Jesteś tu: Strona główna Historia O zbrodniach sądowych...

O zbrodniach sądowych w czasie wojny 1920

Dawid Jakubowski 14/08/2014

Zbliża się kolejna rocznica wydarzeń, które są od czasu restauracji kapitalizmu w Polsce prezentowane jako „cud nad Wisłą”. Wizja owego „cudu”, zgodnie z którą siły dobra reprezentowane przez wojsko polskie dowodzone przez Piłsudskiego i wspierane przez cały naród obroniły Europę przed demonem „bolszewickich hord” jest jednym z mitów założycielskich obecnego ustroju. Dlatego nadaje mu się co roku należytą oprawę z udziałem władz państwowych. Nie mówiąc o licznych wydawnictwach albumowych, książkach i programach telewizyjnych starających się utrwalić ten obraz w społeczeństwie.

Dyskurs ten dąży w zdecydowanej większości przypadków do pominięcia zarówno klasowego w rzeczywistości, a nie narodowego oblicza wojny 1920 r., jak i kwestii, która w rzeczywistości strona była agresorem, a która jedynie się broniła. Kwestia najazdu Piłsudskiego na Białoruś i Ukrainę bywa jedynie przedstawiana jako uderzenie wyprzedzające. Zaledwie nieliczne antykomunistyczne opracowania i artykuły wspominają o krwawych praktykach kolonizacyjnych stosowanych przez WP i promujących wpływy klas posiadających.

Należy odnotować, że jednym z nielicznych wyjątków odbiegających od prezentowania schematu zjednoczonego w walce z „bolszewicką zarazą” społeczeństwa są niektóre wątki serialu telewizyjnego z 2010 r. „Wojna i miłość”. Zapewne wbrew własnym intencjom twórcom tego dzieła zdarzyło się obnażyć w paru scenach klasowe podłoże konfliktu i skalę rzeczywistych nastrojów rewolucyjnych wśród klasy robotniczej, a także w armii.

Można się spodziewać, że ich założeniem było pokazanie naiwności niektórych robotników słuchających chciwie każdej pogłoski i chwytających się jak ostatniej deski ratunku myśli, że nareszcie robotnicy przejęli fabryki, a w kraju objął władzę rząd robotniczo-chłopski reprezentujący ich interesy. W końcu w serialu nie ma mowy o danych procentowych odnośnie nastrojów rewolucyjnych ani też nie widać masowych, udokumentowanych na archiwalnych zdjęciach demonstracji, domagających się natychmiastowego końca agresji przeciw Rosji Radzieckiej w różnych miastach Polski. Najprawdopodobniej też wprowadzenie wątku masowych dezercji w WP miało służyć pokazaniu problemów z dyscypliną i świadomością szeregowych omamionych przez wrogą agitację.

Tymczasem w zderzeniu z postawą ziemiaństwa, także widoczną na filmie, jego realizatorzy niechcący dotknęli kilku kluczowych kwestii niewygodnych dla obecnej propagandowej wersji. Jedna z tych kwestii to rzeczywiste poparcie ze strony robotników i chłopów dla obalenia rządu reprezentującego interesy burżuazji drogą rewolucyjną, drogą internacjonalistycznej solidarności klasowej w stosunku do rewolucjonistów rosyjskich, a także odrzucenia imperialnej polityki własnego rządu, który w rzeczywistości nie tylko prowadził agresywne działania przeciw Rosji Radzieckiej, ale także wspierał tłumienie rewolucji na Węgrzech przez siły regenta Horty’ego.

   Gdańsk rok 1920, protest przeciwko dostarczaniu broni Białym

Publikowany poniżej fragment wspomnień emerytowanego generała dawniej o poglądach piłsudczykowskich, Leona Berbeckiego pokazuje zaledwie wierzchołek góry lodowej, jakim były wyroki sądów kapturowych wobec polskich komunistów, którzy zdecydowali się pozostać w kraju i nadal służyć jego sprawom po pokonaniu bolszewików. Nie był to początek brutalnych represji wobec krajowego ruchu robotniczego, które trwały od 1918 r., prowadzących do zniszczenia rad delegatów robotniczych i mordowania ich aktywistów i przywódców z poduszczenia burżuazyjnego państwa, jak też osłabienia masowymi aresztami ruchu rewolucyjnego z partią komunistyczną na czele.                                    

Berbecki opisał w cytowanym fragmencie pamiętników przypadek nakazu egzekucji nieuczciwie skazanego komunisty, którego nie ułaskawił Piłsudski, mimo walki prowadzonej przez autora wspomnień i radcy prawnego, którego generał wytypował do zbadania tej sprawy, o uratowanie życia skazanego. Autor podkreślał tam wstręt, jaki wzbudziła w nim polityczna manipulacja prowadząca do kaźni ideowego młodego człowieka. Zauważył też, że z tego rodzaju zbrodniami miał styczność także później. W całym kraju zostały rozwiązane organizacje opanowane przez przedstawicieli lewicy społecznej jak np. Związek Zawodowy Robotników Rolnych (ZZRR). Zarząd Główny ZZRR wystosował w tej sprawie pismo z zażaleniem w sprawie terroru stosowanego przez władze wojskowe wobec robotników rolnych na terenach, które poprzednio czasowo znajdowały się pod władzą wojskową Armii Czerwonej.  Puszczono w ruch plutony egzekucyjne.

Rozstrzeliwano nawet nieletnich uznanych za współpracowników TKRP bądź radzieckich władz wojskowych. Oprawcy bili i znieważali komunistki w więzieniach kobiecych, takich, jak Wronki. 

Oto fragment relacji jednej z ofiar, zamieszczony przez Juliana Marchlewskiego w jego artykule w „Trybunie Komunistycznej” z grudnia 1920 r.: 

„Byłam tego dnia niezdrowa: gdy usłyszałam krzyk i hałas, zrobiło mi się słabo i położyłam się na łóżko. Nagle otworzyła drzwi naczelniczka więzienia. Weszło dwu uzbrojonych żołnierzy czy też dozorców. Zaczęli mnie bić po głowie pięściami. Jeden uderzył mnie w piersi, potem wyjął bagnet i bił mnie nim po twarzy i głowie. Krew mi się rzuciła z ust i nosa. Wtedy jeden z nich powiedział: »dać by jej wody«, lecz ona odparła: »nie trzeba, cholera ich nie weźmie«”.

Inna z katowanych, Maria Koszutska dodała na koniec swoich zeznań:

„…Dopiero w kilka godzin później straszne jakieś jęki, płacz, obłąkane narzekania rozlegały się w całym więzieniu: »Mamo, mamo, ja nie mogę, ja nie chcę, mnie tak boli«. Trwało to długo. Nigdy nie słyszałam czegoś podobnego. To jedna z bitych kobiet dostała obłędu chwilowego”.

W samym Ciechanowie, jednym z miast, w którym działał lokalny komitet rewolucyjny podległy Tymczasowemu Komitetowi Rewolucyjnemu Polski z siedzibą w Białymstoku sądy doraźne skazały na długoletnie więzienie 150 osób, w tym ciężko schorowanego weterana Wielkiego Proletariatu Kazimierza Tomaszewskiego, który dwa lata wcześniej organizował rozbrajanie okupantów niemieckich przez patrole robotników i działaczy Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), wśród których był Marceli Nowotko i jego siostra.

Wstrząsający opis jednej z egzekucji, jaka tam miała miejsce, przekazał Nowotko pod pseudonimem „Stary” na łamach pisma rewolucyjnego „Gromada”: „W Ciechanowie rozstrzelano 8 osób..., towarzyszy z Niechodzina, Przasnysza i innych. Rozstrzelano w bestialski sposób. Obdzierali prawie do naga z ubrania i obuwia, zapędzali za miasto koło zamku i tu w biały dzień na oczach żon i dzieci dokonywano rozstrzałów”.

Oskarżeni o zdradę narodu ginęli ci, którzy czuli się w nie mniejszym stopniu Polakami niż ich sędziowie i oprawcy, tyle, że postrzegali przyszłość ojczystego kraju jako republiki socjalistycznej. "Widziałam - wspominała potem siostra Nowotki, Maria - jak prowadzili Gogolewskiego i Krajewskiego oraz młodego szofera z Przasnysza, którego żona, biegnąc z maleńkim dzieckiem na ręku rozpaczała. Zdążył jej tylko powiedzieć «Nie płacz, na froncie ginie tyle ludzi od kul wroga, a ja ginę od swoich braci, powiedz o tym mojemu synkowi, gdy dorośnie»".

 

 

Z PAMIĘTNIKÓW GENERAŁA BRONI LEONA BERBECKIEGO*

Nie zawiązujcie mi oczu, śmierci się nie boję.

W dniu 18 października 1920 roku ogłoszono zawieszenie broni.

W czasie marszu i bojów trzeciej dywizji piechoty na północ od Tyszowiec do Święcian zaszedł tragiczny wypadek, którego nie mogę pominąć.

Prokurator sądu wojskowego przy trzeciej dywizji zawiadomił mnie, że ludność Brześcia przyprowadziła do niego ukrywającego się na przedmieściu rzekomego komisarza radzieckiego, na którego sze­reg rodzin mieszczańskich wniosło oskarżenie, jako na gwałciciela dziewcząt i mordercę.

Sędzia śledczy wszczął dochodzenie, prowadzone przez dwa dni.

Nagromadził on wiele dowodów obciążających. Wówczas odkomen­derowałem swego radcę prawnego, adwokata ze Złoczowa — majora Gergowicza — do przestudiowania aktów sprawy, polecając infor­mować mnie o przebiegu rozprawy.

Z pierwszego meldunku Gergowicza dowiedziałem się, że oskar­żony jest osiemnastoletnim chłopcem, rezolutnym, bystrym, że odpo­wiada śmiało i zaprzecza stawianym mu zarzutom. Trzy dziewczyny płacząc żalą się, że je zgwałcił, kilku mieszczan z wielką nienawiścią świadczy przeciw niemu.

Sąd wojskowy, w składzie oficera sztabowego korpusu sądowego, jednego oficera młodszego, jednego podoficera i szeregowca, skazał chłopca czterema głosami przeciwko jednemu na karę śmierci przez rozstrzelanie.

Studiując osobiście akta sprawy, doszedłem do przekonania, co potwierdził i Gergowicz, że świadkowie chcą zemścić się na swym wrogu politycznym. Wkraczanie jednak w przebieg sprawy było ustawowo zabronione. Po naradzeniu się z Gergowiczem, odesłałem akta do Piłsudskiego, wnosząc jednocześnie prośbę o zastosowanie prawa łaski wobec młodego wieku chłopca i wobec powzięcia podej­rzenia co do prawdziwości oskarżeń.

Po kilku dniach otrzymałem z Warszawy od naczelnego prokura­tora pismo następującej treści:

„Naczelnik państwa nie skorzystał z prawa łaski — wyrok wy­konać natychmiast. Odpis otrzymuje przewodniczący sądu wojsko­wego".

Sąd wyznaczył termin wykonania wyroku...

Był piękny jesienny poranek, słońce jeszcze nisko stojące na wschodzie rzucało krwawy odblask na czerwoną ścianę fortu, pod którą stał smukły, więcej niż średniego wzrostu młody człowiek, śmiało patrząc na stojący naprzeciw pluton egzekucyjny.

W pewnej chwili podoficer podszedł, aby zawiązać chustką oczy skazanego. Skazany, który cały czas na rozprawie sądowej odpo­wiadał w języku rosyjskim, zawołał czystym warszawskim akcentem:

„Nie zawiązujcie mi oczu. Pochodzę z Warszawy, nazywam się Szymański. Śmierci się nie boję. Proszę ode mnie pozdrowić towa­rzyszy Kohna i Marchlewskiego, kiedy tu przyjdą do was. Niech żyje rewolucja"!

Były to ostatnie jego słowa.

Dowodzący plutonem oficer podał komendę:

— Gotuj broń! cel! pal!

Rozległa się salwa i chłopiec legł przeszyty pięcioma kulami w piersi. Ciało zamordowanego pogrzebano pod ścianą fortu.

Staliśmy z majorem Gergowiczem około stu kroków od miejsca egzekucji. Obaj byliśmy przeświadczeni, że nie powinniśmy byli do­puścić do wykonania niesprawiedliwego wyroku.

Niedługo potem w nakazanym — wbrew prośbom Grabskiego - marszu na północ, aż po Dukszty i Berezwecz, meldowano mi o wypadkach, które często przypominały mi brzeską tragedię.

*WYDAWNICTWO „ŚLĄSK", KATOWICE  1959, Wydanie I, s.158-159

Komentarze

Zobacz także:

Feudalizm zarzewiem socjalizmu?
14/06/2014 Pomyśleć, że przez dobrobyt chłopstwa pańszczyźnianego upadła wielka Rzeczypospolita! więcej
Kuba przed i po rewolucji
Dawid Jakubowski 02/05/2014 Tekst z okazji rocznicy inwazji w Zatoce Świń i międzynarodowego święta pracy W latach 80 rozpowszechniano w Polsce publikacje z serii „Konfrontacje”, w których ukazywały... więcej

Zdjęcie tygodnia

Film tygodnia