Jesteś tu: Strona główna Artykuły Nędza kapitalizmu

Nędza kapitalizmu

Dawid Kański 27/09/2015

W Pułtusku (moim rodzinnym mieście) jeszcze w 2013 r. na jedną ofertę pracy przypadało 4547 bezrobotnych a bezrobocie od 1991 roku rzadko kiedy spadało poniżej 20% i byłoby pewnie znacznie większe gdyby nie to, że w dosyć bliskiej odległości miasteczka znajduje się stolica tego bardzo dziwnego kraju, co przynajmniej pozwala mieszkańcom skorzystać z ofert śmieciowego zatrudnienia oferowanego przez stołecznych kapitalistów.

Najbardziej na tym fakcie korzystają prywatni przewoźnicy z Pułtuska, bo taki pracownik dojeżdżający codziennie do pracy czy chce, czy nie musi kupić bilet a jeżeli kupuje go codziennie to wydatkuje na ten cel przynajmniej 1/3 swojej płacy. Pomimo sporych kosztów związanych z dojazdami miejscowym i tak bardziej opłaca się dojeżdżać do Warszawy po 2-4 godziny, bo zamieszkać w Warszawie to znaczy być łupionym z całych swoich dochodów przez kamieniczników czy innych prywatnych właścicieli mieszkań.

Szakal czyha dosłownie na każdym rogu, to jak życie pomiędzy młotem a kowadłem. Cokolwiek nie uczynisz to i tak będzie dla ciebie złe. Dlatego też w moim rodzinnym mieście dobrze powodzi się tylko tym, którzy dorobili się na złodziejskiej prywatyzacji i wyprzedaży majątku miejscowych państwowych zakładów pracy oraz właśnie owym prywatnym przewoźnikom. Pracownicy żeby przeżyć i nie umrzeć z głodu zmuszeni są zaś sprzedawać swoją siłę roboczą kapitalistom - dlatego też jeśli nie mają innego wyjścia muszą godzić się nawet na najgorsze warunki pracy i najniższe płace, więc dojeżdżają i pracują na śmieciówkach nawet i za 6 zł na godzinę, choć ja słyszałem i o takich, co mają na umowie 4 zł, a ponoć średnia płaca brutto w Warszawie wynosi 5385,80 zł.

Praca i dojazd do pracy to minimum 12 godzin dziennie straconego życia i naprawdę powinieneś się cieszyć z tego, jeśli jest to tylko 12 godzin, a nie 14 czy 16. Tak czy owak musisz wstawać o 4-5 rano i być pełnym nadziei na to, że uda ci się wrócić do domu przed 20. A kiedy wracasz z pracy o 20 to nie masz siły na nic, a tym bardziej na bunt i to pomimo tego, że nienawidzisz tej sytuacji i wiesz, że nie masz kontroli nad swoim życiem i że jesteś tak naprawdę niewolnikiem. W takim przypadku twoja robotnicza świadomość  z czasem może stać się twoim największym przekleństwem, bo z jednej strony wiesz, że te hieny przywłaszczają sobie owoce twojej pracy i świadomie wprowadzają cię w nędzę, a z drugiej nie jesteś w stanie nic zrobić żeby temu zapobiec. Tak więc jedni łagodzą skutki tej sytuacji alkoholem, drudzy czymś mocniejszym, a jeszcze inni po prostu się alienują. Ja sobie radzę z tym inaczej: po prostu wstępuje do robotniczych organizacji, co jest znacznie lepsze od wódy czy hery. Poza tym jeśli jesteś wkurwiony i wiesz o co w tym wszystkim chodzi to być i działać w organizacji robotniczej jest twoim cholernym obowiązkiem. Nie tylko wobec siebie, ale i wobec tych towarzyszy robotniczej niedoli, którzy nie mają już na nic sił.

W ostatnim czasie moim porannym hobby przy kawie stało się przeglądanie ofert pracy. Tych z umową o pracę próżno szukać, dominują śmieciowe oferty agencji pracy tymczasowej oraz te, w których ogłoszeniodawcy przechwalają się tym, że praca u nich jest niespotykaną zaletą, bo oni [UWAGA!] w przeciwieństwie do innych przynajmniej płacą lub płacą na czas. Mają tupet i poczucie humoru kapitalistyczne szuje – chciałoby się powiedzieć. Jak w scenariuszu tragikomedii. Kontrola przeprowadzona przez Państwową Inspekcję Pracy wykazała, że 1/3 agencji pracy tymczasowej nie płaci na czas lub w ogóle nie płaci, a ponadto 39 z nich działało nielegalnie.

Jeżeli już trafiłeś na bezrobocie, co w dzisiejszych czasach zdarza się nader często, to zazwyczaj zasiłek ci się nie należy - tylko 8,8% osób bezrobotnych uprawnionych jest do pobierania zasiłku (132 tys. osób). Przejdź więc na bretarianizm (odżywianie się światłem) lub zacznij zbierać złom i puszki po piwie!

W I kwartale 2015 r. osoby bezrobotne poszukiwały pracy przeciętnie 12,2 miesiąca (w 2010 r. 9,4 miesiąca). Liczba bezrobotnych długotrwale poszukujących pracy (1 rok i dłużej) wynosiła 508 tys. (34% ogólnej liczby bezrobotnych) w tym 237 tys. osób pozostających bez pracy powyżej 24 miesięcy. Kiedy jesteś młody, a w szczególności młodym absolwentem, to masz pecha, bo stopa bezrobocia wśród młodzieży do 24 roku życia wynosi 23,1%, wśród absolwentów szkół wyższych 23,2%, wśród absolwentów szkół średnich 48,4%. Ogólna stopa bezrobocia wśród absolwentów wszystkich szkół kształtowała się na poziomie 30,7%.

Tymczasem dziadowskich przedsiębiorców w Polsce mamy już nie setki a dziesiątki tysięcy. Wielcy biznesmeni, roszczeniowi prezesi i ich bieda-mikro-firmy, których żywotność porównywalna jest do długości życia muszki owocówki, nie są gwarantem stabilności zatrudnienia. Tak nawiasem mówiąc to niczego nie gwarantują - poza doraźnymi zyskami dla ich roszczeniowych bieda-właścicieli. Średnia płaca u „Januszy biznesu” wynosi 2145 zł brutto, czyli prawie tyle, co płaca dominująca w gospodarce - 2189,11 zł brutto. Janusze też najchętniej ze wszystkich zatrudniają na śmieciówkach. Ostatnie oficjalne dane dotyczące skali zatrudnienia pracowników na tzw. umowy śmieciowe pochodzą z 2012 r., wtedy na śmieciówkach pracowało około 1 mln 350 tys. osób, ale należy przypuszczać, że wskutek postępującego wzrostu śmieciowego zatrudnienia dziś skala tego zjawiska jest znacznie większa. Plagą są też umowy czasowe.  Liczba osób zatrudnionych na umowę na czas określony w marcu 2015 r. liczyła 3,5 mln, tj. 28 % ogółu pracowników najemnych (w 1997 r. było to tylko 7%). Wśród pracowników do 24 roku życia odsetek zatrudnionych na umowy czasowe sięgał niemal 60%. Sektor prywatny nastawiony na maksymalizację zysków głównie kosztem minimalizacji wysokości płac oraz redukcji zatrudnienia nie jest zainteresowany obniżaniem poziomu bezrobocia. Wszak wysokie bezrobocie jest dla kapitalistów korzystne, gdyż sztucznie utrzymywany zapas siły roboczej skutecznie temperuje żądania godziwych warunków zatrudnienia i płac.

Według sondażu CBOS 80% Polaków chce jednak, aby to państwo gwarantowało pracę. Zatem można przypuszczać, że społeczeństwo po krótkotrwałej euforii związanej z postępującą prywatyzacją przejrzało na oczy i ma już dosyć elastycznych form zatrudnienia, śmieciówek, niskich płac i pracy u prywaciarzy.

Marzeniem pracownika stała się stabilna praca i etat w budżetówce. 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia