Jesteś tu: Strona główna Artykuły NIE kapitalizmowi, NIE...

NIE kapitalizmowi, NIE wyborom

Tymoteusz Kochan 23/10/2015

Jako socjaliści i marksiści mamy tę przewagę nad innymi, że potrafimy ocenić faktyczną polityczną i klasową treść poszczególnych ugrupowań politycznych. Wszystkie partie, które startują w najbliższych wyborach to więc partie prokapitalistyczne i opowiadające się za systemem kapitalistycznym. Dla ruchu socjalistycznego i antykapitalistycznego bojkot tych wyborów jest więc jedynym rozsądnym rozwiązaniem i wyjściem.

Zwolennicy polityki „mniejszego zła” uważają, że głosując, popierając i dając publiczne pieniądze pseudolewicowym partiom działamy na rzecz większego dobra. W rzeczywistości  w ten sposób jedynie sponsoruje się i przedłuża żywot fałszywie lewicowych tworów, które w sytuacji kryzysu i zagrożenia i tak zawsze opowiedzą się po stronie kapitału. Ostatnie 25-lat sceny politycznej z SLD nauczyło nas, że obecność socjalliberałów i pseudolewicy w sejmie wyłącznie szkodzi i blokuje miejsce dla partii potencjalnie bardziej radykalnych. Partie reformistyczne, które dostaną pieniądze, umacniają się infrastrukturalnie i rozwijając żagle będą pożytkować publiczne środki i wydawać je na propagowanie swojej fałszywej wizji politycznej, która to głosi, że kapitalizm da się zreformować i ucywilizować...

Politycy SLD i Razem to więc gwarancja zdrad interesu robotników. Oddanie głosu na polityków tych partii przełożyć może się więc na wspieranie przez te partie m.in.: planu lokowania amerykańskich baz NATO na terenie Polski, czy dalszej prywatyzacji środków publicznych, które obie te partie poświęcić chcą na dofinansowywanie prywatnej własności. Obie systemowe pseudolewice nie wyobrażają sobie bowiem świata innego niż ten, którym rządzi prywatna własność. Lewica, która nie jest antysystemowa, nie dysponuje programem nacjonalizacji i tworzenia społecznej własności to lewica obsługi kapitalistycznej produkcji. Nic więc dziwnego, że w ostatnich dniach politycy Razem sami zaczęli nagle troszczyć się o wzrost gospodarczy, czy przekonywać, że ich program dobrze przysłuży się drobnym (najbardziej wyzyskującym pracowników) firmom. Z tyłu nie zostaje pod tym względem wcale Zjednoczona Lewica, której liderka (Barbara Nowacka) otrzymała ostatnio m.in. poparcie ze strony Henryki Bochniarz.

Kapitalistyczny parlamentaryzm i jego fetysz w konsekwencji prowadzi do elitaryzacji polityki.

Działacze poszczególnych partii to często nie tylko przyjaciele i dobrzy koledzy – to też ludzie występujący przede wszystkim z pozycji własnych grup interesów. Lewicowe partie, które tworzy się jedynie z myślą o startowaniu w wyborach to partie-komitety wyborcze, celowo czyniące z polityki jedynie przedmiot telewizyjnego spektaklu; w oderwaniu od zajmowania się rzeczywistymi problemami świata pracy i działalności w regionach.

Odmawiając wzięcia udziału w wyborczym spektaklu (w którym nie startuje żadna partia, która byłaby antykapitalistyczna) wybieramy też spokój ducha i sumienia. Już w bliskiej przyszłości całkiem realną wizją może być wizja polityków ZL głosujących np. za obniżaniem podatków dla „firm rodzinnych”, lub wizja polityków Razem wspierających budowę baz NATO w Polsce i tworzenie programów, które z budżetu „w zamian za zyski” dofinansowywać miałyby prywatne inicjatywy – pogłębiając w ten sposób tylko skalę prywatyzacji środków publicznych.

Nadchodzące – nieuniknione już – prawicowe rządy to natomiast wielka szansa dla sił lewicy radykalnej, socjalistycznej i antykapitalistycznej.

Wszystkie zbrodnie, które na klasie pracującej popełni w najbliższych latach PiS razem ze swoimi koalicjantami to potencjalny wzrost nastrojów antysystemowych i antykapitalistycznych. Powstrzymując budżetowe wspieranie prokapitalistycznych partii miękkiego reformizmu tworzymy też większą przestrzeń dla sił radykalnej i autentycznej lewicy, która jako jedyna w sposób trwały może przezwyciężyć kapitalizm i zbudować system socjalistyczny, który nie byłby uzależniony od burżuazyjnego wzrostu gospodarczego, który nie musiałby realizować waszyngtońskiej polityki imperialistycznej i który tworzyłby i odbudowałby państwową, społeczną własność: eliminując tez w ten sposób bezrobocie.

Kolejne cztery lata to więc – bez względu na wyniki niedzielnych wyborów – czas na mobilizację sił antykapitalistycznych. Im słabsze przy tym będą podmioty pseudolewicowe – tym większa szansa na to, że nie zdołają one zabić swym reformizmem i paktowaniem z siłami kapitału wzbierającej, rewolucyjnej fali. Historia uczy nas też, że już w przeszłości to właśnie z pseudolewicowych środowisk rekrutowali się późniejsi zarządcy i agenci sił kapitału, spośród których tacy, jak chociażby Jacek Kuroń, czy Modzelewski byli później bezpośrednio odpowiedzialnymi zbrodniczej transformacji i gwałtu na gospodarce narodowej.

Odrzucając dialektyką Miller – pogrobowcy Kuronia/dzieci Michnika odrzucamy więc też polityków, których rzeczywiste intencje i polityczne motywacje pozostają wyłącznie maską dla ich realnej treści politycznej, de facto prosystemowej i pacyfikującej wszelkie nadzieje na głębsze zmiany.

Reżimowa lewica to dalej reżim. Parlament kapitalistyczny to zaś narzędzie reżimu, które pozostaje po prostu jednym z jego instrumentów – i to aż do chwili, kiedy nie narodzi się rzeczywiście rewolucyjna partia, zdolna do przeciwstawienia się kapitalizmowi w oparciu o klasowy, robotniczy i socjalistyczny program. 

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia