Jesteś tu: Strona główna Marksizm Lenin: Imperializm a r...

Lenin: Imperializm a rozłam w socjalizmie

Włodzimierz Lenin 16/04/2015
Klasyka myśli marksistowskiej (I)

Czy istnieje związek między imperializmem a tym potwornie wstrętnym zwycięstwem, odniesionym przez oportunizm (w postaci socjalszowinizmu) nad ruchem robotniczym w Europie?

Jest to podstawowe zagadnienie współczesnego socjalizmu. Skorośmy już całkowicie ustalili w naszej partyjnej literaturze, po 1-sze, imperialistyczny charakter naszej epoki i obecnej wojny; po 2-gie, nierozerwalny historyczny związek między socjalszowinizmem a oportunizmem, jak również ich jednakową ideowo-polityczną treść, można i powinno się przystąpić do rozpatrzenia tego podstawowego zagadnienia.

Musimy zacząć od możliwie najściślejszego i najpełniejszego określenia imperializmu. Imperializm jest szczególnym historycznym stadium kapitalizmu. Imperializm posiada trojakie cechy szczególne: jest to (1) - monopolistyczny kapitalizm; (2) - pasożytniczy lub gnijący kapitalizm; (3) - umierający kapitalizm.

Zastąpienie wolnej konkurencji przez monopol stanowi zasadniczą ekonomiczną cechę, istotę imperializmu. Monopolizm występuje w pięciu głównych postaciach: 1) kartele, syndykaty i trusty; koncentracja produkcji osiągnęła taki stopień, że zrodziła te monopolistyczne związki kapitalistów; 2) monopolistyczna pozycja wielkich banków: 3—5 potężnych banków trzęsie całym ekonomicznym życiem Ameryki, Francji i Niemiec; 3) zagarnięcie źródeł surowców przez trusty i oligarchię finansową (kapitał finansowy to monopolistyczny kapitał przemysłowy, zespolony z kapitałem bankowym); 4) podział świata (ekonomiczny) przez międzynarodowe kartele rozpoczął się. Takich międzynarodowych karteli, władających całym światowym rynkiem i dzielących go "polubownie" - dopóki wojna nie podzieliła go na nowo - liczymy już ponad sto! Wywóz kapitału, jako szczególnie charakterystyczne zjawisko w odróżnieniu od wywozu towarów w okresie kapitalizmu niemonopolistycznego, pozostaje w ścisłym związku z ekonomicznym i polityczno-terytorialnym podziałem świata. 5) Podział terytorialny świata (kolonii) został zakończony.

Imperializm, jako najwyższe stadium kapitalizmu Ameryki i Europy, a następnie i Azji, ukształtował się całkowicie w 1898 do 1914 r. Wojny: hiszpańsko- amerykańska (1898), angielsko-burska (1900—1902), rosyjsko-japońska (1904-1905) i ekonomiczny kryzys w Europie r. 1900 — oto główne historyczne drogowskazy nowej epoki w historii świata.

To, że imperializm jest pasożytniczym lub gnijącym kapitalizmem, przejawia się przede wszystkim w tendencji do gnicia, jaką odznacza się wszelki monopol przy istnieniu prywatnej własności środków produkcji. Różnica między republikańsko-demokratyczną i monarchistyczno-reakcyjną, imperialistyczną burżuazją zaciera się właśnie dlatego, że jedna i druga gnije za życia (co bynajmniej nie wyklucza zdumiewająco szybkiego rozwoju kapitalizmu w poszczególnych gałęziach przemysłu, w poszczególnych krajach, w  poszczególnych okresach). Po drugie, gnicie kapitalizmu przejawia się w powstaniu ogromnej warstwy rentierów, kapitalistów, żyjących z "odcinania kuponów". W czterech przodujących imperialistycznych krajach — Anglii, Ameryce Północnej, Francji i Niemczech — kapitał  w  papierach wartościowych wynosi 100—150 miliardów franków, co oznacza nie mniej niż 5—8 miliardów rocznego dochodu na jeden kraj. Po trzecie, wywóz kapitału to pasożytnictwo podniesione do drugiej potęgi. Po czwarte, "kapitał finansowy dąży do panowania a nie do wolności". Polityczna reakcja na całej linii jest właściwością imperializmu. Sprzedajność, korupcja w ogromnych rozmiarach, panama wszelkiego rodzaju. Po piąte, wyzysk wszystkich uciskanych narodów, nierozerwalnie  związany z aneksjami, a szczególnie wyzysk kolonii przez garstkę "wielkich" mocarstw, coraz bardziej przeistacza "cywilizowany" świat w pasożyta na ciele setek milionów niecywilizowanych ludów. Rzymski proletariusz żył na koszt społeczeństwa. Teraźniejsze społeczeństwo żyje na koszt współczesnego proletariusza. Tę głęboką uwagę Sismondiego Marks szczególnie podkreślał. Imperializm zmienia nieco ten stan rzeczy. Uprzywilejowana warstwa proletariatu państw imperialistycznych żyje częściowo na koszt setek milionów ludów niecywilizowanych.

Jest więc zrozumiałe, dlaczego imperializm jest kapitalizmem umierającym, przejściowym do socjalizmu: monopol wyrastający z kapitalizmu jest już obumieraniem kapitalizmu, początkiem jego przechodzenia w socjalizm. Potężne uspołecznienie pracy przez imperializm (to, co apologeci — burżuazyjni ekonomiści nazywają "przeplataniem") oznacza to samo.

Wysuwając powyższe określenie imperializmu stajemy w całkowitej sprzeczności z  K. Kautsky'm, który nie chce widzieć w imperializmie "fazy kapitalizmu" i określa imperializm jako politykę, którą "woli" finansowy kapitał, jako dążenie krajów "przemysłowych" do aneksji krajów "rolniczych"[1].

To określenie Kautsky'ego jest teoretycznie na wskroś fałszywe. Szczególną cechą imperializmu jest właśnie panowanie nie przemysłowego a finansowego kapitału, dążenie do aneksji właśnie nie tylko rolniczych a wszelkich krajów. Kautsky odrywa politykę imperializmu od jego ekonomiki, odrywa monopolizm w polityce od monopolizmu w ekonomice po to, aby oczyścić drogę dla swego wulgarnego burżuazyjnego reformizmu w rodzaju "rozbrojenia", "ultraimperializmu" i tym podobnych bredni. Sens i cel tego teoretycznego fałszerstwa sprowadza się całkowicie do tego, aby zamazać najgłębsze sprzeczności imperializmu i usprawiedliwić w ten sposób teorię "jedności" wraz z apologetami imperializmu, jawnymi socjalszowinistami i oportunistami. 

Na tym zerwaniu Kautsky'ego z marksizmem zatrzymywaliśmy się już dostatecznie i w "Socjaldemokracie", i w "Komuniście". Nasi rosyjscy kautskiści, "okiści" z Akselrodem i Spektatorem na czele, nie wyłączając Martowa i w znacznym stopniu Trockiego — woleli zbyć milczeniem zagadnienie kautskizmu jako kierunku. Nie ośmielili się bronić tego, co pisał Kautsky podczas wojny, wykręcając się albo za pomocą zwykłego wychwalania Kautsky'ego (Akselrod w swojej niemieckiej broszurze, którą O. K. obiecał wydrukować po rosyjsku), albo za pomocą prywatnych listów Kautsky'ego (Spektator), w których zapewnia, że należy do opozycji, i po jezuicku próbuje przekreślić swoje szowinistyczne oświadczenia.

Zwróćmy uwagę, że w swoim "pojmowaniu" imperializmu — które jest równoznaczne z jego wybielaniem — Kautsky cofa się nie tylko w porównaniu z "Kapitałem finansowym" Hilferdinga (mimo gorliwości, z jaką sam Hilferding broni dziś Kautsky'ego i "jedności" z socjalszowinistami!), lecz i w porównaniu z socjalliberałem J. A. Hobsonem. Ten angielski ekonomista, nie roszczący sobie ani cienia pretensji do miana marksisty, daje o wiele głębsze określenie imperializmu i ujawnia jego sprzeczności w swojej pracy z r. 1922. Oto, co pisał ten pisarz (u którego można znaleźć wszystkie prawie pacyfistyczne i "ugodowe" banały Kautsky'ego) o szczególnie ważnym zagadnieniu pasożytnictwa imperializmu.

Dwojakiego rodzaju okoliczności osłabiały zdaniem Hobsona siłę starych imperiów: 1) "ekonomiczne pasożytnictwo" i 2) formowanie wojska z narodów podległych. "Pierwsza okoliczność — to obyczaj ekonomicznego pasożytnictwa, na mocy którego państwo panujące wykorzystuje swoje prowincje, kolonie i kraje podległe w celu wzbogacenia swojej klasy rządzącej oraz w celu przekupienia swoich klas niższych, aby je utrzymać w spokoju". Co się tyczy drugiej okoliczności, Hobson pisze: "Jednym z najdziwniejszych objawów ślepoty imperializmu" (w ustach socjalliberała Hobsona te śpiewki o "ślepocie" imperialistów są bardziej na miejscu niż u "marksisty" Kautsky'ego) "jest beztroska, z jaką Wielka Brytania, Francja oraz inne narody imperialistyczne wkraczają na tę drogę. Wielka Brytania poszła dalej niż inne kraje. Większą część bitew, za których pomocą zdobyliśmy nasze indyjskie imperium, toczyły nasze wojska sformowane z tubylców; zarówno w Indiach jak i ostatnio w Egipcie wielkie stałe armie znajdują się pod dowództwem Brytyjczyków; prawie wszystkie wojny związane z ujarzmieniem przez nas Afryki, z wyjątkiem jej południowej części, przeprowadzili dla nas tubylcy".

Perspektywa podziału Chin wywołała u Hobsona następującą ekonomiczną ocenę:

"Duża część zachodniej Europy mogłaby wówczas przybrać wygląd i charakter, jaki mają obecnie pewne części tych krajów: południe Anglii, Riwiera, najwięcej uczęszczane przez turystów i zamieszkałe przez bogaczy okolice Włoch i Szwajcarii, a mianowicie małe garstki bogatych arystokratów, otrzymujących dywidendy i dochody z Dalekiego Wschodu, z nieco znaczniejszą grupą zawodowych urzędników i kupców, z większą ilością służby domowej i robotników przemysłu transportowego oraz przemysłu zajmującego się ostateczną obróbką fabrykatów. Natomiast znikłyby główne gałęzie przemysłu, a masowe produkty żywnościowe, masowe półfabrykaty płynęłyby jako danina z Azji i Afryki". "Oto, jakie możliwości otwiera przed nami szerszy związek państw zachodnich, europejska federacja wielkich mocarstw. Nie tylko nie posuwałaby ona naprzód sprawy powszechnej cywilizacji, lecz mogłaby oznaczać ogromne niebezpieczeństwo zachodniego pasożytnictwa: wyodrębnienie grupy przodujących przemysłowych narodów, których wyższe klasy otrzymują ogromną daninę z Azji i z Afryki i przy pomocy tej daniny utrzymują wielkie, wytresowane masy urzędników i sług, zajętych już nie wytwarzaniem masowych rolniczych i przemysłowych produktów, lecz osobistym usługiwaniem lub drugorzędną pracą przemysłową pod kontrolą nowej finansowej arystokracji. Niechaj ci, którzy gotowi są lekceważyć taką teorię" (należało powiedzieć: perspektywę) "jako nie zasługującą na rozpatrzenie, zastanowią się nad ekonomicznymi i społecznymi warunkami tych okręgów współczesnej południowej Anglii, które  już  doprowadzono do podobnej sytuacji. Niech pomyślą o tym, jak ogromne rozszerzenie tego systemu stałoby się możliwe, jeśliby Chiny zostały podporządkowane ekonomicznej kontroli podobnych grup finansistów, "lokujących kapitały" (rentierów), ich politycznych i handlowo-przemysłowych urzędników, wypompowujących zyski z największego potencjalnego rezerwuaru, jaki kiedykolwiek znał świat, w celu zużytkowania tych zysków w Europie. Rozumie się, że sytuacja jest zbyt skomplikowana, gra sił światowych zbyt trudno daje się podsumować, aby uczynić wielce prawdopodobną tę czy inną interpretację przyszłości w jednym tylko kierunku. Ale te wpływy, które w chwili obecnej rządzą imperializmem zachodniej Europy, idą w tym kierunku i jeśli nie napotkają przeciwdziałania, jeśli nie zostaną odciągnięte w inną stronę, to będą działać w kierunku takiego właśnie zakończenia procesu."[2]

Socjalliberał Hobson nie widzi tego, że to "przeciwdziałanie" może okazać jedynie rewolucyjny proletariat i jedynie w postaci rewolucji socjalnej. Od tego przecież jest socjalliberałem! Natomiast doskonale ujął on jeszcze w r. 1902 zagadnienie znaczenia "Stanów Zjednoczonych Europy" (do wiadomości kautskisty Trockiego!) i tego wszystkiego, co zatuszowują obłudni kautskiści różnych krajów, a mianowicie: że oportuniści (socjalszowiniści) pracują razem z imperialistyczną burżuazją właśnie w kierunku stworzenia imperialistycznej Europy na barkach Azji i Afryki: że oportuniści obiektywnie stanowią część drobnej burżuazji i niektórych warstw klasy robotniczej, część przekupioną środkami płynącymi z imperialistycznych nadzwyczajnych zysków, przeistoczoną w łańcuchowe psy kapitalizmu, w rozkładowy czynnik ruchu robotniczego.

Na ten ekonomiczny, najgłębszy związek właśnie między imperialistyczną burżuazją a oportunizmem, który pokonał dziś (czy na długo?) klasę robotniczą, wskazywaliśmy niejednokrotnie, nie tylko w artykułach, lecz i w rezolucjach naszej partii. Stąd między innymi wysnuwaliśmy wniosek o nieuniknionym rozłamie z socjalszowinizmem. Nasi kautskiści woleli omijać to zagadnienie! Martow np. jeszcze w swoich referatach puszczał w obieg sofizmat, który w "Wiadomościach zagranicznego sekretariatu O. K." (nr 4 z 10 kwietnia r. 1916) sformułowany jest w następujący sposób:

"Sprawa rewolucyjnej socjaldemokracji przedstawiałaby się bardzo źle, nawet beznadziejnie, gdyby najbardziej zbliżone pod względem rozwoju umysłowego do "inteligencji" i najbardziej wykwalifikowane grupy robotników fatalnie przechodziły od niej do oportunizmu [...]"

Przy pomocy głupiutkiego słówka "fatalnie" i pewnego "przekręcenia" pominięty został fakt, że pewne warstwy robotników odeszły do oportunizmu i do imperialistycznej burżuazji! A sofistom O. K. właśnie potrzebne było tylko pominięcie tego faktu! Wymigują się za pomocą tego "urzędowego optymizmu", w który się obecnie stroi i kautskista Hilferding i wielu innych: obiektywne  warunki  gwarantują  jedność proletariatu i zwycięstwo kierunku rewolucyjnego!  —  powiadają: my jesteśmy "optymistami" odnośnie proletariatu!

A w rzeczywistości wszyscy ci kautskiści, Hilferding, okiści, Martow i Ska — są optymistami... odnośnie oportunizmu. Na tym polega istota rzeczy!

Proletariat  jest dziecięciem kapitalizmu  —  światowego, a nie tylko europejskiego i nie tylko imperialistycznego. W skali ogólnoświatowej, 50 lat wcześniej lub 50 lat później — to z punktu widzenia tej skali jest kwestią wtórną — "proletariat", oczywiście, "będzie" zjednoczony i "nieuchronnie" zwycięży w nim rewolucyjna socjaldemokracja. Nie o to chodzi, panowie kautskiści, a o to, że wy teraz w imperialistycznych krajach Europy wysługujecie się oportunistom, którzy obcy są proletariatowi, jako klasie, którzy są sługami, agentami, przewodnikami wpływów burżuazji i bez uwolnienia się od których ruch robotniczy pozostanie burżuazyjnym ruchem robotniczym. Wasze propagowanie jedności z oportunistami, z Legienami, z Dawidami, Plechanowami lub Czchenkelami i Potresowami itd., jest obiektywnie obroną ujarzmienia robotników przez imperialistyczną burżuazję za pośrednictwem jej najlepszych agentów w ruchu robotniczym. Zwycięstwo rewolucyjnej socjaldemokracji w skali światowej jest absolutnie nieuniknione, ale idzie i przyjdzie, dokonuje się i dokona tylko przeciw wam, będzie zwycięstwem nad wami.

Te dwie tendencje, nawet dwie partie we współczesnym ruchu robotniczym, które tak wyraźnie rozdzieliły się na całym świecie w latach 1914—1916, były badane przez Engelsa i Marksa w Anglii w ciągu wielu dziesięcioleci, mniej więcej od 1858 do 1892 roku.

Ani Marks, ani Engels nie dożyli do imperialistycznej epoki światowego kapitalizmu, która rozpoczyna się dopiero w latach 1898—1900, nie wcześniej. Lecz właściwością Anglii już od połowy XIX w. było to, że posiadała co najmniej dwie ważniejsze cechy specyficzne imperializmu: (1) niezmierzone kolonie i (2) monopolistyczne zyski (wskutek monopolistycznej pozycji na światowym rynku). Pod tymi dwoma względami Anglia stanowiła wówczas wyjątek pośród krajów kapitalistycznych i Engels oraz Marks, analizując ten wyjątek, zupełnie jasno i wyraźnie wskazywali na związek zachodzący pomiędzy nim a zwycięstwem (czasowym) oportunizmu w angielskim ruchu robotniczym.

W liście do Marksa z 7 października r. 1858 Engels pisał:

"Proletariat angielski faktycznie coraz bardziej zbliża się do burżuazji, tak, że ten najbardziej burżuazyjny ze wszystkich narodów chce widocznie doprowadzić w końcu do tego, aby obok burżuazji posiadać burżuazyjną arystokrację i burżuazyjny proletariat. Rozumie się, że ze strony takiego narodu, który wyzyskuje cały świat, jest to do pewnego stopnia normalne."

W liście do Sorgego z 21 września r. 1872 Engels komunikuje, że Hales urządził w Federalnej Radzie Międzynarodówki wielki skandal i przeforsował uchwałę potępiającą Marksa z powodu jego słów, że "angielscy wodzowie robotniczy sprzedali się". 4 sierpnia r. 1874 Marks pisze do Sorgego: "Co się tyczy robotników miejskich tutaj (w Anglii), to należy żałować, że cała banda wodzów nie dostała się do parlamentu. Byłaby to najpewniejsza droga do uwolnienia się od  tych  drani". Engels pisze w liście do Marksa z 11 sierpnia r. 1881 o "najgorszych angielskich trade-unionach, które pozwalają kierować sobą ludziom kupionym przez burżuazję lub co najmniej opłacanym przez nią". W liście do Kautsky'ego z 12 września r. 1882 Engels pisał:

"Pytacie mnie, co myślą robotnicy angielscy o polityce kolonialnej? To samo, co myślą o polityce w ogóle. Tutaj nie ma partii robotniczej, są tylko konserwatywni i liberalni radykałowie, a robotnicy najspokojniej wraz z nimi korzystają z kolonialnego monopolu Anglii i z jej monopolu na rynku światowym."

7 grudnia r. 1889 Engels pisze do Sorgego:

"Najwstrętniejszą rzeczą tu (w Anglii) jest ta burżuazyjna "czcigodność", która weszła w krew robotnikom... nawet Tom Man, którego uważam za najlepszego ze wszystkich, chętnie mówi o tym, że będzie jadł śniadanie z lordem-merem. Gdy się porównuje z nimi Francuzów — to dopiero widzi się, co znaczy rewolucja."

W liście z 19 kwietnia r. 1890:

"[...] ruch (klasy robotniczej w Anglii) idzie naprzód pod powierzchnią, ogarnia coraz szersze warstwy i to w większej części spośród bezwładnej dotychczas najniższej masy, i niedaleki już jest dzień, kiedy ta masa odnajdzie sama siebie, kiedy stanie się dla niej jasne, że właśnie ona jest tą potężną kroczącą naprzód masą".

4 marca r. 1891:

"[...] niepowodzenie związku robotników stoczni, który się rozpadł, "stare", konserwatywne trade-uniony, bogate i dlatego właśnie tchórzliwe, same pozostają na polu bitwy [...]"

14 września r. 1891:

"[...] na kongresie trade-union w New Castle zostali zwyciężeni starzy unioniści, przeciwnicy ośmiogodzinnego dnia pracy, i gazety burżuazyjne przyznają, że burżuazyjna robotnicza partia poniosła klęskę [...]"

O tym, że te myśli Engelsa, powtarzane w ciągu dziesięcioleci, były wypowiadane przezeń również publicznie, w prasie, świadczy jego wstęp do drugiego wydania "Położenia klasy robotniczej w Anglii" w r. 1892. Mowa tu o "arystokracji w  klasie  robotniczej", o "uprzywilejowanej mniejszości robotników" w przeciwieństwie do "szerokich mas robotników". Tylko ta "znikoma, uprzywilejowana, protegowana mniejszość" klasy robotniczej miała "długotrwałe korzyści" z uprzywilejowanej sytuacji Anglii w latach 1848—68, "szerokie masy w najlepszym wypadku cieszyły się tylko krótkotrwałym polepszeniem bytu"... "Wraz z krachem przemysłowego monopolu Anglii angielska klasa robotnicza utraci swoją uprzywilejowaną sytuację"... Członkowie "nowych" unionów, związków robotników niewykwalifikowanych, posiadają jedną nieocenioną zaletę: psychika ich jest jeszcze dziewiczym terenem, zupełnie wolnym od odziedziczonych, "czcigodnych" przesądów burżuazyjnych, które wykolejają lepiej usytuowanych "starych unionistów"... "tak zwanymi robotniczymi przedstawicielami" nazywają w Anglii ludzi, "którym przebacza się ich przynależność do klasy robotniczej dlatego, że oni sami gotowi są utopić tę swoją godność w oceanie swego liberalizmu"...

Przytoczyliśmy umyślnie dość szczegółowe wyjątki z bezpośrednich oświadczeń Marksa i Engelsa po to, aby czytelnicy mogli w całości je sobie przyswoić. A trzeba je przyswoić koniecznie, warto uważnie się w nie wmyślić. Albowiem tu tkwi sedno tej taktyki ruchu robotniczego, którą dyktują obiektywne warunki epoki imperialistycznej.

Kautsky i tu już usiłował "zmącić wodę" i podsunąć zamiast marksizmu ckliwą ugodę z oportunistami. W polemice z jawnymi i naiwnymi socjalimperialistami (w rodzaju Lentscha), którzy usprawiedliwiają wojnę ze strony Niemiec, jako niosącą złamanie monopolu Anglii, Kautsky "koryguje" ten oczywisty fałsz przy pomocy innego, tak samo oczywistego fałszu. Cyniczny fałsz zastępuje ckliwym fałszem! Przemysłowy monopol Anglii, powiada, jest od dawna złamany, od dawna zniszczony, nie ma więc potrzeby i nie można go niszczyć.

Na czym polega fałsz tego argumentu?

Po 1-e na tym, że pominięty został kolonialny monopol Anglii. A Engels, jak widzieliśmy, już w r. 1882, 34 lata temu, zupełnie wyraźnie wskazywał na ten monopol! Jeśli przemysłowy monopol Anglii jest zniszczony, to monopol kolonialny nie tylko się ostał, lecz nawet niezwykle się zaostrzył, albowiem cała ziemia jest już podzielona! Przy pomocy swego ckliwego kłamstwa Kautsky przemyca burżuazyjno-pacyfistyczną i oportunistyczno-mieszczańską koncepcyjkę, że jakoby "nie ma o co wojować". Przeciwnie, kapitaliści nie tylko mają teraz o co wojować, lecz nie mogą nie wojować, jeśli chcą zachować kapitalizm, albowiem bez  podziału kolonii drogą przemocy, nowe imperialistyczne kraje nie mogą uzyskać tych przywilejów, z których korzystają starsze (i mniej silne) mocarstwa imperialistyczne.

Po 2-e. Dlaczego monopol Anglii tłumaczy zwycięstwo oportunizmu (czasowe) w Anglii? Dlatego że monopol przynosi zysk nadzwyczajny, to jest nadwyżkę zysku ponad normalny, zwykły w całym świecie kapitalistycznym. Z tego nadzwyczajnego zysku kapitaliści mogą wyrzucić cząstkę (i nawet niemałą!), ażeby przekupić swoich robotników, stworzyć coś w rodzaju sojuszu (przypomnijcie sobie opisane przez Webbów sławetne "alianse" angielskich trade-unionów ze swoimi gospodarzami) — sojusze robotników danego narodu ze swoimi kapitalistami przeciwko pozostałym krajom. Monopol przemysłowy Anglii został zniszczony jeszcze pod koniec XIX wieku. To nie ulega wątpliwości. Ale w jaki sposób odbyło się to zniszczenie? Czyżby tak, że znikł wszelki monopol?

Jeśliby tak było, to ugodowa (w stosunku do oportunizmu) "teoria" Kautsky'ego byłaby w pewnym sensie usprawiedliwiona. Lecz cała rzecz w tym, że tak nie jest. Imperializm jest to monopolistyczny kapitalizm. Każdy kartel, trust, syndykat, każdy potężny, wielki bank jest monopolem. Nadzwyczajny zysk nie znikł, a pozostał. Wyzysk wszystkich pozostałych krajów przez jeden uprzywilejowany, finansowo bogaty kraj pozostał i wzmógł się. Garstka bogatych krajów — jest ich wszystkiego cztery, jeśli się mówi o samodzielnym istotnie gigantycznym bogactwie "współczesnym": Anglia, Francja, Stany Zjednoczone i Niemcy — ta garstka rozwinęła monopol do nieprawdopodobnych rozmiarów, otrzymuje nadzwyczajny zysk w ilości setek milionów, jeśli nie miliardów, "jeździ  na  barkach" setek milionów ludności innych krajów, walczy między sobą o podział szczególnie bogatego, szczególnie tłustego i szczególnie spokojnego łupu.

W tym właśnie tkwi ekonomiczna i polityczna istota imperializmu, którego najgłębsze sprzeczności Kautsky zamazuje, a nie odsłania. Burżuazja "wielkiego" imperialistycznego mocarstwa może ekonomicznie przekupić górne warstwy "swoich" robotników, rzucając na to jedną-dwie setki milionów franków rocznie, bowiem jej nadzwyczajny zysk wynosi prawdopodobnie około miliarda. I kwestia, jak zostaje podzielony ten ochłap pomiędzy robotników-ministrów, "robotników-posłów" (przypomnijcie sobie wspaniałą analizę tego pojęcia u Engelsa), robotników-uczestników wojskowo-przemysłowych komitetów, robotników-biurokratów, robotników zorganizowanych w wąsko cechowych związkach, urzędników itd., itd., jest już kwestią drugorzędną. W latach 1848—68 i częściowo później z monopolu korzystała tylko Anglia; dlatego - mógł tam na dziesięciolecia zwyciężyć oportunizm; innych krajów o bogatszych koloniach i z przemysłowym monopolem nie było.

Ostatnie 30 lat XIX wieku były przejściem do nowej imperialistycznej epoki. Z monopolu korzysta finansowy kapitał nie jednego, lecz kilku, bardzo nielicznych, wielkich mocarstw. (W Japonii i Rosji monopol siły wojskowej, niezmierzonego terytorium czy szczególnie dogodnych warunków do grabienia obcoplemieńców, Chin i innych, częściowo uzupełnia, a częściowo zastępuje monopol współczesnego najnowszego kapitału finansowego). Z tej różnicy wynika, że prawa Anglii do monopolu mogły w ciągu dziesięcioleci nie być kwestionowane. Monopol współczesnego finansowego kapitału jest przedmiotem wściekłej walki: rozpoczął się okres wojen imperialistycznych. Wówczas klasę robotniczą jednego kraju można było przekupić, zdeprawować na całe dziesięciolecia! Dziś jest to nieprawdopodobne, poniekąd nawet niemożliwe, lecz za to mniejsze (niż w Anglii lat 1848—68) warstwy "arystokracji robotniczej" może przekupić i przekupuje każde "wielkie" imperialistyczne mocarstwo. Wtedy "burżuazyjna partia robotnicza", według niezwykle głębokiego określenia Engelsa, mogła utworzyć się tylko w jednym kraju, gdyż tylko ten jeden kraj posiadał monopol, lecz za to na czas dłuższy. Obecnie istnienie "burżuazyjnej partii robotniczej" jest nieuniknione i typowe dla wszystkich imperialistycznych krajów, lecz ze względu na ich rozpaczliwą walkę o podział łupu, nieprawdopodobne jest, aby taka partia mogła osiągnąć długotrwałe zwycięstwo w szeregu krajów. Albowiem trusty, oligarchia finansowa, drożyzna itp. umożliwiając przekupienie nielicznych wierzchołków, coraz silniej duszą, gnębią, niszczą, męczą całą masę proletariatu i półproletariatu.

Z jednej strony, mamy tendencję burżuazji i oportunistów do przekształcenia garstki najbogatszych, uprzywilejowanych narodów w "wiecznych" pasożytów na ciele pozostałej ludzkości, do "spoczywania na laurach" wyzysku Murzynów, Hindusów i innych, przez utrzymywanie ich w posłuszeństwie za pomocą zaopatrzonego we wspaniałą niszczycielską technikę najnowszego militaryzmu. Z drugiej strony, mamy tendencję mas, uciskanych więcej niż poprzednio i znoszących wszystkie męczarnie wojen imperialistycznych, do zrzucenia  tego jarzma, do obalenia burżuazji. Historia ruchu robotniczego będzie się teraz nieuchronnie rozwijać w walce między tymi dwiema tendencjami. Albowiem pierwsza tendencja nie jest przypadkowa a ekonomicznie "uzasadniona". Burżuazja zrodziła już, wykarmiła i zdobyła sobie "burżuazyjne partie robotnicze" socjalszowinistów we wszystkich krajach. Różnice między ukształtowaną partią, np. Bissolati we Włoszech, partią całkowicie socjalimperialistyczną i, powiedzmy, na wpół ukształtowaną prawie-partią Potresowów, Gwozdiewów, Bułkinów, Czcheidzów, Skobielewów i Ska - to różnice nieistotne. Ważne jest to, że ekonomiczne przejście warstwy robotniczej arystokracji do obozu burżuazji dojrzało i dokonało się, polityczną zaś formę dla siebie, tę czy inną, ten ekonomiczny fakt, to przesunięcie w stosunkach między klasami, znajdzie bez specjalnego "wysiłku".

Na wskazanej ekonomicznej podstawie, polityczne instytucje najnowszego kapitalizmu - prasa, parlament, związki, zjazdy itp. - stworzyły odpowiadające ekonomicznym przywilejom i ochłapom dla pełnych uszanowania, pokornych, reformistycznych i patriotycznych urzędników i robotników — polityczne przywileje i ochłapy. Dochodowe i ciepłe posadki w ministerstwie lub w wojskowo-przemysłowym komitecie, w parlamencie i w różnych komisjach, w redakcjach "solidnych" legalnych gazet lub w zarządach niemniej solidnych i "burżuazyjnie-posłusznych" związków robotniczych — oto, czym zwabia i wynagradza imperialistyczna burżuazja przedstawicieli i zwolenników "burżuazyjnych partii robotniczych".

Mechanika demokracji politycznej działa w tym samym kierunku. Bez wyborów w naszym stuleciu nie można się obejść: bez mas ani rusz, a mas w epoce drukowanych książek i parlamentaryzmu nie można prowadzić za sobą nie stosując szeroko rozgałęzionego, systematycznie, trwale obstawionego systemu pochlebstwa, łgarstwa, oszustwa, żonglerki modnymi i popularnymi słówkami, obiecywania na prawo i na lewo wszelkich reform i wszelkich dobrodziejstw robotnikom — byleby wyrzekli się rewolucyjnej walki o obalenie burżuazji. Nazwałbym ten system lloyd-georgizmem — wedle imienia angielskiego ministra Lloyd George'a, jednego z najbardziej czołowych i zręcznych przedstawicieli tego systemu w klasycznym kraju "burżuazyjnej partii robotniczej". Pierwszorzędny macher burżuazyjny i wyga polityczny, popularny mówca, umiejący wygłaszać wszelkiego rodzaju, nawet rewolucyjne przemówienia przed audytorium robotniczym, zdolny do zapewnienia posłusznym robotnikom niezgorszych ochłapów w postaci reform społecznych (ubezpieczenia itp.), Lloyd George służy burżuazji doskonale i służy jej właśnie wśród robotników, szerzy jej wpływy właśnie wśród proletariatu, tam gdzie jest rzeczą najpotrzebniejszą, najtrudniejszą moralnie podporządkować sobie masy.[3]

A czyż wielka jest różnica między Lloyd Georgem i Scheidemannami, Legienami, Hendersonami i Hyndmanami, Plechanowami, Renaudelami i Ską? Zaoponują nam, że niektórzy z tych ostatnich wrócą do rewolucyjnego socjalizmu Marksa. Jest to możliwe, lecz jest to znikoma różnica stopnia, jeśli się ujmuje zagadnienie w politycznej, tj. w masowej skali. Poszczególne osoby spośród dzisiejszych wodzów socjalszowinistycznych mogą powrócić do proletariatu, lecz kierunek socjalszowinistyczny czy oportunistyczny (co  się  jedno  drugiemu  równa) nie może ani zniknąć, ani "powrócić" do rewolucyjnego proletariatu.

Tam, gdzie wśród robotników popularny jest marksizm, ten polityczny kierunek, ta "burżuazyjna partia robotnicza" będzie przysięgać i zaklinać się na imię Marksa. Zabronić im tego nie można, jak nie można handlowej firmie zabronić używania dowolnej etykietki, dowolnego szyldu, dowolnej reklamy. W historii zawsze tak bywało, że po śmierci rewolucyjnych wodzów, cieszących się popularnością wśród klas uciskanych, wrogowie usiłowali przyswoić sobie ich imiona, by tumanić klasy uciskane. Faktem jest, że "burżuazyjne partie robotnicze" jako zjawisko polityczne powstały już we wszystkich przodujących krajach kapitalistycznych, że bez zdecydowanej, bezwzględnej walki na całej linii przeciwko tym partiom lub — jest to to samo — grupom, kierunkom itp., nie może być mowy ani o walce z imperializmem, ani o marksizmie, ani o socjalistycznym ruchu robotniczym. Frakcja Czcheidze, "Nasze Dieło", "Gołos Truda" w Rosji i "okiści" za granicą — są tylko odmianą jednej z takich partii. Nie mamy najmniejszych podstaw sądzić, że te partie mogą zniknąć przed rewolucją socjalną. Przeciwnie, im bliższa będzie ta rewolucja, im potężniej się rozpłomieni, im ostrzejsze i gwałtowniejsze będą przejścia i skoki w procesie jej trwania, tym większą rolę będzie odgrywała w ruchu robotniczym walka rewolucyjnego masowego prądu przeciwko prądowi oportunistycznemu, mieszczańskiemu. Kautskizm nie stanowi żadnego samodzielnego kierunku, nie posiadając korzeni ani w masach, ani w warstwie uprzywilejowanej, która przeszła na stronę burżuazji. Ale niebezpieczeństwo kautskizmu polega na tym, że posługując się ideologią przeszłości usiłuje pogodzić proletariat z "burżuazyjną partią robotniczą", przekonać, że ona i proletariat to jedno, podnieść w ten sposób jej autorytet. Za jawnymi socjalszowinistami masy już nie idą: Lloyd George'a wygwizdano w Anglii na robotniczych zebraniach, Hyndman wystąpił z partii, Renaudelów i Scheidemannów, Potresowów i Gwozdiewów broni policja. Zamaskowana obrona socjalszowinistów przez kautskistów to rzecz najbardziej niebezpieczna.

Jednym z najwięcej rozpowszechnionych sofizmatów kautskizmu jest powoływanie się na "masy". My — powiadają — nie chcemy odrywać się od mas i organizacji masowych! Lecz zastanówcie się nad sposobem postawienia tej sprawy przez Engelsa, "Masowe organizacje" angielskich trade-unionów były w XIX wieku po stronie burżuazyjnej partii robotniczej. Marks i Engels nie godzili się z nią na tej podstawie, a demaskowali ją. Nie zapominali oni o tym, 1) że organizacje trade-unionów bezpośrednio obejmują mniejszość proletariatu. Zarówno w ówczesnej Anglii jak w dzisiejszych Niemczech nie więcej niż 1/5 proletariatu należy do organizacji. Nie można myśleć poważnie o tym, że przy kapitalizmie możliwe jest włączenie do organizacji większości proletariuszy, Po 2-e — i to jest rzeczą główną — nie tyle chodzi o liczbę członków organizacji, ile o realne, obiektywne znaczenie jej polityki: czy polityka ta reprezentuje masy, czy służy masom, to znaczy, wyzwoleniu mas od jarzma kapitalizmu, czy też reprezentuje interesy mniejszości, jej pogodzenie się z kapitalizmem? Właśnie to ostatnie było słuszne w odniesieniu do Anglii w wieku XIX  —  i jest słuszne obecnie w odniesieniu do Niemiec i innych.

Od  "burżuazyjnej  partii robotniczej" starych trade-unionów, od uprzywilejowanej mniejszości Engels odróżnia "niższą masę", faktyczną większość, i do niej, nie zarażonej "burżuazyjną czcigodnością" apeluje.

Oto, w czym tkwi istota taktyki marksistowskiej!

Nie możemy — i nikt nie może — obliczyć, jaka mianowicie część proletariatu idzie i pójdzie za socjalszowinistami i oportunistami. To pokaże tylko walka, o tym zadecyduje ostatecznie tylko socjalistyczna rewolucja. Ale wiemy z całą pewnością, że "obrońcy ojczyzny" w wojnie imperialistycznej reprezentują zaledwie mniejszość i dlatego, jeśli chcemy pozostać socjalistami, naszym obowiązkiem jest pójść niżej i głębiej do prawdziwych mas: na tym polega całe znaczenie walki z oportunizmem i cała treść tej wałki. Demaskując to, że oportuniści i socjalszowiniści faktycznie zdradzają i zaprzedają interesy mas, że bronią chwilowych przywilejów mniejszości robotników, że przejmują burżuazyjne idee i wpływy, że w rzeczywistości są sojusznikami i agentami burżuazji - tym samym uczymy masy poznawać ich rzeczywiste interesy polityczne, walczyć o socjalizm i o rewolucję poprzez wszystkie długie i męczące perypetie wojen imperialistycznych i imperialistycznych rozejmów.

Wyjaśnianie masom nieuchronności i konieczności zerwania z oportunizmem, wychowywanie tych mas dla rewolucji w bezwzględnej walce z nim, wyciąganie wniosków z doświadczeń wojny w celu ujawnienia całej nikczemności narodowo-liberalnej polityki robotniczej, nie zaś w celu jej osłaniania — oto jedyna marksistowska linia w światowym ruchu robotniczym.

W następnym artykule postaramy się podsumować główne charakterystyczne cechy tej linii w przeciwieństwie do kautskizmu.

 

Włodzimierz Lenin

Artykuł ten Włodzimierz Lenin napisał w październiku 1916 roku. Po raz pierwszy opublikowano go w numerze drugim Sbornika Socjal-Demokrata w grudniu 1916 roku. - dop. red.

 

Przypisy:

[1] "Imperializm jest produktem wysoce rozwiniętego kapitału przemysłowego. Polega on na dążeniu każdego przemysłowego kapitalistycznego narodu do podporządkowania sobie i przyłączenia do siebie coraz to większej ilości obszarów rolniczych, niezależnie od tego, jaki naród je zamieszkuje". (Kautsky, "Neue Zeit", II/IX, 1914).

[2] J. A. Hobson, Imperializm, Londyn 1902.

[3] Niedawno w pewnym angielskim czasopiśmie znalazłem artykuł torysa, politycznego przeciwnika Lloyd George'a: "Lloyd George z punktu widzenia torysów". Wojna otworzyła temu przeciwnikowi oczy na to, jakim wspaniałym pachołkiem burżuazji jest Lloyd George! Torysi pogodzili się z nim!

Komentarze

Zobacz także:

Co to jest realny socjalizm?
Jerzy Kochan 15/10/2014 We wszystkich sferach życia społecznego, od ośmiu godzin pracy i urlopu, do bezpłatnego szkolnictwa i opieki zdrowotnej toczy się walka klasowa w obronie interesów ludzi pracy. Czy... więcej
Trocki: Nauki Października
Lew Trocki 05/04/2016 Proletariat nie może wziąć władzy poprzez żywiołowe powstanie — także w wysoko uprzemysłowionych i wysoce kulturalnych Niemczech żywiołowe powstanie mas pracujących — w... więcej

Film tygodnia