Jesteś tu: Strona główna Historia U źródeł etosu i ku...

U źródeł etosu i kultury pracy na ziemiach polskich cz. 2

24/01/2014
  1. Średniowieczne początki

W tyglu przemian

U źródeł kultury pracy na ziemiach polskich

  1. I.            Średniowieczne początki

W tyglu przemian

               Źródeł etosu i kultury pracy na ziemiach polskich można się dopatrywać na pograniczu morawsko-polsko-śląskim. Oprócz zwyczajowego prawa górniczego pierwszych Piastów od XIII w. na ziemie piastowskie, w tym na Śląsk, choćby w okolice „śrebnym” zwanego Bytomia, przenikało bowiem z południowo morawskiej Jihlavy tzw. igławskie prawo górnicze spisane ok. 1248r. za czasów ostatnich wielkich Przemyślidów, Wacława I i Przemysła Otokara II. W nim pojawiła się instytucja przysięgłych górniczych: rada przysięgłych (consilio iuratorium) i przysięgli górniczy (montes iuratores), czyli urzędników samorządu górniczego, którzy rozstrzygali m.in. spory między gwarkami a kopaczami dotyczące warunków pracy. W późniejszym o ponad 250 lat Ordunku gornym spisano m. in. te dawne zwyczaje górnicze.

               Można dość szczegółowo prześledzić proces nakładania się i zastępowania zwyczajowego prawa górniczego na Śląsku – pochodzącym z południowych Moraw prawem igławskim. Nie przebiegał on bezkonfliktowo. Początek XIII w. to czasy wielkich zmian w świecie feudalnym. Rodziło się społeczeństwo stanowe, a monarchie patrymonialne przeżywały kryzys. Również rozbicie dzielnicowe na ziemiach polskich było jego wyrazem. Na tle rozpadu dotychczasowych struktur nowe tendencje natrafiały na gwałtowny czasami opór.

               O wydobywaniu złota na Dolnym Śląsku we wczesnym średniowieczu świadczy m.in. tzw. manuskrypt Pätzolda z XVI w., w którym zanotowano, że już na początku XI w. – czyli po roku tysięcznym – w okolice Lwówka, Złotoryi i Bolesławca przybyło 17 kopaczy (Bergknappen), żeby szukać srebra i złota. Owi pierwsi górnicy, albo płuczkarze mieli jakoby znaleźć te kruszce na górze Popiela (Poppelberg), która do czasu wojny 30-letniej nosiła nazwę Kruszcowa (Erzberg)[2]. Wprawdzie rękopis Pätzolda jest kwestionowany jako źródło historyczne, jednak nie można wykluczyć, że opierał się na jakiejś tradycji lub zaginionych później dokumentach. Świadczyłby on, że już w czasach panowania na Śląsku pierwszych Piastów (Chrobrego, Mieszka II, Kazimierza Odnowiciela, Bolesława Śmiałego) istniały na tym terenie pierwsze odkrywki kruszców.

               Natomiast pewne jest, że co najmniej od 1136 r., gdy tzw. bulla gnieźnieńska (Ex commisso nobis a Deo) papieża Innocentego II wzmiankowała o kopaczach srebra pod Bytomiem (villa ante Bitom que Zversov dicitur cum rusticis, argenti fossoribus, cum duabus tabernis – wioska pod Bytomiem, która nazywają Zvrsov z wieśniakami, kopaczami srebra, z dwoma karczmami) – proboszcz bytomskiej parafii rościł sobie prawo do dziesięciny od tamtejszych poddanych. Dlatego owi kopacze przez lata dla świętego spokoju przeznaczali część dochodu na kościół św. Małgorzaty. Oznacza to, że już przed 1136 r. na Śląsku działali górnicy, którzy jednak byli miejscowymi, czyli polsko-śląskimi poddanymi feudałów kościelnych.

               Przełom XII/XIII w. to czasy wielkich zmian w świecie feudalnym. Rodziło się społeczeństwo stanowe, a monarchie patrymonialne przeżywały kryzys. Również rozbicie dzielnicowe na ziemiach polskich było jego wyrazem. Rozkład dotychczasowych struktur społecznych i politycznych powodował, że nowe tendencje natrafiały na gwałtowny czasami opór. Główną z tych tendencji była kolonizacja. W państwach niemieckich znana jako holenderska, flamandzka lub frankońska, na ziemie polskie dotarła, jako osadnictwo na prawie niemieckim, z którym najwcześniej zetknęli się Piastowie śląscy.

               Jednym z pierwszych jej przejawów było, jak podaje XVII-wieczny kronikarz Naso na podstawie dokumentów miejskich, które spłonęły później w 1824 r. podczas pożaru Miedzianki – odkrycie jakoby już w 1148 r. przez niejakiego Laurentiusa Angelusa (Wawrzyńca Anioła) złóż rud żelaza pod Kowarami, a w 1156 r. rozpoczęcie robót górniczych przy eksploatacji kruszców pod Miedzianką. Wprawdzie owego „Anioła” Wawrzyńca zaliczono już dość dawno do legend[3], ale data może mieć inne źródło: otóż od XII w. nad rzeką Kaczawą pierwsi, rodzimi kopacze wydobywali złoto. Dzięki nim powstała jak wykazali badacze niemieccy „nazwa bezsprzecznie polska miejscowości Kopacz, położonej na północnym stoku wysoczyzny, na wschód od Złotoryi, w samym centrum dawnych robót. (…) Polska nazwa Kopacz dowodzi więc, że to jej polscy mieszkańcy byli kopaczami – górnikami”[4].

               W 1158 r. książę zwierzchni Polski, czyli princeps, Bolesław Kędzierzawy miał wysłać w dolinę Jedlicy, na północne zbocza wzniesienia Średniak, poniżej Przełęczy Okraj dwunastu swoich poddanych, którzy zaczęli tam wydobywać rudę i ją wytapiać, a nawet założyli osadę „Żelazna Góra”[5].

               Dopiero kolejnym przejawem akcji kolonizacyjnej było sprowadzenie przez biskupa wrocławskiego (1149-1169) Waltera z walońskiego Malonne koło Namur, tkaczy z ojczystej Walonii. Dla nich założył na południowy wschód od wrocławskiego kościoła św. Wojciecha przy kościele św. Maurycego osadę rzemieślniczą, zwaną platea Romanorum lub Gallicorum. Biskup ten był też inicjatorem osiedlania na Śląsku Flamandów[6]. Swój ciągnął do swego… Wobec takich perspektyw otwierających się na Śląsku nic dziwnego, że w ślad za wieściami rozpowszechnianymi przez pierwszych przybyszów przyszła kolej na osadników z innych ziem Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, których przywiodła na te tereny „gorączka złota”. Wielu przybyszów osiadłszy wśród ludności miejscowej, którą można określić, jako Ślązaków morawskich, czeskich i polskich oraz, zwłaszcza wśród rycerstwa, śląskich Polaków – bo wówczas ludzie nie mieli jeszcze świadomości narodowej – spontanicznie się slawizowała lub nawet polonizowała. Jednak w powstających na bazie podgrodzi lub na surowym pniu miastach procesy te nie prowadziły do asymilacji przybyszów, ale ich wyodrębnienia i nadawania niektórym miastom oblicza niemieckiego[7]. We Wrocławiu pozostawał pod specjalną opieka księcia m.in. „największy targ książęcy z osadą >>gości<< z Niemiec i osiedlem Żydów, ciągnący się od Odry aż do kościoła św. Wojciecha”[8]. To separowanie przybyszów było korzystne dla władcy, ale nie sprzyjało ich asymilacji.

               W 1163 r. wracający do Polski z wygnania szlakiem Via Regia przez Naumburg syn Władysława Wygnańca, książę Bolesław Wysoki zatrzymał się w założonym niedawno klasztorze cystersów Sancta Maria ad Portam, czyli Pforta nad Saalą i ujęty gościnnością braci – zaproponował im założenie klasztoru za Odrą, na Śląsku. Zaproszenie – acz nie od razu – zostało przyjęte i w 1175 r. książę podpisał akt fundacji klasztoru w Lubiążu. Fundując go w tym miejscu książę dążył do utworzenia chrześcijańskiego ośrodka kultu na miejscu dawnego, pogańskiego, ale jeszcze w jego czasach pamiętanego. Jak bowiem wynika z jego nagrobka, a zmarł w 1201 r., w Lubiążu był ołtarz jakiegoś bóstwa słowiańskiego. Tak więc akcja kolonizacyjna miała również drugie dno – pomagała zwalczać żywe jeszcze w XII w. wśród ludu śląskiego pogaństwo[9].

               Tej pierwszej fazy osadnictwa dotyczą zapiski bolesławieckiego kronikarza Rutharda z 1630 r. Według nich już w 1180 r. wydobycie złota było w tym rejonie jakoby tak ożywione, że książę Bolesław Wysoki w 1190 r. podniósł do rangi miasta osadę Trzy Karczmy i nadał jej nazwę Boleslavia. Kronikarz wspomina, że górnicy tamtejsi pomagali w budowie obwarowań miejskich i kościółka św. Mikołaja, z którego później korzystali[10].

               Osadnicy wprowadzali na ziemiach polskich nieznane wcześniej instytucje samorządu stanowego dla mieszkańców miast, wsi a także społeczności zawodowych kopaczy (fossores). Rozwiązania te ożywiały opór najbardziej uciskanych przez dotychczasowe stosunki wczesnofeudalne. Pierwszymi jego przejawami było zbiegostwo chłopów, uważane za podstawową w feudalizmie formę walki klasowej. Dokument z 1193 r. relacjonuje niedatowaną ucieczkę niewolnika Zonowida oraz Czarnoty, Bila, Turyty, Wilkosta, Godka i Swantka – poddanych klasztoru kanoników regularnych Panny Marii we Wrocławiu Na Piasku, należącego do południowo flandryjskiej kongregacji z Arrouaise[11]. Zonowid miał ich namówić do schronienia się w katedrze wrocławskiej, gdzie prosili księcia, aby ich wyswobodził od niewoli u romańskich zakonników, sprowadzających osadników, określanych jako Gallici. Jednak zbiegowie zostali z katedry siłą wyprowadzeni i oddani z powrotem w ręce mnichów[12].

               Tymczasem już w 1203 r. we Lwówku – o czym w XVII w. pisali tacy badacze jak Schwenkfeld i Volkelt – wydobywano podobno tygodniowo 232 funty srebra, z czego osadnicy proporcjonalnie uzyskiwali 79 florenów lub 1 markę złota[13]. Znaczący mógł być w tych latach udział żony nowego księcia Henryka Brodatego, księżnej Jadwigi, córki Bertolda VI, hrabiego Andechs i tytularnego księcia Meranii w sprowadzaniu niemieckich kolonistów, bowiem już od 1208 r. do 1212 r. trwała budowa ufundowanej przez nią kaplicy górniczej „na wzgórzu koło Rokitnicy, w najbliższym sąsiedztwie Złotoryi”[14].

               Z losami innego klasztoru, założonego w 1210 r. przez augustianów w Kamieńcu u podnóża Gór Złotych[15] można wiązać dalszy rozwój śląskiego górnictwa kruszców. Klasztor ten „przyciągał ludzi, w wyniku czego wokół niego powstało osadnictwo. Być może właśnie ci pierwsi osadnicy próbowali także wypłukiwać złoto z piasku rzecznego” na stokach trzech wzniesień: Góry Haniak, Krzyżowej i Sołtysiej. W ten sposób rozwinęło się wydobycie złota, a później arsenu w Złotym Stoku[16].

               Jedno pokolenie po ufundowaniu klasztoru lubiąskiego, w 1211 r., położona nad rzeką Kaczawą i otaczającymi ją wzgórzami tej części Pogórza Sudeckiego osada górnicza Aurum założona przez przybyszów (hospites) – najpewniej z Moraw, Miśni i Łużyc oraz Saksonii – sprowadzanych zapewne już od czasów Bolesława Wysokiego otrzymała od księcia Henryka Brodatego prawa miejskie na prawie magdeburskim. Dokonało się to w sposób typowy dla tego księcia: odpis przywileju arcybiskupa Wichmana (wydanego po pożarze Magdeburga w 1188 r.) zawierający zasady procedury sądowej i przepisy porządkowe, uznawany za tzw. prawo magdeburskie trafił do jego kancelarii. Książę „w roku 1211 kazał dopisać u dołu (…), że nakazuje >>swoim gościom ze Złota<< stosować się do zawartych w nim przepisów i przywiesił swą pieczęć”. Nie był to przywilej lokacyjny i nie dotyczył Złotoryi, a tylko grupy książęcych „gości” z krain niemieckich, którzy ją zamieszkiwali i zajmowali się wydobyciem kruszców. Oznaczało to jednak nadanie samorządu miejskiego: zasadźcy-dziedzicznego wójta, będącego przedstawicielem pana feudalnego i wraz z kilkuosobową ławą miejską – złożoną z mieszczan – pełniącą rolę sądu, rozstrzygającego sprawy według surowego prawa magdeburskiego, a następnie tzw. Zwierciadła saskiego (Speculum Saxonum).

               W związku z lokacją Złotoryi pozostają też pierwsze wzmianki z 1211 r. o tym, że w pobliskiej Legnicy ulokowano mennicę książęcą, co może świadczyć, „że cały urobek okolicznych górników i płuczkarzy przewożony był do Legnicy, gdzie go dopiero oczyszczano. Dzięki temu książę mógł łatwo mógł odebrać przysługującą mu dziesięcinę, a poza tym miał ułatwioną sytuację przy nabyciu od gwarków ich własnych części złota, a nawet uzyskiwał ta drogą kontrolę nad całą produkcja tego metalu”[17].

 

Przyczyny pierwszego powstania kopaczy śląskich

               Być może z tego m.in. powodu na lata 1211-1215 przypadła pierwsza faza wieloletniego konfliktu Henryka Brodatego z biskupem wrocławskim, Wawrzyńcem, który chciał narzucić obowiązek dziesięciny sprowadzanym na jego ziemie osadnikom. Książę, popierając osadnictwo, utrzymywał, że aby biskup mógł pobierać dziesięciny na podległych mu ziemiach, musi uzyskać zgodę panującego władcy. Więcej – stał na stanowisku, że to on ma prawo sądzenia wszystkich mieszkańców księstwa, w tym – zamieszkałych w dobrach biskupa[18]. W efekcie Henryk Brodaty, nie rezygnując ze swojej władzy nad podanymi biskupa, ufundował wprawdzie w 1214 r. szpital św. Ducha we Wrocławiu i sam kładł pod niego kamień węgielny, ale biskupa wrocławskiego Wawrzyńca tytułował episcopus meus[19].

               Konflikt ten musiał doprowadzić do rozprzężenia władzy feudalnej i załamania się spokoju społecznego. Bowiem od przełomu lat 1215-1216 zaczęły się niepokoje w klasztorach. „Pobudką do wystąpień klasowych chłopów śląskich stał się zapewne sposób ściągania świadczeń przez klasztory oraz niechęć ludności polskiej do sprowadzanych przez te klasztory osadników niemieckich. Wiadomo jedynie, że w latach 1216—1217 przedmiotem ataków ludności stały się klasztory w Lubiążu i Trzebnicy. W bulli protekcyjnej z 5 II 1216 r. dla Trzebnicy papież Innocenty II zabraniał dokonywania na terenie majątków klasztornych rabunków, kradzieży, podpaleń, rozlewu krwi oraz chwytania i zabijania ludzi; podobną bullę otrzymał też klasztor w Lubiążu. Jak z dokumentów owych czasów wynika, klasztory te znalazły się w konflikcie z miejscowym klerem świeckim, który – walcząc z nimi i sprowadzanymi przez nie osadnikami niemieckimi – pobudzał przeciwko nim rycerzy i chłopów polskich. W 1217 r. papież polecał już rzucić klątwę na ludzi napastujących klasztor lubiąski. Z początku 1218 r. pochodzi natomiast umowa między księciem wrocławskim Henrykiem Brodatym a władcą Wielkopolski Władysławem Laskonogim, w myśl której ten ostatni zobowiązał się nie przyjmować zbiegów, którzy schronili się w ostatnim czasie w jego dzielnicy, oraz wydawać ich właścicielowi. Umowa ta jest według wszelkiego prawdopodobieństwa, skutkiem ówczesnych zaburzeń na terenie Śląska”. Tak więc w latach 1216-1218 niewątpliwie trwały w dziedzinach Henryka Brodatego, mimo zawarcia ugody z biskupem Wawrzyńcem w lutym 1217 r., poważne niepokoje społeczne. Mogły one być rezultatem uprzywilejowania osadników sprowadzanych przez mnichów, co łączyło się z krzywdą miejscowej ludności, na przykład odbieraniem jej przez władze klasztorne z dawna użytkowanych gruntów i oddawaniem ich dla gospodarzy sprowadzanych z zagranicy[20]. W ten sposób na konflikty społeczne nakładał się konflikt narodowościowy.

 

Przesilenie roku 1217

               Literackim wyrazem tych napięć i sprzecznych interesów różnych grup kształtującego się społeczeństwa stanowego jest spisana przez anonimowego mnicha z Lubiąża, autora Kroniki polskiej, pod koniec XIII w., czyli w czasach zniemczonego już Piasta śląskiego Henryka IV Probusa (ur. 1257/8 - zm.1290, panował od 1270), legenda o tzw. bitwie pod Studnicą albo Czerwonym Kościołem. Bitwa ta nie jest znana innym kronikom. Miało do niej jakoby dojść w wyniku „niezgody, jaką diabeł zasiał między synami Henryka Brodatego i Jadwigi” (późniejszej świętej śląskiej): starszym Konradem Kędzierzawym i najmłodszym z trójki – bo Bolesław zmarł wcześniej – Henrykiem II, który przeszedł do historii, jako Pobożny. Konrad jest znany tylko z jednego dokumentu z roku 1208. Według historyków zginął między 1209 a 1217 r. Wiadomo też, że pod koniec 1207 r. Henryk Brodaty doprowadził do zawarcia umowy małżeństwa swojego nieletniego syna, Konrada z trzyletnią Agnieszką, córką króla Czech, Przemysła-Ottokara I, która została wysłana na Śląsk i „oddana na wychowanie” zakonnicom powstającego właśnie klasztoru cystersek w Trzebnicy. Zgodnie z legendą – przenoszącą według Benedykta Zientary na początek XIII w. pojawiającą się dopiero za panowania Henryka IV niechęć polskich Ślązaków do kolonistów niemieckich (czemu przeczą bulle papieskie z lat 1216127) – po paru latach, na wieść, że ojciec chce go wbrew jego woli, ożenić nie z Agnieszką, ale z księżniczką saską, że zamierza go pominąć przy przekazywaniu władzy i młodszego Henryka regem Polonie instituere nitrebatur, „królem Polski starał się ustanowić”, Konrad, już wówczas władający na Lubiążu i Luzacyi, czyli części Łużyc, miał jakoby „stanąć w obronie Polaków szląskich, aż w końcu przyszło do bitwy pod Studnicą”. Za Janem Długoszem, autor dawniejszej biografii Henryka Brodatego, Stanisław Smolka datował ową „bitwę” na 1213 r., a śmierć Konrada miała nastąpić wkrótce po niej.

               Niezależnie od tego, czy bitwa ta jest tylko legendą, czy też doszło tam – jakoby za milczącą zgodą Henryka Brodatego i księżnej Jadwigi, chcących uniknąć wojny domowej – do zbiorowego, rycerskiego pojedynku braci, relacja mnicha lubiąskiego wskazuje, że tak po stronie Konrada, jak i Henryka II stanęli rycerze zwerbowani poza Śląskiem. Co więcej – po stronie Henryka walczyli nie tylko rycerze, ale i chłopi. Jak to ujmuje kronikarz z lubiąskiego klasztoru: „Konrad, który nienawidził Niemców, zebrawszy Polaków z różnych ziem, zamierzał wygnać brata z nielicznymi Niemcami, jacy wówczas byli na Śląsku. Ojciec zaś i matka, którzy nie byli w stanie uśmierzyć tego zła, zezwolili na zbrojne starcie synów ustępując: ojciec do Głogowa, matka do Niemczy. Gdy synowie starli się na polu między Legnicą a Złotoryją w miejscu zwanym Studnica albo Czerwony Kościół, Henryk – wraz z niemieckimi przybyszami, tak chłopami, jak rycerzami, których zewsząd zebrał – zabiwszy niezliczonych Polaków, triumfalnie zdobył pole zwycięstwa, podczas gdy tamci, którzy zdołali się uratować, uciekali". Puentę legendy lapidarnie podaje Jędrzej Moraczewski w Dziejach Rzeczypospolitej Polskiej: „Henrik odniósł zwycięstwo, a pobity Konrad ledwie zdążył uciec do Głogowa pod zasłonę ojca. Osłabła przez to niezmiernie sprawa polska, a na ostatek spotkało ją i to nieszczęście, że Konrad w skutek spadnięcia z konia na łowach, dokonał żywota”. Kronikarz ujął rzecz dokładniej: wkrótce po starciu pod Studnicą „...Konrad..., udał się do puszczy tarnowskiej, gdzie podczas polowania, spadłszy z konia, złamał kręgosłup i umarł, (po czym) przewieziony do Trzebnicy, pochowany został w kapitularzu ze względu na siostrę, która go najbardziej umiłowała, zwany był zaś Kędzierzawym". Zwraca uwagę, że starcie miało miejsce między Legnicą a niedawno lokowaną Złotoryją, co może świadczyć, że brali w nim udział tamtejsi kopacze, objęci określeniem – „chłopi”.

               Ściślejsze datowanie owego zbiorowego pojedynku jest możliwe na podstawie analizy faktów z życia narzeczonej Konrada, księżniczki Agnieszki, późniejszej ksieni franciszkanek w Pradze, siostra księżniczki Anny, żony Henryka. Wiadomo, że w tym czasie opuściła Śląsk. Przyczyną wyjazdu miał być wspomniany podział księstwa z ewidentną niekorzyścią dla Konrada. Jednak w grę wchodzi też wspomniana próba narzucenia mu zmiany mariażu: zamiast księżniczki czeskiej – saska. Po wyjeździe z Trzebnicy do Pragi Agnieszka została przez ojca zaręczona w 1219 r. z dziewięcioletnim Henrykiem (1211-1242) synem cesarza Fryderyka II Hohnestauffa, późniejszym królem niemieckim, Henrykiem VII. Tymczasem odnowienie koligacji i przymierza Henryka Brodatego z Przemysłem Ottokarem I nastąpiło w wyniku ślubu jego drugiej córki, Anny z Henrykiem II, do którego doszło na przełomie 1217 i 1218 r. w sytuacji, gdy po śmierci Konrada dalsza obecność Agnieszki na Śląsku stała się bezprzedmiotowa. Oznacza to, że przesilenie w konflikcie Konrada z Henrykiem II, niezależnie od tego, czy nastąpiło w legendarnej bitwie-zbiorowym pojedynku, czy podczas zorganizowanych np. po ślubie Henryka z Anną łowach, należy datować na rok 1217.

               Co ciekawe, czy legenda z kroniki klasztoru lubiąskiego nawiązuje do rzeczywistych wydarzeń, czy nie – faktem jest, że lata te były na Śląsku bardzo burzliwe. Od 1216 r. do 1220 r. trwały w dziedzinach Henryka Brodatego poważne niepokoje społeczne.       Przełom w trakcie tych wydarzeń następuje wyraźnie w roku 1217. Wówczas dochodzi do ugody z biskupem Wawrzyńcem (luty 1217 r.), lokowania Lwówka Śląskiego na prawie magdeburskim, przypuszczalnej bitwy studnickiej i śmierci Konrada Kędzierzawego oraz do tzw. układu na przetrwanie Henryka Brodatego z Leszkiem Białym i Władysławem Laskonogim, którym książę śląski zobowiązał się do pomocy Leszkowi na Pomorzu, a Władysławowi przeciw bratankowi Odoniczowi w Wielkopolsce. W kontekście tego porozumienia należy widzieć umowę z 1218 r. Henryka I z Laskonogim przeciw zbiegom. Oznaczałoby to, że w 1218 r. opozycjoniści byli już pokonani i próbowali się ukryć w Wielkopolsce.

               Jeszcze ciekawsze rezultaty przynosi umiejscowienie na tle owych burzliwych wydarzeń przemian w zakresie kultury pracy widocznych w przepisach prawa.

 

Kulturotwórczy wpływ piastowskich przywilejów górniczych

               Lokowanie Lwówka Śląskiego jest znaczące właśnie z tego powodu: z tych czasów znane jest tzw.  złote prawo lwóweckie, nie przez przypadek uznawane za jedno z najstarszych w Europie rozporządzeń górniczych określających przywileje i obowiązki górników. Miejscowość położona jest na lewym brzegu Bobru, w kotlinie osłoniętej wzniesieniami Pogórza Izerskiego i Pogórza Kaczawskiego. Eksploatacja złota na obszarze wsi Płakowice (obecnie część miasta), Pieszków, Dworek i innych trwała tam już przed lokowaniem Lwówka, o czym świadczy fakt, że w 1209 r. Henryk I Brodaty nadał tej osadzie przywileje mili piwnej i rzemieślniczej, oraz uprawnienia rybołówcze i niższego sądownictwa. Jednak jak wynika z miejskich zapisek, na których oparł się w XIV w. falsyfikat przywileju lokacyjnego – bo sam Henryk Brodaty nie miał zwyczaju wystawiać takich dokumentów – dopiero w 1217 r. wytyczenia miasta dokonali „goście”, czyli przybyli spoza Śląska osadnicy: Tomasz i Hartlieb. Z podobnego odpisu w księdze miejskiej Lwówka pochodzi XIII-wieczne tzw. Złote prawo lwóweckie. Jego druga redakcja dokonana w 1345 r. zachowała się jako tzw. rozszerzone Złote prawo złotoryjskie. Jednak na jego znacznie wcześniejsze datowanie pozwala tzw. rękopis chełmiński z 1232 r. Był to przywilej wystawiony przez Krzyżaków, w którym mistrz Zakonu przywołał w sprawie wydobywania kruszców na nowych terenach „takie prawo, jakie ma w ziemiach księstwa śląskiego (idem ius habeat, quo in terra ducis Silesiae)”. Wprawdzie niektórzy badacze uważają, że prawo to stanowiło recepcję do spraw górniczych tzw. „Zwierciadła Saskiego”, czy też pierwszy przejaw stosowania na ziemiach piastowskich prawa iławskiego z morawskiej Igławy, warto się jednak zastanowić, czy są to trafne wnioski.

               Złote prawo lwóweckie, czy też szerzej – lwóweckie można datować pomiędzy 1217 a 1232 r. Tymczasem tzw. „Zwierciadło saskie (z niem. Sachsenspiegel) było kodyfikacją prawa zwyczajowego z terenu Saksonii i powstawało w latach 1220-1235. Jego autor Eike von Repgow spisał je pierwotnie w języku łacińskim, a dopiero później przetłumaczył na język niemiecki w dialekcie dolnoniemieckim”. Jednak ordynacja lwówecka – w odróżnieniu od przyjętego w Zwierciadle… sposobu ustalania tzw. regale górniczego (praw królewskich) „poniżej głębokości orki pługa” – „wprowadziła własne ustalenia granicy działania regale”. Przyjmowała „głębokość orki pługa”, ale uznawała w razie potrzeby „głębokość pracy brony, a nawet kosy”. Ta odrębność umożliwiała „górnikom, którzy otrzymali to nadanie, płukanie piasków zalegających na samej powierzchni ziemi bez zgody jej właściciela, a więc pochodzących z ziem uprawnych, łąk, sadów czy ogrodów. Taki podział granicy regale nie został już powtórzony w ordynacji złotoryjskiej” z połowy XIV w. Może to świadczyć o tym, że pierwotne Złote prawo lwóweckie korzystało z rozwiązań stosowanych wcześniej niż upowszechnione dopiero po 1235 r. przez Zwierciadło

               Podobnie ma się sprawa z tzw. prawem igławskim, którego pierwszą redakcję stanowi wpis w księdze miejskiej Jihlavy z 1249 r. i z tzw. prawem freiberskim – które zostało spisane dopiero w 1255 r. W odróżnieniu od prawa igławskiego, które wielkość jednej działki górniczej określało kwadratem 7x7 łatrów, czyli około 200 m kw. – prawo lwóweckie i złotoryjskie mówiło o wielkości 2-4 wer, tj. mniej więcej 800x600 m kw. W prawie igławskim głównym przedstawicielem króla i zwierzchnikiem górników był urburariuisz, w lwóweckim – „mistrz wodny (Wassermeister)”. Pierwszy mianował urzędników urzędu górniczego: górmistrza, przysięgłego, sztygarów i zaprzysięgał górników. Drugi wydawał zezwolenia na prowadzenie robót, wymierzał i nadawał działki, był dysponentem zapasów bieżącej wody, czuwał nad odwadnianiem kopalń, był sędzią nad gwarkami indywidualnymi i zrzeszonymi w sprawach mniejszej wagi, a w sprawach ważniejszych odsyłał do miejskiego sadu ławniczego. Sądy odbywał osobiście na terenie kopalni. Do połowy XIV w. „mistrz wodny” organizował centralne zarządzanie robót górniczych, a później, gdy rozwinął się pełny samorząd gwarecki, jego rola ograniczyła się do nadzoru i zapewnienia interesów księcia. Danina książęca, czyli olbora, którą mu płacono wynosiła tak w prawie lwóweckim, jak złotoryjskim 1/12 wydobytego złota, oddawanego w naturze, a nie – jak w prawie igławskim – 1/8 udziału... Wyraźnie zatem widać, że prawa te znacząco się różniły. Złote prawo lwóweckie musiało być więc zakorzenione w miejscowym dorobku prawnym i mogło być kodyfikacją nieznanego obecnie, opartego na miejscowych zwyczajach tzw. pierwotnego prawa szczawnickiego, które znane jest stąd, że przyjęło się w wielu miastach górniczych pogranicza czesko-polskiego, np. Gelnicy, która wcześniej miała własną kodyfikację.

               Pełnego tekstu pierwotnego prawa lwóweckiego nie znamy, jednak z urywków w rękopisie chełmińskim można wnioskować, że mogło ono zawierać postanowienia zbliżone do tych, które znamy z przywilejów księcia Leszka Białego, wydanych w latach 1218-1224. W 1224 r. książę Leszek Biały, jako ostatni princeps, książę zwierzchni Polski (dux totius Poloniae), którego władzę uznawali wszyscy piastowscy książęta dzielnicowi ogłosił statut górniczy dla księstwa krakowskiego. Gwarantował nim Włochom, Niemcom i innym cudzoziemskim inventores – wysoko kwalifikowanym fachowcom, którzy wyszukiwali miejsca pod kopalnie złota – et fossores („i kopaczom”) takie prawa i wolności jakie mieli w swoich ojczyznach (libertatem secundum consuetudinem terrarium), a których po przybyciu do Polski często byli pozbawiani. Dawał im też przywilej prowadzenia kopalń złota na rachunek własny fossora, jedynie za opłatą czynszu na rzecz księcia (iustam solutionem).
I pomyśleć, że jeszcze za panowania princepsa Mieszka Starego (1173-1202) kopalnie były miejscem zsyłki dla złodziei, którym udowodniono kradzież bydła…

 

Skutki przesilenia 1217 r. i powstania kopaczy śląskich

               Najciekawsze jest jednak to, że powodem ogłoszenia przywilejów Leszka Białego oraz opartego na nich prawa lwóweckiego było – najpewniej – powstanie górników na Śląsku w 1220 r., które odbiło się szerokim echem w Małopolsce. Według nie pozbawionej nuty schadenfreude notatki tzw. Kanonika Praskiego w Rocznikach kapituły praskiej – jedynego źródła, które w latach 30-tych XIII w. odnotowało te wydarzenia – w 1220 r. „Polacy zabijani przez Prusów, przez Rusinów wycinani szałem miecza i masakrowani przez kopaczy złota, w nieszczęsny sposób ginęli(a.d. 1220Poloni… a fossoribus auri mactati miserabiliter interierunt)”. O ile pierwsze dwa fakty dotyczyły walk na północy i wschodzie, „masakrowani przez kopaczy złota” byli Polacy na Śląsku. Wydarzenia te miały miejsce w trakcie walk między Przemyślidą, margrabią Moraw Władysławem Henrykiem, a biskupem wrocławskim Wawrzyńcem na terenach pogranicznych księstw śląskich. Związane to było z odkryciem w dobrach należących do biskupstwa wrocławskiego pod Biskupią Kopą (w okolicy dzisiejszych Głuchołaz) złota, co doprowadziło do założenia osady górniczej Cukmantel (obecne Zlate Hory). Jednak kiedy biskup próbował od górników z Cukmantla egzekwować dziesięciny, ci stanęli po stronie margrabiego i wyrżnęli bez pardonu – co było zaskoczeniem w świetle ówczesnych zwyczajów rycerskich – jakiś oddział polski, który próbował narzucić na tym terenie władzę biskupa. Jeszcze w 1224 r. biskup Wawrzyniec skarżył się papieżowi Honoriuszowi na króla czeskiego, że jako dziedzic margrabiego użytkował samowolnie te złotodajne dobra.

               Wśród zwycięskich górników śląskich mieli być też górnicy pochodzący z innych krajów, których wspomagali miejscowi chłopi. Jeśli powiązać to z udziałem „chłopów” spod Złotoryi w wydarzeniach 1217 r. - powstanie górników ze Zlatych Hor lokuje się w ciągu gwałtownych walk klasowych, które w latach 1216-1220 przeorały struktury społeczne Śląska. Dopiero w takim kontekście widać, że przyczyniło się ono nie tylko do rozwoju piastowskiego prawa górniczego i nadania – nie tylko śląskim – kopaczom złota znacznych przywilejów społecznych i materialnych. Doprowadziło do narodzin nowego zjawiska kulturowego: w ówczesnym społeczeństwie uznano samorząd stanowy górników, a ich samych, ludzi ciężkiej, fizycznej pracy zaczęto – co w ówczesnym społeczeństwie było raczej wyjątkiem – szanować. Dowodem tej zmiany pozycji społecznej był m.in. ich późniejszy udział w bitwie pod Legnicą (1241 r.) – bitwie, w której doszło do pierwszego całopokoleniowego zdziesiątkowania rycerstwa polskiego na Śląsku, a co za tym idzie – do otwarcia szerokiego pola dla napływu na Śląsk już nie tylko osadników miejskich i kopaczy, ale również - feudałów, rycerstwa z głębi Rzeszy: Czech, Moraw, Łużyc, Saksoni itd.

               Do dziś funkcjonuje określenie „górniczy stan”, świadczące o wyodrębnieniu w średniowiecznym społeczeństwie stanowym obok rycerstwa, feudałów duchownych i świeckich, oraz mieszczan – także stanu kopaczy złota. Świadectwem tamtych walk klasowych, przemian społecznych i zmian w kulturze dotyczących pracy ciągle jest rytuał pasowania na górnika – jak pradawne pasowanie na rycerza – uderzeniem szpady w ramię.

                                                                                                                                               c.d.n.

 



[1] Kwartalnik historii kultury materialnej, Tom 18,Części 1-4, Instytut Historii Kultury Materialnej (Polska Akademia Nauk), Państwowe Wydawnictwa Naukowe, Warszawa 1971, s. 471

[2] K. Olczak Złoto okolic Lwówka i Bolesławca. 27.12.2007, za: goldcentrum.pl dostęp 13. 02. 2012.

[3] E. I. Naso Főnix redivivus ducatum Swidnicensis et Javoriensis, Wrocław 1667, s. 233; por. też: N. Henelius Silesiographia renovate, t. I, ks. VII, Wrocław-Leipzig 1704, s. 92; patrz: T. Dziekoński Wydobywanie i metalurgia kruszców na Dolnym Śląsku od XIII do połowy XX wieku. Polska Akademia Nauk – Instytut Historii Kultury Materialnej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Warszawa-Wrocław-Kraków-Gdańsk 1972, s. 206

[4] H. Quiring Das Goldvorkommen bei Goldberg In Schlesien u. seine bergmënnische Gewinnung im 13. u. 14.Jhd., Wrocław 1914, s. 5; patrz: T. Dziekoński Wydobywanie i metalurgia kruszców na Dolnym Śląsku. op.cit., s. 108-109

[5] P. Wiater O świętym Wawrzyńcu w Karkonoszach. Za: http://www.e-szklarska.com/swiety-wawrzyniec.php dostęp 13. 02. 2012 r.

[6] B. Zientara Henryk Brodaty i jego czasy. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975, s. 50 i 63

[7] K. Popiołek Śląskie dzieje. Wyd. 2, Państwowe Wydawnictwa Naukowe, Warszawa-Kraków 1981, s. 10.

[8] B. Zientara Henryk Brodaty…, op.cit., s. 64

[9] Historia chłopów śląskich, red. S. Inglot, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1979, 66-67

[10] K. Olczak Złoto okolic Lwówka i Bolesławca…, op.cit.

[11] Tamże, s. 174

[12] Historia chłopów śląskich, op.cit., s. 60

[13] K. Olczak Złoto okolic Lwówka i Bolesławca…, op.cit.

[14] L. Sturm Geschichte der Stadt Goldberg in Schlesien. Złotoryja 1888, s. 7; patrz: T. Dziekoński Wydobywanie i metalurgia kruszców na Dolnym Śląsku…, op.cit., s. 109

[15] B. Hintze Sammlung von Nachrichten über die kőnigliche freie Bergstadt Reichenstein. Wrocław 1817, s. 5

[16] T. Dziekoński Wydobywanie i metalurgia kruszców na Dolnym Śląsku…, op.cit., s. 133 i 137

[17] T. Dziekoński Wydobywanie i metalurgia kruszców na Dolnym Śląsku…, op.cit., s. 125

[18] K. Popiołek Śląskie dzieje…, op.cit., s. 27

[19] Z. Boras Książęta piastowscy Śląska. Wyd. 2, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1978, s. 68

[20] Tamże, s. 

Komentarze

Zobacz także:

Przed stuleciem "wielkiej wojny białych...
Julian Bartosz 30/12/2013 W owym wspaniałym roku 1913 pewien niskiego wzrostu i łysawy jegomość z Simbirska nad Wołgą uczęszczał do Staatsbibliothek w Zurychu i czytał różnojęzyczne ksiązki. To, o... więcej
Kuba przed i po rewolucji
Dawid Jakubowski 02/05/2014 Tekst z okazji rocznicy inwazji w Zatoce Świń i międzynarodowego święta pracy W latach 80 rozpowszechniano w Polsce publikacje z serii „Konfrontacje”, w których ukazywały... więcej

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia