Jesteś tu: Strona główna Artykuły Zniewolenie wolnością

Zniewolenie wolnością

Maciej Sikora 08/06/2014

Czy powoływanie się w prawie na pojęcie systemu totalitarnego ma sens? Istnieją definicje totalitaryzmu jednak gdyby tylko bliżej przyjrzeć się każdemu z systemów politycznych to czy nie dałoby się ich cech podciągnąć pod totalitaryzm? Z encyklopedii internetowej możemy się dowiedzieć, że wyznacznikami totalitaryzmu są: autokratyzm, powszechna indoktrynacja za pomocą centralnie kierowanej propagandy, całkowite podporządkowanie społeczeństwa przez wprowadzenie systemu kontroli policyjnej opartego na terrorze, uniformizacja (ujednolicenie) form życia społeczeństwa, monopol oficjalnej ideologii, zmonopolizowanie władzy państwowej, która jest skupiona w rękach jednej partii (np. partii komunistycznej) lub masowego ruchu politycznego (np. faszystowskiego).

Jak we współczesnej Polsce wygląda zmonopolizowanie władzy państwowej? Przytoczona definicja za przykład podaje partię komunistyczną i partię faszystowską. Partie. A czy nie ma partii liberalnych, które swoją władzę sprawują w imię posiadaczy kapitału? W imieniu ludzi najbogatszych, którzy dzięki swojej pozycji społecznej narzucają swoją świadomość reszcie społeczeństwa? Zawsze będzie istnieć ugrupowanie działające w czyimś interesie. Na tym m.in. opiera się każdy system polityczny. Grunt w tym, aby stworzyć system, gdzie realizowany będzie interes jak największej liczby ludzi - wtedy będzie to system najbardziej demokratyczny, a przecież kapitaliści stanowią małą część społeczeństwa. Kiedy jedna grupa narzuca swoją wizję drugiej, ciężko mówić o wolności i demokracji, dlatego też zawsze mamy do czynienia z jakimś rodzajem dyktatury. Dyktatura proletariatu jest najbardziej demokratyczną formą władzy, ponieważ upodmiatawia największą rzeszę ludzi, w przeciwieństwie do dyktatury burżuazji, która tę samą rzeszę zniewala.

Zniewala ją za pomocą monopolu oficjalnej ideologii. Czy w głównym nurcie polskiej polityki istnieje ugrupowanie kwestionujące gospodarkę kapitalistyczną i demokrację parlamentarną? Oczywiście, że nie. W naszej demokracji parlamentarnej największy wpływ na to kto zostanie wybrany, mają nie obywatele w czasie wyborów, lecz liderzy partyjni układający listy wyborcze i mający środki finansowe na prowadzenie kampanii. Czasem zdarzają się wyjątki - kiedy do głównego nurtu polityki dostanie się ugrupowanie nie mające rodowodu solidarnościowego ani postpeerelowskiego. Zdarzyło się to raz na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, a mam na myśli wstąpienie na scenę polityczną Samoobrony, na którą natychmiastowo przypuszczono atak i zrzucano tony krytyki. To samo dzieje się obecnie z Kongresem Nowej Prawicy. Bo oni nie są swoi. Nie należą do establishmentu. Oczywiście nie jest mi żal korwinistów, ale to samo spotka nowe, prawdziwie lewicowe ugrupowanie, które spróbuje wedrzeć się do tego systemu. SLD (a już tym bardziej Twój Ruch) nie są ugrupowaniami lewicowymi, bo nie są rewolucyjne tylko reakcyjne. Nie chcą zmian ani w obrębie systemu politycznego ani gospodarczego. Chcą utrzymać to, co istnieje obecnie.

Wszelkie inicjatywy mające na celu zwiększenie zasięgu decydowania przez społeczeństwo jeśli chodzi o losy kraju takie jak referendum, czy inicjatywy ludowe są natychmiast przez władze torpedowanie jeśli tylko są niezgodne z ich linią polityczną. W kraju gdzie związek zawodowy "Solidarność" jest świętością, utrudnia się działalność związkową w sektorze prywatnym, prześladuje działaczy i niszczy kodeks pracy. Bo "Solidarność" ma być tylko ikoną walki z komuną.

Tak więc jedyną dopuszczalną działalnością opozycyjną, wentylem bezpieczeństwa dla systemu, jest działalność ruchów skrajnie prawicowych, ponieważ są one, pomimo, że najciemniejszym, ale jednak odcieniem tego samego systemu.

To jest jedna strona naszego ustroju, typowo polityczna, ale monopol ideologiczny dotyczy również sfery wartości oraz kultury. Mamy masę autorytetów, których nie wolno krytykować: Józef Piłsudski, Jan Paweł II, Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski i można by pewnie jeszcze długo wymieniać. Ostatnio tworzenie nowych bożków przekracza wszelkie granice. Czci się zbrodniarzy napadających na wioski, mordujących ich mieszkańców, mordujących chłopów przyjmujących ziemię z reformy rolnej oraz wyznających inną religię niż katolicka, którzy dążyli do wywołania trzeciej wojny światowej, zaraz po zakończeniu drugiej. Czci się bandytów przeklętych dlatego, że byli antykomunistami.                          

Nie można dawać się wciągać w ten wir prawicowej politycznej poprawności, co zdarza się również lewicowcom. Osobiście odczuwam sympatię do Jacka Kuronia tylko z tego względu, że wydawał się być uczciwym człowiekiem, ale nie widzę sensu w robieniu ikony polskiej lewicy z kogoś kto roztaczał parasol ochronny nad reformami Balcerowicza (nawet pomimo tego, że później za to przepraszał). 

Źle się dzieje kiedy system, zamiast zostać przez nie zmieniony, wciąga ugrupowania antysytemowe. Tak jak w przypadku wcześniej wspomnianej Samoobrony Andrzeja Leppera głoszącego swego czasu, że Balcerowicz musi odejść. Kiedy jednak Lepper dochodzi do władzy to zmienia zdanie i stwierdza, że jednak Balcerowicz może zostać. Monopol oficjalnej ideologii jest ciężki do rozbicia. 

Przyczyniają się do tego również media, będące tworem tego monopolu. Rolą lewicy nie jest temu monopolowi dać się polubić tylko go zniszczyć. Co roku, przy okazji pochodów pierwszomajowych, kiedy gdzieś pojawi się symbol sierpa i młota, od razu gorzeje dyskusja "bo to się źle kojarzy". Przecież mamy do czynienia z monopolem ideologii neoliberalnej - wszystko co związane z lewicowością będzie się neoliberałom źle kojarzyć. Czy my mamy im się przypodobać i do nich dołączyć? Chyba nie. Źle się kojarzy sierp i młot, źle się kojarzy czerwony kolor, źle się kojarzy gwiazda (nawet Młodym Socjalistom, którzy mają logo nawiązujące do gwiazdy - "to nie gwiazda tylko taki ludzik". Zresztą ich własna nazwa też im samym się źle kojarzy), źle się kojarzy słowo socjalizm, sprawiedliwość społeczna, równość, źle się kojarzy Marks, źle się kojarzy nawet to, co nie jest wyznacznikiem socjalizmu czyli np progresja podatkowa, czy związki zawodowe. Cała lewicowość się źle kojarzy... czy mamy więc przestać być lewicowcami? Żeby się czasem źle nie skojarzyło funkcjonariuszom neoliberalnej ideologii? A czy ktoś pomyślał o masach, które tymi funkcjonariuszami nie są i są w ogóle wykluczone poza nawias społeczny? Czy mają dalej być wykluczone bo coś się "źle kojarzy"? W ten sposób pacyfikuje się całą naszą walkę już na samym początku. Tak działa monopol oficjalnej ideologii.

Gdzie są jeszcze przemycane wartości tej ideologii i to w taki sposób żeby nie powiedzieć wprost o co chodzi ale ukształtować neoliberalną świadomość? Oczywiście w kulturze masowej. W programach telewizyjnych, filmach, serialach. Weźmy sztandarowy tvn-owski serial "Na Wspólnej". Jakich mamy tam bohaterów? Są to prywatni przedsiębiorcy lub ludzie wykonujący prestiżowe zawody typu lekarz lub dziennikarz. Jeśli epizodycznie pojawią się osoby biedne to zwykle są złe, np porywają dziecko swojemu dobroczyńcy, który załatwił im taką pracę jak sprzątanie klatek schodowych. Czy bohaterowie mają problemy? Tak. Głównie sercowe. A finansowe? Poniekąd też. Taki Michał Brzozowski miał akurat w kieszeni wolne kilkaset tysięcy złotych, które zainwestował w ziemię i jak się okazało został oszukany. Pieniądze próbował odzyskać poprzez hazard, ale oczywiście nie udało mu się i jego biedna żona, która zajmowała się do tej pory dzieckiem, musiała iść tyrać do Biedr... do agencji reklamowej. I suszyła mężowi potem głowę, że przez jego bezmyślność już nie będą mogli co roku jeździć na zagraniczne wakacje ani nie poślą synka do prywatnej szkoły. Wyobrażacie sobie żyć w takich warunkach? Lepiej się dobrze zastanówcie, gdy będziecie mieli akurat odłożone czterysta tysięcy złotych, w co je inwestujecie. Jego brat Andrzej, współwłaściciel BUD-MAXu, w dzieciństwie nie miał łatwo. Kiedy jego kochance, z którą zdradzał żonę, złodziej próbował ukraść torebkę, ruszył w pogoń i odzyskał ją. Dziewczyna będąc pod wrażeniem, zapytała gdzie się tego nauczył a on odpowiedział "dorastałem w PRLu. Tam każdy dzień był walką o przetrwanie". Pewnie wlewano w niego hektolitry octu. 

Można też przywalić wprost.

Kapitalistyczna kultura udowadnia, że telenowele nie są szczytem zgąbczenia mózgu i od niedawna serwuje nam seriale paradokumentalne, gdzie osoby występujące (nie można ich nazwać aktorami) dostają zarys sceny i wygłaszają improwizowane kwestie. Tam właściwie nie ma dialogów tylko ciągły krzyk i kłótnie pomiędzy bohaterami. Również agresja jest pokazywana w różnego rodzaju show gdzie uczestnicy są gnębieni przez jury albo jakiegoś eksperta, w zasadzie jedynym celem jest zgnojenie i doprowadzenie kogoś do łez. Jednocześnie pewne słowa tracą na wartości, np "emocje". Teraz byle pajac, który przed kamerami smaży kotleta na patelni, przeżywa wielkie emocje. Mamy do czynienia z coraz częstszym sprzedawaniem złości, gniewu, prymitywnej rywalizacji, gdzie jeden człowiek dla drugiego jest największym wrogiem. Nagłówki najbardziej poczytnych dzienników krzyczą o skandalach i aferach oraz oskarżają każdego o wszystko o co się da, zwiększają w ten sposób polaryzację społeczną. Nie liczy się wspólne działanie i szacunek do drugiej osoby lecz egoizm, liczenie tylko na siebie, dochodzenie po trupach do celu. 

Gale KSW pokazują nam, że mamy do czynienia z nową, sprowadzoną ze Stanów Zjednoczonych, jakością w sporcie zawodowym. Tworzone jest całe przedstawienie teatralne, w którym zawodnicy tygodnie przed walką pokazują jak bardzo wzajemnie się nie lubią, opowiadają jak zniszczą przeciwnika na ringu i w ogóle jaką to on jest miernotą. Oczywiście wszystko jest wyreżyserowane aby podnieść oglądalność, a co za tym idzie zyski dla właścicieli federacji, jednak zabija się w ten sposób ducha szlachetnej, sportowej rywalizacji i szacunku dla przeciwnika. Dodajmy do tego groteskowy obraz zawodników, którzy są chodzącymi (przewalającymi się) słupami reklamowymi dla firm. 

To wszystko powoduje, że pogłębia się atomizacja społeczeństwa. Polska Ludowa dokonała niesamowitej rzeczy, paradoksalnie na swoją zgubę, i spowodowała, że Polacy żyli w prawdziwej wspólnocie, potrafili się zjednoczyć i obalić system, który im to umożliwił. W Polsce kapitalistycznej nie trzeba strzelać do żadnych wywrotowców bo żadnych nie ma. System odpowiednio ich ukształtował tak aby nie mieli woli współdziałania. 

Ale gdyby jednak obecnie ktoś się naprawdę zbuntował? Czy skończyło by się to tak jak w Domu Związkowym w Odessie? Kapitalizm to też represje policyjne. Większa część XX wiecznej historii Ameryki Łacińskiej o tym świadczy. Kapitalizm to zbrodnie wojenne o czym przekonał się Bliski Wschód. Kapitalizm to głód i wie o tym Afryka. Kapitalizm to wielki konflikt, który zniszczył Europę w latach 1914 - 1918 i 1939 - 1945. A gdybyśmy cofnęli się jeszcze wcześniej niż XX wiek. Czy nie zbudowano kapitalizmu na krwi i szczątkach rdzennej ludności podbijanych terytoriów? Do tej pory zwalcza się rdzenne plemiona, ich kulturę, niszczy ich środowisko. Ujednolica się styl życia na całym świecie - oto amerykanizacja i mcdonaldyzacja społeczeństwa. 

A co z wolnością słowa? W Polsce Ludowej istniała cenzura instytucjonalna i jeśli porównać dorobek kulturalny tamtego okresu z tzw. "wolną Polską", to który wypadnie lepiej? Dzisiaj nie do pomyślenia jest by poeta stał się sławny. Czy mamy obecnie w ogóle jakichś znanych, młodych poetów? Co z tą cenzurą? Czy istnieje dzisiaj czy nie? Oczywiście, że tak. Jest to cenzura rynkowa czyli do szerszej świadomości dopuści się tylko to, co da radę się sprzedać. Teraz cenzorem jest każdy: reżyser, producent, wydawca, dyrektor stacji telewizyjnej lub rozgłośni radiowej, a w końcu sam artysta. Bo oprócz tego co można sprzedać, również trzeba zwracać uwagę na to, aby nie uderzyć w wartości religijne, siły polityczne i środowiska biznesowe. I kiedy pójdziemy do kina albo włączymy telewizor, mówiąc trochę przewrotnie, okaże się, że jednak tej peerelowskiej cenzurze zawdzięczaliśmy wyższy poziom kulturalny.

Jest jeszcze propaganda rynkowa, czyli po prostu reklamy. Wszędzie gdzie tylko się da szpecą krajobraz, wylewają się z mediów, wydzwaniają do nas z super ofertą (wcześniej wykradając skądś nasze dane) i zakłócają nasze dobre samopoczucie. Mogą wpływać na bezpieczeństwo kiedy odrywają uwagę od znaków drogowych. Przypomina mi się film "Yuma", gdzie beznadzieję małego miasteczka w okresie potransformacyjnym obrazowała m.in. szarość na ulicach. Po latach ta szarość wcale nie znikła, tylko została zakryta banerami reklamowymi i brzydkimi straganami z kradzionym z Zachodu towarem.

Na koniec zostawiłem najciekawszą kwestię jeśli chodzi o wyznacznik totalitaryzmu - centralne sterowanie gospodarką.

Czy kapitalizm jest tożsamy z wolnym rynkiem, a wolny rynek z wolnością w ogólnym tego słowa znaczeniu? Czym jest wolny rynek, a czym kapitalizm? Gdybyśmy zapytali zupełnie przypadkową osobę, o to, co jest głównym wyróżnikiem panującego w zamierzchłych czasach systemu niewolniczego z pewnością odpowiedziałby, że podział społeczny opierający się na istnieniu niewolników oraz posiadaczy niewolników. Co charakteryzuje średniowieczny feudalizm? Podział społeczny na chłopów oraz panów feudalnych - taką uzyskamy odpowiedź. A zatem co powinno być wyznacznikiem kapitalizmu? I tutaj zaczynają się schody, bo gdy nasza przypadkowa osoba jest jednocześnie, dajmy na to np użytkownikiem Wykopu i wielbicielem twórczości artystycznej Kelthuza, a to wszystko wymieszane z monopolem oficjalnie panującej ideologii, zacznie wymieniać, że tym wyznacznikiem są znikome podatki (podatek pogłówny), wszechwładza niewidzialnej ręki wolnego rynku, brak związków zawodowych, odsunięcie od władzy bandy czworga itd. itp. A podział na posiadaczy kapitału (czyli własności prywatnej) i ludzi nie posiadających, lecz uzależnionych od cudzego kapitału, może znajdzie się gdzieś na szarym końcu tej wyliczanki. A z powodu braku umiejętności odróżniania własności prywatnej od osobistej, najprawdopodobniej wcale.

Kiedy niedawno w pracy podesłano mi dwóch praktykantów ze szkoły średniej abym dał im coś do roboty, zaczęliśmy rozmawiać o wyborach. Głosowali na KNP, a gdy ja powiedziałem, że mam skrajnie lewicowe poglądy jeden odparł "a co, pewnie nie chce ci się pracować?". Bo dla korwinisty socjalizm to branie zasiłku na bezrobociu. Wytłumaczyłem, że socjal to taki bajer kapitalizmu mający złagodzić jego skutki, a socjalizm to praca dla wszystkich. Trochę ich to skonfundowało. A poza tym - komu tu się nie chce pracować - dałem im zadanie to przez dwie godziny nie ruszyli tyłków z ławki, a potem sobie poszli. Coś mi się wydaje, że jak ich niewidzialna ręka wolnego rynku naprawdę zagna do roboty to ich z korwinizmów wyleczy.

I z tego też względu, ze względu na nieznajomość podziału klasowego, bierze się brak zrozumienia czym jest socjalizm i kapitalizm. Głównym wyznacznikiem kapitalizmu jest podział na kapitalistów i pracowników najemnych. Metody jakie będą stosować najwięksi posiadacze wcale nie muszą być zgodne z wolnorynkową utopią. Mało tego, zazwyczaj nie są z nią zgodne i dlatego wolny rynek jest właśnie utopią. W procesie konkurencji ostatecznie musi dojść do tego, że na rynku pojawią się monopole, a monopoliści staną się (już są) tak potężni, że politycy będą stanowić takie prawo - jakie oni sobie zażyczą. Ingerencja państwa w gospodarkę zawsze będzie istnieć. Odpowiednie prawo gospodarcze, pod dyktando neoliberalnej ideologii i przy sprzeciwie dużej części społeczeństwa, tworzyła Thatcher, tworzył Reagan, tworzył Pinochet.

Jak długo będzie istnieć kapitalizm? Odpowiedź jest prosta - dopóki istnieć będą kapitaliści.

Nie ma tutaj żadnego nieokreślonego bytu, boga, ducha, romantyzmu z sercem po lewej stronie i innych takich. Jest jednoznaczne wskazanie na konkretną klasę społeczną - ludzi z burżuazyjną świadomością. Więc aby nastał socjalizm trzeba zlikwidować kapitalistów? Tak. Ale nie jako ludzi, lecz właśnie jako klasę z burżuazyjną świadomością. Po to, aby przestali oni gnębić i wyzyskiwać pracowników powodując, że pracownicy żyją w totalitarnym systemie, gdzie ich wolność i możliwość przeżycia wyznaczają ramy najniższej pensji jaką otrzymują. Można stwierdzić, że czeka kapitalistów degradacja do jedynej klasy jaka będzie istnieć i przejmie władzę - klasy robotniczej (a że będzie to jedyna klasa, podział klasowy w rzeczywistości przestanie mieć rację bytu). Tak jak kiedyś zdegradowani zostali posiadacze niewolników, a sami niewolnicy podnieśli swoją pozycję społeczną. Tak jak zdegradowana została arystokracja i musiała wejść w stosunki typowo burżuazyjne.

I tak dzisiaj Michał Radziwiłł jest prywatnym przedsiębiorcą, a Jan Lubomirski - Lanckoroński działa w branży sprzedającej nieruchomości, a nie zarządza latyfundiami lub folwarkami tak jak jego magnaccy przodkowie. I gdyby zapytać się ich, co o tym sądzą, pewnie stwierdziliby, że jest to naturalny porządek świata, pomimo tego, że dla ich przodków byłaby to degradacja. Stwierdziliby tak bo wciąż żyją w klasie uprzywilejowanej. Tak jak ich przodkowie dawniej.

Zmieni się również pozycja robotników, lecz aby wyszło im to na dobre, muszą mieć swoją reprezentację polityczną w postaci partii robotniczej.

Tak jak obecnie kapitaliści reprezentowani są przez klasę polityczną, co jest jednym z dowodów na to, że coś takiego jak wolny rynek nie ma racji bytu, a tym bardziej nie ma on związku z ogólnie pojętą wolnością. Kolejnym dowodem jest fakt, że to sami kapitaliści kierują procesami gospodarczymi, i to ich ręce, a nie niewidzialna ręka, nimi sterują. Oni tworzą popyt i wpływają na podaż. Ręce maklerów giełdowych, poruszające się w tylko ich mocodawcom znanym rytmie, powodują zmiany wykresów giełdowych. Dla nich to tylko gra, która pomnaża kapitał, a dla milionów ludzi na całym świecie spekulacja jest ich sytuacją bytową, ich zdrowiem i życiem. Dla ludzi bez kapitału kapitalizm jest więc systemem totalitarnym.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia