Jesteś tu: Strona główna Artykuły Dlaczego nie pójdę d...

Dlaczego nie pójdę do wojska

Maciej Sikora 08/04/2014

Mój znajomy niedawno stwierdził, że powinien zostać wieszczem, ponieważ przewidział, że Rosja w końcu zaatakuje Polskę.

Stwierdzenie to padło przy okazji słuchania radia, gdzie komentowano sprawę Ukrainy i Krymu, rusofobiczne treści lały się z głośników litrami, a ton głosów komentatorów wskazywał na to, że Rosjanie urządzili hekatombę na tym Półwyspie, więc może właśnie z tego wzięła się ta czarna wizja kolegi, no bo przecież wojsk wschodniego sąsiada na terenie naszego kraju jakoś nie widać (za to ostatnio przywitaliśmy 300 amerykańskich żołnierzy oraz 12 samolotów F16). Powiedziałem mu, że nawet gdyby ogłoszono mobilizację (to oczywiście czysto hipotetyczna sytuacja, ponieważ wojna z Rosją to kompletnie absurdalny pomysł) wolałbym pójść do więzienia niż zostać wcielonym do armii uzasadniając, że niby czego miałbym bronić w tym kraju? Tej biedy i bezrobocia? Niedofinansowanej służby zdrowia i niskiej kultury masowej? Odpowiedział „pierdol się”. Oczywiście w ogóle mnie ta odpowiedź nie zdenerwowała tylko bardzo rozśmieszyła, bo i też nie wyczułem w tym faktycznej wrogości, lecz raczej bezsilność wobec mojego argumentu. Zawsze dziwi mnie postawa tego rodzaju prawicowych militarystów, dla których sprawą godną poświęcenia życia jest kontur na mapie, korona w godle, kolor biały i czerwony i biorące się z tego abstrakcyjne wartości. Giną gdzieś po drodze sprawy bytowe zwykłych obywateli, warunki ich życia codziennego.

Ciekawe jest to, że dużą dozą powierzchownego patriotyzmu w Polsce wykazują się uboższe warstwy społeczeństwa lub te z nieciekawymi perspektywami na przyszłość. Czasem sięga to granic absurdu np. wtedy gdy na parkingu przed hipermarketem podszedł do mnie bezdomny prosząc o parę groszy, a że był pijany to zaczął opowiadać o swojej wizji kraju, który musi wrócić do korony, on sam jest zaś potomkiem Piasta i jego ręka jest od sieczenia szablą, w więzieniu przesiedział natomiast już 25 lat za zabicie milicjanta i 15 za zabicie na ringu rosyjskiego boksera (na oko miał jakieś czterdzieści parę lat).

W autobiograficznej powieści Charlesa Bukowskiego „Z szynką raz!”, dorastający w czasach kryzysu Henry Chinaski (czyli alterego autora) tłumaczy nam podział wśród uczniów wybierających albo zajęcia gimnastyczne albo szkolenie wojskowe. Sam, pochodzący z biednej rodziny, Chinaski wybrał szkolenie wojskowe i był w tej grupie wyjątkiem, ponieważ zapisywały się na nie głównie dzieciaki z wyższych warstw. A dlaczego? Bo w razie konfliktu oni mieli najwięcej do stracenia. Swój majątek. Biedota oraz afroamerykanie nie mieli nic, więc mieli gdzieś co stanie się z państwem, w którym mieszkają i z tego powodu wybierali gimnastykę (Chinaski nie chciał brać udziału w zajęciach gimnastycznych z prozaicznego powodu – wrzodów, które pokrywały jego ciało przez co wstydził przebierać się przy kolegach).

W Polsce jest odwrotnie – za kraj najbardziej chcieliby zginąć ci, którzy niewiele mają. W dzisiejszych czasach właściwie większość młodych ludzi ma przed sobą mało zachęcającą wizję pracy na śmieciówce, od zlecenia do zlecenia, od stażu do stażu oraz mieszkania z rodzicami. Może nie jest to typowe ubóstwo, lecz sytuacja bardzo ograniczająca, a faktyczne ubóstwo zacznie zagrażać kiedy pomoc ze strony rodziców skończy się. Obecnie określa się te osoby mianem prekariuszy, chociaż nie jestem pewien czy to pojęcie jest w ogóle potrzebne. Karol Marks w „Kapitale” dobitnie nazwał ludzi, którzy pracę mają, lecz ich zarobki nie są wystarczające aby zaspokoić wszystkie podstawowe potrzeby po prostu „pracującymi biedakami”. 

I ci „pracujący biedacy”, czy współcześnie - prekariusze, często zasilają oddziały narodowców. Bananowa młodzież raczej nie interesuje się polityką, a jeśli już to ulega urokowi PR Platformy - bo przecież wszyscy na nich głosują. Albo pójdzie za Ruchem Palikota, ponieważ ten obiecał, że zalegalizuje marihuanę, a w kościele przecież są nudy. Ta sama młodzież kiedyś wywijała się od wojska jakimś zaświadczeniem, dzisiaj już nie musi bo nie ma poboru, a nawet gdyby rzeczywiście nadszedł czas mobilizacji to zapłaci się komu trzeba i od służby ucieknie.

Natomiast jeśli chodzi o powierzchownie patriotycznych prekariuszy to wydaje mi się, że ich pogląd ma podłoże podobne do religii – oczekiwanie na nowy, lepszy świat. W zasadzie nie taki nowy, ponieważ utożsamiany z polską monarchią, o której dowiadują się na lekcjach historii, gdzie naucza się jedynie o rodach królewskich i o szlachcie. Budowanie poczucia wspólnoty wartości w tym egoistycznym społeczeństwie odbywa się na podstawie życia klas wyższych w dawnych czasach. Żyje się wizją utopii pod flagą biało – czerwoną, pod dowództwem nowego króla Polski, który nadjedzie na białym koniu i zbuduje Imperium nad Wisłą z arystokracją jako jedyną warstwą społeczną. Tak jak to było w średniowieczu. Że co? Że niby nie było tak? Ponad 90% społeczeństwa stanowili chłopi feudalni, którzy musieli tyrać na swojego pana od rana do nocy? No to co? To inni należeli do chłopstwa, nasz typowy powierzchowny patriota był szlachcicem - o czym dowiedział się podczas studiów wyższych na wydziale historii. Oczywiście nie dowiedziałby się tego gdyby jego dziadkowie po wojnie nie skorzystali z awansu społecznego jaki im dała władza socjalistyczna.

Ja też nie mam wiele. Po studiach i kilku stażach podpisałem właśnie pierwszą umowę o pracę. Na pół etatu. Połowa z najniższej krajowej. Czy życie na utrzymaniu rodziców, wykonując pracę i dostając za to kilkaset złotych miesięcznie w wieku dwudziestu paru lat z marnymi widokami na przyszłość nie jest przemocą? Według niedawno przeprowadzonych badań ok. 60% młodych ludzi, którzy pięć lat temu pracowali na umowach śmieciowych wciąż zatrudnianych jest w ten sposób lub są bezrobotni. Wbrew zapewnieniom, że umowa cywilnoprawna jest jedynie wstępem przed zatrudnieniem na etat, większość z nich na pracę na etacie ma marne szanse. A co za tym idzie nie są wiarygodni dla banków, mają znikome możliwości uzyskania kredytu mieszkaniowego przez co nie mają szans na usamodzielnienie się. Są setki tysięcy takich osób jak ja, które chciałyby mieć godną pracę i samodzielnie egzystować ale system, w którym żyjemy nie stwarza nam takich możliwości. Wybitnie przebojowe są tylko jednostki i tylko jednostkom udaje się osiągnąć sukces. W dużej mierze dzięki szczęściu. I znajomościom. A co z resztą?

Dlaczego więc miałbym chcieć bronić tego sytemu? Aby bronić czternastoprocentowego bezrobocia? Aby Kulczyki i inni jemu podobni mogli tu robić swoje interesy i wykorzystywać nas jako tanią siłę roboczą, a politycy mogli paść przy nich brzuchy? Ciekawe czy sami stanęliby na pierwszej linii walki, czy też zmyliby się od razu prywatnymi samolotami?

Jeśli stanąć do walki to tylko z tym co zagraża bezpośrednio mojej życiowej sytuacji – z systemem kapitalistycznym i wyzyskiwaczami. Będzie się to prędzej wiązało z wojną wewnętrzną niż z zagrożeniem z zewnątrz.

Co do potencjalnej mobilizacji to moja postawa nie wynika z uwielbienia dla współczesnej Rosji - bo nie ma ku temu powodu - z jej liberalnym podatkiem liniowym i ogromnymi nierównościami społecznymi. Wbrew antyrosyjskiej propagandzie poparcie dla aneksji jest wśród mieszkańców wschodniej Ukrainy duże, co udowodniło referendum. Jednakże może należałoby współczuć mieszkańcom Krymu i innych rejonów Ukrainy, którzy chcieliby aby przyłączono te regiony do Rosji? Odniosłem wrażenie, że mieszkańcy Wschodniej Ukrainy, dzierżący na demonstracjach poparcia dla wcielenia do Federacji Rosyjskiej flagi z sierpem i młotem, czy też broniący pomników Lenina, tak naprawdę bardziej tęsknią do Związku Radzieckiego, z którym błędnie utożsamiają dzisiejszą Rosję, niż pragną kapitalizmu w putinowskim wydaniu. Mając do czynienia ze starciem dwóch imperializmów - amerykańskiego i rosyjskiego - mamy też do czynienia ze starciem pewnych wartości, wypływających ze społeczeństw ukształtowanych przez ich historię.

Amerykański system jest typowo kapitalistyczny i wśród polityków jak i zwykłych obywateli góruje przekonanie o wyższości amerykańskiej wolności gospodarczej i przedsiębiorczości (kto by o tym pamiętał, że amerykański kapitalizm został zbudowany na niewolnictwie?). Natomiast o ile politykę wschodnią opanowali biznesowi oligarchowie, to w społeczeństwie wciąż żywa jest tradycja poprzedniego ustroju i sentyment do idei powrotu do państwa socjalistycznego, które, w przeciwieństwie do wolnego rynku, zapewniało stabilizację. I może w tym sentymencie należy pokładać nadzieję, nie na powrót, lecz na zbudowanie nowej, lepszej wersji ustroju socjalistycznego?

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia