposób, że poziom życia pracowników europejskich i amerykańskich stoi na relatywnie wysokim poziomie dzięki temu, że dobra, z których mogą korzystać wytwarzane są dzięki wyzyskowi robotników Trzeciego Świata. Dodajmy do tego jeszcze kulturę konsumpcjonizmu, która ma na celu wytwarzanie w nas pragnienia posiadania coraz większej to ilości przedmiotów, aż do przeobrażenia się w niewolników towaru.

Widzimy teraz, że kapitalizm to jedynie ułuda wolności.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia