Jesteś tu: Strona główna Artykuły Socjalizm Naukowy 2.0

Socjalizm Naukowy 2.0

Dimitris Dymitriadis 07/01/2016

Świat ludzi już dawno doszedł do momentu, kiedy zmiany w nim zachodzące przebiegają szybciej niż język, który je opisuje... Dawne predykcje futurystów, którzy wprowadzali do języka konstrukty przyszłych instytucji, wynalazków, odkryć naukowych są już niegdysiejszym wspomnieniem, a casus Verne'a czy Lema marzeniem socjologów... Stan ten nie jest jednak zwykłą dekoherencją, akademickim dyskursem bez realnych skutków, wręcz przeciwnie konsekwencje tego dla ludzkości są rozległe i groźne dla jej przetrwania!

Próba wskazywania ewentualnych winnych jest raczej bezproduktywna. To jakby szukać "winnego" takiej, a nie innej ewolucji błonkoskrzydłych... A jednak tak jak nie powinniśmy daremnie szukać „winnych”, tak musimy próbować zdekonstruować proces i zastanowić się czy ludzkie instytucje oraz cała kultura mogą być skutecznie modelowane, a przyszłość kształtowana zgodnie z projektem? Oczywiście oburzą się historycy czy puryści socjolodzy i politolodzy mówiąc, że rozwój społeczny to pasmo zmian projektowanych i wdrażanych przez świadome podmioty historyczne, ale czy aby na pewno tak do końca jest?

Na lewicy oraz prawicy, choć z całkowicie odmiennych powodów, koncepcje autonomicznego charakteru ewolucji całej naszej kultury (mam na myśli pełne jej spektrum od religii, sztuki, architektury, polityki, technologii po naukę we wszystkich jej aspektach) wywołują odruchy gwałtownego sprzeciwu. O ile po stronie lewicy jest to wielka nieufność wobec koncepcji determinizmu biologicznego (często odbieranego całkowicie nieadekwatnie do rzeczywistych postulatów owej koncepcji), który posądzany jest o próbę uczynienia z upodmiotowionego Homo Sapiens bezwolnego narzędzia autonomicznych procesów, to po stronie prawicy jest to odbierane jako zamach na uświęconą podmiotowość nadaną w akcie kreacji przez stwórcę i nie podlegającą żadnym pertraktacjom... Bez względu na motywy sprzeciwu, bez próby znalezienia odpowiedzi na pytanie: na ile możemy wpływać na procesy, które nas dotyczą, a na ile to co czynimy ma u swych podstaw czynniki niezależne od naszych aktów woli, będą determinujące dla podejmowanych prób uczynienia świata miejscem nie tylko galopującego rozwoju technologii, ale też miejscem realnie upodmiotowiającym swoich twórców, uporządkowanego całym systemem kompatybilnych instytucji.  Wielu w tym miejscu może w uniesieniu zapytać: "a czy tak nie jest właśnie teraz?" Moja odpowiedź brzmi - absolutnie nie! 

Skoro nie, to zastanówmy się jak jest i czy to, co jest to jest to, czego pragniemy wszyscy, a nie tylko wąska grupa beneficjentów? Czy zadowala nas świat pulsujący w rytmie wciąż nowych wojen, konfliktów, ingerencji, interwencji, grabieży, destrukcji całych społeczności i środowiska naturalnego en gros? Czy zadowala nas świat pogłębiającej się przepaści pomiędzy poziomem wiedzy naukowej i technologii, a towarzyszącym im barbarzyństwem, które jest nie do pogodzenia na bazie etyki bez względu na to czy uznamy ją za twór ewolucyjny czy też konstrukt społeczny?

Zadajmy sobie banalne pytanie... Dlaczego ciągły rozwój sił wytwórczych nie przekłada się na ekwiwalentny wzrost poziomu zadowolenia i realnego bezpieczeństwa coraz większego odsetka ludzi, a wręcz przeciwnie? Te aporie wytwarzają niezwykle duże napięcia społeczne, które z powodu braku postulowanego na wstępie języka nie znajdują adekwatnego opisu, a co za tym idzie umykają świadomej percepcji ludzi. Tylko jakie mechanizmy są odpowiedzialne za ten rozziew? Czy wyjaśnia go koncepcja świadomie projektowanego totalnego sytemu psychomanipulacji mającego na celu ochronę interesów klasy rządzącej? Czy też powstaje on jako swoisty patchwork z cząstkowych koncepcji i idei społecznych spajanych w całość przez chaotyczny proces?  

Tak jak Marks uznał za warunek powstania sprawiedliwego systemu społecznego oparcie go o naukową analizę gwałtownie rozwijającego się hegemonicznego już wtedy kapitalizmu, tak ten sam "warunek" nakazuje obecnie dokonać aktu syntezy analizy marksistowskiej oraz neuronauk i nurofizjologii. W oparciu o samą analizę marksistowską i filozofię polityczną powstałe w poprzedzających stuleciach nie jesteśmy w stanie nawet dokonać remanentu sytuacji, a co dopiero zaprojektować współczesną wersję emancypacyjnego systemu społecznego, choć jesteśmy pod względem poznawczym w znacznie lepszej sytuacji. Zakres wiedzy jaką obecnie mamy do dyspozycji o rzędy wielkości przekracza to czym dysponował Marks. Jego sytuacja wyjściowa wgląda trochę jak próba zrozumienia i rzetelnego opisania teorii replikacji genów przed odkyrciem struktury DNA... Tak już jest w nauce - każdej! - że osiągniecie kolejnych etapów wiedzy wiąże się akumulacją takiego jej jakościowo poziomu, na bazie którego można podnieść poprzeczkę...

Nie jest żadną nowością, że wiele koncepcji formułowanych przez wielkich myślicieli lewicowych ma problemy z przejściem próby "falsyfikacji". Problem polega na tym, że jeśli nie dowiemy się dlaczego coś co ma w zamyśle przynieść wolność całej ludzkości jest przez zdecydowaną większość ofiar obecnego systemu odrzucane to skazani będziemy jako lewica na pogłębiającą się polityczną i społeczną marginalizację. Historyczna skala zjawiska A.D. 2016 nie jest do wyjaśnienia w oparciu o egzegezy natury politologicznej czy socjologicznej w jaki do tej pory próbowały to robić obie dziedziny.

Co zatem miałby być owym „nowym otwarciem”? Wielu działaczy uważa, że wystarczy by lewica zeszła ze swoją myślą polityczną na poziom jej odbiorcy, do zwykłych pracowników bez względu na formę i miejsce zatrudnienia. W historycznym zaniechaniu tego co przyniosło sukcesy rewolucyjne w XX wieku upatrują oni przyczyn uwiądu, a zarazem sposobu jego przezwyciężenia. Niestety, to co było niegdyś handicapem czyli istnienie wielkich skupisk ludzi pracy obecnie jest już tylko mniejszym fragmentem obrazu możliwych relacji kapitał-praca. Dotarcie w ten sposób do odpowiedniej liczby odbiorców staje się wyzwaniem logistycznym wręcz nie do przezwyciężenia. Na niekorzyść również gra również fakt, że współcześnie pojawiło się całe mnóstwo alternatywnych źródeł narracji mających swoich „kaznodziejów” i kanały transmisji przekazu. I tu dochodzimy do kolejnego elementu różnicującego obecną sytuację w stosunku do XX wieku: aktywistów - niezwykle wydajne oraz różnorodne kanały dystrybucji informacji o przepustowości o rzędy wielkości większej niż to czym oni dysponowali. Kiedyś, gdy podstawą transferu informacji były relacje bezpośrednie oraz głównie drukowane na papierze formy jej zapisu, a zarazem ilość konkurencyjnych jej potoków znacznie mniejsza, prowadzenie skutecznej akcji edukacyjnych przez ograniczoną liczbę aktywistów mogło przynieść namacalne efekty. Obecnie nie tylko przychodzi nam mierzyć się z przeciwnikiem politycznym z jego własnym przekazem, ale i całą masą „niepolitycznych” narracji odciągających uwagę odbiorcy, a wszystko to w kanałach o takiej wydajności transmisji oraz rozmaitości, że zewnętrzny obserwator ma niewielkie możliwości skutecznej selekcji - jeśli nie dysponuje adekwatnym aparatem poznawczym, a w 90% przypadków nie dysponuje.

A przecież to jedynie problemy techniczno-logistyczne, które niewiele wnoszą do zrozumienia syndromu sztokholmskiego na jaki cierpi znaczna część ludzkości nieodmiennie wybierając szkodliwe, a często wręcz śmiertelnie dla niej rozwiązania polityczne broniąc ich przy tym własnymi rękami i krwią...

Historycznie rozwój nauki przebiegał od niezróżnicowanych koncepcji formułowanych najpierw przez filozofów, poprzez powolne wyodrębnianie się wiedzy szczegółowej by wraz ze znacznym jej przyrostem podzielić się na całą paletę dziedzin autonomicznych. Często dla rozwiązania bardziej złożonych problemów, na które różne działy wiedzy napotykają, konfederują się z innymi dziedzinami. Dobrym przykładem jest medycyna, która bez współdziałania z chemią, mikrobiologią oraz fizyką nie byłaby w stanie rozwiązać problemów z którymi się zmaga.

To jest właśnie strategia oraz wynikająca w jej konsekwencji taktyka jaką musi zaadoptować lewica socjalistyczna jeśli cele jakie jej przyświecają mają w praktyce zatryumfować.

Tylko poprzez uwspólnienie, a co za tym idzie poszerzenie pola badawczego poprzez sojusz z neuronaukami oraz teorią informacji będzie można poznać mechanizmy wcześniej sygnalizowanych aporii. Może dzięki temu uda się sformułować lepszy paradygmat walki politycznej ze środkami i narzędziami uwzględniającymi szereg wcześniej ignorowanych aspektów.

Na bazie powyższego postulatu rodzi się potrzeba wyjścia lewicy, a przynajmniej działaczy najbardziej zaangażowanych w tworzenie programów i wizji ku środowiskom eksplorującym w/w dziedziny nauki by wspólnymi siłami poprzez interdyscyplinarne projekty badawcze zrozumieć milieu w jakim przyszło nam działać, a co za tym idzie robić to skuteczniej.

Myliłby się ktoś, kto uważa powyższe postulaty za przesądzające o sukcesie.

Nie można wszak wykluczyć, że nasza biologiczna konstytucja zawiera elementy wykluczające osiągnięcie celu zasadniczego, ale nawet wówczas, uzbrojeni w realistyczną wiedzę będziemy w stanie lepiej przeciwdziałać niekorzystnym tego skutkom. Tak czy inaczej bez osiągnięcia owej "konsiliencji" wiedzy skazani jesteśmy na błądzenie po omacku w poszukiwaniu sposobów wyjścia z impasu w jakim znalazła się światowa lewica i tą syntezę uważam za wspólczesne wcielenie „Socjalizmu Naukowego”...

Komentarze

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia