Jesteś tu: Strona główna Artykuły Skąd się wzięła Do...

Skąd się wzięła Doniecka Republika Ludowa

Jacek C. Kamiński 15/04/2014

Przewidywaliśmy na poniższych łamach na początku marca, że wypadki na Wschodzie Ukrainy mogą potoczyć się w kierunku społecznej radykalizacji ruchu oporu przeciwko pomajdanowym władzom w Kijowie[1]. I tak właśnie się dzieje, czego spektakularnym potwierdzeniem stało się proklamowanie w Doniecku i Charkowie ludowych republik o podstawach ideowych zawierających wyraźnie socjalistyczne akcenty. Jak doszło do tak zaskakującego dla większości obserwatorów pojawienia się takich radykalnych dążeń?

Ogłoszenie suwerenności obu republik nastąpiło 7 kwietnia, po serii masowych manifestacji antyrządowych i prób okupacji budynków administracyjnych w wielu miastach Południa i Wschodu Ukrainy. Ustanowienia kolejnej republiki ludowej domagają się od radnych ługańskiej rady obwodowej także powstańcy z tzw. Armii Południowego-Wschodu, którzy zajęli gmach Służby Bezpieczeństwa w Ługańsku. Ruch, który zaczął się od protestów przeciwko brutalnej, siłowej formie przejęcia władzy w Kijowie oraz przeciw nacjonalistycznym tendencjom nowych władz, usiłujących m.in. wyrugować z przestrzeni publicznej język rosyjski, stopniowo zaczął przybierać charakter socjalny. - Można powiedzieć, że większość tych ludzi, którzy podejmują teraz walkę, występuje z antyoligarchicznymi postulatami. Chcą większej równości, dostępu do socjalnych, kulturalnych i innych dóbr - twierdzi lider lewicowego Zjednoczenia „Borot'ba” Siergiej Kiriczuk[2].

 

Priorytet kolektywnych form własności

Doniecka Republika Ludowa (DRL) nie określiła się wprost jako państwo socjalistyczne, ale zapisy o takim charakterze znalazły się w treści jej deklaracji. Podstawą ustroju ekonomicznego DRL mają być "kolektywne formy własności". "Republika zapewnia warunki dla swobodnego rozwoju i ochrony konstytucyjnie uznanych form własności, które wykluczają zawłaszczanie rezultatów cudzej pracy, przy priorytetowym znaczeniu kolektywnych form własności" - czytamy w punkcie 4. deklaracji. Ponadto dokument stanowi, że "lud Donieckiej Republiki Ludowej posiada wyłączne prawo własności ziemi, jej zasobów, przestrzeni powietrznej, zasobów wodnych i innych bogactw naturalnych znajdujących się w granicach terytorium republiki", a „ekonomiczny i naukowo-techniczny potencjał znajdujący się na terytorium republiki stanowi jej własność, jest materialną podstawą jej suwerenności i wykorzystywany jest w interesie jej obywateli"[3]. Podobne zapisy znalazły się także w akcie ustanowienia Charkowskiej Republiki Ludowej.

Na takie oblicze ideowe wschodnioukraińskiego ruchu oporu i podejmowanych przezeń prób ustanowienia własnych struktur państwowych złożyły się trzy czynniki: wysiłki zaangażowanych w te wydarzenia lewicowych działaczy, błyskawicznie pogarszające się po przewrocie warunki bytowe ludności i jawne przejęcie władzy w regionie przez oligarchów. Szczególnie to ostatnie posunięcie okazuje się poważnym błędem tymczasowego rządu Arsenija Jaceniuka, na równi z atakiem na język rosyjski. Już w pierwszych dniach po objęciu władzy, 2 marca, Jaceniuk mianował gubernatorami na zbuntowanych terenach czołowych oligarchów – z nieskrywanym celem brutalnej rozprawy z protestami. Dniepropietrowsk przypadł sponsorowi neobanderowskiej „Swobody” Ołeksandrowi Kołomojskiemu, Odessa – właścicielowi zakładów "Stalkanat" Władimirowi Niemirowskiemu, zaś Donieck - Siarhijowi Tarucie, bossowi znanego z inwestycji w Polsce Industrialnego Związku Donbasu. Wzbudziło to oburzenie wielu kręgów społecznych w przemysłowym, robotniczym regionie, zwracając równocześnie uwagę pracowników na klasowe podłoże nowego reżimu. „Wyznaczenie ultrakapitalistów na stanowiska gubernatorów gwałtownie nasila socjalistyczną, proletariacką, twórczą walkę ludzi pracy” - komentowała optymistycznie redakcja pisma „Raboczij kłas”, organu Wszechukraińskiego Związku Robotników[4]. Reakcja ulicy potwierdzała te oceny. „Spuścimy Tarutę do kibla. Tego chce pracujący Donbas!” - skandowali uczestnicy manifestacji w Doniecku (po rosyjsku brzmi to znacznie wdzięczniej: "Сольем Таруту в унитаз! Так хочет трудовой Донбасс!"). "Kapitały oligarchów - na służbę narodowi" – głosił jeden z transparentów wznoszonych na akcjach protestacyjnych w tym mieście.

Pole działania dla ugrupowań lewicy otworzyła polityczna próżnia, jaka powstała na Południu i Wschodzie Ukrainy po przyłączeniu się oligarchów z trzymającej tam dotąd „rząd dusz” Partii Regionów do zwycięskiego obozu „majdanowców”. Sprawnie wykorzystali to działacze pozostających dotąd w cieniu partii lewicowych (obok ugrupowań prorosyjskich, takich jak np. „Russkij Błok”). - Wszyscy liderzy nas sprzedali, pełna ludowa samoorganizacja – komentował sytuację doniecki dziennikarz Siergiej Szwedko. „Euromajdanowcy już od pierwszych dni swojego przyjścia do władzy zrobili wszystko, żeby sympatia Wschodu i Południa przeniosła się z zastraszonej, zdemoralizowanej i rozpadającej się Partii Regionów na bezkompromisowych antyfaszystów i zadeklarowanych zwolenników przyłączenia Ukrainy do Rosji. Po tym jak wszyscy ludzie władzy od „regionałów” wyrzekli się Wiktora Janukowycza powstała pustka” - oceniał lewicowy publicysta Wadim Bolszakow na łamach pisma „Raboczij kłas”[5].

 

Radykalne oblicze ukraińskiej lewicy

Tę pustkę szybko wypełniły zepchnięte w okresie rządów Wiktora Janukowycza na margines ugrupowania lewicowe. W pierwszej fazie wydarzeń była to przede wszystkim Postępowa Socjalistyczna Partia Ukrainy (PSPU), której przedstawiciele zostali wybrani na wielotysięcznych wiecach ludowymi gubernatorami obwodów donieckiego (Paweł Gubariew) i ługańskiego (Aleksandr Charitonow). Po ich aresztowaniach na pierwszy plan wysunęło się kierowane przez rzutkich liderów Zjednoczenie „Borot'ba”, które zaczęło nadawać ton zwłaszcza wydarzeniom w Charkowie. Ugrupowanie to było przygotowane do tego zadania może nie tyle organizacyjnie, ale przede wszystkim programowo i mentalnie. Trzeba podkreślić, że ukraińska lewica charakteryzuje się o wiele bardziej radykalnymi programami niż liczące się partie lewicowe w Polsce - i głoszone przez jej działaczy w tym duchu hasła znalazły posłuch wśród obywateli, zbuntowanych początkowo z przyczyn o charakterze czysto politycznym, a nie socjalnym.

Kierowana przez popularną polityczkę Natalię Witrenko Postępowa Socjalistyczna Partia Ukrainy ma faktycznie socjalistyczny charakter, co nie jest przecież normą dla partii zawierających w nazwie to określenie. „Za swoje docelowe zadanie PSPU uznaje budowę bezklasowego społeczeństwa z organizacją produkcji na podstawie wolnych i równych zrzeszeń producentów” - czytamy w programie ugrupowania. Partia silnie akcentuje także postulat ustanowienia władzy rad: „PSPU stoi na gruncie postępowego ustroju państwa – systemu Rad, który w przeciwieństwie do parlamentaryzmu zapewnia władzę nie garstce oligarchów, miliarderów i milionerów, a pracującemu ludowi”[6]. Zjednoczenie „Borot'ba”, które – jak samo się określa – stoi na pozycjach rewolucyjnego marksizmu, powstało zaledwie kilka lat temu, w 2011 r. na bazie integracji mniejszych grup, w tym secesjonistów z KPU i działaczy ruchu pracowniczego. Nawiązuje do tradycji ukraińskich lewicowych eserowców i ich organu prasowego o tej nazwie. „Nasza organizacja opiera się na zasadach antykapitalizmu, antyfaszyzmu, politycznego radykalizmu i walki o równość genderową” - głoszą „borot'biści”[7].

W protestach biorą udział także działacze Komunistycznej Partii Ukrainy (KPU), ale – jako niedawny koalicjant Partii Regionów - „wloką się w taborach”. Zresztą linia Kompartii w tej kwestii sprawia wrażenie niespójnej. Lider komunistów Petro Symonenko zgłosił bowiem swoją kandydaturę do majowych wyborów prezydenckich, co przez zwolenników ruchu oporu ocenione zostało jako uznanie legalności pomajdanowych władz. A zaprzeczenie tej legalności jest fundamentem trwających na Południu i Wschodzie Ukrainy protestów. Deputowani KPU brali także udział w obradach Rady Najwyższej, legitymizując w ten sposób jej działania. Wycofali się dopiero 10 kwietnia, po spaleniu przez Samoobronę Majdanu budynku partyjnej centrali w Kijowie, do chwili pożaru okupowanego przez bojówkarzy. Z drugiej strony ocena tego co stało się w Kijowie w wyniku działań Majdanu formułowana przez Symonenkę jest jednoznacznie krytyczna. „W rezultacie zamachu stanu na Ukrainie został ustanowiony nacjonal-faszystowski reżim, który wyraża interesy i opiera się na najbardziej reakcyjnych, agresywnych kręgach kompradorskiej, prozachodnio nastawionej ukraińskiej burżuazji i przybiera coraz wyraźniej dyktatorski, represyjny charakter” - twardo orzeka. Dodaje, że „władzę należało zmienić na drodze socjalnej rewolucji z nastawieniem na to, żeby ustanowić władzę ludu. Jeśli dziś w społeczeństwie 90 proc. ludzi stanowią pracownicy najemni, to również w parlamencie powinni stanowić 90 proc. deputowanych”[8]. Trzeba przyznać, że takie podejście lidera KPU spójne jest z głoszonym oficjalnie programem partii: "Głównymi celami Kompartii, jako siły politycznej konsekwentnie opozycyjnej wobec burżuazyjnego reżimu, były i pozostają wywalczenie władzy dla ludzi pracy i budowa na Ukrainie socjalizmu"[9].

Hasła wynikające z założeń programowych lewicowych ugrupowań były od pierwszych dni protestu otwarcie głoszone przez ich przedstawicieli, wyrastających na trybunów ludowych. - Wielka własność, kluczowa dla państwa, ziemia i jej bogactwa powinny być własnością ludu a nie garstki oligarchów, którzy wciąż zawłaszczają narodowe bogactwo i nie słyszą głosu swojego narodu. (...) W naszym społeczeństwie powinny być ustanowione zasady prawdziwego ludowładztwa. Ludzie powinni mieć prawo kontroli nad wszystkimi przez nich wybranymi osobami, powinni mieć prawo odwołać każdego deputowanego za pomocą prostej i efektywnej procedury – zapowiadał na pierwszym wielkim donieckim wiecu ludowym 1 marca Paweł Gubariew[10]. „Jesteśmy przeciwko władzy oligarchów, amerykańskich protegowanych i banderowców” - lakonicznie ujmował cele protestujących Donbasu. Z podobnymi hasłami wystąpił po raz pierwszy 8 marca na wielotysięcznym wiecu w Charkowie lider „Borot'by” Siergiej  Kiriczuk. - My, aktywiści ruchu "Borot'ba" występujemy o to, żeby Charków uzyskał realny samorząd pod kontrolą pracowniczych kolektywów, związków zawodowych i samoobrony miasta. Żądamy nacjonalizacji majątków wszystkich oligarchów w interesie ludu pracującego! (...) Występujemy o pochodzącą z wyborów, demokratyczną władzę, zamiast władzy marionetek kijowskiej junty i jej sponsorów - oligarchów. I domagamy się referendum w sprawie szerokiej autonomii i samorządu dla obwodów Południowego-Wschodu Ukrainy. Żądajmy referendum, towarzysze! - apelował[11]. „Borot'ba” zręcznie wpisała się w klimat wschodnioukraińskich protestów, skutecznie forsując swoją triadę programową - do powszechnie podnoszonych postulatów federalizacji Ukrainy i podniesienia statusu języka rosyjskiego dorzuciła rewolucyjne hasło „nacjonalizacji w interesie ludu własności oligarchów”.

 

Od rad i gromad do republik

Krokiem na drodze do proklamacji ludowych republik były doświadczenia związane z aresztowaniami wybieranych przez wiece ludowych gubernatorów obwodów. Aresztowania doprowadziły tamtejszych działaczy do wniosku, że alternatywne ośrodki władzy nie mogą opierać się jedynie na wyborze pojedynczych osób, należy więc tworzyć struktury kolektywne. Do ich tworzenia postanowili wykorzystać funkcjonujące w systemie prawnym Ukrainy podstawy. - Mamy doświadczenie rad ludowych, tą drogą powinniśmy iść. W prawie ukraińskim istnieje instytucja gromady terytorialnej, która też wykorzystuje doświadczenie radzieckie. Ludzie upełnomocnieni przez mieszkańców zbierają się, podejmują decyzje. Bezczynne w danym momencie organy władzy zobowiązane są do realizacji żądań wysuniętych przez lud - wyjaśniał 17 marca w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji Life News koordynator Związku Obywateli Ukrainy Artiom Olchin. Zapowiedział wówczas zwołanie Zjazdu Delegatów Donbasu - z niego wyłoniła się w efekcie Rada Ludowa, która proklamowała powstanie Donieckiej Republiki Ludowej[12]. Gremium, które proklamowało Charkowską Republikę Ludową ukonstytuowało się w formie Rady Deputowanych Ludowych Charkowskiej Terytorialnej Gromady. Ten kierunek działania zachwalał rosyjski marksista Dmitrij Litowka: „Ustanawianie przez masy własnej władzy w formie Sowietów jest racjonalne i niezbędne. Opieranie się na pojedynczych liderach, wybory ludowych gubernatorów, nie dają efektów i nie mogą dać, dlatego potrzebne są kolektywne organy władzy, mniej bezbronne i bardziej produktywne niż samotni wojownicy, już teraz znajdujący się albo na emigracji, albo w aresztach. Alternatywa dla władzy junty, bazującej na nazizmie, przemocy, kłamstwie i kapitale jest następująca – władza samych ludzi na Ukrainie za pośrednictwem wybranych przez nich rad i komitetów wykonawczych”.[13]

 

Górnicy wchodzą do akcji

Powstanie republik miało więc zakorzenienie w oddolnej samoorganizacji społecznej, ale – co należy podkreślić – opartej na podstawie terytorialnej, a nie pracowniczej. Jednak kluczowe dla umocnienia republiki donieckiej (charkowska w wyniku udanej kontrakcji sił kijowskiego rządu pozostała na razie na etapie proklamacji) okazało się poparcie okazane przez kolektywy robotnicze – przede wszystkim górników Donbasu. Górnicy, w zorganizowanych, kopalnianych oddziałach, zaczęli dołączać do protestu dopiero po proklamowaniu Donieckiej Republiki Ludowej. - Wcześniej w akcjach nie uczestniczyliśmy, ale teraz jest informacja, że będzie szturm gmachu, więc postanowiliśmy przyjechać. Uważamy, że tu idzie walka o nasze interesy - wyjaśnił jeden z górników korespondentowi agencji „RIA. Nowosti”.[14] - Płace pozostały te same, a ceny przez inflację poszybowały pod niebiosa – nie ukrywał motywów zaangażowania inny górnik.[15] Funkcję szefa komitetu bezpieczeństwa DRL objął komendant "Górniczej Gwardii" Konstantin Kuźmin. W wywiadzie dla "Komsomolskiej Prawdy" wyjaśnił, jaka będzie formuła zaangażowania górników w obronę republiki: - Oparciem tego ruchu są górnicy. Ja też jestem górnikiem. Przyjeżdżamy tutaj po szychcie. Nasze kopalnie są tak skonstruowane, że pracy tam nie należy przerywać, bo później rozruch kopalni może potrwać i rok. W Donbasie całe pokolenia pracują na kopalniach, dla nas kopalnie to życie.[16]

Robotnicy w zorganizowanej formie zaczęli jednak włączać się do protestów już wcześniej. Pod  koniec marca doszło do pierwszego znaczącego przypadku koordynacji protestu politycznego z pracowniczym. 26 marca w Mariupolu nad Morzem Azowskim odbył się wiec przed głównym wejściem do zakładów Azowmasz, największego przedsiębiorstwa przemysłu maszynowego na Ukrainie. Oprócz ogólnopolitycznych postulatów przeprowadzenia referendum w sprawie federalizacji Ukrainy i przyznania rosyjskiemu statusu języka państwowego, robotnicy zgłosili swoje żądania pod adresem władz przedsiębiorstwa. Głównymi postulatami były moratorium na redukcje pracowników, powołanie niezależnych związków zawodowych i  ustanowienie na wydziałach organów kontroli ludowej. W wiecu wzięło udział około 400 osób, nad tłumem powiewały czerwone sztandary. - Znajdujemy się na granicy socjalnego wyniszczenia. Pora kardynalnie zmienić sytuację – mówił jeden z organizatorów protestu Wasilij Bieliński. Robotnicy współdziałali z inicjatorami manifestacji pod siedzibą władz miasta, której uczestnicy dokonali wyboru ludowego mera Mariupola i ustanowili organ Ludowej Kontroli.[17]

Właśnie oparcie wśród robotników to główna różnica pomiędzy ruchem wschodnioukraińskim a Majdanem. Ukraiński marksista Aleksandr Konoplianikow, powołując się na badania socjologów, tak oceniał klasowy charakter Majdanu: „Generalnie rysuje się następujący obraz: główną, przewodnią siłą protestów jawi się drobna i średnia burżuazja. (...) Liczba przemysłowych robotników jest minimalna. O braku poparcia przez robotników świadczy też nieudana próba organizacji dwukrotnie gromko ogłaszanego ogólnoukraińskiego strajku generalnego. A więc, z czym mamy do czynienia? Z wystąpieniem drobnej i średniej burżuazji nie całej Ukrainy, a głównie Zachodu i Centrum kraju oraz miasta Kijowa”.[18] (Według badania „Majdan-2013: kto stoi, dlaczego i po co?” robotnicy stanowili tylko 7 proc. uczestników mityngów w Kijowie).[19] Drugą podstawową różnicą w porównaniu z Majdanem jest fakt, że kierowniczą rolę odgrywali na nim, z wyjątkiem drugoplanowego Witalija Kliczki, starzy polityczni wyjadacze, powiązani z wielkim biznesem. Symbolem tego układu może być osoba Petro Poroszenki, zaprawionego w gabinetowych bojach polityka, m.in. ministra w jednym z rządów Partii Regionów, i czołowego ukraińskiego oligarchy. Tymczasem w ruchu oporu Południowego-Wschodu do głosu doszli albo działacze marginalnych dotąd, opozycyjnych partii, albo całkiem nowi ludzie, jak charyzmatyczny ludowy gubernator Doniecka Paweł Gubariew. 31-letni „Pasza” wprawdzie jako młody chłopak zaangażował się w działalność polityczną, był m.in. krótko donieckim radnym z ramienia PSPU, ale od siedmiu laty pozostawał poza działalnością polityczną, koncentrując się na prowadzeniu swojej niewielkiej agencji reklamowej.

Jak ocenia ukraiński politolog Alieksiej Bliuminow, ponieważ w wyniku tych żywiołowych wydarzeń na Południowym-Wschodzie Ukrainy do głosu doszli nowi liderzy, nie tylko Kijów, ale i miejscowi oligarchowie stracili kontrolę nad sytuacją na tym terenie. Inicjatywę przejął oddolny, demokratyczny ruch społeczny. „Teraz mają swoich męczenników, swoich bohaterów, swoich więźniów politycznych, swoje - niezależne od miejscowej oligarchii – plany, swoich – niezależnych od miejscowej biurokracji i oligarchii – liderów” – stwierdził.[20] O masowej skali ruchu przekonany jest także prezydent Centrum Systemowych Analiz i Prognozowania Rostisław Iszczenko. Twierdzi on wręcz, że w akcjach protestu na Południu i Wschodzie Ukrainy bierze udział „dużo więcej osób niż zbierało się w Kijowie na Majdanie, który doprowadził do upadku Janukowycza, i więcej niż przychodziło przejmować budynki administracyjne w zachodnich obwodach”. Ocenia, że „w Ługańsku i Doniecku poparcie ludności dla postulatów zgłaszanych na mityngach jest praktycznie stuprocentowe. W pozostałych głównych miastach Południowego-Wschodu – około 80 proc.".[21] Co najważniejsze z lewicowego punktu widzenia, ruch ten nabrał mocno czerwonego oblicza. Symboliczny wymiar miał fakt, że po ogłoszeniu aktu proklamacji Donieckiej Republiki Ludowej z głośników na placu przed rządowym gmachem popłynęły dźwięki hymnu ZSRR i „Międzynarodówki”.[22] Na zajmowanych przez zwolenników DRL budynkach administracyjnych w Donbasie wywieszano czerwone flagi. „Lewicowa alternatywa wobec nacjonalizmu pozyskuje coraz więcej zwolenników na Południowym-Wschodzie, a flagą protestu staje się czerwony sztandar” - nie ukrywał satysfakcji Siergiej Kiriczuk.[23]

 

Kagarlicki: to klasowa konfrontacja

Klasowy wymiar wydarzeń na Południu i Wschodzie Ukrainy dostrzegł również wybitny rosyjski socjolog, dyrektor Instytutu Globalizacji i Ruchów Społecznych Borys Kagarlicki. Warto przytoczyć dłuższy cytat  ukazujący wrażenia autora wydanej niedawno w Polsce książki „Imperium peryferii” z wydarzeń w Charkowie: „Z czerwonymi flagami, rosyjskimi trójkolorami i wstążkami św. Jerzego zebrali się biedni i źle ubrani ludzie – robotnicy, młodzież z przedmieść.  Jasna sprawa, że są oni często nieobyci, niewykształceni i nie mają doświadczenia walki politycznej. Nie nauczyli się jeszcze pięknie przemawiać nie tylko w „języku państwowym”, ale i w swoim ojczystym rosyjskim (który był i pozostaje na przestrzeni byłego imperium językiem klasy robotniczej). Jeszcze wczoraj nie mieli żadnego wyobrażenia o polityce i nie interesowali się nią. No, ale teraz już mają. Zrozumieli, że przyszedł czas. Oni są serio rozzłoszczeni.  Oni wyszli na plac. Podejmują pierwsze kroki dla kolektywnej obrony swoich interesów. Odpowiadają ciosem na cios, agresją na agresję, złem na zło. Bo właśnie taka jest klasowa walka. Nie upiększona jak w opowiastkach dla romantycznych podrostków, a prawdziwa, rzeczywista. Po raz pierwszy na przestrzeni byłego Związku Radzieckiego zaczyna działać klasa robotnicza. Mówić o świadomości klasowej oczywiście jeszcze za wcześnie. Jej stopień jest odwrotnie proporcjonalny do liczby rosyjskich flag w rękach protestujących. Ale jednak w krótkim tekście deklaracji Donieckiej Republiki Ludowej zabrzmiały słowa o kolektywnej własności, równości i interesie społecznym. Znakiem robotniczego protestu jest czerwony sztandar. Tak było i tak będzie. Klasowa świadomość nikomu nie jest dana w gotowym kształcie. Ona rodzi się w procesie walki, rozwija się, formują ją polityczne wydarzenia. I jeśli o świadomości klasowej na razie za wcześnie mówić, to klasowa konfrontacja już stała się rzeczywistością”.[24]

Siergiej Kiriczuk nie ukrywa, że w ruchu oporu obecne są dwa nurty. - Pierwsza tendencja to ludzie zorientowani na Rosję, którzy za fundament swoich dążeń uważają ścisłą współpracę z Rosją. Druga frakcja to ta część, którą my reprezentujemy. To antyoligarchiczny, antykapitalistyczny odłam naszego ruchu. To siły, które walczą o zniesienie władzy nielicznych wielkich rodzin kraju. I takie stanowisko także znajduje bardzo szerokie poparcie tu, w Charkowie i w obwodzie charkowskim. Tylko częściowo protest przebiega pod rosyjskimi trójkolorami. My tych ludzi, którzy wychodzą z rosyjskimi flagami nie uważamy za separatystów – mówił w jednym z wywiadów lider „Borot'by”.[25]

Lewicowe ugrupowania, choć popierają formowanie ludowych republik, stoją na gruncie jedności Ukrainy, ale sfederalizowanej i neutralnej pod względem polityczno-militarnym. Mocno prorosyjska liderka PSPU Natalia Witrenko, zdecydowana orędowniczka akcesu Ukrainy do Unii Celnej, przestrzega przed groźbą rozpadu państwa – realną w obliczu skrajnie nacjonalistycznych tendencji nowych władz, nieakceptowalnych przez rosyjskojęzyczne regiony. - Bałkanizacja dla Ukrainy to tragedia. Rozpad na drobne księstewka to utrata suwerenności i możliwości wykorzystania swojego potencjału. To zagrożenie zniewolenia każdego z kawałków przez silniejsze państwa - obawia się.[26] - Mimo wszystko konsekwentnie stoimy na stanowisku, że Ukraina powinna pozostać jednością. Ale warunkiem zachowania tej jedności jest poszanowanie praw ludu Południowego-Wschodu, zmiana antyludowej polityki kijowskiego rządu i w końcu zmiana władzy w Kijowie – deklaruje Siergiej Kiriuczuk. O to właśnie toczy swoją grę ukraińska lewica, opierając się o swoje bastiony na Południu i Wschodzie kraju - o „odsunięcie oligarchii od władzy, odsunięcie bogatych ludzi od rządów w kraju”.[27]

Wiarę Kiriczuka w taką perspektywę podziela Petro Symonenko, wprost mówiący o perspektywie rychłej rewolucji społecznej na Ukrainie. - Nie ma wątpliwości, że byliśmy świadkami etapu burżuazyjnej rewolucji, a następnym niewątpliwie stanie się rewolucja socjalna. (...) Po lutym przyjdzie rewolucyjny Październik, ponieważ sytuacja społeczna na Ukrainie będzie się tylko pogarszała – przepowiadał na konferencji prasowej w Doniecku 11 marca.[28] Symonence wtóruje doniecki dziennikarz Siergiej Szwedko: "Nowa władza może zdławić marcową falę demonstracji w Donbasie, ale po przyjęciu wszystkich żądań MFW podniesie się socjalna rewolucja. Gdy ruszą głodowe protesty, zacznie się niewyobrażalne. To będzie ten rzadki przypadek, kiedy Majdan z Antymajdanem na pewien czas połączą się i zakłują nową władzę widłami!".[29]

I faktycznie, pierwsze jaskółki protestów przeciwko „nowej władzy” pojawiły się już w Kijowie. 9 kwietnia  pod gmachem Banku Narodowego odbyła się pikieta przeciw podwyżkom cen na artykuły pierwszej potrzeby i dewaluacji hrywny. Protest został zorganizowany przez grupę inicjatywną "O godne życie", założoną przez byłych aktywistów Majdanu. - Staliśmy na Majdanie za godne życie, a wyszło tak, że zmieniły się osoby u władzy, a życie to samo, jeszcze gorzej się stało - ubolewała jedna z przemawiających. - Jeśli urzędnicy nie wysłuchają naszych żądań, w przyszłym tygodniu rozpoczniemy masowe akcje protestu na całej Ukrainie - zapowiedzieli uczestnicy pikiety.[30] Zabawne jak bardzo ten głos ludzi Majdanu współbrzmi z wypowiedzią jednego z powstańców stacjonujących w budynku SB w Ługańsku, a więc zdecydowanie człowiekiem tzw. Antymajdanu: - Nie mamy już nic do stracenia. Pieniędzy za pracę nie dostawaliśmy po trzy, cztery miesiące. Jak długo tak można? Wypłaty te łobuzy nam obniżyły, emerytury obniżyli. Co będzie dalej?[31]

Powstają pytania: jak prędko znaczące protesty społeczne faktycznie mogą pojawić się na Centralnej i Zachodniej Ukrainie, kto nimi pokieruje i czy nie zaostrzy to jeszcze bardziej, uwarunkowanych kulturowo, animozji pomiędzy zachodnią a wschodnią częścią kraju. Wobec słabości lewicy na Zachodzie, beneficjentem nowej fali protestów może tam zostać neonazistowski „Prawy Sektor”. Południowy-Wschód miał swoje koło zamachowe dla rozwinięcia dążeń socjalnych - okazał się nim ruch oporu powstały na bazie rozpalających emocje kwestii językowej i kwestii ze sfery symboliki. - Ruch oporu Południowego-Wschodu zaczął się od obrony pomników Lenina – przypomina Siergiej Kiriczuk.[32] To „rozhuśtało” masy i powiodło w stronę walki klasowej. - Jestem z Nowoazowska, który leży przy samej granicy z Rosją. Kiedy w naszym 10-tysięcznym miasteczku zebrał się 500-osobowy wiec, byliśmy w szoku! Nigdy takiego nie było! Ludzie po prostu poczuli potrzebę, żeby wyjść na ulice, nikt ich nie organizował. (...) Wschód zawsze pracował i polityką się nie zajmował, ale teraz na Wschodniej Ukrainie zachodzą wstrząsy tektoniczne, których znaczenia my sami jeszcze nie pojmujemy - wspominał Siergiej Szwedko.[33]

 



[1] http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Artykuly/?id=421%2FCzy_w_Donbasie_mozliwa_jest_rewolucja_spoleczna

[2] http://www.borotba.org/pravitelstvo_kieva_vedet_delo_k_raskolu_ukrainyi.html

[3] http://www.mk.ru/politics/article/2014/04/07/1010161-russkaya-vesna-v-dokumentah-kakie-aktyi-prinyala-donetskaya-narodnaya-respublika.html 

[4] http://rk.org.ua/203-pochemu-i-protiv-kogo-vosstal-yugo-vostok-i-krym.html

[5] http://rk.org.ua/227-nachalo-antifashistskogo-vosstaniya-ili-ne-zlite-russkogo-medvedya.html

[6] http://vitrenko.org/start.php?lang=1&part_id=2&article_id=456

[7] http://borotba.org/manifest.html

[8] http://www.kpu.ua/vstavaj-strana-ogromnaya-d-o-k-l-a-d-pervogo-sekretarya-ck-kpu-p-n-simonenko-47-mu-vneocherednomu-sezdu-kompartii-ukrainy/

[9] http://www.kpu.ua/programmakpu/

[10] https://www.youtube.com/watch?v=RVjWxJ2ogUw

[11] http://www.youtube.com/watch?v=zfpuBcZD6qg

[12] http://lifenews.ru/news/129260

[13] http://www.iarex.ru/articles/46432.html

[14] http://ria.ru/world/20140410/1003364640.html http://novorossia.su/node/333

[15] https://www.youtube.com/watch?v=UXjDGtX0rhc

[16] http://www.kp.ru/daily/26215.4/3101929/

[17] http://www.mariupolnews.com.ua/descr/43979

[18] http://liva.com.ua/maidan-lefts.html

[19] http://www.dif.org.ua/ua/publications/press-relizy/jsjcosqjfopkqwepkfpk.htm

[20] http://www.politnavigator.net/protest-na-donbasse-vyshel-iz-pod-kontrolya-mestnykh-ehlit-politolog.html

[21] http://polemika.com.ua/news-143230.html

[22] http://newsru.com/world/07apr2014/donetsk.html; http://www.youtube.com/watch?v=uhjHRnmkEZ8

[23] http://www.borotba.org/protestyi_protiv_kievskoj_xuntyi_budut_usilivatsya.html

[24] http://kavpolit.com/blogs/boris-kagarlitsky/2781/

[25] http://www.borotba.org/pravitelstvo_kieva_vedet_delo_k_raskolu_ukrainyi.html

[26] http://www.youtube.com/watch?v=rSEOyK_d8Oo#t=13

[27] http://www.borotba.org/pravitelstvo_kieva_vedet_delo_k_raskolu_ukrainyi.html

[28] http://www.kpu.ua/petr-simonenko-v-ukraine-ustanovilas-nacional-fashistskaya-diktatura/

[29] http://www.kp.ru/daily/26207.5/3092543/

[30] https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Kuw5MN1PZQg; http://www.politnavigator.net/ehks-aktivisty-majjdana-uzhe-mitinguyut-v-kieve-protiv-rosta-cen-i-obvala-grivny-foto.html

[31] https://www.youtube.com/watch?v=i5d8YxXdQdE#t=50

[32] http://www.borotba.org/pravitelstvo_kieva_vedet_delo_k_raskolu_ukrainyi.html

[33] http://www.kp.ru/daily/26207.5/3092543/ 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia