Jesteś tu: Strona główna Marksizm Lange: Rola państwa w...

Lange: Rola państwa w kapitalizmie monopolistycznym

Oskar Lange 01/05/2015

Klasyka myśli marksistowskiej (II)

Najważniejszym zagadnieniem, wobec którego staje obecnie ruch robotniczy, jest jasne uświadomienie sobie, jaką rolę gospodarczą odgrywa państwo w obecnej, monopolistycznej fazie kapitalizmu oraz zdanie sobie sprawy z zasadniczego przeobrażenia, jakiemu ulega funkcja społeczna państwa w epoce kapitalizmu monopolistycznego. Od uświadomienia sobie tego zależy bowiem ustosunkowanie się ruchu robotniczego do wszystkich gospodarczych i politycznych zagadnień czasów obecnych.

Punktem wyjścia przemiany kapitalizmu wolnokonkurencyjnego na kapitalizm monopolistyczny jest koncentracja produkcji i kapitału. Z chwilą, gdy koncentracja osiąga wysoki stopień rozwoju, wśród grup wielkokapitalistycznych, dzierżących w swoim ręku kontrolę nad skoncentrowanymi zakładami produkcji, z konieczności musi pojawić się chęć wykorzystania swojej potęgi dla zapewnienia sobie stanowiska monopolistycznego i monopolistycznych zysków dodatkowych ponad wolnokonkurencyjną stopę zysku. Osiąga się to przez porozumienie największych magnatów kapitalistycznych, którzy zaprzestają między sobą konkurencji oraz tworzą kartel, trust, czy syndykat, prowadzący monopolistyczną politykę cen i produkcji oraz zmuszają także mniejszych producentów danej gałęzi produkcji do przyłączenia się do tej polityki grożąc im w przeciwnym razie zupełną zagładą. Podstawą wielkokapitalistycznego monopolu jest tedy potęga gospodarcza płynąca z koncentracji wielkiej ilości kapitałów w rękach małej grupy potentatów kapitalistycznych. Koncentracja kapitału jest podstawą zdobycia przez pewne grupy wielkokapitalistyczne stanowisk monopolistycznych, gdyż umożliwia zmuszenie wszystkich kapitalistów pewnej gałęzi produkcji do ugody monopolistycznej oraz unieszkodliwienie opornych outsiderów. Jest to podstawowy warunek powstania wielkokapitalistycznego monopolu. Ale sama, płynąca z koncentracji, potęga gospodarcza nie wystarcza do tworzenia monopolu, natrafia bowiem na dwie poważne przeszkody.

Najważniejszą przeszkodą jest fakt, że o ile porozumienie nie ogarnia w danej gałęzi produkcji kapitalistów całego świata, to stworzenie przez poszczególne grupy kapitalistów karteli lub trustów nie tworzy jeszcze monopolu, gdyż poszczególne grupy kapitalistów konkurują nadal między sobą. Zostaje tylko zmieniony poziom, na którym odbywa się walka konkurencyjna: na miejsce konkurencji poszczególnych kapitalistów jednostkowych występuje konkurencja zorganizowanych grup wielkokapitalistycznych, jak karteli, trustów, syndykatów, wielkich banków akcyjnych itp. Zmienia się tylko forma organizacyjna konkurencji, jej treść ekonomiczna pozostaje jednak dalej niezmieniona. Drugą przeszkodą jest możliwość zastępowania dóbr zmonopolizowanych dobrami niezmonopolizowanymi (np. elektryczności gazem, nafty węglem itp.), co powoduje dla kartelu konieczność konkurowania z producentami dóbr zastępczych i liczenia się w swej polityce cen i produkcji z możliwością przesunięcia się konsumpcji ku dobrom zastępczym. Przeszkodę tę da się ominąć tylko przez wciągnięcie do umowy monopolistycznej również producentów wszystkich tych dóbr zastępczych. Fakt ten także ogranicza możliwości monopolistyczne karteli i trustów[1].

Okazuje się, że sama potęga gospodarcza zrzeszeń wielkokapitalistycznych, że sam fakt skupienia w ręku nielicznych grup kontroli wielkimi masami kapitału nie wystarcza dla zdobycia stanowiska monopolistycznego. Potrzeba do tego czegoś więcej, oprócz potęgi gospodarczej, potrzeba także potęgi politycznej, potrzeba odpowiedniego wpływu na państwo, które jedynie za pomocą pewnych aktów politycznych może uchronić kapitalistyczne związki monopolowe na swoim terytorium od konkurencji kapitalistów zagranicznych. Ochrona ta musi rozciągać się nie tylko na dobra zmonopolizowane, ale także na wszystkie dobra substytucyjne. Dopiero ingerencja państwa może stworzyć dla wielkokapitalistycznych związków, dla karteli, trustów i wielkich banków akcyjnych sytuacje monopolistyczne. Osiąga to za pomocą polityki celnej i regulacji obrotu towarowego z zagranicą, za pomocą odpowiedniego systemu traktatów handlowych, polityki taryfowej kolei państwowych, polityki kolonialnej itp. Dopiero dzięki takiej interwencji państwa potęga gospodarcza wielkokapitalistycznych związków przemienia się w stanowisko monopolistyczne, zapewniające pewnym grupom wielkokapitalistycznych potentatów monopolistyczne zyski dodatkowe ponad zysk, jaki ustaliłby się przy wolnej konkurencji dzięki działaniu prawa wyrównywania się stopy zysku.

Toteż epokę kapitalizmu monopolistycznego cechuje coraz bardziej wzrastająca ingerencja państwa w życie gospodarcze. Z końcem XIX i na przełomie XX wieku następuje zasadnicza zmiana funkcji kapitalistycznego państwa. Zmiana ta łączy się w kapitalizmie z pojawieniem dążności monopolistycznych. W epoce kapitalizmu wolnokonkurencyjnego, w epoce względnego liberalizmu państwo mieszczańskie przestrzegało w stosunku do życia gospodarczego zasady nieingerencji. Wprawdzie bywały w tej zasadzie wyłomy, często nawet dość liczne, jednak ogólna postawa państwa w stosunku do życia gospodarczego opierała się na zasadzie laissez faire, która wówczas była powszechnie uznanym ideałem całego kapitalistycznego świata. Państwo okresu liberalnego ograniczało się do stworzenia i utrzymywania ogólnych warunków gospodarki kapitalistycznej, jak własności prywatnej, porządku, komunikacji, ustroju pieniężnego, bezpieczeństwa prawnego itd. Jednak z chwilą pojawienia się na widowni wielkokapitalistycznych związków o tendencjach wyraźnie monopolistycznych, jak kartele, trusty itp., funkcja państwa kapitalistycznego ulega zasadniczej zmianie.

Odtąd państwo kapitalistyczne nie ogranicza się do utrzymywania ogólnych warunków gospodarki kapitalistycznej, lecz wkracza czynnie w życie gospodarcze. Zasady laissez faire zostawia na użytek nauki uniwersyteckiej, a państwo uważa za swój najszczytniejszy obowiązek czynną ingerencję w życie gospodarcze i tą drogą aktywną gorliwie się przyczynia do “pomyślnego rozwoju gospodarstwa narodowego” i do “ochrony najżywotniejszych interesów narodu”, czyli do stworzenia karteli, trustów i wielkich banków akcyjnych przywilejów, dających obfite zyski monopolistyczne.

Rozpoczyna się tedy wielka fala protekcji celnych i reglamentacji obrotu z zagranicą. W przeciwieństwie do dawnych ceł “wychowawczych”, które miały za zadanie danie krajom mniej uprzemysłowionym równego startu z wielce uprzemysłowioną Anglią i które tym samym miały charakter przejściowy[2], państwa otaczają się wysokim murem celnym obliczonym na stałe, a mającym za zadanie stworzenie dla karteli i trustów warunków monopolistycznych. Nowe te cła różnią się od ceł “wychowawczych” dawnego autoramentu także tym, że dotyczą także przemysłów wybitnie eksportowych, którym pozwalają wykorzystać monopol na rynku krajowym dla celów dumpingu, pokrywając straty eksportu zyskami monopolistycznymi, osiągniętymi na rynku krajowym[3]. Do polityki celnej dochodzi cały szereg innych środków polityki handlowej, jak reglamentacja przywozu i wywozu, subsydia i premie eksportowe, ograniczenia tranzytowe, polityka taryf kolejowych itd. Tą drogą związki wielkokapitalistyczne zdobywają stanowiska monopolistyczne, a zdobywają je nie samą swą potęgą gospodarczą, ale swoją potęgą polityczną, czyniącą z państwa powolne narzędzie, ingerujące na ich korzyść w życie gospodarcze.

W ten sposób zmienia się zasadnicza funkcja państwa kapitalistycznego. Ze zwykłego “stróża porządku”, strzegącego bezpieczeństwa własności prywatnej i innych podstawowych warunków kapitalistycznego ustroju, państwo przemienia się w czynnego regulatora życia gospodarczego, miejsce liberalizmu zastępuje interwencjonizm[4] na którego gruncie kartelom, trustom i innym grupom wielkokapitalistycznych interesów wyrastają obfite zyski monopolistyczne. Tak dokonuje się przejście od kapitalizmu wolnokonkurencyjnego do kapitalizmu monopolistycznego.

Ekonomiczna treść monopolistycznego kapitalizmu da się określić formułą: monopol na rynku krajowym, konkurencja na rynku światowym. Jednak i na rynku krajowym monopol ogarnia tylko pewne gałęzie produkcji, pozostawiając resztę działaniu wolnej konkurencji. Na te niezmonopolizowane gałęzie produkcji spada cały ciężar monopolu, o czym jeszcze będzie mowa.

W epoce kapitalizmu monopolistycznego państwo kapitalistyczne zyskuje tedy nową funkcję: stwarzania swoją ingerencją w życie w gospodarcze sytuacji monopolistycznych dla pewnych wielkokapitalistycznych grup. W tej swojej nowej roli państwo staje się dla tych grup twórcą zysków monopolistycznych. Zyski te płyną z interwencji państwa w życie gospodarcze. Skoro interwencja państwa w życie gospodarcze jest źródłem zbieranych przez pewne grupy wielkokapitalistyczne zysków monopolistycznych, to jest rzeczą jasną, że grupy te muszą się starać o użycie aparatu państwowego dla zdobycia coraz to nowych stanowisk monopolistycznych oraz dla rozszerzenia istniejących. Państwu kapitalistycznemu przybywa nowa funkcja: rozszerzenie terenu działania utworzonych monopoli. Można to osiągnąć przede wszystkim przez rozszerzenie terenu własnej suwerenności. Im większe terytorium podlegające suwerenności państwa, tym większy obszar eksploatacyjny dla monopoli. W Europie jednak rozszerzenie terenu własnej suwerenności nie jest rzeczą łatwą, wobec czego państwa kapitalistyczne dążą do opanowania obszarów pozaeuropejskich bądź to w formie kolonii, bądź to w formie “sfer wpływów” czy też innej (np. mandatów Ligi Narodów). Również można rozszerzyć teren eksploatacyjny monopoli przez uzależnienie od siebie państw słabszych i narzucenie im odpowiednich umów handlowych i w ogóle przez użycie swej siły politycznej jako narzędzia w międzynarodowej polityce ekonomicznej. Tą drogą powstaje kapitalistyczny imperializm[5].

Dążność do imperialistycznej ekspansji staje się w epoce kapitalizmu monopolistycznego istotną cechą kapitalistycznego państwa jako twórcy i obrońcy sytuacji monopolistycznych. Towarzyszy temu ogromny wzrost zbrojeń oraz cała seria imperialistycznych wojen. Konkurujące ze sobą na rynku światowym wielkokapitalistyczne grupy przemawiają do konsumentów nie językiem tanich cen i dobrych towarów, lecz językiem siły politycznej popieranej w imię “godności narodowej” szczękiem oręża. Przejście od kapitalizmu wolnokonkurencyjnego do kapitalizmu monopolistycznego rozwiewa iluzje sentymentalnego pacyfizmu mieszczańskiego wobec krwawej rzeczywistości imperializmu nieodłącznego od kapitalizmu monopolistycznego.[6]

Stwarzająca i rozszerzająca sytuacje monopolistyczne interwencja państwa w życie gospodarcze jest dla wielkokapitalistycznych związków źródłem monopolistycznych zysków dodatkowych. Ale stwarzanie zysków dodatkowych dla monopolistów jest jednocześnie obniżeniem stopy zysków w tych wszystkich gałęziach produkcji, które nie cieszą się przywilejami monopolistycznymi. Wolna konkurencja ma tendencję wyrównywania stopy zysku we wszystkich gałęziach życia gospodarczego. Dokonuje się to drogą dopływu kapitału i pracy do gałęzi najbardziej rentownych. Jednak z chwilą pojawienia się monopolu wyrównanie ustaje i tworzą się dwie stopy zysku, jedna – wyższa, w gałęzi produkcji zmonopolizowanej, druga – niższa, w gałęziach niezmonopolizowanych. Uniemożliwienie przepływu kapitału od gałęzi niezmonopolizowanych do gałęzi zmonopolizowanej utrzymuje nierówne stopy zysku ze szkodą dla gałęzi niezmonopolizowanych. W wypadku zaś istnienia kilku zmonopolizowanych gałęzi produkcji mamy kilka stóp zysku, po jednej dla każdej gałęzi zmonopolizowanej oraz jedną dla niezmonopolizowanej reszty[7]. Im więcej monopoli i im większe ich zyski dodatkowe, tym niższa jest stopa zysku w niezmonopolizowanych gałęziach produkcji[8].

W epoce kapitalizmu monopolistycznego państwo jest nie tylko twórcą monopolistycznych zysków dodatkowych dla uprzywilejowanych grup wielkokapitalistycznych, ale jest także generalnym rozdzielcą zysków między poszczególne grupy. Przez swoją ingerencję w życie gospodarcze państwo dzieli klasę kapitalistów na dwie części. Jedna, to uprzywilejowani magnaci kartelowi i trustowi oraz finansiści dzierżący kontrolę wielkich banków akcyjnych. Tym państwo zapewnia przez swą interwencję znaczne zyski monopolistyczne. Reszta to kapitaliści w gałęziach produkcji “niechronionych”. Ci, mniej szczęśliwi, muszą zadowolić się mniejszą stopą zysku. Oni to wzdychają do dawnych dobrych czasów nieinterwencji laissez faire. Przez rodzaj i rozmiar ingerencji w życie gospodarcze państwo wyznacza wysokość zysków monopolistycznych przypadających kartelom i trustom. Ponieważ stwarzanie monopoli wpływa nie tylko na zyski klasy kapitalistów, ale także na dochody wszystkich warstw społecznych, a więc robotników, chłopów, drobnomieszczaństwa, inteligencji itd., państwo staje się generalnym rozdzielcą dochodu społecznego. Dlatego w epoce kapitalizmu monopolistycznego wszystkie walki gospodarcze stają się eo ipso walkami politycznymi.

Epoka kapitalizmu monopolistycznego oznacza polityzację życia gospodarczego. Państwo staje się ośrodkiem życia gospodarczego. Przez swoją działalność interwencyjną tworzy zyski monopolistyczne dla jednych, obniża zyski innym i reguluje cały rozdział dochodu społecznego. Fakt ten zmienia zasadniczo charakter społeczny państwa kapitalistycznego. Państwo kapitalistyczne odsłania coraz wyraźniej swój charakter klasowy.

Państwo mieszczańskie w epoce kapitalizmu wolnokonkurencyjnego było niewątpliwie także państwem klasowym, jednak jego charakter klasowy był odmienny. W epoce liberalizmu, gdy państwo ograniczało się do sprawowania straży nad ogólnymi warunkami gospodarki kapitalistycznej, jak bezpieczeństwo własności, ustrój pieniężny, komunikacja itp., jego charakter klasowy nie był bezpośrednio widoczny. Objawiał on się tylko w stosunku do klasy robotniczej, natomiast w stosunku do wszystkich warstw mieszczańskich oraz w stosunku do ziemiaństwa było ono państwem międzyklasowym, służącym interesom wszystkich klas kapitalistycznych i ziemiaństwa w równej mierze. Wszak chodziło tylko o to, żeby utrzymać bezpieczeństwo własności prywatnej, komunikację, ustrój pieniężny i inne ogólne warunki kapitalistycznego ustroju oraz o to, żeby swoim mieszaniem się w życie gospodarcze państwo nie przeszkadzało kapitalistom w ich czynnościach gospodarczych. Dlatego w warunkach laissez faire kapitaliści chętnie odstępowali rządy państwem dawnej arystokracji oraz politykom zawodowym, sami zaś ograniczali się do swoich czynności gospodarczych, a wszystkie spory między nimi rozstrzygała konkurencja i siła gospodarcza.

Inaczej w kapitalizmie monopolistycznym. Bezpośrednia ingerencja państwa w życie gospodarcze (polityka celna i taryfowa, polityka handlowa, polityka kolonialna itd.) jest podstawą zysków monopolistycznych osiąganych przez wielki kapitał. Państwo reguluje swoją działalnością interwencyjną wysokość zysków przypadających poszczególnym grupom kapitalistów. Toteż stojąca na czele wielkokapitalistycznych związków monopolistycznych oligarchia nie może pozostawić spokojnie rządów państwem w rękach innych warstw społecznych. Wszak wielkość i rozmiar zysków monopolistycznych, a nawet samo ich istnienie zależy od tego, czy państwo będzie posłuszne rozkazom wielkokapitalistycznej oligarchii. Oligarchia ta stara się poddać cały aparat państwowy swojej bezpośredniej i wyłącznej kontroli, używa do tego całego ogromu swojej potęgi gospodarczej. Następuje polityzacja kapitalizmu. Potentaci wielkokapitalistyczni nie pozostawiają już więcej rządów państwem w rękach arystokracji ziemiańskiej oraz polityków zawodowych, ale sięgają po bezpośrednią kontrolę nad państwem. Sami zasiadają w parlamentach i innych organach państwowych, względnie wysyłają tam swych reprezentantów, występują czynnie na widownię polityczną.

Państwo współczesne natomiast coraz bardziej przestaje być równomiernym reprezentantem wszystkich warstw mieszczańskich, staje się coraz bardziej wyłącznym narzędziem wielkokapitalistycznych monopolistów. Ich interes decyduje we wzrastającej mierze o polityce państwa. “Nie jest bynajmniej przesadą powiedzenie, że w Ameryce nie jest rzeczą całkiem pewną, czy państwo będzie kontrolowało trusty, czy też trusty poddadzą swojej kontroli państwo; a w Niemczech powojennych, zdaje się, że prawie istnieje między nimi małżeństwo. W Anglii, mimo daleko posuniętej wolności, decyzje polityczne, zarówno ustawodawcze jak rządowe, w ostatnich latach były we wzrastającej mierze poddane bezpośredniemu wpływowi wielkich interesów finansowych i przemysłowych, np. tak potężnych organizacji, jak Federacja Brytyjskiego Przemysłu oraz konferencja kierujących bankierów londyńskiej City. Trudno ominąć przeprowadzenie pewnej paraleli z wiekiem czternastym, kiedy administracja municypalna zaczęła chylić głowę przed wzrastającym wpływem rozmaitych probi homines oraz divites es potentiores”[9].

Interesy innych warstw mieszczańskich są reprezentowane przez współczesne państwo coraz bardziej tylko o tyle, o ile nie sprzeciwiają się interesom monopolistycznych potentatów. Państwo przestaje być reprezentantem wszystkich warstw mieszczańskich i przemienia się coraz bardziej w wyłączny organ tylko pewnych grup wielkokapitalistycznych, w organ oligarchii monopolistycznej i kapitału finansowego. W okresie kapitalizmu monopolistycznego aparat przymusowy państwa jest skierowany nie tylko przeciwko klasie robotniczej, ale coraz bardziej wymyka się wpływowi szerokich warstw mieszczańskich, stając się wyłącznym organem oligarchii monopolistycznej. Ta przemiana charakteru społecznego państwa jest równie nieodłącznie związana z kapitalizmem monopolistycznym, jak imperializm. Interwencja państwa w życie gospodarcze dla stworzenia sytuacji monopolistycznych na rzecz wiekokapitalistycznych związków jest możliwa tylko o tyle, o ile dane wielkokapitalistyczne grupy potrafią zdobyć wpływ decydujący na aparat państwowy oraz sparaliżować wpływ innych grup kapitalistycznych, przeciwko którym ta interwencja się zwraca. W tym swoim dążeniu do bezpośredniego i wyłącznego opanowania aparatu państwowego wielkokapitalistyczna oligarchia natrafia jednak na poważną przeszkodę coraz bardziej utrudniającą wyłączne opanowanie państwa. Przeszkodą tą jest demokracja polityczna.

Wprawdzie w początkach swego rozwoju kapitalizm monopolistyczny potrafi pogodzić się z demokracją polityczną, potrafi ją nawet doskonale wyzyskać dla swoich celów. Potęga gospodarcza wielkiego kapitału oddaje na jego usługi całe kształtowanie opinii publicznej. Kryjąc swój interes klasowy pod płaszczykiem interesu całego narodu i szumnej nacjonalistycznej frazeologii, oligarchia monopolistyczna zdobywa poklask szerokich rzesz ludności. W imię “niezawisłości ekonomicznej” narodu nakłada się wysokie cła, w imię “obrony godności narodu” przygotowuje się imperialistyczne interwencje, w imię “rozszerzenia mocarstwowego stanowiska państwa” ujarzmia się małe narody i zdobywa dla monopolistów nowe tereny eksploatacyjne, w imię “misji historycznej chrześcijaństwa” zdobywa się nowe kolonie itd. Mając w swym ręku środki kształtowania opinii publicznej, wielkokapitalistyczna oligarchia monopolistyczna może państwo demokratyczne przez pewien czas zrobić swoim narzędziem. Ale nie trwa to długo. Im większa staje się potęga monopoli, tym silniej ciężary ich dają się odczuć szerokim warstwom ludności. Odczuwa je nie tylko klasa robotnicza, odczuwa je również włościaństwo, drobne i średnie mieszczaństwo oraz inteligencja. Im większy rozwój monopoli we wszystkich przodujących krajach kapitalistycznych, tym trudniejsza staje się imperialistyczna ekspansja, na tym większy opór napotyka u innych państw kapitalistycznych. Imperialistyczna ekspansja staje się coraz bardziej kosztowna, a koszta jej spadają na szerokie masy. Przeciwieństwa klasowe stają się coraz ostrzejsze, coraz groźniejsze. Zaostrza się przeciwieństwo między wielkokapitalistyczną oligarchią a masami robotniczymi. Ale także inne warstwy ludności, mianowicie włościaństwo i drobnomieszczaństwo, a częściowo nawet inteligencja, uświadamiają sobie swoje przeciwieństwo w stosunku do wielkokapitalistycznej oligarchii monopolistycznej, buntują się przeciw haraczowi nałożonemu na nich przez wielkokapitalistyczne związki monopolistyczne i zbliżają się do ruchu robotniczego.

Przygotowuje się wielki blok antymonopolistyczny obejmujący wszystkie masy pracujące, a więc klasę robotniczą, włościaństwo, drobnomieszczaństwo, część inteligencji, blok wszystkich pracujących przeciw wielkokapitalistycznej oligarchii monopolistycznej. Im bardziej oligarchia wielkokapitalistyczna opanowuje aparat państwowy i czyni go powolnym narzędziem swojej monopolistycznej polityki, tym jaskrawiej wychodzi na jaw klasowy charakter współczesnego państwa, tym szybciej szerokie masy wydobywają się spod wpływu ideologicznego wielkokapitalistycznej propagandy, tym bardziej zaostrzają się przeciwieństwa.

Hegemonia w tym bloku z natury rzeczy przypada ruchowi robotniczemu jako najlepiej zdającemu sobie sprawę z mechanizmu gospodarki kapitalistycznej i jako mającemu najbardziej sprecyzowany cel. Wśród włościaństwa, drobnomieszczaństwa i inteligencji opozycja ma cel przeważnie negatywny: zniesienie monopoli i powrót do wolnej konkurencji. Jednak postępująca szybkimi krokami koncentracja i nigdy nieustająca rewolucja techniki czyni te marzenia coraz bardziej utopijnymi, wykazuje coraz bardziej niemożliwość usunięcia wielkokapitalistycznych monopoli bez jednoczesnego usunięcia kapitalistycznego ustroju. Włościaństwo, drobnomieszczaństwo i inteligencja staje coraz wyraźniej wobec alternatywy: jarzmo wielkokapitalistycznej oligarchii monopolistycznej albo socjalizm. Ta alternatywa musi ich ostatecznie pchnąć pod kierownictwo ideologiczne ruchu robotniczego.

Przeciwieństwa społeczne coraz bardziej się polaryzują. Z jednej strony wielkokapitalistyczna oligarchia monopolistyczna, z drugiej strony ruch robotniczy i skupione dokoła niego włościaństwo, drobnomieszczaństwo i część inteligencji. Pośrodku pozostaje tylko bezradna średnia burżuazja i ziemiaństwo, panowie nie zmonopolizowanych gałęzi produkcji. Obawa przed ruchem robotniczym pcha je w jarzmo oligarchii monopolistycznej. Naprzeciwko siebie stają dwa wrogie obozy przygotowujące się do rozstrzygającej walki. W tych warunkach demokracja polityczna staje się dla wielkokapitalistycznej oligarchii monopolistycznej znaczną przeszkodą przy opanowywaniu aparatu państwowego. Skazana na konieczność całkowitego opanowania aparatu państwowego dla utrzymania swoich stanowisk monopolistycznych, oligarchia ta coraz nieufniej spogląda na demokrację polityczną. Demokracja polityczna stanęła bowiem na przeszkodzie dalszemu rozwojowi monopolistycznego kapitalizmu. Im większy opór mas przeciwko panowaniu wielkokapitalistycznej oligarchii, tym bardziej staje się jasne, że swój wpływ na aparat państwowy oligarchia ta może utrzymać tylko wbrew demokracji.

Zaczyna się tedy generalny atak wielkokapitalistycznej oligarchii monopolistycznej przeciwko demokracji politycznej. Atak ten, zależnie od okoliczności, przybiera formy bądź to jawne, bądź to ukryte, a staje się tym silniejszy, im silniejszy staje się opór mas przeciwko panowaniu monopoli. Dalsze istnienie kapitalizmu monopolistycznego nie da się pogodzić z istnieniem demokracji politycznej. Między wielkokapitalistyczną oligarchią monopolistyczną a demokracją polityczną musi dość do decydującego konfliktu. Konflikt ten otwiera ostatni rozdział w historii kapitalizmu.

Nadchodzący konflikt między wielkokapitalistyczną oligarchią a demokracją polityczną musi doprowadzić do starcia obu wrogich obozów. Starcie to dokona się na platformie walki o demokrację. Kapitalizm monopolistyczny skazuje demokrację polityczną na zagładę, uratuje ją ruch robotniczy, skupiający pod swoim przewodnictwem wszystkie warstwy pracujące i eksploatowane przez wielkokapitalistyczne monopole. Ale ratując ją przemieni też jej charakter społeczny. Tak jak ongiś parlament angielski z instytucji panowania feudalnej szlachty i jak francuskie Stany Generalne z organu ustrojowego państwa stanowego przemieniły się w narzędzie mieszczańskiej rewolucji, tak obecnie demokracja polityczna z formy ustrojowej mieszczańskiego państwa klasowego przemieni się w narzędzie rewolucji proletariackiej, w narzędzie panowania klasy robotniczej i likwidacji kapitalizmu.

Demokracja polityczna ma przed sobą tylko dwie możliwości: albo zginąć pod ciosami monopolistycznego kapitalizmu, albo też stać się narzędziem dyktatury proletariatu.

 

Oskar Lange

Artykuł ten został napisany w 1930 roku. Opublikowano go pierwszy raz w "Kwartalniku Socjalistycznym", nr 1/1931.

 



[1] Jest jeszcze trzeci czynnik, ograniczający władzę monopolistyczną wielkokapitalistycznych związków. Jest to możliwość pojawienia się outsiderów, którym produkcja nawet po kosztach wyższych niż w kartelu lub truście opłaca się z chwilą, gdy monopoliści podnoszą cenę. Wpływ tego czynnika bywa zazwyczaj przeceniany. Nie może on bowiem rozsadzić monopolu, skoro własne jego istnienie jest uzależnione od cen monopolistycznych. Z chwilą rozsadzenia monopolu i związanego z tym spadku cen outsider zostaje wyeliminowany jako produkujący powyżej kosztów krańcowych. Może on tylko zmniejszyć zyski dodatkowe monopolistów, nie może ich jednak znieść nie likwidując jednocześnie siebie. Dlatego też kartele i trusty tolerują dość chętnie takich outsiderów, zwłaszcza w okresie dobrej koniunktury, pozwalając im pokrywać część zwiększonego przez koniunkturę popytu. Natomiast spada na nich cały ciężar kryzysu.

[2] Główny teoretyk ceł „wychowawczych” Fryderyk List był w zasadzie rzecznikiem wolnego handlu. Cłom wychowawczym przeznaczał tylko funkcję przejściową aż do osiągnięcia równego startu z krajami bardziej uprzemysłowionymi, po czym cła miałyby ustąpić wolnemu handlowi. Patrz Das nationale System der Politischen Oekonomie, Jena 1928, 5 wyd., rozdz II, s. 213- 214.

[3] Patrz R. Hilferding: Das Finanzkapital, Wiedeń 1910, rozdz. 21: „Wandlungen der Handelspolitik”. Wydanie Polskie: Kapitał finansowy, Warszawa 1958, s. 613 i nast.

[4] Współczesny interwencjonizm i etatyzm w Polsce [1931 r.] ma nieco odmienny charakter. Niewątpliwie stwarzanie sytuacji monopolistycznych dla różnych grup wielkokapitalistycznych odgrywa i tutaj wielką rolę. Jednak właściwy charakter społeczny współczesnego polskiego interwencjonizmu i etatyzmu można pojąć tylko wtedy, gdy go się ujmie jako politykę gospodarczą militarystycznej dyktatury. Do tego dochodzi jeszcze specyficzna rola inteligencji w strukturze społecznej Polski, jej decydująca rola w ruchu niepodległościowym i obecny decydujący wpływ na państwo którego wyrazem jest obecny reżym. W sprawie roli inteligencji por. A. Krzyżanowski: Bierny bilans handlowy, Kraków 1928, cz. I, Etatyzm w Polsce.

[5] Patrz R. Hilferding: Das Finanzkapitalizm rozdz. 22-25. (Kapitał finansowy, Warszawa 1958 s. 636 i nast.). Dążenie do monopolistycznych zysków dodatkowych wystarczy w zupełności do wytłumaczenia imperialistycznego charakteru obecnego kapitalizmu. Wobec tego specjalne, uciekające się do sztucznych konstrukcji, teorie imperializmu w rodzaju teorii Róży Luksemburg (Die Akkumulation des Kapitals, Berlin 1913, 2 wyd.) oraz Fritza Sternberga (Der Imperialismus, Berlin 1926) są zupełnie zbyteczne.

[6] Niektórzy (np. Kautsky) sądzą, że rozwój karteli i trustów międzynarodowych doprowadzi do monopolizacji na skalę międzynarodową i do ery powszechnego pokoju w zorganizowanym na skalę światową kapitalizmie monopolistycznym. Według tego poglądu sam kapitalizm przezwycięży imperializm i wkroczy w fazę tzw. „ultraimperializmu”. Ekonomicznie jest to oczywiście możliwe i pewne tendencje w tym kierunku niewątpliwie istnieją. Ale wobec nierównomiernego rozwoju poszczególnych grup kapitalistycznych porozumienie takie byłoby bardzo nietrwałe, rozpadałoby się ciągle na nowo, a poszczególne grupy zwalczałyby się za pomocą interwencji politycznej swoich państw. (Patrz W. Lenin: Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, Dzieła, t.22, s. 213 i nast.). Dlatego też trzeba uważać imperializm za nieodłączny od monopolistycznego kapitalizmu. Kartele międzynarodowe prowadzą tylko do rozszerzenia bazy imperializmu z państw jednostkowych na złączone ze sobą grupy państw. A gdyby nawet kiedyś doprowadziły do „ultraimperializmu”, to jest kwestią przyszłości tak dalekiej, że tymczasem imperializm zdąży zniszczyć całą cywilizację i kulturę współczesną. Dlatego też dla praktycznej polityki proletariatu ewentualność ta nie wchodzi w rachubę.  

[7] Istnienie tej niezmonopolizowanej reszty jest koniecznym warunkiem kapitalizmu monopolistycznego. Zyski dodatkowe monopolistów są bowiem możliwe tylko przy współistnieniu gałęzi produkcji niezmonopolizowanych, które opłacają monopolistom haracz w postaci zmniejszonej stopy zysku. Monopol, który by ogarnął wszystkie gałęzie produkcji, zniósłby tym samym swoje działanie monopolistyczne. Dlatego kapitalizm monopolistyczny oznacza zawsze opanowanie pewnych gałęzi produkcji przez monopolistów przy zachowaniu wolnej konkurencji w gałęziach pozostałych.

[8] Najbardziej dotknięte tą obniżką stopy zysku w produkcjach niezmonopolizowanych jest rolnictwo. Produkując na ogół w warunkach wolnej konkurencji, ponosi cały ciężar zysków monopolistycznych skartelizowanego przemysłu. Nie pomagają tu cła na produkty rolne, gdyż cała struktura gospodarcza i społeczna rolnictwa nie pozwala na ich wyzyskanie monopolistyczne. Cła takie mogą stworzyć sytuacje monopolistyczne tyko dla grup wielkokapitalistycznych, kontrolujących handel produktami rolnymi, dla producenta jednak są bezużyteczne. Ze wszystkich niezmonopolizowanych gałęzi produkcji rolnictwo jest najbardziej bezbronne, toteż ono odczuwa najsilniej ciężar wielkokapitalistycznych monopoli. Chroniczna strukturalna depresja w rolnictwie jest w kapitalizmie monopolistycznym koniecznością.

[9] M. Dobb: Capitalist Enterprise and Social Progress, Londyn 1926, s. 336-337.

Komentarze

Zobacz także:

Lenin: Imperializm a rozłam w socjalizmie
Włodzimierz Lenin 16/04/2015 Czy istnieje związek między imperializmem a tym potwornie wstrętnym zwycięstwem, odniesionym przez oportunizm (w postaci socjalszowinizmu) nad ruchem robotniczym w Europie? więcej
Ładosz: Klasowe uwarunkowania...
Jarosław Ładosz 27/08/2015 Zarówno kapitalizm, jak i socjalizm ma ,,wbudowany’’ mechanizm nieustannego rewolucjonizowania sił wytwórczych. Mechanizm ten obejmuje proces nieuchronnego zanikania pewnych... więcej

Film tygodnia