Jesteś tu: Strona główna Historia Brygady Międzynarodow...

Brygady Międzynarodowe Teraz!

Cyprian Kraszewski 25/05/2019

Dąbrowszczacy są najczęściej przywoływanymi ofiarami tzw. „dekomunizacji”. Dużo łatwiej bronić tej antyfaszystowskiej formacji niż działaczy KPP, PPR, PZPR, czy innych jednoznacznie związanych z „ustrojem komunistycznym”, cokolwiek to znaczy.  Abstrahując od tego kogo bardziej należy bronić przed „dekomunizacją”, a kogo mniej,  pamięć o Brygadach Międzynarodowych i Republice Ludowej w Hiszpanii  jest fundamentalna dla walki o sprawiedliwość społeczną w kontekście obecnych wydarzeń politycznych na świecie.

Znaczenie obrony dąbrowszczaków 

W obronę dąbrowszczaków włączyły się w Polsce środowiska mniej lub bardziej radykalnej lewicy, a nawet część liberałów. Wszystkie te środowiska łączy antyfaszyzm. Tak też było z dąbrowszczakami, którzy nie byli formacją ideologicznie monolityczną. IPN określa ich jako „żołnierzy Stalina”. Obrońcy dąbrowszczaków skupili się głównie na tym by podważyć to stwierdzenie.

Piotr Ciszewski w swojej książce „Dąbrowszczacy. Na świecie szanowani, w Polsce poniżani” opisuje wojnę domową w Hiszpanii, jej genezę oraz przedstawia biogramy wybranych dąbrowszczaków. Z pracy tej wynika, że dąbrowszczacy częściej byli ofiarami stalinowskiego aparatu, różnie też byli traktowani w Polsce Ludowej. Sporo było wśród nich działaczy KPP, mniej PPS, byli też bezpartyjni. Dąbrowszczacy okazywali się później dla Bloku Socjalistycznego ludźmi niepewnymi. Dąbrowszczaków robiących kariery w PRL było mniej, autor celowo przy tym unika ich przedstawiania. Wśród nich znalazł się kontrowersyjny działacz Grzegorz Korczyński, związany z moczarowską frakcją Partyzantów. Nie ma też Karola Świerczewskiego, o którym powstało dużo publikacji. Postać ta wymaga zresztą specjalnego omówienia. Ciszewski skoncentrował się natomiast na mniej znanych dąbrowszczakach, o życiorysach niepasujących do IPN-owskiej narracji.

Przed powstaniem tej książki wyszło sporo artykułów podważających IPN-owskie uproszczenia. Wnikliwe badanie nie wpływają jednak w żaden sposób na opinie IPN-u. Nie chodzi wszak o prawdę historyczną, ale o politykę historyczną, konkretną formę ideologiczną mającą legitymizować pewien porządek społeczny i jego nadużycia.

Określenie „żołnierze Stalina”, w którym nie ma nawet promila prawdy, ma na celu demonizację tej antyfaszystowskiej formacji, odwrócenie uwagi od tego z kim i dlaczego walczono. Prawicowcy często powtarzają przy tym, że generał Franco nie był faszystą. Oczywiście, że nie był. Bliżej mu też do konserwatyzmu niż do nacjonalizmu. Zręcznie posłużył się faszystami rodzimymi, włoskimi i nazistami, co chyba niekoniecznie dobrze o nim świadczy. Jako stacjonujący w Maroku generał postanowił przeprowadzić zamach stanu przeciwko Frontowi Ludowemu. Umiarkowane reformy raczej centrolewicowego Frontu Ludowego zagrażały bowiem pozycji społecznej warstw uprzywilejowanych, w tym klerowi, wielkiemu ziemiaństwu i kolonialistom.

Pucz generałów marokańskich wsparł wywiad III Rzeszy. Franco od początku miał wsparcie wojskowe III Rzeszy i faszystowskich Włoch, w tym lotnictwa, które w 1934 r. brało udział w ataku na Abisynię. Przyczyną puczu była niezgoda na pierwsze postępowe reformy, w tym na reformę rolną. Jego usprawiedliwieniem był zaś antykomunizm.

Na przestrzeni XX wieku i aż po dzień dzisiejszy faszyści, naziści, reakcjoniści, liberałowie i inne siły reprezentujące mniej lub bardziej uprzywilejowane warstwy legitymizują swoje działania antykomunizmem. Straszak „komunizmu” był zawsze niezawodny, również tam, gdzie mamy do czynienia z demokratycznie wybraną, centrolewicową władzą, jak to miało miejsce w Hiszpanii w 1936 r. Bez tej narracji o komunistycznym zagrożeniu i wsparcia ze strony sił zagranicznych Franco byłby całkowicie bezradny.

W odpowiedzi na ten antydemokratyczny i antyludowy zamach do Hiszpanii napływali ochotnicy z całego świata: ideowi komuniści, socjaliści, anarchiści i antyfaszyści. Robotnicy, inteligenci, w tym często ludzie pozbawieni perspektyw, wyklęci i pogardzani w swoich państwach jak np. w Niemczech, we Włoszech, czy w Polsce.

Uformowały się Brygady Międzynarodowe, później podporządkowane ZSRR. Przynależący do nich polscy ochotnicy zostali pozbawieni obywatelstwa polskiego przez rząd sanacyjny, bardziej sprzyjający faszyzującym siłom, choć sprzedający broń… obu stronom konfliktu. Taki los nie spotkał nielicznych Polaków walczących po stronie Franco, co nie pozostawia wątpliwości komu sprzyjała Sanacja po śmierci Piłsudskiego. Środowiska endeckie i sanacyjne tępiły dąbrowszczaków dokładnie tak samo, jak dziś czynią to IPN, PIS i tym podobne prawicowe środowiska. Chociażby ten fakt pokazuje, jak bardzo historia lubi się powtarzać. Nigdy jednak później nie powstało nic na kształt Brygad Międzynarodowych. Nie na taką skalę, choć były ku temu powody.

W pielęgnowaniu pamięci o Brygach Międzynarodowych nie chodzi tylko o antyfaszyzm. Zwróćmy uwagę na treść klasową i ideologię, jaką posługują się nowe siły reakcyjne, których nazwanie faszystowskimi niekoniecznie ułatwia jakąkolwiek sprawę. Czasem zabieg ten może nas wręcz upodabniać do prawicowców głoszących zbrodniczość „ideologii komunistycznej”. Koncentrowanie się tylko na jakiejś „ideologii faszystowskiej” prowadzi bardziej do miałkiego liberalizmu i idealistycznego pojmowania dziejów. Antyfaszystom często brakuje naukowej, materialistycznej perspektywy, gdy atakują „ideologię faszystowską” zapominając jednocześnie o klasowych interesach, które się za nią kryją. Przy takiej optyce nie dostrzega się roli np. Henry’ego Forda i innych kapitalistów inwestujących w III Rzeszy.

Brygady Międzynarodowe i kolejne fale kontrrewolucji

W Hiszpanii zwyciężyła konserwatywna, korporacyjna dyktatura, która z czasem zrywała związki z faszyzmem, zaś w 1959 r. postawiła na liberalizm gospodarczy przy zachowania autorytarnej władzy. Po II wojnie światowej do podobnych kontrrewolucji dochodziło głównie w Ameryce Łacińskiej. Wówczas już kapitalistyczne monopole nie posługiwały się faszystami czy nazistami, ale amerykańskim kontrwywiadem, neoliberalizmem i terapią szokową. Zawsze jednak niezawodni okazywali się wojskowi.

Kapitalistyczny, "demokratyczny" świat nigdy nie wahał się użyć siły gdy tylko jego interesy ekonomiczne były zagrożone. Argument siły pojawiał się zawsze, kiedy mieliśmy do czynienia z próbami tworzenia suwerennego państwa i wyrwania się z kolonialnego położenia (Iran, Chile) czy próbami wprowadzenia reformy rolnej (Brazylia, Gwatemala). Demokratycznie wybrane rządy o charakterze socjalistycznym, czy nawet bardziej socjalnie umiarkowanym często płaciły bardzo wysoką cenę za swój umiarkowany charakter i daleko idącą kompromisowość. To, co łączy te rządy, to łatka „komunizmu” przyczepiona przez agresywną prawicę. Łatka, która zmuszała do wycofywania się na pozycje, które później były już na przegranej pozycji, kiedy do gry wchodziły "demokratyczne" interwencje wojskowe i działania wywiadu, a take miliony dolarów na opłacanie różnorodnych opozycji.

Obecnie wysoką cenę za swój demokratyzm płaci Wenezuela, przez Noama Chomsky’ego uważana za model państwa najbliższy jego idei „socjalnego libertarianizmu”. Nie powiódł się pucz z 2002 r., od tego czasu nadal jednak na wszelkie możliwe sposoby próbuje się zdestabilizować gospodarkę tego kraju. Na „demokratyczną” wykreowano oligarchiczną opozycję i  w myśl „kolorowych rewolucji” poparto samozwańczego prezydenta Juana Guaido. Ostatnio Stany Zjednoczone deklarowały nawet możliwość zaistnienia interwencji wojskowej. Jedyną różnicą wydaje się to, że współczesne USA są bardziej nieudolne od sił, które w 1936 r. wsparły generała Franco.

Ostatnie wydarzenia z Brazylii świadczą o tym, że wraca klimat „terapii szokowej” lat 70 i 80. Pałacowy zamach stanu, którego konsekwencją było usunięcie Dilmy Rousseff, sądzenie Luli przez sąd podlegający oligarchom i wygrana skrajnej, neoliberalnej prawicy w wyborach prezydenckich to powtórka z rozrywki. Rządy brazylijskiej lewicy nie wyszły poza ramy liberalnej demokracji, a liberalną gospodarkę obudowano wyłącznie skromnymi socjalnymi reformami. Bardziej radykalni chaviści też nie obalili kapitalizmu w Wenezueli. Mimo to liberalny świat wyklął południowoamerykańskich „populistów” i promuje nowe dyktatury. Byż może jest to właśnie odpowiedni czas na przywołanie ducha i formowanie nowych Brygad Międzynarodowych nowego typu?

Komentarze

Zobacz także:

Lenin a problemy ruchu kobiecego
D. Wawrzykowska-Wierciochowa 15/03/2016 Pozbawienie kobiety wszelkich praw, bezlitosne wyzyskiwanie jej równowartościowej mężczyźnie pracy za niższą płacę, nieuwzględnianie interesów kobiety jako matki i niewolnicza... więcej
Kuba przed i po rewolucji
Dawid Jakubowski 02/05/2014 Tekst z okazji rocznicy inwazji w Zatoce Świń i międzynarodowego święta pracy W latach 80 rozpowszechniano w Polsce publikacje z serii „Konfrontacje”, w których ukazywały... więcej

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia