Jesteś tu: Strona główna Artykuły Chcesz żyć - płać

Chcesz żyć - płać

Andrzej Jóźwiak 17/11/2014

Praca nie jest przekleństwem i nigdy nie była. Piszę ten tekst za darmo i mam z tego ogromną frajdę. Przekleństwo uczyniła z pracy – unikalna w Multiświecie, jak wierzę – konieczność zarabiania pieniędzy. O czym wiedzą polscy pracodawcy i dlatego starają się to przekleństwo maksymalnie zminimalizować.

Człowiek, ze swym aberracyjnym sposobem istnienia, opartym na „gospodarce”, uznał, że wszystko ma „wartość”, a więc za wszystko trzeba „zapłacić”. Nawet za wodę w kranie, bo wmówiono mu, że wody na Ziemi jest za mało i gdyby była „za darmo” szybko by się skończyła. Przez analogię – gdy w sklepach jest za mało towaru, zostaje wykupiony i potem go brakuje. Analogie jednak bywają sensowne i debilne. Pomysł nadania wodzie, najpowszechniejszemu na Ziemi związkowi chemicznemu, z którego składamy się w 70 procentach, atrybutu „towaru, za który trzeba zapłacić” sam w sobie zasługuje na Nagrodę Nobla z ekonomii lub lepiej – na Nagrodę Darwina, bo w konsekwencji wielu ludzi, na przykład w Ameryce Południowej, nie stać na korzystanie ze zbyt drogiej wody wodociągowej. Jak sądzę, Rzymianie, mimo używania wodociągów nie gorszych niż te budowane przez Saur Neptun Gdańsk, za wodę jeszcze nie płacili. Dzisiaj jeśli chcesz pić, musisz płacić.

Siedzi sobie Wałęsa z jakimś Kuroniem za głębokiej komuny na styropianie i marzą. 
- Wiesz, drogi Jacku, że w Ameryce płaci się nawet za wodę w kranie?
- Wiem, drogi Leszku.
- Nie mogę się doczekać, kiedy u nas też tak będzie...

Sytuacja zmienia się więc dynamicznie. Jeszcze niedawno nie płaciliśmy w Polsce – w każdym razie nie każdy osobiście – za ciepło w kaloryferach. Jakoś tak 20 lat temu okazało się jednak, że ciepło – w końcu rodzaj energii – też może kosztować, więc czemu by za nie nie płacić. Skutek? Oto wywieszona na mojej klatce schodowej lista, z wyszczególnieniem zaległości w opłatach, których nie są w stanie uregulować wcale nie tak źle uposażeni mieszkańcy mojego familoka. Dumni posiadacze mieszkań na własność, za które kiedyś zapłacili krocie, wielu z nich pieniędzmi pożyczonymi na paskarski kredyt. No ale jeśli ma się kilkoro dzieci i do końca życia spłaca się potężne raty, by mieć jakąś ochronę przed klimatem, na luksus ciepła już nie wystarcza. Problem jest tylko taki, że spółdzielnia nie ma – na razie – sposobu na odcięcie od kosztownego a nieopłaconego ciepła poszczególnych mieszkań, stosuje więc presję społeczną. Sądzę jednak, że presja ekonomiczna wymusi odpowiedzialność zbiorową i ciepłownia wkrótce odetnie całą klatkę schodową. Chcesz przeżyć zimę – płać. Za siebie i za sąsiada. Na wszelki wypadek mieszkania buduje się dziś bez kominów, bo jeszcze jakiś desperat napaliłby sobie w piecu i zatruł powietrze...

...za które, na razie – indywidualnie - nie płacimy, co jest karygodnym niedopatrzeniem ze strony odpowiednich władz finansowych, bo przecież z powietrzem też mamy problem. Może nie to, że go brakuje, na to jeszcze międzynarodowy kapitał nie wpadł. Chodzi o to, że bez powietrza żyć nie sposób. A to najprostsza droga do dystrybucji, wyceny i postawienia ultimatum – chcesz żyć – płać. Podobnie przecież płaci się za pomoc lekarską, za leki, za podstawową nawet żywność.

Jednak hasło „chcesz żyć, płać” to nie koniec aberracji. Żeby umrzeć, też trzeba zapłacić. Niedawno przetoczyła się przez media reklama, która pytała dramatycznie: „czy wiesz, ile dziś kosztuje pogrzeb?! Nawet 10 000 złotych! Nie chcesz chyba zostawić swoich bliskich z tym problemem? Ubezpiecz się, płać do końca życia – im szybciej umrzesz tym mniej zapłacisz – a twoja rodzina będzie miała środki, by cię pogrzebać.” Super, jednak w świecie, gdzie pieniądz jest wszystkim i płaci się nawet za wodę, istnieje ogromna pokusa dla rodziny, by zwłoki podrzucić pod murem cmentarza, a pieniądze zagarnąć. Choćby po to, by wreszcie się ogrzać i napić.

Absurdalny świat, w którym wszystko, z człowiekiem włącznie, ma wartość wyrażoną w jednostkach definiowanych matematycznie, wypacza nasze umysły. Wyobrażamy sobie oto, że Obca Cywilizacja, która znalazła sposób by pokonać eony świetlne dzielące ją od nas, przyleci tu wyłącznie po to, by nas wytruć a Ziemię, jako posiadającą wartość, ale tylko gdy jest bezludna, zagarnąć. Lub pozyskać z Ziemi jakieś dobro, by je potem korzystnie sprzedać eony świetlne dalej, w jakichś innych stronach tego dobra złaknionych. Tym dobrem, myśli sobie taki ziemski debil, twórca sf lub hollywoodzkiej szmiry, może być on sam – jego siła robocza, lub jakiś rzadki pierwiastek w jego sflaczałym ciele. Nie przychodzi mu do amerykańskiej głowy, że jedyną znaną innym rozumnym mieszkańcom Multiversum motywacją eksploracji jest ciekawość, nie zaś nasza ludzka, ziemska potrzeba wyceny, sprzedaży, kupna, zarobku, kradzieży, zawłaszczenia, zdobycia – to tylko specyficzny odlot, pomyłka, ślepa uliczka ewolucji Rozumu, w którą zapędziliśmy się, by marnie skończyć, jako zbiorowy laureat Nagrody Darwina... I ustąpić miejsca gatunkowi, który w porę dostrzeże odpowiedni znak u jej wlotu.

A przede wszystkim, broń Boże, nie wymyśli pieniędzy.

Komentarze

Film tygodnia