Jesteś tu: Strona główna Historia Czy Dzierżyński zas...

Czy Dzierżyński zasługuje, by stanąć po jego stronie? cz. II

Dawid Jakubowski 10/02/2014

-- >Czytaj część pierwszą

Autorka przytacza także świadectwo Budberga i wiele innych potwierdzających ogólne okrucieństwo epoki. Nie kreuje antybolszewickich sił jako szlachetnych rycerzy walczących z krwiożerczym smokiem. A jednak, mimo, że porusza temat podobnej skali białego i czerwonego terroru i stara się nie rozgrzeszać żadnej strony to wciąż nie nazywa po imieniu winnych rozpętania całego terroru. Nawet z gorliwością neofity atakujący bolszewików, dawniej opisujący różnice między koncepcją leninowską a stalinowskimi wypaczeniami, historyk Dmitrij Wołkogonow przyznał, że „czerwony terror rozpoczął się w odpowiedzi na biały”. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że terror ten w wielu miejscach byłego imperium carskiego był nawet wielokrotnie silniejszy niż samoobrona bolszewików w warunkach trwającej przecież interwencji kilkunastu państw współpracujących z białymi i wojny z samymi białymi.

Postępowanie wojsk podległych Kołczakowi inny przeciwnik, dowódca amerykańskich wojsk interwencyjnych we Wschodniej Syberii gen. William Graves, opisał z całą szczerością: We Wschodniej Syberii miały miejsce przerażające zabójstwa, ale dokonywali ich nie bolszewicy, jak to zwykle się sądzi. Nie pomylę się jeżeli powiem, że we Wschodniej Syberii na każdego człowieka zabitego przez bolszewików przypadało sto zamordowanych przez antybolszewickie elementy[1].

Badania Sylwii Frołow także nie przemilczają tego zjawiska i jego skali. Jej książka przypomina przemilczane obecnie fakty związane z białym terrorem, bez pominięcia zbrodni wojsk burżuazyjnej RP pod wodzą Piłsudskiego, a także dane odnośnie topienia we krwi rewolucji europejskich. Przyznaje, że przeważają zwłaszcza liczby komunistów mordowanych przez ich wrogów na Węgrzech, a szczególnie w Finlandii. W swojej książce pisze ona otwarcie:

Ruchy rewolucyjne i wynikający z nich terror ogarnął wówczas szereg krajów europejskich, bo gorączka zmian ustrojowych po wielkiej wojnie zalała niemal cały kontynent. Najwięcej ofiar pochłonęły walki o władzę w Finlandii w 1918 roku – w trzymilionowym kraju ofiar czerwonego terroru było dwa tysiące, a zabitych i zmarłych w więzieniach wskutek białego terroru: 25 tysięcy! Krwawe żniwo zebrała rewolucja komunistyczna na Węgrzech i biały terror, który nastał po obaleniu Węgierskiej Republiki Rad w 1919 roku – pół tysiąca ofiar czerwonego terroru i 5 tysięcy białego. Rewolucyjne wrzenie przetoczyło się przez Niemcy, a najgłośniejszymi jego ofiarami stali się Róża Luksemburg, Karol Liebknecht i Leon Tyszka. Dotknęło także Estonię, Łotwę, Włochy, Bułgarię, Irlandię. Wszędzie tam próby rewolucji zostały zdławione i nie zrobiono tego w aksamitnych rękawiczkach. Dochodziło do krwawych zajść – z większą liczbą ofiar śmiertelnych po stronie komunistów.

Nastrój w ówczesnej Europie, znękanej i zdemoralizowanej wojną światową, daleki był od humanitarnych odruchów. Zwłaszcza wobec kogoś, kto został uznany za wroga politycznego. Paryski sąd przysięgłych uniewinnia mordercę Jaures’a! [czołowego francuskiego socjalisty]. Człowiek, który drasnął Clemenceau [premiera Francji], został skazany na śmierć – oburzał się noblista, pisarz Romain Rolland. A filozof i matematyk Bertrand Russell pisał: prześladowanie za poglądy tolerowane jest we wszystkich krajach. W Szwajcarii nie tylko wolno jest zabić komunistę, ale prócz tego zabójca otrzymuje zawieszenie kary na następną zbrodnię (...). Ten stan rzeczy wywołuje oburzenie jedynie w Rosji Sowieckiej. Rachunek jest prosty – życie jednego niekomunisty warte jest tyle, co życie przynajmniej dwóch komunistów[2].

Jej konkluzja, której trudno nie przyznać racji, jest następująca:

Przy próbie zrozumienia Rosji pierwszych dekad XX wieku nie wolno lekceważyć faktu, że dławiona była kolejno wojną zewnętrzną i wewnętrzną, podprawionymi głodem oraz epidemiami. Wszystko razem nie pozwalało zdobyć się na humanitaryzm, nawet przy najlepszych chęciach. A samych chęci niewiele było po każdej stronie. Człowiek początku XX wieku został napiętnowany przemocą. W zależności od warunków historycznych, w jakich dane mu było żyć, rozbudzał te instynkty bardziej lub mniej[3].

Oprócz tego autorka porównuje czerwony terror i terror lat stalinowskich wykazując miażdżącą przewagę tego ostatniego. Nie kryje także licznych rozporządzeń Lenina i Dzierżyńskiego, których celem było zachowanie praworządności.  Prezentuje rzekomy rozkaz Dzierżyńskiego odnośnie likwidacji polskich jeńców z początku kwietnia 1921 roku publikowany w historycznym paszkwilu Anatolija Łatyszewa i udowadnia, że nic takiego nie miało miejsca. A jednak wciąż poglądy rewolucjonistów jawią się jej jako szkodliwa utopia i fanatyzm. A także "zapędzanie siłą do szczęścia". Jej zdaniem Lenin i Dzierżyński to marzyciele oderwani od rzeczywistości. Choć bywa, że przeciwstawia ich sobie, a nawet oskarża przywódcę Rewolucji Październikowej o… uśpienie wyrzutów sumienia u Dzierżyńskiego, który miał być mu posłuszny. Co nie przeszkadza jej twierdzić, że był on szczerze przekonany, że nie robi nic złego… Sama przyznaje, że nie miała intencji pisać książki historycznej, a jedynie dokonać rodzaju psychoanalizy wobec postaci polskiego rewolucjonisty. Od pewnych schematów wyraźnie nie potrafi jednak się uwolnić.

Zapewne nie są jej jeszcze bliżej znane pisma polityczne i wystąpienia publiczne Lenina z okresu porewolucyjnego, przepełnione na wskroś krytycznym realizmem, w tym także oceną młodej republiki jako państwa skażonego biurokratycznym odchyleniem.

To nie proces rewolucyjny generował przemoc, ale epoka, co zresztą książka Sylwii Frołow doskonale pokazuje - prezentując fakty, dokumenty i liczby. Sama Rosja przez spadek dziejowy i ukształtowaną, zakorzenioną od wieków mentalność, była krajem, w którym bandytyzmu, prymitywizmu i biurokracji nie mogły wykorzenić żadne rządy ani przez odgórne ani oddolne działania.

 

 ***

Rewolucjoniści nie idealizowali sytuacji. Wiedzieli jednak, że jeśli nie podejmą żadnych wysiłków, nic się nie zmieni przez kolejne stulecia. W liście do robotników amerykańskich opublikowanym przez „Prawdę” z 22 sierpnia 1918 r. Lenin pisał otwarcie:

„Niech sprzedajna prasa burżuazyjna wrzeszczy na cały świat o każdym błędzie, który popełnia nasza rewolucja. Nie obawiamy się naszych błędów. Wskutek tego, że zaczęła się rewolucja, ludzie nie stali się świętymi. Klasy pracujące, które w ciągu wieków były uciskane, zahukane, zakute przemocą w okowy nędzy, ciemnoty, zdziczenia, nie mogą dokonać rewolucji bezbłędnie. A trupa społeczeństwa burżuazyjnego — jak to już raz wypadło mi stwierdzić — nie można po prostu zamknąć w trumnie i zakopać w ziemi. Uśmiercony kapitalizm gnije, rozkłada się wśród nas, zakażając powietrze miazmatami, zatruwając nasze życie, omotując to, co nowe, świeże, młode, żywe, tysiącami nici i macek tego, co stare, zgniłe, martwe.

Na każdą setkę naszych błędów, o których wrzeszczy na cały świat burżuazja oraz jej lokaje (w tym nasi mienszewicy i prawicowi eserowcy), przypada 10 000 wielkich i bohaterskich czynów — tym bardziej wielkich i bohaterskich, że są to czyny proste, niewidoczne, ukryte w powszednim życiu dzielnicy fabrycznej lub zapadłej wsi, dokonane przez ludzi, którzy nie mają zwyczaju (i nie mają możliwości) trąbić o każdym swym sukcesie na cały świat.

Ale gdyby nawet było na odwrót — choć wiem, że takie przypuszczenie jest mylne — gdyby nawet na 100 naszych słusznych czynów przypadało 10 000 błędów, to i wówczas nasza rewolucja byłaby — i będzie w historii ludzkości — rewolucją wielką i niezwyciężoną, albowiem po raz pierwszy nie mniejszość, nie sami tylko bogacze, nie sami tylko ludzie wykształceni, lecz prawdziwe masy, olbrzymia większość ludzi pracy sama buduje nowe życie, opierając się na własnym doświadczeniu rozstrzyga najtrudniejsze zagadnienia organizacji socjalistycznej”[4].

Rewolucję Październikową można porównać do powstania niewolników. Każda wojna domowa pobudza do działania szaleńców i zwyrodnialców. Pozostaje jednak inne pytanie, równie ważne, jak sama prawda historyczna: kto miał więcej racji? Czy niewolnicy, którzy po kilkuset latach terroru i zginania karku na razy swoich oprawców wyrwali się spod buta ciemiężców, czy też panowie ich życia i śmierci? Co by powiedziano, gdyby Hitler wygrał wojnę, a po 300 latach narody Europy powstały przeciw stalowej gwardii SS? W Rosji terror zaczął się od Iwana Groźnego i trwał nieprzerwanie, zmieniając niekiedy formy i natężenie, ale wciąż utrzymując strachem i propagandą panujące stosunki społeczne, nędzę, analfabetyzm i zacofanie. W ostatnich latach przed rewolucją wyniszczył Rosję jeszcze udział w I wojnie światowej, który miał być ceną za podział łupów między imperialistami. Znamienne jest także, że jeszcze nim wybuchła rewolucja socjalistyczna, na Kresach Wschodnich płonęły już lub też były konfiskowane obszarnikom przez chłopów latyfundia. Wszelkie próby dowodzenia przez dzisiejszych tendencyjnych historyków, że przed rewolucją pod rządami carskimi, a potem burżuazyjnymi panował spokój są czystą fantazją. Dzisiejsza imperialna Rosja hucznie obchodzi tradycje roku 1612, kiedy to do władzy doszła czarna dynastia Romanowów kosztem zniewolenia połowy Europy, oddaje także hołd dowódcom białych armii.

Na chwilę jeszcze zatrzymam się przy ocenie postawy Dzierżyńskiego w roku 1920 dokonanej w książce. Autorka próbuje przeciwstawiać patriotyzm Piłsudskiego zdradzieckiej postawie przewodniczącego WCzK związanej z działalnością w Tymczasowym Komitecie Rewolucyjnym Polski (TKRP). Mimo najlepszej woli zachowania obiektywizmu, autorka nie dostrzega wszystkich istotnych aspektów. Jej zdaniem Lenin chciał na siłę uszczęśliwić Europę, przenosząc do niej swój „raj na ziemi”, a Dzierżyński choć miał opory, ostatecznie stał się zdrajcą, który wyniesiony do władzy na obcych bagnetach, musiałby stosować terror w ojczystym kraju wobec zaciekłego oporu z jakim by się spotkał. Fakty są jednak inne. To nie Dzierżyński stosował terror wobec rodaków, lecz właśnie Piłsudski i podporządkowane mu rządy „ludowe” z Daszyńskim i Moraczewskim na czele.

To te siły rozbiły rady delegatów robotniczych i wprowadziły metody państwa policyjnego. Robotnicze pochody, które witały Piłsudskiego powracającego z Magdeburga śpiewem „Czerwonego sztandaru” i nadziejami, że stanie na czele polskiej rewolucji, polityk ten zlekceważył. Wywarł nacisk na rząd Daszyńskiego, by podał się do dymisji i anulował własne postępowe dekrety, których treść była wymuszona sytuacją rewolucyjną w kraju i postulatami rad. Strajkujące fabryki i kopalnie spłynęły krwią. Tysiące zwolenników marksizmu, także wśród prostych robotników, których nie można było nawet demagogicznie obarczyć winą za działalność szpiegowską, zapełniły więzienia i katownie. Prasa komunistyczna została zdelegalizowana. W tym czasie w kraju pogłębiała się niewyobrażalna nędza. Zamiast budować infrastrukturę, czy wypłacać zaległe zobowiązania, otwierano ogień do kolejnych demonstracji nie bez wsparcia bojówek prawicy PPS, takich jak banda Jaworowskiego. Jeszcze w miesiącu marszu Piłsudskiego na Kijów mordowano strajkujących w Poznaniu kolejarzy, którzy przyszli do lokalnych władz upomnieć się o niewypłacane od miesięcy „trzynastki”. Według biorącego udział we wspomnianej demonstracji uczestnika powstania wielkopolskiego i organizatora Związku Zawodowego Kolejarzy (ZZK) w Poznaniu w r. 1919, Jana Kaczmarka, policjanci na polecenie podkomisarza policji dobijali rannych[5].

Jak można w świetle tych okoliczności uważać Piłsudskiego za socjalistę? Od chwili przyjazdu do kraju niestrudzenie prowadził on politykę w interesie klas posiadających. To także właśnie ta postawa, a nie żadne kalkulacje obronności, zaważyła na jego decyzji dotyczącej wschodniej ekspansji przeciw jedynemu państwu, które bez zastrzeżeń uznawało przecież niepodległość Polski – Rosji Radzieckiej. Jak stwierdził rosyjski historyk Jarosław Butakow w rozmowie z polskim „Newsweekiem”, nie cofając się też miejscami przed demagogicznymi oskarżeniami wobec bolszewików, „Cel tej kampanii był jasny – odtworzyć na wschodzie dawne, przedrozbiorowe, kolonialne posiadłości Polski[6]. Nie przypadkiem też władzę na Białorusi i Ukrainie Piłsudski powierzał w ręce polskich obszarników, których zbrodniczej i okupacyjnej polityki nie są w stanie ukryć nawet tak antykomunistyczni autorzy jak Mironowicz i Łatyszonek - autorzy monografii poświęconej Białorusi. Także odległy od rewolucyjnych poglądów Daszyński krytykował te działania, przyznając, że wojsko polskie wyruszyło na podbój Wschodu realizując politykę w interesie tylko jednej klasy. Podobnie oceniał te wydarzenia także późniejszy prezydent Stanisław Wojciechowski. Również Stefan Żeromski, który będąc człowiekiem działającym pod wpływem zmiennych emocji, zanim dał się wprzęgnąć w akcję propagandową wymierzoną w polskich komunistów – twórców TKRP, w pierwszym odruchu podpisał apel krajowych intelektualistów krytykujących wyprawę na Kijów. Nie poprzestał zresztą na tym. Udał się prosto do Belwederu, by zwymyślać tam Piłsudskiego za politykę kolonizacyjną na Ukrainie i Białorusi. Dlatego też nigdy więcej nie podali już sobie rąk. Wiosną 1920 r. Żeromski pisał z goryczą:

„Jakiż śmiech pomyśleć, że nie zdobywszy granic zachodu i północy, takie ziemie mając zajechane i wyszarpane przez Niemców w ich niebezpiecznym zazębieniu — my krwią bohaterską naszych rycerzy zlewamy teraz przyczółki mostowe i zdobywamy rzekę Soszę! W pogardzie ma Polskę cały świat robotniczy zachodu. Wdaliśmy się w siepaniny z Moskwą, zaniedbując zachód i morze... Jest faktem niezaprzeczalnym, że ta Moskwa dzisiejsza złożyła uroczystą deklarację niepodległości Polski. (Bicze z piasku)”[7].

To właśnie te bicze z piasku spowodowały radziecką kontrofensywę. Osobno należałoby omówić również kwestię bezpośrednich działań TKRP na Białostoczyźnie, nie należącej zresztą wówczas do Polski. Do tej działalności, prowadzonej przez czołowych kierowników TKRP, należało nie tylko dbanie o los rannych i chorych - w czasie gdy uchodząca armia polska stosowała taktyką spalonej ziemi - ale należała do niej także walka stoczona z rosyjskimi nacjonalistami z wojskowej komendantury i z miejscowymi nacjonalistami żydowskimi próbującymi skorzystać z sytuacji wojennego chaosu dla przeforsowania własnych rozwiązań i wpływów.  Nie rosyjski, a polski język urzędowy – dbajcie o polszczyznę – nakazywał przewodniczący TKRP Julian Marchlewski swoim współpracownikom. Sam Marchlewski, nie wspominając własnych bojów stoczonych z nacjonalistami, którzy próbowali przejąć władzę w oświacie, dowiadując się o statucie Ludowego Komisariatu Oświaty w Rosji, w którym przewidziano sekcje mniejszości narodowych i uznając za taką mniejszość Polaków, opisywał postawę Feliksa Kona, weterana Wielkiego Proletariatu, komunisty pochodzenia polsko-żydowskiego, „który po przybyciu do Białegostoku objął kierownictwo szkolnictwem, bardzo energicznie pouczył tych panów, że są w błędzie, i oświadczył im, że nie uda się im wyzyskać szkoły dla celów nacjonalizmu żydowskiego”[8].

Marchlewski zaznaczał też klasowe granice poparcia dla wpływów nacjonalistycznych, negatywnie oceniając postawę partii „Bund” i „Poalej Syjon” i popierającego je drobnomieszczaństwa. Podkreślał zaś to, że proletariat żydowski natychmiast zaczął identyfikować się z polskością, która za rządów reakcji była mu obca: „Tak samo było z robotnikami żydowskimi. Śród tych miały wpływy różne – prócz partii komunistycznej - «Bund » i «Poalej-Cyon»[9]. Obie te partie oportunistyczne i nacjonalistyczne zachowały względem TKRP stanowisko niezupełnie przyjazne i bruździły tu i ówdzie. Lecz znalazły posłuch tylko u drobnomieszczaństwa żydowskiego, nie śród proletariuszy żydowskich, którzy okazali się w każdym razie nie mniej rewolucyjni niż ich chrześcijańscy towarzysze pracy. Nacjonalistom zagorzałym ku nauce wspomnę nawiasem o ciekawym spostrzeżeniu – za rządów kapitalistów i obszarników polskich ci robotnicy żydowscy stronili od polskości, spotykając ze strony władz i tzw. «społeczeństwa» jedynie prześladowania; gdy zjawiła się polska władza rewolucyjna, ci robotnicy żydowscy gorliwie uczęszczali na wiece, gdzie mówiono po polsku, i wiele zgłaszało chęć uczenia się języka polskiego. Tak być musi. Reakcja «rodzima», czy przewodzi jej Dmowski czy Piłsudski, musi odpychać od polskości żywioły ludowe obcoplemienne zamieszkujące Polskę, natomiast przyciąga do siebie te żywioły Polska rewolucyjna”[10].

Jak pisałem w artykule „Rewolucja Październikowa a niepodległość Polski”: „Oceniając znaczenie Rewolucji Październikowej dla wyzwolenia narodowego Polski nie należy zapominać, że w pierwszych miesiącach po Rewolucji Październikowej uchwalono bezprecedensowy dekret, mówiący o oddaniu narodowi polskiemu dóbr kultury zagrabionych przez carat. Obecnie pomija się także, że w trakcie wojny 1920 r. Lenin wskazywał, że walka nie toczy się z Polakami, ale z „burżuazyjnym jarzmem”, zapewniając o braku wrogości wobec polskich środowisk robotniczych i chłopskich. Co więcej, w trakcie tej wojny wyasygnowano olbrzymie środki na tworzenie szkół, szpitali i administracji na terenach polskich, których zapóźnienie i nędza były tym, o czym apologeci sanacyjnej Polski skrzętnie zapominają. Była to kontynuacja postawy SDPRR, która pod wpływem stanowiska bolszewików już od pierwszych lat początku XX w. stała na stanowisku poszanowania przyszłej niezależności Polski. Polscy uczestnicy rewolucji, wśród których byli też działacze niechętnej współpracy z rosyjskim ruchem robotniczym PPS – Frakcji Rewolucyjnej, zdawali sobie z tego sprawę i postrzegali swój udział w niej jako kontynuację braterskiego przymierza we wspólnej walce o świat bez wyzysku i ucisku narodowego. Ich identyfikacja ze sprawą rewolucji i wyzwolenia społecznego nie oznaczała wyrzeczenia się więzi z polską historią i tradycją, czego dowodzą zarówno prywatne listy, jak i wspomnienia działaczy z innych krajów, którzy stwierdzali, że dzięki nim uczyli się Polskę poznawać i szanować. Utrwalanie pojęcia, że „Rosja to odwieczny wróg”, jest obecnie domeną zacietrzewionych pogrobowców mitów wielkiej Polski i jest niezwykle szkodliwe”[11].

Podsumowując ten wątek, trzeba stwierdzić, że rozdział poświęcony działalności Dzierżyńskiego w TKRP jest wyraźnie niedopracowany. Pokazuje, że autorka, mimo, że nie rozgrzesza zbrodni wojsk polskich, nie jest w stanie zweryfikować utrwalanej od lat w świadomości Polaków wersji zgodnie z którą bolszewicy najechali nasz kraj, a polscy rewolucjoniści, którzy stanęli po ich stronie godni są jedynie potępienia. W tej wersji wydarzeń przemilcza się, kto pierwszy rozpoczął agresywne działania. Karol Irzykowski przytoczył w swoich zapiskach z tej wojny, wypowiedź Rosjanina, przedstawiciela administracji radzieckiej w Białymstoku (zanim przybył Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, kierowany przez polskich rewolucjonistów, który zdymisjonował ten zarząd) niejakiego Szypowa, który patrząc na wiszący jeszcze na ścianie portret Piłsudskiego powiedział z podziwem: "Co za genialny człowiek, gdyby on nie poszedł na Kijów, nas by tutaj w ogóle nie było!"[12].

Wypowiedź ta znajduje potwierdzenie w dziennikach i pamiętnikach wyższych dowódców radzieckich, jak i sztabowców, którzy wspominali, że wyprawa Piłsudskiego na Kijów spowodowała potrzebę przygotowania naprędce planu kontrofensywy. Późniejszy dowódca w czasie II wojny światowej i marszałek ZSRR Aleksandr Wasilewski, który w czasie wojny 1920 dowodził kolejno trzema pułkami, określił w swoich wspomnieniach agresję wojsk polskich jako karę za propozycje pokojowe, w których rząd radziecki proponował granicę przesuniętą o 50-100 km na zachód w stosunku do tego, co osiągnęły późniejsze rokowania w Rydze. Wasilewski winił za wybuch konfliktu zbrojnego niezdolność Piłsudskiego do porzucenia swoich planów ekspansjonistycznych i do zawarcia pokoju[13].

Chciałbym poświęcić jeszcze kilka słów samym poglądom gospodarczym Dzierżyńskiego, które Sylwia Frołow interpretuje jako wolnorynkowe. Dzierżyński miał jej zdaniem przekonać się co do ogromu nieszczęść zawinionych rzekomo przez bolszewicką politykę i jako zarządzający gospodarką zacząć je naprawiać, stając się zwolennikiem prywatnej własności środków produkcji. Jednak Dzierżyński doskonale wiedział, że Rosja była i pozostawała krajem o bardzo dużych dysproporcjach rozwoju. Sytuację pogorszyła najpierw I wojna światowa, w której po raz pierwszy od czasu wypraw Napoleona walki przeniosły się na jej terytorium. Między innymi stąd głód, z którym nie mógł sobie poradzić rząd tymczasowy, o czym autorka wspomina. Następnie - we współpracy z białymi armiami nastąpiła obca interwencja kilkunastu państw, odcinająca Rosję od źródeł surowców i przyczyniająca się do transformacji produkcji w fikcję. Najważniejsze szlaki komunikacyjne i mosty były zablokowane bądź uległy zniszczeniu przez wroga. Elżbieta Drabkina w swoich wspomnieniach „Na przełomie zimy” pisała, że jedynie dzięki patriotycznej postawie robotników powstrzymano wywózkę urządzeń fabrycznych, którą zaczęły uskuteczniać białe armie. Robotnicy złapani na tym, że w ramach oporu wobec zarządzeń kontrrewolucjonistów pakowali piach, kamienie i inne śmieci, byli rozstrzeliwani przez nich za nieposłuszeństwo. Do wyżej wymienionych problemów dołączyła jeszcze susza. Drabkina opisuje też heroiczne walki z głodem toczone z udziałem rządu radzieckiego, szczególnie Lenina, Dzierżyńskiego i Kalinina.

Rzecz jasna, w okresie wojny domowej, bolszewicy byli zmuszeni przez sytuację oblężonej twierdzy (w Piotrogrodzie norma na jednego pracującego osiągała 1,2 kg chleba na miesiąc) do rekwizycji zboża na wsi, by zapobiec śmierci głodowej milionów mieszkańców miast i żołnierzy broniących młodej republiki. Jednak nie był to ich wymysł, lecz polityka stosowana zarówno przez carat jak i rząd tymczasowy w czasie wojny. W latach 1917-1918 bolszewicy zarekwirowali 30 mln pudów zboża, w latach 1918-1919 - 110 mln pudów, 1919-1920 - 260 mln pudów. Natomiast rekwizycje rządu carskiego osiągnęły w latach 1914-1915 - 302 mln pudów, a w 1917 roku - 772 mln pudów, czyli trzykrotnie więcej[14]. Pododdziały Rządu Tymczasowego przy realizowaniu monopolu zbożowego podstawowy nacisk kładły na zabieranie zboża biedocie. To bolszewicy odbierali zboże wzbogaconym wskutek reform Stołypina, pogłębiających rozwarstwienie wsi, kułakom i dzielili się tym zbożem z biednymi. Lenin w „Tezach o chwili bieżącej” tak charakteryzował ten wymóg chwili, wskazując jednocześnie na konieczność pomocy ubogim chłopom: „Przy egzekwowaniu monopolu zbożowego - uznać za obowiązkowe najbardziej stanowcze, nie powstrzymujące się przed żadnymi ofiarami finansowymi, środki pomocy biedocie wiejskiej i środki darmowego rozdziału wśród niej części zebranych nadwyżek zboża kułaków, wraz z bezlitosnym dławieniem kułaków, zatrzymujących nadwyżki zboża”. Lenin stwierdzał też otwarcie, że „’Komunizm wojenny’ był wymuszony wojną i ruiną. Nie był on i nie mógł być polityką odpowiadającą zadaniom gospodarczym proletariatu. Był on posunięciem tymczasowym”[15].

Widać wyraźnie, że w tych okolicznościach wymaganie większych osiągnięć w walce z makabryczną sytuacją stworzoną zarówno przez białogwardyjski sabotaż, jak i czynniki przyrody, byłoby wymaganiem zdolności nadludzkich. Jak w tym czasie żyli i gospodarowali biali? Czy ich armie doświadczały w tym samym stopniu gehenny, za jakiej zgotowanie własnym rodakom byli w decydującym stopniu współwinni? Czy raczej nie otrzymywali oni systematycznego wyżywienia i opierunku, w tym paczek z konserwami od interwentów, dzięki czemu mogli zwalać całą winę za głód na niedostatki gospodarki socjalistycznej, nie wspominając przy tym, że chcieli oni przywrócić dawny reżim, biorąc Rosję choćby i głodem, niezależnie także od tego ile ofiar ta walka będzie musiała pochłonąć?

W tym kontekście trudno obarczać bolszewików całą winą za katastrofalną sytuację, chociaż nadużycia biurokratyczne i spowodowane przez nie przejawy indolencji aparatu odziedziczonego w dużej mierze po carskim systemie także miały miejsce i zarówno Lenin, czy Trocki, jak i Dzierżyński poddawali je krytyce - im więcej tych przejawów trafiało do ich świadomości. I to właśnie tym nadużyciom wojnę wydał Dzierżyński.

Autorka, w ślad za cytowanym w wykorzystywanym przez nią opracowaniu Mleczina współczesnym rosyjskim ekonomistą Otto Łacisem twierdzi, że Dzierżyński stał się nagle zwolennikiem kapitalizmu. Tymczasem państwo socjalistyczne to ustrój przejściowy, w którym należy wprawdzie dążyć do poszerzania bazy społecznej, ekonomicznej i ideowej socjalizmu. Dzierżyński w żadnym razie nie wycofywał się z przekonań komunistycznych. Działał w ramach leninowskich założeń NEP-u, zgodnie z którymi wobec zróżnicowanych form gospodarczej własności i związanych z tym dysproporcji rozwojowych i wobec zniszczenia naturalnej bazy klasy robotniczej, czyli produkcji fabrycznej - przez odcięcie Rosji od źródeł surowców - należało odtworzyć ją przy wykorzystaniu kapitalistycznych narzędzi, szczególnie przez uczenie się zasad gospodarowania od innych krajów. Wciąż jednak nie oznaczało to powrotu do dyktatury burżuazji. Lenin podkreślał, że myśli jedynie o kapitalizmie państwowym w państwie robotniczo-chłopskim. Dzierżyński wykonał w dziedzinie gospodarki kawał solidnej, dobrej pracy, wciąż jednak czyniąc to w interesie tych, których Rewolucja Październikowa uczyniła podmiotem przemian.

Trocki w swoich wspomnieniach „Moje życie” dowodził nawet, że sam był inicjatorem polityki NEP: „Należy nadmienić, że rozmowę powyższą przewodem bezpośrednim prowadziłem ze Stalinem i właśnie jemu tłumaczyłem, jaką wagę posiada sprawa średnio-zamożnego włościaństwa. W tym samym 1919-ym roku na przewodniczącego Centralnego Komitetu Wykonawczego wybrano z mojej inicjatywy Kalinina, jako człowieka, zbliżonego do średniego włościaństwa i dobrze znającego jego potrzeby. O wiele ważniejszym jest jednak fakt, że wskutek obserwacyj, poczynionych przeze mnie nad życiem włościan na Uralu, już w lutym 1920-go roku domagałem się uporczywie, abyśmy przeszli na nową politykę gospodarczą (nep). Udało mi się wtedy pozyskać w Centralnym Komitecie zaledwie 4 głosy, przeciwko 11”[16].

 

 ***

Książka „Dzierżyński. Miłość i rewolucja” to opracowanie, które powinni przeczytać wszyscy, którzy kreują/wyznają obraz dyszących żądzą mordu bolszewików, którzy zawładnęli Rosją, chcąc pchnąć ją w odmęty straszliwych nieszczęść.

Na tle literatury czysto propagandowej, jaka dominuje na naszym rynku i jest wydawana cały czas, stanowi ona próbę zachowania obiektywizmu, przede wszystkim w ocenie faktów.

Autorka wciąż nie potrafi jednak podważyć ani zweryfikować podtrzymywanego przez siebie stanowiska, że ideowość (rozumiana przez autorkę jako fanatyzm tragiczny w konsekwencjach) pchała czołowych rewolucjonistów do popełniania i wspierania zbrodni w imię głoszonych wartości i to nawet, gdy ukazuje przewagę terroru białego nad czerwonym. Trzeba podkreślić, że osobno omawia również kwestię znacznie silniejszego terroru stalinowskiego i wykazuje jego miażdżącą przewagę nad terrorem porewolucyjnym.

Mimo, że jej analiza pokazuje mechanizmy napędzające przemoc, utrzymuje ona mit, że to bolszewicy winni są rozpętania terroru i gospodarczych klęsk państwa. Mimo wszystkich wspomnianych merytorycznych niedociągnięć trudno jednak zakwalifikować tę książkę jako paszkwil. Trzeba też wziąć poprawkę na to, że istnieje obecnie cały zestaw mitów narosłych wokół postaci Dzierżyńskiego i w ogóle wokół samych początków Rosji Radzieckiej, jak i teorii oraz praktyki komunistycznej. Zestaw ten jest tak zróżnicowany i niesamowity, że ich pełna weryfikacja bez wnikliwego przestudiowania tych zagadnień nie jest wykonalna. Badania podjęte przez Sylwię Frołow stanowić mogą jednak wstęp do takiej uczciwej pracy naukowej, w której jak sądzę także sama autorka zechce uczestniczyć.



[1] Dawid Jakubowski – Czy Józef Stalin był demokratą? Polemika z artykułem dra Tomasza Sommera http://www.konserwatyzm.pl/artykul/11058/czy-jozef-stalin-byl-demokrata-polemika-z-artykulem-dra-toma

[2] Sylwia Frołow – Dzierżyński. Miłość i rewolucja, Wydawnictwo Znak – Horyzont, Kraków 2014, s.186-187

[3] Tamże, s.188

[4] Włodzimierz Lenin – List do robotników amerykańskich, wersja elektroniczna

[5] Jan Kaczmarek - Wystąpienia kolejarzy w Poznaniu w dniu 26 kwietnia 1920 roku, wersja elektroniczna

[6] Polskie zbrodnie na Wschodzie. Wywiad Newsweeka z Jarosławem Butakowem z 16.08.2012, http://historia.newsweek.pl/polskie-zbrodnie-na-wschodzie,95088,1,1.html

[7] Norbert. Michta, Marchlewski i Żeromski, „Miesięcznik Literacki” 1980, nr 1, s.106,

Dawid Jakubowski – Złote cielce i mity narodowej prawicy, http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9911/zlote-cielce-i-mity-narodowej-prawicy

[8] Bożena Krzywobłocka – Julian Marchlewski, Książka i Wiedza, Warszawa 1975, s.94

[9] Julian Marchlewski - Pisma wybrane, t.II, Książka i Wiedza, Warszawa 1956, s.769-770

[10] Tamże. Część członków tych partii wstąpiła do KPRP, por. Larysa Gamska – Lewica żydowskich partii socjalistycznych 1918-1923 w: Biuletyn ŻIH nr 1/97, styczeń-marzec 1976, Warszawa

[11] Dawid Jakubowski - Rewolucja Październikowa a niepodległość Polski, http://www.geopolityka.org/komentarze/2525-rewolucja-pazdziernikowa-a-niepodleglosc-polski

[12] Piłsudski – lewicowy imperialista, wywiad Przemysława Prekiela z Dawidem Jakubowskim, http://www.lewica.pl/index.php?id=21646&tytul=Dawid-Jakubowski:-Pi%B3sudski---lewicowy-imperialista

[13] Aleksandr Wasilewski – Przeciw najeźdźcom. Wspomnienia, wersja elektroniczna

[15] Tamże

[16] Lew Trocki – Moje życie. Próba autobiografii, autoryzowany przekład z rosyjskiego Jana Barskiego I Stanisława Łukomskiego, Wydawnictwo „Tower Press ", Gdańsk 2001, s.211

Komentarze

Zobacz także:

Feudalizm zarzewiem socjalizmu?
14/06/2014 Pomyśleć, że przez dobrobyt chłopstwa pańszczyźnianego upadła wielka Rzeczypospolita! więcej
Co nie jest wolnością
Julian Bartosz 27/01/2014 Została zamordowana 15 stycznia 1919 roku w Berlinie. Kolbami zatłukli ją oficerowie kawalerii gwardii. Było to 95 lat temu. Wrzucone do Landwehrkanal ciało znaleziono dopiero po... więcej

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia