Jesteś tu: Strona główna Artykuły Łże-lewica i Ukraina

Łże-lewica i Ukraina

Jerzy Kochan 12/09/2014

Sytuacja na Ukrainie chyba się ostatecznie klaruje. Nie będzie, miejmy nadzieję, syrizacji Ukrainy, zamiany jej w kocioł walki zbrojnej i stosów trupów, których produkcję zabezpieczałyby różne państwa o aspiracjach do walki o wolność Ukrainy do ostatniego Ukraińca i ostatniego Rosjanina…

Dramat Ukrainy polega na tym, że nie jest to państwo narodowe w stylu Portugalii czy Czech, lecz państwo, w którym procesy krystalizacji narodu ukraińskiego są na wczesnym etapie i nie obejmują całego społeczeństwa. Teoria narodu uczy nas, że naród powstaje i kształtuje się wraz z rozwojem kapitalizmu… na Ukrainie kapitalizmu długo nie było, podobnie jak nie było państwa ukraińskiego, a industrializacja i rozwój kultury narodowej w ramach ZSRR przerastały ograniczenia jednej narodowości i wprowadzały elementy wielonarodowościowego patriotyzmu na terenie socjalistycznej republiki Ukrainy jak i całego  ZSRR. Podobnego w swym sensie do wielorasowego, wielonarodowościowego i wieloreligijnego patriotyzmu w USA.

Procesy te zostały drastycznie przerwane przez kryzys i rozpad ZSRR. Ten osłabiony organizm na czele z pijanym misiem Jelcynem, tak lubianym na Zachodzie, bronił się przed eskalacją konfliktów podzieleniem organizmu państwowego na różne części, organizowane wokół nacjonalizmów i patriotyzmów. Dzielenie to często było sztuczne i kłopotliwe jak rysowane w Afryce od linijki i ekierki  granice tamtejszych państw postkolonialnych. Stanowiło ono rezultat odwrotu od przekraczających ograniczenia narodowe tendencji internacjonalistycznych i wielonarodowych w stronę realizacji sztucznej zasady powoływania państw-narodów, trudnej do utrzymania nawet współcześnie w Europie / np. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, na Bałkanach /.

Czy w ciągu tych niewielu lat państwo ukraińskie było w stanie stworzyć takie państwo-naród?

Oczywiście,  nie! … i udawanie, że tak się stało ma na celu jedynie antyrosyjską mobilizację mas ludowych na bazie narodowej tradycji walki o niepodległość w nacjonalistycznym stylu, a więc na sposób banderowski. Ale nie jest to jedyna ukraińska tradycja walki.

Jest przecież jeszcze  ta stara kozacka, prawosławna, związana z Rosją i walką przeciwko Polsce i Turcji, ale wsławiona także udziałem w podboju Syberii i Dalekiego Wschodu, oraz ta dwudziestowieczna, proletariacko-socjalistyczna i internacjonalistyczna, antyhitlerowska i zwycięska w drugiej wojnie światowej.

Kto tego nie rozumie, nie zrozumie dlaczego żołnierze ukraińscy nie chcieli strzelać a i do nich też nikt  za bardzo nie strzelał. Mimo ewidentnych różnic programów politycznych. Krym został zajęty przez Rosję w stylu czeskiej aksamitnej rewolucji.

Procesy narodowościowe mogłyby zresztą przebiegać spokojnie dziesiątki lat, gdyby nie próba ich radykalnego przyspieszania przez podmioty spoza Ukrainy i z samej Ukrainy. Ukraina stała się elementem skomplikowanej międzynarodowej rozgrywki, w której celem jest radykalne jej włączenie w obręb bezwzględnego i natychmiastowego podporządkowania Zachodowi lub co najmniej stworzenie z niej kipieli angażującej Rosję militarnie i ekonomicznie, aby nie była w stanie odgrywać jakiejkolwiek roli na arenie międzynarodowej, takiej na przykład jak w przypadku zażegnania amerykańskiej interwencji w Syrii pod pretekstem posiadania przez nią broni chemicznej.

Ale spójrzmy na sprawę jeszcze szerzej. Wydaje się, że połączenie Unii Europejskiej z Rosją i innymi państwami postradzieckimi jest logiczną konsekwencją zamiaru tworzenia bloku polityczno-gospodarczego mogącego stworzyć przeciwwagę dla Chin, świata arabskiego i innych powstających centrów światowych epoki policentrycznej, postamerykańskiej. Wsparta o rosyjskie surowce Europa, podobnie jak kooperująca z Unią Rosja, to ciało mogące stawić czoła nowoczesnej globalizacji. Świadomość tego jest chyba bardzo mocna po obu stronach. A intensywna praca Niemiec, Francji, Włoch nad rozwojem współpracy gospodarczej tego typu jest oczywista. Stąd generalna niechęć do sankcji, potrząsania dzidą czy karabelą… potrząsają nimi durnie!

Powstały konflikt jest więc rezultatem pojawienia się dwóch jednoczesnych tendencji, konkurencyjnych względem siebie.

1/ Koncepcji ewolucyjnego zrastania się tych wielkich organizmów gospodarczych, Rosji i Unii,  i w tym sensie dalszej drogi UE na wschód, oraz

2/ Koncepcji natychmiastowego „wrogiego przejęcia” Ukrainy, podciągnięcia NATO i rakiet jak najbliżej Moskwy i destabilizacji sytuacji w samej Rosji w porozumieniu z częścią prozachodnich rosyjskich oligarchów. To wersja jastrzębi, wśród których prym wiedzie Polska… ale oczywiście pod czujnym okiem i przy zachęcie USA.

Nasza prawica popełnia ten sam błąd jaki popełniła nasza ”lewica”, gdy pod dowództwem  prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Miller   poszła na sojusz z USA w agresji wobec Iraku i Afganistanu, wspierana zresztą w tym przez wszystkie parlamentarne siły polityczne w polskim sejmie. Polska pod ich przewodem „straciła okazję by siedzieć cicho” i łącząc się z kilkoma drobnymi krajami oraz Wielką Brytanią zagrała rolę amerykańskiego Osła Trojańskiego wobec bliskowschodniej polityki UE. Polska poszła na wojnę licząc na zamówienia i kontrakty w podbitych krajach,  na pola naftowe w koloniach…  za bycie wspólnikiem w kolonialnej zbrodni… Ale chyba jednak przede wszystkim za bycie dywersantem w Unii Europejskiej. Kapitał francuski, niemiecki, włoski nieźle sobie radził w Iraku, pokojowo i ewolucyjnie umacniał swoją pozycję… Po inwazji dokonanej pod egidą USA na polu walki zostali Anglosasi.

Twierdzę, że mamy od lat do czynienia z antyunijną polityką USA. Polityką , która wypiera kapitał europejski z różnych rynków, wikła Europę w nieopłacalne dla niej, kosztowne wojenne awantury, wzmacniające tylko pozycję amerykanów w różnych regionach świata oraz uniemożliwia wzmocnienie UE w wyniku intensyfikacji kooperacji z krajami arabskimi, afrykańskimi, Rosją czy Chinami. W tym sensie, w miarę pokojowa i ewolucyjna polityka UE jest rozbijana i zastępowana przez militarystyczną, konfrontacyjną i rabunkową działalność USA.

Polskim politykom wydawało się, że „pozycja lokaja USA”, „wielkie polskie zasługi” zostaną przez kolejnych amerykańskich prezydentów docenione i Polska urośnie do rangi jednego z głównych partnerów USA w Europie i na świecie. Z konsekwencjami dla rozwoju polskiej gospodarki, jej poziomu technologicznego i znaczenia w polityce międzynarodowej.

Miał to więc być sposób na wyrwanie się z roli kapciowego dla Nieniec i Francji, zagranie im na nosie i zmuszenie do równoprawnego traktowania.

Nic z tego oczywiście nie wyszło.

Polska wydała miliardy na głupią, oszukańczą i zbrodniczą wojnę. Stała się rynkiem zbytu dla amerykańskiej broni i przeorganizowała nawet całą armię pod kątem dostarczania Wielkiemu Bratu w miarę potrzeb Polskiego Korpusu Ekspedycyjnego dla kolonialnych podbojów cowboyów. Za darmo. Za poklepanie po plecach polskiego prezydenta raz na rok…

Zbliżenie rządu Tuska z rządem Angeli Merkel reaktywowało konkurencyjną politykę eurocentryczną. Ale -  jak widać -  nie na długo.

Polska chciała tym razem zasłużyć się jako niezastąpiony specjalista od spraw Wschodu, poradzieckiej przestrzeni gospodarczej i politycznej, jako twórca „partnerstwa wschodniego”. Byliśmy naocznymi świadkami realizacji wieloletniego programu „pokojowej wojny” prowadzonej przez polskie władze państwowe za europejskie pieniądze.  Agresja informacyjna, presja dyplomatyczna, gospodarcza, szkolenie tysięcy ludzi… włącznie z zaangażowaniem w ten proces nawet Krytyki Politycznej, która działa na rzecz otwarcia swoich klubów na Ukrainie… Wieloletnia penetracja przestrzeni postradzieckiej przez polskich dyplomatów, polityków…

Oczywiście ta służalcza polityka pełna była i jest patriotycznych frazesów. Od Polaków na Kremlu w czasach Wazów, do Katynia i tragedii smoleńskiej. Instrumentalne wykorzystywanie polskiej tradycji historycznej pozwalało i pozwala na zapominanie o tym kto budował Auschwitz i kto ten obóz koncentracyjny wyzwalał, zapominać o rzezi wołyńskiej i codziennej prawie celebracji w mediach Katynia i ”cudu nad Wisłą”. I nie chodzi tu tylko o politykę pojawiająca się w prostytuujących się mediach, lecz także o długofalowe procesy oświatowe i kulturowe: programy nauczania, badania naukowe, niebotyczny fundusz IPNu.

Media łżą na potęgę. Jakby ich funkcją nie było informowanie Rodaków i współobywateli , ale dezinformacja i otumanianie ludności podbitego kraju.

W ostatnich dniach na przykład, zamienia się „jeńców” na „zakładników” i wzięci do niewoli żołnierze kijowscy stają się ofiarą terroryzmu a nie zwalnianymi z niewoli jeńcami pobitej przez separatystów armii. Separatyści okazują się „terrorystami” i „Rosjanami” jednocześnie... a Ukraińcami zostaje tylko ukraińska i postbanderowska prawica.

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną kwitnie… przyjmując humorystyczne formy i pogrążając polskich obywateli w ostentacyjnej bredni kompromitującej Polskę na arenie międzynarodowej. Polska „dyplomacja”, ta Sikorskiego, ale i ta Kaczyńskiego, Kwaśniewskiego skończyła się – z perspektywy interesów Europy – ostentacyjną klęską i nikt już tych dyplomatów, po których interwencji wybucha wojna, już do niczego poważnego nie zatrudni. Francja, Niemcy, Europa rozmawiają już z Rosja, Ukrainą i Łukaszenką… Słowacja, Węgry, Czechy, Bułgaria…. nie chcą słyszeć ani o sankcjach, ani o dostawach broni. Analiza znaczenia sankcji rosyjskich dla gospodarek różnych krajów wskazuje, że dla Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii realnie nie mają one dużego znaczenia. Dla Polski są trudne do lekceważenia.

Aktualnie jesteśmy świadkami zawarcia porozumienia o zawieszeniu broni. Bez Polski i jej dyplomatycznych prowokatorów. Ale nasz rząd już się chwali, że będzie sprzedawał broń wojskom kijowskim.

A Naczelny Idiota Polski plecie o wypożyczaniu przez Polskę brodni atomowej. I nikt w mediach nawet go nie skrytykuje!

Taka antynarodowa polityka bycia  kundlem na łańcuchu przy budzie, szczerzącym bezzębny pysk na Wschód i szczekającym z wielkim zapałem to nie jest figura patriotyczna. To polityka zgody na instrumentalne wykorzystywanie Polski i narażanie jej na kosztowne straty, niepotrzebne wydatki i rosnące zapóźnienie cywilizacyjne. To polityka nieodpowiedzialna i beznadziejnie głupia.

Niestety „polska lewica” generalnie taką politykę popiera. Rusofobia i kompletna dezorientacja w światowych układach interesów i sprzeczności nie pozwala jej na zajęcie samodzielnego stanowiska politycznego. Krytyka Millera i przyzwolenia na wiezienia CIA w Polsce wyczerpuje krytycyzm „lewicy”. Poza krytyką Millera idzie ona na pasku NATO we wszelkich wojnach i zbrodniach. Libia, Syria, Irak, Afganistan, Gruzja,  Ukraina…  Dla tej NATO-lewicy w ostateczności wszystko co robi NATO i USA jest dobre.

Czy mamy w Polsce inne demonstracje dotyczące spraw międzynarodowych, niż te sterowane przez rząd? Gdzie są nasi pacyfiści? Gdzie lewicowa polityka zagraniczna?

Nie ma! Pisowska polityka zagraniczna podporządkowała sobie PO, a poprzez realnie panujący POPiS, toż Sikorski u Kaczyńskiego był ministrem wojny a u Tuska ministrem dyplomacji / ciekawe za jakie zasługi? matrymonialne? /, całą sferę polityczną, wszystkie partie!

Nie jest to przypadek. Gdy przyjrzymy się istniejącym programom politycznym to widać bardzo wyraźnie, że w rzeczywistości również w sferze polityki wewnętrznej, społecznej, ich polityka jest reakcyjna. Nie przekracza ona horyzontu drobnych poprawek w istniejącym systemie kapitalistycznym, nie stawia na porządku dziennym sprawy socjalizmu, obalenia kapitalizmu. Nawet pod postacią realnej walki z bezrobociem. Spore manifestacje może „polska lewica” zorganizować w obronie swobody stosunków seksualnych, kongresy feministyczne dla wsparcia karier w radach nadzorczych, ale nie dla walki z bezrobociem, wyzyskiem czy, najogólniej rzecz ujmując, kapitalistyczną alienacją.

Ta „łże –lewica”, ta ”lewica-natowska” pełni w społeczeństwie polskim rolę dezinformatora i politycznej dywersji. Jej postulaty praktyczne nie wyrastają poza kosmetyczne zmiany neoliberalnego panowania i nacjonalistycznej bredni. Jej zdolności organizacyjne nie sięgają nawet jednego mandatu w sejmie, jej siła polityczna ujawnia się w szarży nienawiści na zainteresowanie wystawieniem opery koreańskiej i wyganianiem manifestantów z sierpem i młotem /symbolem sojuszu robotniczo-chłopskiego/ z pochodów pierwszomajowych…

Niewiele różni się od tego SLD.

Gdyby krótko scharakteryzować lewicowe stanowisko polityczne w stosunku do polskiej polityki zagranicznej, to podstawowymi jej zasadami powinno być utrzymanie pokoju, nieingerencja w sprawy wewnętrzne innych państw,  rezygnacja ze wspierania polityki kolonialnej i militaryzmu. W ramach NATO oznacza to blokowanie „jastrzębi” i militarystów. Nieskuteczność takiej polityki powinna prowadzić do nieuczestniczenia w natowskich awanturach, do wystąpienia z NATO włącznie!

Stare, przywołane w innych warunkach, hasło „finlandyzacji Polski” pokazuje swoje aktualne zalety. Podobnie jak ogólne intencje zawarte w Planie Rapackiego i Planie Gomułki. Stworzenie pasa państw neutralnych w pasie Europy Środkowej mogłoby pacyfikować i stabilizować sytuacje polityczną. Polska będąc poza NATO i pozostając w UE, podobnie jak w chwili obecnej Finlandia czy Austria, wraz z innymi chętnymi państwami przyczyniałaby się do stabilizacji europejskiej. Zamiast służalczości wobec jastrzębi natowskich, zadanie pacyfikacji i cywilizowania powstających konfliktów i sprzeczności w coraz głębiej kooperującej Europie.

Chodzi też  i o to, aby polska armia nie była ślepym korpusem ekspedycyjnym spontanicznie dyspozycyjnym wobec obcych interesów, lecz armią ludową, broniącą własnej ojczyzny, dla której neokolonializm, wojny zaborcze, zdobywanie Babilonu, Konga, czy Mali są nie do przyjęcia.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia