Jesteś tu: Strona główna Artykuły Tradycja kontra idee

Tradycja kontra idee

Jerzy Kochan 09/02/2015

Wśród różnych koncepcji ideologii i różnych sporów dotyczących historii ideologii szczególnie ciekawy wydaje się współcześnie, w dobie globalizacji i alterglobalizacji, ten wątek, który nawiązuje do rozumienia ideologii, jako nowej formy społecznej organizacji i mobilizacji masowych ruchów społecznych i politycznych. Zgodnie z tą interpretacją czasy średniowiecza charakteryzują się dominującą rolą religii nie tylko w sensie podporządkowania przez nią państwa i swoistej paneuropejskiej teokracji, czy też zniewolenia filozofii przez teologię, lecz również swoistą uniwersalnością języka religii, który staje się obowiązkowym słownikiem komunikacji społecznej. Wszystko, co ma znaczący charakter społeczny musi przybrać formę religijną, musi odnosić się do znanej powszechnie opowieści Księgi.

Jest tak wtedy, gdy zagrażające reglamentowanej produkcji cechowej w ramach ograniczonej podaży średniowiecznej wynalazki w dziedzinie tkactwa, wynalazki potęgujące pracę ludzką i w rezultacie zastępujące kilku lub kilkunastu robotników zostają potępione i zniszczone jako dzieło Szatana a ich konstruktorzy spaleni na stosie lub utopieni w jeziorze. Trudno nie uznać za zrozumiałe stanowiska, które zrujnowanie uregulowanej produkcji cechowej przez wielkotowarową produkcję seryjną traktuje jako szatańskie zagrożenia dla boskiego ładu i harmonii. W innym kontekście społecznym, wiele wieków później, podobne wynalazki stały się fundamentem rewolucji przemysłowej w Anglii.

Podobnie i krytyka istniejących stosunków społecznych, nowe prądy polityczne, tworzenie swoistej kontrkultury musiało artykułować się w języku religijnym. Zakaz pochodów biczowników, pustelnictwa były formą ograniczania krytyki zbytniego powiązania hierarchii kościelnej ze sprawami ziemskimi i przedmiotami zbytku. Sposobem lokalizacji a jednocześnie rozbrajania, stępiania ostrza krytyki społecznej takich ruchów było też powoływanie zakonów o swoistych, nieraz bardzo surowych regułach, zamieniających radykalizm polityczny na samodyscyplinę i heroizm zindywidualizowanej wiary.

W czasach Martina Lutra, Thomasa Münzera najbardziej radykalne politycznie skrzydło przeprowadzało nawet generalną krytykę istnienia własności prywatnej odwołując się właśnie do Biblii i dzieła stworzenia świata przez boga. Krytyka własności prywatnej przybierała postać pytania: ”Gdzie była własność prywatna jak był Adam i Ewa?”  W opisie raju, gdy dzieło stworzenia zostało ukończone i gdzie Adam i Ewa rozpoczynają istnienie rodzaju ludzkiego, nie można znaleźć ani słowa o własności prywatnej, także o jej istnieniu. A ponieważ dzieło stworzenia zostało ukończone, stąd wniosek, że własność prywatna musiała zostać podrzucona później w celu podstępnego zniszczenia harmonii wykreowanego przez boga świata. Tylko Szatan mógł tego dokonać i pogrążyć tym samym ludzi w odwieczne spory, kłótnie, nienawiści i wojny o własność, o złoto, o zysk… Prawdziwe chrześcijaństwo winno więc odrzucić własność prywatną, odrzucić szatański wynalazek - argumentowali zwolennicy nowego ładu społecznego.

Podobnie rzecz się miała z odwiecznym prawie historycznie zakazem kazirodztwa, który w epoce średniowiecza, epoce dominacji religii, odwoływał się do grzechu i łamania praw boskich. Dzisiaj, choć wiemy, że zakaz ten ma inne źródło, głęboko kulturowe - pisze o tym bardzo ciekawie Georges Bataille w swojej „Historii erotyzmu” - to jednak sięgamy zazwyczaj powszechnie do jego naukowego uzasadniania, odwołującego się do biologii i genetyki.

To już nie religia czy tradycja a naukowość nauk ścisłych i przyrodniczych zdaje się bowiem w nowej epoce, epoce dominacji nauki, dostarczać rozstrzygających argumentów, które zgodnie z nową konwencją społeczną nie są możliwe do podważenia.

Ten ostatni przykład dobrze kieruje nas w stronę zmian jakie historycznie nastąpiły w Europie wraz z przełomem Rewolucji Francuskiej. Rewolucja przemysłowa wykreowała stosunki społeczne, dla których to język nauki stał się językiem uniwersalnego rozumu. Partykularyzm różnych religijnych uniwersalizmów objawił nie tylko swoją prowincjonalną pretensjonalność, ale i zbrodniczość widoczną zwłaszcza w różnych formach tak zwanych „wojen religijnych”. Matematyka, nauka, racjonalny język oświeceniowych elit utworzył się w opozycji do dominacji religii i autorytetów. Idee tworzone przez filozofów, myślicieli, ideologów na podobieństwo nauki prezentowały całkiem inny obraz świata.

Powstałe w ten sposób idee przeciwstawiały się wierze, ideologia przeciwstawiała się tradycji, zwyczajowi, rutynie. Idee i ideologowie to w epoce oświecenia przede wszystkim wybitne postacie: filozofowie, literaci, naukowcy…

Ale są oni tylko zantropomorfizowaną, rzemieślniczą formą przejawiania się powstania ideologii, która jako całościowy system poglądów na przyrodę, społeczeństwo i człowieka, dyskursywnie formułowany i świadomie wyznawany przez masy ludzi jako ogólna motywacja ich społecznych poczynań ma do odegrania fundamentalną rolę w społeczeństwach masowej kapitalistycznej demokracji z ich konstytucjami, parlamentami, partiami politycznymi, wyborami, związkami zawodowymi, prasą, a później także radiem i telewizją, czy internetem. Podobnie wielka rola pojawia sie do odegrania dla tych, którzy w społecznym podziale pracy tworzą ideologię jako świeccy kapłani, intelektualiści, dziennikarze, zbiorowy łączny ideolog obsługujący współcześnie multimedialną machinę produkcji i reprodukcji idealnych przesłanek reprodukcji systemu kapitalistycznego i klasowej hegemonii.

Pojęcia ideologii i światopoglądu, często używane zamiennie, ale również często zasadniczo przeciwstawiane, mają swoją wspólną genezę historyczną. Ich odmienność wynika przede wszystkim z odmienności geograficznej i społecznej. Ideologia, jako zrodzona w rewolucyjnej tradycji anglo-francuskiej, ma w odbiorze wydźwięk bardziej praktyczny, polityczny i represyjny, światopogląd, owoc niemieckiego oświecenia głównie filozoficznego i uniwersyteckiego, charakter bardziej kontemplacyjny, izolowany od polityki a bliższy bogu i gwiazdom. Rewolucyjna droga francuska i ewolucyjna niemiecka w różnej formie ustanawiania kapitalizmu i obalania feudalizmu, niejako po drodze, produkują różne pojęcia odnoszące się do tego samego zjawiska historycznego, ale zawierające jednak także w swej treści swoiste narodowe drogi. W przestrzeni filozoficznej Europy oba te pojęcia funkcjonują w pewnym napięciu i opozycji wobec siebie, bez świadomości ich rzeczywistej genezy i pokrewieństwa. Historycznie oznaczają jednak to samo zjawisko, choć - zwłaszcza w Polsce - wielu chce mieć światopogląd, a jednocześnie uważa ideologię za coś przeklętego i nieeleganckiego.

Jakby jednak na różnice między ideologią i światopoglądem nie patrzeć, są one drugoplanowe wobec fundamentalnego faktu niesienia ze sobą nowych idei przeciwstawnych tradycji, nowego światopoglądu będącego kontrpropozycją wobec religii, nowych, coraz bardziej demokratycznych form organizacji życia społecznego i polityki, niszczących feudalną i klerykalną realność, będącą coraz bardziej passe wobec naporu rewolucjonizującego świat kapitalizmu.

Paryż, Zachód jako źródło niebezpiecznych idei to zjawisko charakterystyczne z pewnością dla całego dziewiętnastego wieku.

I nie chodzi tu tylko o modę, szyk, kuchnię i swobodę obyczajów. Takie rewolucjonizowanie estetyki dnia codziennego, takie rewolucjonizowanie obyczajów, gustów, cywilizacyjnych standardów bulwersowało i ekscytowało, oburzało i przyciągało, wprawiając w przerażenie i histerie obrońców okopów świętej trójcy i wypieranego ładu opartego na hierarchii pochodzenia i posiadania. Poddawało ono praktyki codzienności regułom hazardowej gry indywidualnej twórczości i wysmakowanej ostentacji, wynalazczości i geniuszu, bezwzględnej i kapryśnej opinii publicznej oraz cieszącego się przypadkiem indywiduum. Zachód, Paryż to także coraz bardziej masowy i coraz bardziej dynamiczny ruch społeczny wykraczający poza aktualną polityczność i ideologiczność w stronę postkapitalistycznej rzeczywistości. Chodzi tu o wykraczanie zarówno teoretyczne, myślowe jak i rewolucyjne, na barykadach Wiosny Ludów i Komuny Paryskiej, w formie strajków, manifestacji, organizowania się w związki zawodowe i partie  polityczne, w powstaniach zbrojnych i na barykadach…

Idee nowoczesności, elegancji, postępu, naukowości, demokracji, sprawiedliwości zdawały się promieniować i zagrażać z Zachodu, budząc nadzieje i zachwyt, ale również i strach, nienawiść i radykalne reakcje mające zablokować oddziaływanie zachodnich miazmatów. W Polsce nadzieje związane z Zachodem nakładały się na nadzieje uzyskania pomocy ze strony rewolucyjnej Francji w walce o odzyskanie bytu państwowego, niepodległości. Kult Napoleona Bonaparte jest w Polsce żywy do dziś. Za liczenie na pomoc Zachodu płaciła Polska samotna wobec hitlerowskiej agresji w 1939 roku. Ale w wieku dziewiętnastym ta wyróżniona pozycja Zachodu nie podlegała dyskusji. Zmiana następuje na początku dwudziestego wieku. Co prawda radykalizm społeczny odnajdywał polski student również i wcześniej na uniwersytecie w Kijowie czy Petersburgu, ale ich paradoksalny status, tak trafnie ujęty przez Turgieniewa w powieści „Ojcowie i dzieci”, redukował jego znaczenie do młodzieńczego, studenckiego folkloru.

Inaczej rzecz się ma od roku 1905 i wybuchu fali rewolucyjnej, która przetoczyła się po obszarach carskiej Rosji. Masowy ruch protestu, jak podobny, ale i jakże odmienny od tych zachodnich, dziewiętnastowiecznych, ukazuje przesunięcie się na wschód fali rewolucyjnej i początek całej historycznej epoki, w której lewicowość, idee podważające status quo zdają się być definiowane nie w języku metropolii i stolic cywilizacji rozwiniętego kapitalizmu, ale w kategoriach bliskich krajom skolonizowanym, społeczeństwom peryferyjnego kapitalizmu. Rewolucja 1905 roku dokonuje zasadniczej reorientacji kierunków pochodzenia idei. Od tej pory, przez cały prawie dwudziesty wiek kojarzone one będą ze Wschodem i przeciwstawiane Zachodowi. W polskiej kulturze po raz pierwszy w ten sposób formułuje sprawę Stanisław Brzozowski w 1908 roku, a więc właśnie po rewolucji 1905 roku, w powieści „Płomienie”, „pierwszej polskiej powieści intelektualnej”,  gdzie prezentacja ideowej panoramy przełomu wieków XIX i XX w Europie prowadzi do krytyki ziemiańskiego konserwatyzmu, tradycjonalizmu i klerykalizmu oraz do odrzucenia kapitalizmu. W zamierzeniu autora „Płomienie” miały być odpowiedzią na „Biesy” F. Dostojewskiego. Ta niezwykle emocjonalna powieść opowiada o wspólnym poszukiwaniu dróg naprawy świata przez polskich i rosyjskich rewolucjonistów. Stała się ona kultową powieścią dla kilku pokoleń polskiej lewicy…

„Nie, nie pojadę już do Polski – głosi jej główny bohater - Kościoły tam i księża, panowie i księża. Nic. Siedli chłopu na szyję i krzyczą: ojczyzna”.

Nie przypadkiem w roku 2009, środowiska odbudowujące w świadomości społecznej tradycje polskiej i europejskiej lewicy właśnie od wznowienia „Płomieni” Brzozowskiego rozpoczęły przywracanie pamięci o polskich lewicowych intelektualistach i walkę o ich miejsce w kulturze narodowej.

Zamiana rewolucyjnego Paryża na „wiatr od Wschodu” i stawiane przez Stefana Żeromskiego w „Przedwiośniu” pytanie: „Macież wy odwagę Lenina, żeby wszcząć dzieło nieznane, zburzyć stare i wszcząć nowe?” oznaczały nową epokę w historii Polski.

Nie była to ostatnia zmiana geograficznej lokalizacji postępu i rewolucyjności.

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia