Jesteś tu: Strona główna Marksizm Ładosz: Klasowe uwaru...

Ładosz: Klasowe uwarunkowania ekonomicznie istotnych różnic zawodowo-kwalifikacyjnych w kapitalizmie i socjalizmie

Jarosław Ładosz 27/08/2015

Klasyka myśli marksistowskiej (IV)

Klasowe uwarunkowania ekonomicznie istotnych różnic zawodowo-kwalifikacyjnych w kapitalizmie i socjalizmie

Zarówno kapitalizm, jak i socjalizm ma ,,wbudowany’’ mechanizm nieustannego rewolucjonizowania sił wytwórczych.

Mechanizm ten obejmuje proces nieuchronnego zanikania pewnych zawodów, powstawania zapotrzebowania społecznego na nowe jakościowo rodzaje pracy i ludzi, którzy je opanowują, zdobywania przez wytwórców wykształcenia i doświadczenia techniczno-organizacyjnego, procesy mobilności siły roboczej w czasie i przestrzeni. Pogłębia się proces eliminowania ręcznej pracy fizycznej na rzecz pracy polegającej na kontrolowaniu przez wytwórcę coraz potężniejszych sił przyrody. Krótko mówiąc, w obu ustrojach zachodzą procesy dostosowywania kwalifikacji ludzi do przedmiotowych czynników sił wytwórczych, dokonujące się m. in. poprzez sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjne. Sprzeczności tych nie da się uniknąć, niezależnie od formy społecznej, w jakiej występują i są rozwiązywane. Pełne wykorzystanie nowo odkrytych urządzeń wytwórczych, wydajniejszych, uruchomienie ich masowej produkcji wymaga czasu chociażby na opanowanie odpowiednich do tego kwalifikacji. Nie można nigdy przewidzieć dokładanie nowych wynalazków (nie byłyby wówczas wynalazkami), a tym samym – niezbędnych w przyszłości kwalifikacji. Ułatwieniem dla rozwiązywania sprzeczności tego rodzaju, zwłaszcza w socjalizmie, jest planowe w skali społecznej tworzenie rezerw kadrowych i profilowanie ich wykształcenia w kierunku dostatecznej wszechstronności, co łącznie pozwala zaspokajać szybko powstające nowe potrzeby w zakresie odpowiednich kwalifikacji i bezboleśnie odstępować od wdrożonego uprzednio jednostkom rodzaju pracy konkretnej. W planowaniu takim liczyć się jednak trzeba przez długi jeszcze czas ze społecznymi kosztami wykształcenia owych rezerw kadrowych o historycznie określonym profilu. Nadmierne nakłady na ten cel, historycznie ujmując to zagadnienie, mogą bowiem odbijać się ujemnie na tempie ekspansji nowych sił wytwórczych.

Jakościowo określone prace konkretne różnią się bowiem stopniem złożoności oraz intensywnością wydatkowania wysiłku mięśni i nerwów, a o tyle, o ile są związane z określonymi zawodami, zawody w tym się właśnie różnią od siebie. Jeśli w kapitalizmie konkretna siła robocza jest opłacana według jej wartości, w socjalizmie – proporcjonalnie do wartości, to tego rodzaju różnice ekonomiczne są wspólne i kapitalizmowi, i socjalizmowi.

To, co różni zasadniczo kapitalizm i socjalizm, to nie samo występowanie i rozwiązywanie owych sprzeczności, lecz społeczno-ekonomiczny mechanizm ich rozwiązywania, forma ekonomiczna i, co za tym idzie, tempo oraz społeczne koszty z tym związane. W kapitalizmie procesy te mają antagonistyczną formę, krępującą je i od niej nierozdzielne. W socjalizmie nie stają się one samoistne, od społecznej formy niezawisłe, uwolnione od niej. W rozdziale tym postaramy się wykazać, że u podstaw istotnych ze społeczno-ekonomicznego punktu widzenia sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjne znajdują się szeroko rozumiane sprzeczności klasowe, że ich charakteru, agregowania się sił społecznych stanowiących strony tych sprzeczności nie da się wyjaśnić na podstawie charakterystyk czysto technologiczno-kwalifikacyjnych.

Proces rozwiązywania ekonomicznie uwarunkowanych sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjnych stanowi istotny aspekt historycznego kształtowania się jedności klasy robotniczej na coraz szerszej podstawie – zarówno umacniania się jedności tradycyjnych oddziałów wielkoprzemysłowego proletariatu jak i dołączania się do niego wciąż nowych grup społecznych. Albowiem kapitalistycznej koncentracji przemysłu, komunikacji handlu, usług, rolnictwa, zmianom proporcji zatrudnienia w wielkich działach wytwórczości i przepływowi mas ludzkich między tymi działami, a także w przestrzeni, towarzyszy słabnąca konkurencja między tymi najemnikami kapitału oraz coraz ściślejsze współdziałanie różnych ich grup. Niektóre znane przejawy tego procesu to oddalanie się coraz to nowych oddziałów wytwórców od drobnej wytwórczości i właściwego jej cechowego paternalizmu, wlewanie się w szeregi klasy robotniczej najemnych pracowników handlu, zbliżanie się do niej mas pracowników biurowo-ewidencyjnych i specjalistów zatrudnionych w fabrycznym aparacie zarządzania, organizowanie się ,,wolnych zawodów’’ w wielkie jednostki oparte na wzorach przemysłowej organizacji pracy. Kształtująca się jedność jest przez kapitalizm nieustannie rozbijana, ale i przywracana przez jego własną logikę funkcjonowania na coraz wyższym poziomie.

Po obaleniu kapitalizmu w nowych warunkach i w zakresie zależnym od punktu wyjściowego jedność ta konsoliduje się w przyspieszonym tempie w ciągu całego historycznego okresu budowy socjalizmu i komunizmu. Jednocześnie jest to tworzenie jedności narodu socjalistycznego i zespalanie go wokół klasy robotniczej. Ale nie jest to proces natychmiastowego zniesienia klas i rozwiązywania sprzeczności czysto zawodowych, lecz właśnie proces budowy społeczeństwa bezklasowego.

To, co w zawodowo-kwalifikacyjnej strukturze sił wytwórczych ekonomicznie ujarzmia człowieka, ma uwarunkowania klasowe – jest uwarunkowane zarówno przez układ wielkich klas, jak też przez zróżnicowanie klasowe istniejące w ich ramach. Obalenie kapitalizmu i budowa społeczeństwa bezklasowego prowadzą do likwidacji ujarzmiającego charakteru różnic zawodowo-kwalifikacyjnych.

Dokonamy obecnie przeglądu niektórych ekonomiczno-klasowych mechanizmów funkcjonowania i przezwyciężania sprzeczności rysujących się w potocznej świadomości społecznej jako wyłącznie zawodowo-kwalifikacyjne.

Rozwój sił wytwórczych prowadzi nieuchronnie – jak wskazywał Marks – do zmienności pracy i kształtowania się zawodowej wielostronności robotników, do rozszerzania zakresu wykształcenia podstawowego całej ludności pracującej. Dziś jest to widoczne stokroć wyraźniej niż za czasów Marksa, gdy charakter wczesnej rewolucji przemysłowej stwarzał pozory temu przeczące. Dotyczy to także – choć z wyraźnym opóźnieniem – rolnictwa w miarę wkraczania także do tej dziedziny gospodarki postępu naukowo-technicznego, metod przemysłowych, w miarę wzrostu towarowości. Podnoszenie się poziomu wykształcenia podstawowego otwiera szersze niż niegdyś możliwości zmiany zawodu odpowiednio do istotnych zmian wytwórczości, dokonujących się współcześnie w ciągu życia jednego pokolenia.

Jak wielkie potencjalnie i faktyczne znaczenie dla rozwoju sił wytwórczych ma wzrost poziomu ogólnego wykształcenia bezpośrednich wytwórców, możemy dzisiaj, w wyniku rozlicznych badań, scharakteryzować liczbowo. Jedna z takich charakterystyk, pochodząca z ostatnich lat, jest autorstwa badaczy radzieckich. Wynika z niej, że każdy dodatkowy rok szkolnego wykształcenia robotników przyspiesza przeciętnie o około 50% proces opanowywania przez nich nowych operacji w produkcji oraz że pracownicy danego zawodu o niższym poziomie wykształcenia ogólnego niszczą więcej narzędzi i oprzyrządzenia, gorzej organizują stanowisko robocze, skromniejsze jest ich uczestnictwo w ruchu racjonalizatorskim. Natomiast czysto ilościowe wykonywanie norm produkcyjnych nie jest w sposób istotny zależne od poziomu wykształcenia ogólnego[1].

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że wzrost poziomu ogólnego wykształcenia bezpośrednich wytwórców w swej formie kapitalistycznej dokonuje się ,,ze ślepo niszczącą siłą prawa przyrody’’, że ma charakter antagonistyczny. Kapitalistyczna forma zmusza robotników do zmiany pracy, narzuca im płynność funkcji, a zarazem ,,odtwarza... dawny podział pracy wraz ze skostniałymi jego osobliwościami’’[2].

Marks i Engels już w Manifeście komunistycznym odsłonili podstawowe mechanizmy sprawiające, że kapitaliści nieuchronnie przekazują klasie robotniczej elementy wykształcenia technicznego, organizacyjnego i politycznego w procesie rewolucjonizowania sił wytwórczych. O to jednak, kto ma ponosić koszty wykształcenia (bez którego nie można posługiwać się rozwijającą się techniką i organizacją pracy), toczy się ostra walka klasowa. Występowanie siły roboczej jako towaru oznacza zarazem, że wykształcenie jest prywatną sprawą jej właściciela. A skoro wartość siły roboczej wyznaczona jest przez ilość pracy społecznie niezbędnej do tej – również pokoleniowej – reprodukcji, oznacza to, ogólnie biorąc, że dzieci uzyskać mogą takiego samego poziomu wykształcenie, jakie zdobyli pracujący rodzice. W tym m. in. sensie kapitał odtwarza skostniałe osobliwości podziału zawodowo-kwalifikacyjnego. Jest więc przyczyną ostrych ograniczeń w wyzwalaniu zdolności, pokoleniowego przykuwania do kręgu zawodów zakreślonego przez stopień i jakość wykształcenia rodziców, petryfikacji zawodów i utrwalania przesądów zawodowych. Ponad tą tendencję toruje sobie jednak nieuchronnie drogę społeczny charakter zawodowego przygotowania w urodliwej formie prywatnej. Kapitalista musi ostatecznie znaleźć na rynku ,,ręce’’ (i ,,głowy’’) wykwalifikowane stosownie do rozwijającej się techniki i organizacji produkcji. Na rynku – nie może bowiem łożyć prywatnie na szerszą skalę na wykształcenie swojej siły roboczej. Konkurencja unicestwi natychmiast takie działania, wykształconych przezeń ludzi przechwycą – wobec wolności najmu siły roboczej – inni kapitaliści. Każdy więc kapitalista dąży do minimalizacji własnych kosztów ponoszonych na wykształcenie siły roboczej, do ich przerzucenia na robotnika. Jednakże klasa kapitalistów jako całość musi zapewnić sobie rozszerzoną reprodukcję coraz lepiej wykwalifikowanych sił wytwórczych. Toteż w miarę zaawansowania technicznego postępu, zwłaszcza w dobie rewolucji naukowo-technicznej w siłach wytwórczych, nieuchronnie narasta interwencjonizm państwowy w sferze oświaty, który w swoisty sposób ogranicza prywatny charakter wykształcenia, nadbudowuje się nad nim, stanowiąc jedną z form rozwiązywania w ramach kapitalizmu sprzeczności między prywatnym nabywaniem kwalifikacji a społecznym na nie zapotrzebowaniem. Wyrazem tego interwencjonizmu jest ustawodawstwo nakładające początkowo na kapitalistów jednakowe obowiązki w zakresie kształcenia młodych robotników, a następnie organizujące obowiązkowe nauczanie powszechne z państwowych środków budżetowych. Ustawodawstwo to jest wymuszone na kapitalistach przez klasę robotniczą w walce. Lecz gdy staje się faktem, broni go zbiorowy kapitalista w osobie swojego państwa. Mamy tu do czynienia z identycznym mechanizmem społecznym jak ten, który szczegółowo badał Marks w Kapitale, ujawniając klasowe mechanizmy walki o ustawodawstwo fabryczne w Anglii. Marks wykazywał, że łamanie ustawodawstwa, które weszło w życie przy gwałtownej opozycji kapitalistów, wywołuje następnie ,,lament samych kapitalistów, upominających się o równość warunków konkurencji, tj. o jednakowe granice wyzysku pracy’’, oraz ukazywał, że ,,…równość w wyzyskiwaniu siły roboczej jest dla kapitału najważniejszym prawem człowieka’’[3]

Rozwiązywanie sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjnych występujących w ramach sił wytwórczych następuje w trakcie walki klasowej, poprzez wstrząsy i kryzysy. Techniczno-organizacyjny postęp produkcji niesie za sobą bezrobocie technologiczne, deprecjonuje kwalifikacje uprzednio uzyskane, prowadzi do przeżywania się, stawania się zbędnymi wielu zawodów. Wywołuje także mniej lub bardziej ostre deficyty kwalifikacji nowych, niezbędnych w najbardziej postępowych dziedzinach produkcji. Posiadacze tych kwalifikacji uzyskują przejściowo wyśrubowaną cenę swojej siły roboczej, natomiast posiadacze kwalifikacji przeżytych zmuszeni są sprzedawać swoją siłę roboczą poniżej wartości. Sprzeczności te przejawiają się jako sprzeczności między zawodami. Lecz walka związków zawodowych o dokonywanie przekwalifikowań na koszt kapitału przynosi stopniowe sukcesy. Państwo kapitalistyczne zmuszone jest łożyć na kształcenie w zakresie nowych, deficytowych specjalności celem zapewnienia zdolności konkurencyjnej swoim kapitalistom w skali międzynarodowej. Pogłębia to nierównomierność rozwoju kapitalizmu. Walka klasy robotniczej nie ustaje, musi być wciąż ponawiana o zachowanie uzyskanych zdobyczy i podejmowana na coraz nowych płaszczyznach. Ale zorganizowanie klasy robotniczej pozwala jej zachować określone, względnie trwałe zdobycze.

Socjalizm dokonuje zasadniczego zwrotu w mechanizmach społecznych prowadzących do zdobywania kwalifikacji i ich dostosowywania do potrzeb rozwoju sił wytwórczych. Czyni mianowicie wykształcenie sprawą społeczną, a nie prywatną, obarcza jego kosztami całe społeczeństwo.

Wyrazem tego jest bezpłatne szkolnictwo wszystkich typów i zorganizowane przekwalifikowywanie i dokwalifikowywanie ludzi pracy na koszt państwa. Otwiera to możliwość zdobycia wykształcenia wszystkim stosownie do posiadanych zdolności i do potrzeb rozwoju gospodarczego i kulturalnego. W socjalizmie rozwijane jest planowe w skali ogólnospołecznej, przy zapewnieniu odpowiednich rezerw, przygotowanie wykwalifikowanych sił – z odpowiednim, na miarę możliwości naukowego przewidywania, wyprzedzeniem uwzględniającym potrzeby przyszłej produkcji i rozwój kulturalny. W socjalizmie kształtuje się stopniowy system ustawicznego kształcenia coraz szerszych grup ludzi pracy. Dlatego też przezwyciężenie zawodowo-kwalifikacyjnych sprzeczności w dziedzinie sił wytwórczych następuję tu nieporównanie szybciej i bez katastrofalnych wstrząsów właściwych kapitalizmowi. Jednakże nie odbywa się to natychmiast i bez trudności. Pomijając błędy wynikające z niedostatków poznania i planowania, trudności te przez długi okres czasu noszą charakter klasowy, jakkolwiek wobec likwidacji klasy kapitalistów ulega on zasadniczej zmianie.

Zilustrujemy to na przykładach. Chłop-robotnik, łącząc pracę w socjalistycznym przemyśle z pracą na własnej działce rolnej, ma mniejsze szanse kształcenia się niż kadrowy robotnik wielkiego przemysłu. Dzieci chłopskie są nadal w pewnej mierze pomocniczą siłą roboczą w gospodarce rodzinnej, mniej mają czasu na naukę i rozwój kulturalny niż dzieci w rodzinach miejskich. Dotyczy to zresztą w różnym stopniu większości dzieci wiejskich, skoro ich rodzice – także robotnicy i inteligenci mieszkający na wsi – z reguły prowadzą pomocnicze gospodarstwo rolne. Dalej. Bezpłatne szkolnictwo nie oznacza pełnego uspołecznienia wykształcenia. Nie płacąc za szkołę, rodziny obciążone są jednak pewnymi bezpośrednimi kosztami wykształcenia, i to zróżnicowanymi w zależności od typu kwalifikacji (np. wydatkami na pomoce naukowe). W ZSRR dopiero po 60 latach budowy socjalizmu konstytucyjnie wprowadzono bezpłatne wydawanie podręczników szkolnych jako element realizacji prawa do oświaty[4]. Jeszcze dłużej utrzymują się pośrednie koszty ponoszone przez rodziny – utrzymanie kształcącej się, a już będącej w ,,wieku produkcyjnym’’ młodzieży, które tylko częściowo kompensuje system stypendiów. O tyle też wykształcenie długo jeszcze pozostanie częściowo sprawą prywatną, a wobec panowania zasady podziału według pracy utrzymują się nierówne szanse zdobycia wykształcenia. Stąd występujące sprzeczności ekonomiczne wewnątrz klas pracujących, mające swe źródło w relacji funduszu indywidualnego i zbiorowego spożycia. Od wielkości tego ostatniego bowiem zależy dalszy postęp w uspołecznianiu kształcenia – wielkość funduszów na stypendia, budowę i utrzymanie internatów i domów studenckich, wysokość dopłat na wyżywienie uczniów i studentów itp. Ograniczoność funduszu spożycia zbiorowego zmusza do wprowadzenia administracyjnych metod zagwarantowania dostępu do uczelni klasie robotniczej i chłopstwu (u nas w postaci punktów za pochodzenie społeczne przy egzaminach wstępnych). Takie posunięcia stają się jednak przedmiotem wewnątrzklasowych sprzeczności ujawniających się na powierzchni wręcz w dyskusjach ideologicznych.

Przejdźmy do omówienia następnego typu sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjnych, sprzeczności o charakterze międzygałęziowym. W kapitalizmie różnice w organicznym składzie kapitału pomiędzy gałęziami skorelowane są z reguły z różnicami w średnich wymaganiach fachowości, poziomu kwalifikacji siły roboczej w poszczególnych gałęziach. Przejawiają się one jako sprzeczności miedzy robotnikami poszczególnych gałęzi. Potęguje te sprzeczności uprzywilejowanie ekonomiczne pracowników takich gałęzi, jak przemysł zbrojeniowy, komunikacja i łączność – ze względu na ich polityczne i strategiczno-ekonomiczne znaczenie dla panowania całej klasy kapitalistów. Uprzywilejowani są także, ze względów politycznych, najemni pracownicy politycznej i ideologicznej nadbudowy kapitalizmu.

W miarę rozwoju techniki wytwórczości, unifikacji i powtarzalności jej elementów w rozmaitych gałęziach, unifikacji organizacji i zarządzania produkcją, zastosowania w każdej gałęzi wytwórczości naukowej wiedzy z wielu dyscyplin itp. – również w kapitalizmie zwiększa się możliwość przepływu ludzi różnych zawodów pomiędzy gałęziami, a także z produkcji do nadbudowy (np. do oświaty) i na odwrót – z działów bezpośrednio wytwórczych do działów przygotowawczych i badawczych. Wiadomo, że nawet artyści-plastycy znajdują zatrudnienie w przemyśle, nie mówiąc już o zatrudnieniu w wydawnictwach, instytucjach propagandy itp. Jednakże, potęgowanie się w kapitalizmie konkurencji międzygałęziowej i jej sprzeczności, przewaga kapitalistów-właścicieli przedsiębiorstw w gałęziach o wysokim składzie organicznym kapitału sprawiają, wraz z dokonującym się równolegle postępem w jednoczeniu się różnozawodowych załóg całych gałęzi w zwarte grupy przeciwstawne swoim kapitalistom przeciwko nim prowadzące codzienną walkę, że gałęziowe różnice i – mówiąc językiem psychosocjologów – solidarność wysuwają się przed różnice zawodowe. Między innymi wspomniana już uprzednio ewolucja ruchu związkowego ku związkom gałęziowym, a nie zawodowo-cechowym, jest tego wyrazem.

W socjalizmie procesy konsolidowania się jedności ludzi pracy zatrudnionych w określonych gałęziach i branżach, wysuwania się tej jedności przed różnice zawodowe, nie tylko nie cofają się, lecz przeciwnie – z reguły ulegają przyśpieszeniu, intensyfikują się. Jest to wynikiem kształtowania się zwartych kolektywów przedsiębiorstw i wzmożonej ruchliwości ludzi w ramach branży, przesuwania się w jej obrębie stosownie do zdolności i nabywanego doświadczenia.  Jednakże proces ten bynajmniej nie oznacza potęgowania się, a raczej łączy się z równoczesnym szybkim przezwyciężeniem ekonomicznych sprzeczności pomiędzy pracownikami różnych branż. Likwidacja klas wyzyskiwaczy pociąga za sobą obumieranie specjalnych przywilejów pracowników nadbudowy politycznej i ideologicznej, a także przywilejów pracowników takich gałęzi, jak przemysł obronny, komunikacja i łączność. Przezwyciężane są także rzutujące na relacje między odpowiednimi oddziałami klasy robotniczej skutki konkurencji między kapitałami o różnym składzie organicznym: jedność własności gospodarki narodowej prowadzi do zanikania trwałych odchyleń płac w gałęziach o różnym składzie organicznym od prostej proporcjonalności do wartości siły roboczej. Wprawdzie prowadzenie rozrachunku gospodarczego w skali całych branż, premiowanie wyników produkcyjnych na bazie gałęziowej podtrzymuje przy życiu stare sprzeczności. Z reguły też na bazie gałęziowej dokonywane są regulacje płac. Jednakże w wyniku planowego wzrostu całej gospodarki narodowej, w warunkach wolności wyboru miejsca pracy i pełnego zatrudnienia, w wyniku wzrostu możliwości międzygałęziowych przepływów siły roboczej różnice płacowe między gałęziami dostosowują się stosunkowo bezboleśnie i szybko do prawa podziału według pracy.

Zdarzają się, rzecz prosta, przejściowe naruszenia prawa podziału według pracy, chociażby w postaci stwarzania okresowych priorytetów płacowych i socjalnych dla pracowników określonej branży, której intensywny rozwój niezbędny w danym okresie dla postępu całej gospodarki narodowej. Zdarzają się też decyzje nietrafne. Błędem jest jednak upatrywanie w różnej wysokości płac ludzi wykonujących ten sam zawód, lecz w różnych branżach, każdorazowo naruszenia prawa podziału według zawodu. Na przykład stolarz budowlany zatrudniony w brygadzie remontowej elektrowni albo politechniki ma przeważnie niższą płacę niż tenże stolarz w przedsiębiorstwie budowlano-inwestycyjnym. Jednakże ten ostatni przerzucany jest z budowy na budowę, pracuje w warunkach z reguły cięższych. A wobec deficytu budowlanych przed stolarzem ze stacjonarnej brygady remontowo-konserwacyjnej stoi otworem przejście do przedsiębiorstwa budowlanego. Tak więc nie ma tu miejsca na ukształtowanie się trwałej sprzeczności o charakterze ekonomicznym.

Odrębnego omówienia wymagają sprzeczności występujące w takim dziale produkcji jak rolnictwo. Historycznie jest to gałąź technicznie zacofana, o niskim składzie organicznym kapitału, niskiej wydajności pracy i, co za tym idzie, o niskich kwalifikacjach sił wytwórczych i małym stopniu profesjonalizacji pracy. Przezwyciężenie tych sprzeczności między miastem a wsią hamowane jest przez klasową strukturę ludności rolniczej: przewagę drobnej własności chłopskiej, niepełne oddzielenie od drobnej własności także proletariatu rolnego. Zacofanie petryfikuje dodatkowo zlokalizowanie właśnie na wsi poważnej części rezerwowej armii roboczej.

Jednak także w rolnictwie wraz z kapitalistycznymi stosunkami produkcji wkracza nieuchronnie postęp techniczno-organizacyjny, zastosowanie nauki, profesjonalizacja. Postęp ten właśnie na skutek swoistych układów klasowych jest tu szczególnie bolesny. Nie ma jednak określonej granicy, której nie mógłby on w ramach kapitalizmu przekroczyć, granicy, od której poczynając udoskonalenia techniczno-organizacyjne i zastosowanie nauki stają się możliwe tylko w warunkach socjalizmu. Także w kapitalizmie sprzeczność między miastem a wsią jest stopniowo rozwiązywana. W rozdziale III przytaczaliśmy dane świadczące o postępie profesjonalizacji w chłopskim sektorze rolnictwa RFN, które funkcjonuje w ramach kapitalizmu. Dane te wykazują, że proces ten jest bardziej zaawansowany niż w części krajów socjalistycznych. Inna rzecz, że przy imponującym w czołowych krajach kapitalistycznych postępie rozwoju sił wytwórczych w rolnictwie kapitalizm nigdzie nie jest w stanie zniwelować rozziewu między dochodami ludności chłopskiej a dochodami miejskich klas pracujących. Przeciwnie, rozziew ten względnie potęguję się.

Obalenie kapitalizmu, podjęcie budowy socjalizmu powoduje, że także w rolnictwie pojawia się nowa forma szybkiego przezwyciężania sprzeczności między miastem a wsią. Usuwa takie klasowe momenty, zaostrzające tę sprzeczność, jak rezerwowa armia siły roboczej na wsi, zadłużenie chłopstwa uzależniające w sposób paraliżujący postęp produkcji od kapitału i powodujące jego faktyczne przywiązanie do ziemi. Zapewnianie zbytu produkcji rolnej po stałych cenach, likwidacja kryzysów agrarnych, powstawanie deficytu siły roboczej na wsi w wyniku industrializacji, wystąpienie procesów demograficznego starzenia się ludności rolnej – wszystko to przyśpiesza techniczno-organizacyjny rozwój sił wytwórczych w rolnictwie. Rozpiętość dochodów między pracującą ludnością miast i wsi szybko maleje.

W wyniku tych procesów chłop drobnotowarowy wytwórca, tam gdzie – jak u nas w Polsce – pozostaje stosunkowo długo po obaleniu kapitalizmu głównym producentem w rolnictwie, uzawodawia się w bardzo szybkim tempie, dawniej nie znanym. Uzawodowienie jest dodatkowo przyśpieszane przez rozwój bezpłatnej państwowej oświaty rolniczej, łączący się często z prawnym przymusem wykazania się określonymi kwalifikacjami jako warunkiem dziedziczenia gospodarstw rolnych.

Jest jednak kompletnym nieporozumieniem ogłaszanie na podstawie tych faktów, że klasa chłopów indywidualnych przekształca się w zawód rolnika i że profesjonalizacja pociąga za sobą obumieranie klasowej odrębności chłopstwa. A już wręcz dziwaczne jest ogłaszanie, że rolnik gospodarz indywidualny staje się odrębnym zawodem, połączone z odmawianiem rolnikom robotnikom rolnym przynależności do tego zawodu[5]. Zamieszanie teoretyczne wprowadzane jak często przez publikację prasowe, radiowe i telewizyjne, w których zamiennie używa się terminów ,,chłop’’ i ,,rolnik’’, formułuje apele do ,,robotników i rolników’’. To tak, jakby apelowało się do robotników i ślusarzy! Przy okazji jakże często z pola uwagi wypada całkowicie klasa robotnicza w rolnictwie.

Tego rodzaju błędy w teorii i propagandzie płyną stąd, że pozór przyjmuje się za rzeczywistość ma podstawie takiego rozumowania: skoro przemiany socjalistyczne w społeczeństwie powodują przyśpieszoną profesjonalizację wśród chłopstwa, to drobna własność prywatna chłopa przestaje stanowić przeszkodę na drodze profesjonalizacji. Ta ostatnia staje się więc czymś samodzielnym w stosunku do klasowego położenia i samodzielnie decyduje o postępie produkcji. Jest to rozumowanie nieuprawnione. Gospodarka indywidualna bowiem nadal stanowi właśnie przeszkodę na drodze szybkiego postępu profesjonalizacji, na bazie tej gospodarki dokonuje się profesjonalizacja ograniczona, o ujarzmiającym charakterze, utrudniająca bardziej niż w innych nowoczesnych zawodach przejście do innych gałęzi produkcji. Mamy tu do czynienia z profesjonalizacją płytką, pozostającą w ogonie procesów uzawodowienia w innych dziedzinach, w tym także – w wielkiej państwowej i spółdzielczej gospodarce rolnej. Profesjonalizacja chłopa indywidualnego ma charakter głownie negatywny: dokonuje się przez oddzielenie od jego działań rozmaitych czynności o wyższym stopniu uzawodowienia. Ponadto chłop i robotnik rolny ,,przyuczony’’ posiadają w zasadzie takie same kwalifikacje zawodowe. Wreszcie trzeba widzieć i to, że w pełni zawodowe służby agrotechniczne pozostają na zewnątrz gospodarstwa indywidualnego. Nawet przy największym możliwym uzawodowieniu chłopa indywidualnego – niechaj zostanie on na przykład wyspecjalizowanym i wyszkolonym producentem jedynie brojlerów – nie przestaje on być członkiem klasy drobnych wytwórców, tak jak nie przestaje nim być indywidualny rzemieślnik – właściciel drobny właściciel zakładu kaletniczego. W obu wypadkach mamy do czynienia z drobną wytwórczością wyspecjalizowaną raczej rzemieślniczo niż zawodowo, nie podzieloną wewnętrznie na przemysłowej zasadzie właśnie z racji jej drobnego charakteru – i w tym sensie z ograniczeniem pogłębienia profesjonalizacji właśnie przez jej ekonomiczny status.

Na czele procesu pełnej profesjonalizacji produkcji rolniczej, kształtowania się wielu zawodów rolniczych powiązanego z włączeniem do procesów produkcji rolniczej ludzi o zawodach przemysłowych, znajdują się wielkie państwowe i spółdzielcze przedsiębiorstwa rolne. Tutaj zawodowe służby rolne, stają się, wraz z ludźmi o zawodowych kwalifikacjach przemysłowych, wewnętrzną częścią świadomie rozczłonkowanego organizmu produkcyjnego. Jednakże tempo tego procesu wyraźnie nie jest jednakowe w obu formach socjalistycznej gospodarki rolnej. Obecnie w ZSRR na przykład 70% załóg kołchozów stanowią ,,niezawodowcy’’, ,,chłopi-rolnicy’’, podczas gdy w sowchozach udział ,,robotników rolnych-rolników’’ wynosi już tylko 50% załogi[6].

Pojawienie się w socjalistycznych przedsiębiorstwach rolnych mas pracowników o przemysłowych i inteligenckich zawodach wywołuje również drugie nieporozumienie. Niektórzy badacze nazywają tych pierwszych robotnikami z tytułu charaktery pracy i podają w wątpliwości ich przynależność, chociaż są oni pełnoprawnymi członkami kołchozów, do chłopstwa kołchozowego[7]. Tutaj dla odmiany robotnik okazuje się zawodem, a chłop – klasą. Podobnie pojawiają się tendencje, by członków kołchozów wykonujących inteligenckie zawody stawiać poza klasą chłopstwa kołchozowego.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że ta znacznie dalej niż w gospodarce drobnotowarowej posunięta profesjonalizacja natrafia także w wielkiej gospodarce rolnej realnego socjalizmu swoiste przeszkody o charakterze ekonomicznym. W radzieckiej literaturze zwraca się ostatnio uwagę właśnie na tego rodzaju przeszkody: mianowicie spółdzielcza forma przedsiębiorstw rolnych-kołchozów sprzyja pewnej petryfikacji wielogałęziowego charakteru każdego z nich. Przyczynia się to do rozdrabniania produkcji, mimo że nauka wypracowała już technologie, przemysł jest w stanie dostarczyć urządzeń dla bardziej zaawansowanego uspołecznienia procesu produkcyjnego i jego specjalizacji, a wzrost kwalifikacji wyszkolonych kadr pozwala tę technologię wdrożyć. Przezwyciężenie tych sprzeczności następuje w drodze tworzenia przedsiębiorstw międzykołchozowych, przedsiębiorstw państwowo-spółdzielczych, a także kompleksów – przedsiębiorstw rolno-przemysłowo-handlowych, niekiedy obejmujących także placówki naukowe, a nawet szkoły przygotowujące kadry specjalistów. W jeden zespół łączy się tu załoga produkcyjna, centrum naukowe i uczelnia. Załogi tego rodzaju przedsiębiorstw państwowo-spółdzielczych i międzyspółdzielczych składają się z pracowników, którzy zajmują pośrednie położenie klasowe między robotnikami a spółdzielcami. Kwalifikacje i stopień specjalizacji w tych załogach nie odbiegają od przemysłu, a wydajność pracy pracowników jest średnio 1.8-2 razy wyższa niż przeciętna wydajność pracy kołchoźników[8].

Z drugiej strony przeszkodą na drodze szybkiej profesjonalizacji socjalistycznego rolnictwa, przeszkodą o charakterze klasowo-ekonomicznym, jest wciąż jeszcze masowe łączenie przez tych pracowników rolnictwa pracy w uspołecznionym rolnictwie z pracą dodatkową i dodatkowym dochodem, często o częściowo towarowym charakterze, z gospodarstwa pomocniczego (przy czym u kołchoźników obszar działek przyzagrodowych i ilość pracy poświęcona ich uprawie jest średnio większa niż u pracowników przedsiębiorstw państwowych w ich gospodarstwach pomocniczych). Przeszkoda ta oddziałuje nie tylko w stosunku do niewykwalifikowanej siły roboczej, lecz również w odniesieniu do tej, która posiada odpowiednie kwalifikacje i wykonuje w rolnictwie zawody typu przemysłowego i inteligenckiego[9]

O ścisłym zespoleniu procesów przezwyciężania klasowych zróżnicowań w socjalizmie (w tym także klasowych zróżnicowań wewnątrz ,,wielkich’’ klas) z procesami zanikania ekonomicznie istotnych różnic zawodowych i gałęziowych, o tym, że obumieranie tych pierwszych sprzęgnięte jest z obumieraniem drugich i że te ostatnie bynajmniej nie stają się autonomiczne, świadczą przejrzyście przemiany zachodzące w rolnictwie NRD. Socjalistyczna przebudowa rolnictwa startowała w tym kraju od stosunkowo wysokiego, odziedziczonego po kapitalizmie zaawansowania profesjonalizacji ludności rolniczej. W uspołecznionym rolnictwie NRD ostatnio praktycznie nie ma już towarowych działek przyzagrodowych. W latach 1960-1971 liczba specjalistów w uspółdzielczonym rolnictwie NRD wzrosła z 4,2% załóg do 64%. Obecnie 20% zatrudnionych w produkcji zwierzęcej ma średnie i wyższe wykształcenie techniczne. Jednocześnie jeśli w 1960 roku 29% chłopów-spółdzielców pochodziło z rodzin robotniczych, to w roku 1971 – już 40%[10]. Dane te mówią same za siebie.

Z kolei poświęcimy chwilę uwagi typowym sprzecznościom, w które uwikłane są ,,wolne zawody’’, i klasowym uwarunkowaniom ich trwałego rozwiązywania. Już w kapitalizmie zawody te stopniowo przestają być ,,wolne’’. Nauczyciel czy guwernantka, prywatnie nauczający dzieci w bogatej rodzinie, ustępują miejsca masom wyspecjalizowanych nauczycieli – pracowników szkół prywatnych i publicznych. Wolno praktykujący lekarz domowy traci stopniowo pozycję centralnej figury w lecznictwie. Tysiące lekarzy staje się pracownikami państwowych oraz prywatnych klinik i przychodni, pogłębia się wśród nich specjalizacja. Cechowe kancelarie adwokackie przerastają w rozbudowane firmy adwokackie ze specjalizacyjnym podziałem pracy między nimi i wewnątrz nich. Są to jednak procesy wewnętrznie sprzeczne. Stare i nowe formy współistnieją w tej dziedzinie bardzo długo. Ponadto, jako że usługi wielu ,,wolnych zawodów’’ są z racji ich charakteru i (lub) wysokiej ceny głównie usługami dla klas posiadających, nawet wówczas, gdy przemija ich cechowa organizacja, przedstawiciele wolnych zawodów uzyskują za nie wynagrodzenie, którego źródłem jest wydatkowanie dochodu z wartości dodatkowej. Pozostają oni w znacznej licznie uprzywilejowaną częścią ,,klasy sług’’ – według wyrażenia Marksa[11]. Nawet nauczyciele szkól niskiego szczebla, gdy stają się masowym i niskopłatnym zawodem obsługującym także klasy wyzyskiwane, zachowują związki z ,,klasą sług’’ – z racji ideologicznego podporządkowania treści nauczania klasom posiadającym i w tym sensie obsługiwania potrzeb tych klas.

Socjalizm przynosi uspołecznienie i upowszechnienie usług ,,wolnych zawodów’’, udostępnia je wszystkim ludziom pracy na koszt społeczeństwa. Z ogromnej większości tych, którzy je zawodowo świadczą, czyni pracowników instytucji państwowych i społecznych. Długo jednak utrzymuje się w różnych postaciach w ,,wolnych zawodach’’ prywatna praktyka i jej pozostałości, prawnie usankcjonowane lub nie (prywatna praktyka lekarzy i adwokatów, dorabianie prywatnymi korepetycjami przez nauczycieli itp.). Sama możliwość prywatnej praktyki, niechaj tylko jako dodatkowego zajęcia, podtrzymuje dawne sprzeczności, oddziaływa dezorganizująco na działanie w służbie państwowej. Pojawiają się także różnorodne formy utajnionej prywatnej praktyki w zakładach społecznych, posługującej się społecznymi środkami i społecznym personelem (pobieranie prywatnych opłat za lepszą, staranniejszą usługę, protekcje itp.). Z drugiej strony wśród korzystających z usług, wobec zróżnicowania płac i możliwości prywatnego opłacania usług, pojawiają się zwolennicy i ,,ideologowie’’ ,,wolnego wyboru’’ lekarza, adwokata, szkoły. wyboru swoiście pojmowanego: jako prawa do uzyskania lepszej usługi ,,za moje pieniądze’’. Równolegle wśród przedstawicieli ,,wolnych zawodów’’ występują tendencje do wyodrębnienia się z jednolitych branżowych związków zawodowych. Na utrzymanie się pewnego uprzywilejowania ,,wolnych zawodów’’ wpływa wreszcie świat kapitalistyczny, w którym wysokie płace świadczących te usługi ludzi o bardzo wysokich kwalifikacjach amortyzować muszą wysokie prywatne koszty ich uzyskania.

Pozostała nam wreszcie do rozpatrzenia grupa sprzeczności, w których istotną rolę odgrywa różnica poziomów i charakteru kwalifikacji.

Klasowe uwarunkowania sprzeczności między pracą umysłową a fizyczną stanowiły od zarania marksizmu dziedzinę rozlicznych badań. Wokół teoretycznych ustaleń dotyczących tej dziedziny narosły pewne stereotypy, które mechanicznie stosowane sprzyjają dogmatycznym skłonnościom. Współczesny rozwój sił wytwórczych, zwłaszcza rewolucja naukowo-techniczna, prowadzi milowymi krokami do przezwyciężenia sprzeczności między zawodami umysłowymi a zawodami fizycznymi. I w kapitalizmie i w socjalizmie dokonuje się w skali masowej ,,intelektualizacja’’ pracy robotników uruchamiających i kontrolujących funkcjonowanie nowoczesnych urządzeń oraz ,,proletaryzacja’’ masowych prac umysłowych, zwłaszcza urzędniczo-ewidencyjnych. Następuje zbliżenie poziomu średniego wykształcenia obu kategorii. W masowych zawodach umysłowych pojawia się podział zadań, dyscyplina i rytm pracy typu przemysłowego. Wraz ze stawaniem się nauki bezpośrednią siłą wytwórczą rośnie armia najemnych pracowników naukowo-badawczych. Coraz więcej spośród nich zatrudnionych jest w wielkich zespołach, które w oddziałach badawczych przedsiębiorstw i w specjalnych placówkach naukowych opracowują nowe technologie, konstruują urządzenia i materiały o z góry zadanych parametrach, wykonują bieżące analizy surowców i wytworów celem zachowania ścisłych technologicznych reżimów produkcji itp. Według danych S. L. Sieniawskiego w ZSRR, jeśli przyjąć 100 za średnią płacę pracownika inżynieryjno-technicznego, w ciągu 30 lat – od 1940 do 1970 – przeciętna płaca robotnika wynosiła odpowiednio 46,5% i 73,3% wysokości tej pierwszej, czyli wynosząc mniej niż połowę wzrosła do prawie trzech czwartych[12]. Z drugiej strony na podstawie danych przytoczonych przez C. W. Millsa można obliczyć, że przyjmując 100 za średni dochód pracownika umysłowego w Stanach Zjednoczonych,  średni dochód robotnika wynosił w 1890 roku – 50%, w 1935 roku – 64%, w 1948 roku – 82% tamtego dochodu. W roku 1940 pracownik umysłowy w USA miał za sobą średnio 12,4 lat nauki szkolnej, robotnik – 8,2 lat[13]. Tożsamość trendów w USA i ZSRR, w kapitalizmie i w socjalizmie rzuca się w oczy.

Klasowym skutkiem tych procesów zachodzących w ramach sił wytwórczych jest w kapitalizmie włączenie się do ruchu zawodowego stroniących dawniej od niego urzędników, techników, inżynierów, sprzedawców, nauczycieli, a nawet pracowników nauki. Coraz częstsze są antykapitalistyczne wystąpienia tych grup, solidarne działania ze związkowymi i politycznymi ruchami klasy robotniczej. Jest to świadectwo postępu w przezwyciężaniu sprzeczności miedzy pracą umysłową a fizyczną, sprzeczności o charakterze klasowym, świadectwo przechodzenia tych grup na stronę klasy robotniczej i włączania się w jej szeregi. Procesy te są opóźnione przez nacisk tradycji dawnej przepaści miedzy ludźmi zawodowo wykonującymi pracę umysłową a klasa robotniczą, przez wciąż jeszcze mniejszą organizację i zdyscyplinowanie tych grup, przez stale żywotne funkcjonowanie w ,,umysłowych zawodach’’ równolegle z tymi procesami przedsiębiorczości jednostkowej, wreszcie przez dokonywaną stale spośród ludzi zawodów umysłowych selekcję do wysoko płatnej służby kapitałowi w wypełnianiu jego zadań ekonomicznych, politycznych i ideologicznych. W kapitalistycznej formie ekonomicznej dokonywane jest w swoisty sposób rozwiązywanie nabrzmiałych sprzeczności między pracą umysłową a fizyczną, które nie mają charakteru niezmiennego. Jednakże w miarę ich rozwiązywania punkt przeciwstawności tych dwu rodzajów pracy przesuwa się, mówiąc obrazowo, ku górze, a sprzeczność odtwarzana jest jako sprzeczność między masowo wyzyskiwaną pracą nie tylko fizyczną, lecz także umysłową, z jednej strony, a elitarną stanowiącą narzędzie tego wyzysku pracą umysłową – z drugiej.

Sprzeczności występujące w tym procesie prowadzą do tego, ze cześć ruchów emancypacyjnych nowych oddziałów ludzi pracy umysłowej, skierowanych przeciwko kapitałowi, przybiera postać ruchów nie zjednoczonych z klasą robotniczą, lecz tylko wchodzących z nią w sojusze, ruchów pozornie samodzielnych i wysuwających samodzielne żądania. Stąd także wśród marksistów krajów kapitalistycznych pojawiają się teoretyczne złudzenia, jakobyśmy mieli do czynienia z ruchami politycznymi samodzielnymi w stosunku do istniejących klas społecznych, ze szczególnym interesem politycznym inteligencji, która miałaby stanowić polityczną siłę poza klasami[14]. Tak więc również w krajach kapitalistycznych zdarza się, że marksiści mylą inteligencję z klasą, traktując ją jako odrębną siłę polityczną obok robotników i chłopów. Bywa i tak, że ów ruch inteligencji ogłasza się za jądro nowej agregacji klasowej - ,,bloku historycznego’’ czy ,,sojuszu pracy i kultury’’, który przejmować ma historyczną misję klasy robotniczej. Są to koncepcje teoretycznie bezzasadne, lecz bynajmniej nie czysto spekulatywne. Wypływają one z błędu intepretowania charakteru rzeczywiście masowych ruchów naszych czasów. Istnienie tych ruchów stawia przed teoretykami-marksistami zadanie wytyczenia po nowemu ,,granic’’ klasy robotniczej, a przed ruchem komunistycznym – nowe zadania polityczne.

W socjalizmie procesy przezwyciężania sprzeczności między zawodami umysłowymi i zawodami fizycznymi przebiegają intensywniej i szybciej niż w kapitalizmie, a co najważniejsze – w odmiennych formach społecznych. Masowe współdziałanie w produkcji, świadczenie usług przez ludzi zawodów umysłowych w nadbudowie politycznej, oświatowej i socjalnej dla ludzi pracy fizycznej, wspólna działalność w jednolitych gałęziowo-branżowych związkach zawodowych sprzyjają postępowi. Tradycyjna inteligencja ulega dezintegracji, czego odbiciem są u teoretyków spory o jej definicję i rolę.

W literaturze radzieckiej na przykład S. L. Sieniawski i S. A. Kugel ogłaszają, że powszechnie przyjęta jest definicja inteligencji jako ,,warstwy społecznej, w skład której wchodzą osoby zawodowo zajmujące się pracą umysłową’’[15]. Lecz pierwszy z nich akceptuje jednocześnie, na przekór tej deklaracji (i nie troszcząc się o to, że jawnie jej przeczy), definicje M. N. Rutkiewicza niewątpliwie o węższym zakresie: inteligencja to ,,wielka grupa ludzi pracy, zawodowo zajętych wysoko kwalifikowaną pracą umysłową, wymagającą z reguły dla jej wykonywania średniego lub wyższego wykształcenia’’[16]. M. N. Rutkiewicz konsekwentnie wyklucza z szeregów inteligencji urzędników-nieinteligentów, którzy parają się pracą umysłową o niewysokich kwalifikacjach (sekretarki-maszynistki, księgowi, kasjerzy, statystycy, część sprzedawców itp.)[17]. Występują też tendencje traktowania intelektualistów jako wydzielonej grupy społecznej, różnej od wyżej wspomnianych grup ludzi pracy umysłowej.

Dokonujące się w socjalizmie procesy przezwyciężania różnic miedzy pracą umysłową a fizyczną wymagają właśnie ujęcia ich w ruchu nieantagonistycznych sprzeczności klasowych występujących wewnątrz klasy pracujących. Wymagają także określenia w nowy sposób, która to grupa w epoce rewolucji naukowo-technicznej jest nosicielem podstawowym tego, co nowe w socjalizmie, wokół której – tak jak dawniej wokół wykwalifikowanej części proletariatu wielkoprzemysłowego – koncentruje się cała klasa robotnicza. W socjalizmie wymagają także określenia po nowemu w sposób konkretny, a nie spekulatywny ,,granice’’ klasy robotniczej.

Z poziomem kwalifikacji związane jest też rozróżnienie pracy wykwalifikowanej i pracy niewykwalifikowanej (jest to odmienna płaszczyzna: oba rodzaje pracy bywają dziś zarówno fizyczne, jak i umysłowe). Wykonujący pracę niewykwalifikowaną są w istocie rzeczy ludźmi bez zawodu, często nazywani ,,przyuczonymi’’. Nie znaczy to, by byli bez wykształcenia. Historycznie zmienia się przecież poziom wykształcenia niezbędny do wykonywania prac najprostszych. ,,Niewykwalifikowani’’ to ci, którzy – po krótkim przyuczeniu – wykonują w oparciu o wykształcenie na poziomie podstawowym czynności w produkcji i nadbudowie niekiedy bardzo wyspecjalizowane. Otóż okazuję się, że w społeczeństwach socjalistycznych właśnie ,,przyuczeni’’ podlegają w załogach przedsiębiorstw największej fluktuacji. Badania przeprowadzone przez radzieckich socjologów w Leningradzie i w Krasnojarsku wykazały, że płynność siły roboczej jest odwrotnie proporcjonalna do poziomu kwalifikacji i złożoności wykonywanej pracy. Autorzy tych badań stwierdzają, ze 62,8% ,,przyuczonych’’ zmieniło zawód, podczas gdy na przykład ślusarzy – tylko 26.8%[18]. Jako przyczyny wysokiej fluktuacji przyuczonych rozmaici badacze wymieniają najczęściej obciążenie liczną rodziną czy perturbacje w życiu rodzinnym, dalekie dojazdy do pracy, brak woli rezygnacji z odpoczynku i brak środków na poniesienie pewnych kosztów związanych z nauką itp. Wszystko to ogranicza możliwości zdobycia zawodu. Krótka ,,linia awansowa’’ przyuczonych popycha ich do przerzucania się od zakładu do zakładu, wykonywania rozmaitych czynności w pogoni za rzeczywistą czy urojoną poprawą warunków pracy i płacy. W danym bowiem zakładzie możliwości ich awansu są praktycznie zamknięte. Natomiast posiadanie pełniejszych ogólnych i zawodowych kwalifikacji zwiększa stabilizację, mocniej wiąże z określonym zakładem czy gałęzią, otwiera bowiem w ich ramach dłuższą ,,linię awansową’’. Widać tu przejrzyście, że związanie z określonym zakładem czy branżą, niepodleganie fluktuacji nie jest bynajmniej tożsame z ujarzmiającym przykuciem do miejsca w techniczno-organizacyjnym podziale pracy. W wypadku nowoczesnych zakładów, które wymagają rozległych kwalifikacji i są tak znamienne dla struktury nowoczesnych sił wytwórczych, jest raczej wręcz przeciwnie. To właśnie niskie kwalifikacje powodują, wbrew stwarzanym przez ruchliwość osób je posiadających, przykucie na cale życie do wąskiego kręgu czynności.

W związku z poruszanymi tu zagadnieniami niezbędne jest poczynienie kilku uwag na temat ruchu ,,wielowarsztatowców’’, ,,wielospecjalnościowców’’, który zrodził się w socjalistycznych przedsiębiorstwach przemysłowych. Ruch ten obejmuje właśnie głownie robotników ,,przyuczonych’’. Jego uczestnicy uzyskują niewątpliwie większą stabilność zatrudnienia w zakładzie, większa jest możliwość ciągłego wykorzystywania ich umiejętności w ramach zakładu przy zmianach technologii produkcji i wahaniach w zapotrzebowaniu na rozmaite przyuczone czynności w toku zmian procesu produkcyjnego. Niewątpliwie lepsze też jest ich psychiczne samopoczucie w pracy. Ale należy uznać jako przesadę upatrywanie w tym ruchu – jak to niekiedy propagowano – kształtowania się modelu przyszłej wielostronności pracownika w komunizmie, a nawet skromnej – drogi do przezwyciężenia tzw. Operacyjnego podziału pracy. J. Danecki, powołując się na wyniki badań radzieckich autorów, trafnie zauważa, że robotnik wielospecjalnościowiec, włączany w system rotacji czynności w przedsiębiorstwie, ,,wykonuje wciąż zabiegi stosunkowo najprostsze, wymagające ledwie krótkotrwałego przyuczenia, że zasadą pracy pozostaje jej powtarzalność, że wreszcie linia awansowa – w ramach ręcznej pracy taśmowej – jest wyjątkowo krótka, a w konsekwencji – stosunkowo niewielka możliwość wzrostu płac i rozwijania kwalifikacji. W rezultacie – jak wynika z wielu badań empirycznych – właśnie przy tych pracach obserwuje się najwyższy stopień zmienności prac i najmniej chętnie przychodzą do nich ludzie młodzi, o stosunkowo wysokim poziomie przygotowania zawodowego’’[19]. Trzeba też wiedzieć, że bywa i ujarzmiająca ,,dwuzawodowość’’, hamująca wręcz wzrost kwalifikacji czy ograniczająca ich pułap – że raz jeszcze wspomnimy o tzw. chłopach-robotnikach. O wiele większe perspektywicznie znaczenie ma niewątpliwie ruch racjonalizatorstwa i wynalazczości wśród załóg. Ruch ten rozwija twórczy stosunek do pracy, jest bodźcem do podnoszenia poziomu kwalifikacji i do wykorzystania ,,zapasowej’’ informacji nabytej w toku nauki, a nieczynnej w trakcie działalności produkcyjnej, przeciwdziała ujemnym intelektualnym i psychicznym skutkom zasklepiania się w ramach wąskiej czynności. Ruch ten staje się także areną współpracy robotników z inżynierami i naukowcami. Znajduje on przedłużenie i uzupełnienie w działaniach stowarzyszeń technicznych, ekonomicznych, lekarskich i wreszcie naukowych. Ruch ten i jego przedłużenie są – obok organizowania przez państwo socjalistyczne masowego uczenia się przyzakładowego i zaocznego robotników (a w tej dziedzinie społeczeństwa socjalistyczne wyprzedzają nieporównanie rozwinięte kapitalistyczne) – ważnym socjalistycznym środkiem przezwyciężania ekonomicznych sprzeczności pomiędzy ludźmi o różnym poziomie kwalifikacji.

Wreszcie kilka uwag na temat sprzeczności między zawodami kierowniczymi i wykonawczymi. Są to, przy tak ogólnikowym ujęciu, raczej sprzeczności wymyślone, o pozornej ogólności, wątpliwe jest bowiem samo istnienie zawodów kierowniczych (kierownika, dyrektora, ministra itp.). Wskazywaliśmy już także na potęgującą relatywność odróżniania pracy kierowniczej i wykonawczej, Istnieją oczywiście zawody, których wykonywanie łączy się z reguły z jakąś dozą pracy kierowniczej tego czy innego szczebla. Lekarz jest zwierzchnikiem pielęgniarki czy salowej. Kierownicy wyższych szczebli nie są jednak specjalnym zawodem, lecz najczęściej stają się kierownikami w drodze awansu w zawodzie i z reguły kierują zespołami, w których jest wiele ludzi ich zawodu. Dyrektorzy placówek przemysłowych są za zwodu najczęściej inżynierami lub ekonomistami. W służbie zdrowia kierownikami szpitali i przychodni, a nawet ministrami, są z reguły lekarze. Głównymi księgowymi są najczęściej ekonomiści, a kierownikami uczelni i instytutów naukowych – pracownicy nauki różnych specjalności. Wreszcie przywódcy polityczni rekrutują się z bardzo różnych zawodów, bynajmniej nie ze szkół nauk politycznych, absolwenci zaś tych ostatnich bynajmniej nie stają się w swej masie takimi przywódcami. W kapitalizmie niektóre szkoły nauk politycznych w większym stopniu są ,,kuźnią kadr’’ kierowniczych niż w socjalizmie, lecz ze względu na klasową selekcję w dostępie do tych szkół. Wszystko to nie znaczy, by należało lekceważyć specjalne szkolenie kadr kierowniczych. Ale szkolenie  to obejmuje najczęściej ludzi, którzy już są kierownikami, a nie tworzy kierowników.

Istotne sprzeczności między pracą kierowniczą a wykonawczą w kapitalizmie mają wyraźnie klasowe uwarunkowanie, nie są bynajmniej zdeterminowane przez techniczno-organizacyjną stronę procesu pracy. Sprzeczności te występują miedzy tymi kierownikami, którzy są organem ekonomiczno-politycznych funkcji kapitału na określonym historycznie szczeblu rozwoju i którzy z tej racji ( a nie za racji czystych kwalifikacji zawodowych) czerpią nadzwyczajne przywileje, a wieloma kierownikami organizacyjno-technicznego koordynowania działalności wytwórczej. Menadżerowie w służbie kapitału są przeciwstawni nie tylko masie bezpośrednich wytwórców-robotników, ale także masie specjalistów kierowników-organizatorów procesu technologicznego, masie swoich ,,kolegów po fachu’’.

W socjalizmie ta klasowo uwarunkowana sprzeczność rozwiązywana jest przez poddanie kierowników kontroli mas wykonawców. Kontrola ta jest coraz pełniejsza w marę rozwoju demokracji socjalistycznej i w miarę podnoszenia się poziomu ekonomicznej i politycznej kompetencji mas wytwórców. Natomiast rojenia o tym, że kierownicy stają się zawodem, stanowią wyraz wypaczonego odbicia pozostałości i recydyw tej sprzeczności. Lenin wielokroć podkreślał, że rozwój kontroli mas nad kierownikami ma decydujące znaczenie dla eliminacji tych sprzeczności. Jednocześnie zawsze traktował tę sprawę jako zadanie polityczne, a więc właśnie klasowe. Ujawniał klasowe korzenie biurokratyzmu. Leninowskie dekrety przyznawały bezpartyjnym konferencjom robotniczym i chłopskim prawo wyboru członków Kontroli Państwowej[20].  Kontrolę państwową łączono – od góry do dołu i w różnych formach – z kontrolą partyjną. Rozwój treści i form takiej kontroli, jej skuteczność (a więc i postęp w rozwiązywaniu omawianej sprzeczności) nie występują w toku budowy socjalizmu i komunizmu w sposób spontaniczny. Wymaga to politycznego, zorganizowanego działania, aktywności klasy robotniczej i jej partii. Świadectwem trudności towarzyszących rozwojowi tej kontroli jest fakt, że partie inicjują periodyczne wydawanie aktów prawnych torujących jej drogę. Poważny nacisk kładzie na tę kwestię najnowsza Konstytucja ZSRR[21]. U nas w Polsce uchwalono niedawno nową ustawę rozszerzającą funkcje kontrolne rad narodowych.

Rozwój kontroli mas, jej upowszechnienie stanowią najlepszą gwarancję wysuwania na stanowiska kierownicze i działania na tych stanowiskach w interesie właścicieli – klasy robotniczej – kadr najbardziej doświadczonych i kompetentnych. Główne przy tym znaczenie ma nie tylko kontrola załogi sprawowana nad swymi bezpośrednimi kierownikami, ile kontrola koordynujących działań i decyzji w ogólnospołecznej skali przez władzę państwową, wykonywaną przez zorganizowaną klasę robotniczą. Natomiast wszelkie rojenia o rotacji, okresowej obligatoryjnej wymienialności kierowników, nie mówiąc już o powierzaniu kierownictwa wszystkim po kolei, są utopijne, a próby ich realizacji prowadzą do żałosnych skutków. Nie jest to żadna droga rozwiązywania sprzeczności. Zachowują się one, nie prowadzą bowiem do zmian stosunków, lecz jedynie osób. Kontrola mas, nawet z udziałem wszystkich po kolei – oto właściwa idea.

W pracy Dziecięca choroba ,,lewicowości’’ w komunizmie Lenin wyśmiewał się z gadaniny o ponadhistorycznej sprzeczności pomiędzy przywódcami politycznymi a masami w ogóle, wskazując na konkretnohistoryczne, klasowe źródła pojawiania się tej sprzeczności w masowych partiach robotniczych w okresie imperializmu. Podkreślał zarazem, że podstawowym narzędziem trwałego rozwiązywania tej sprzeczności w łonie klasy robotniczej jest rozwój kontroli mas nad przywódcami[22]. Jest to niewątpliwie uniwersalna dla socjalizmu metoda przezwyciężania tej sprzeczności, nie wyspekulowana, lecz wyrastająca i kształtująca się w łonie klasy robotniczej już w kapitalizmie.

Sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjne powstające na podłożu klasowo-ekonomicznym przejawiają się wyraźnie w socjalizmie w dążeniach rozmaitych grup do zapewnienia sobie ustawowej ,,ochrony zawodu’’, w dążeniach do uzyskania różnych ,,kart’’ pracowników określonych gałęzi. Problem ten nie sprowadza się oczywiście do tych sprzeczności. W związku z tym konieczna jest ekonomiczna analiza tego rodzaju dokumentów i ich projektów, uwzględniająca element klasowy, przy czym nie wolno zwieść się argumentacji o czysto fachowych motywach, które mają znajdować się u ich podłoża.

Ustawodawstwo także wynika z potrzeby prawnej ochrony majątku narodowego: rzeczowych i osobowych sił wytwórczych socjalistycznego społeczeństwa przed niefachowością. Rolę te spełniają ustawy o wymaganiach kwalifikacyjnych (dyplomach, egzaminach, systemach obowiązkowego przeszkolenia itp.), które muszą być przestrzegane przy obejmowaniu określonych stanowisk pracy, o zapewnieniu odzieży roboczej, bezpieczeństwa i higieny pracy, o ograniczaniu czasu pracy i przywilejach płacowych związanych z warunkami niebezpiecznymi dla zdrowia itp. Podobną rolę odgrywają przepisy prawne o ochronie tytułów zawodowych i naukowych. Chodzi w tym wypadku o zabezpieczenie tego, by prace, których złe, nieumiejętne wykonanie naraża życie i zdrowie ludzi (w produkcji, w usługach – konsumentów i producentów), były powierzane osobom kompetentnym i odpowiedzialnym. Rozwój tego typu ustawodawstwa jest niezbędny w miarę wzrostu sił wytwórczych i dla ich ochrony. Dostępność zdobycia kwalifikacji przez wszystkich stanowi klucz do wyeliminowania sprzeczności, które przepisy takie miałyby utrwalać.

Jednakże także w socjalizmie w ustawodawstwie tego typu i postulatach kierowniczych pod jego adresem pojawiają się tendencje do petryfikacji zawodowej ograniczoności i ekskluzywności pod pozorem ochrony fachowości, do sankcjonowania ochrony danego zawodu i jego szczególnych przywilejów przed ,,konkurencją’’, zamykania go przed zewnętrzną krytyką społeczną, nawet ze strony współtowarzyszy pracy w tej samej gałęzi czy zakładzie pozbawionych tytułu kwalifikacyjnego do sankcjonowania wewnętrznych sądów zawodowych i kompletowania zawodu w drodze osobliwej kooptacji. Tego samego typu tendencje przejawiają się w postaci prób ustanowienia wewnętrznych etycznych kodeksów poszczególnych zawodów, jako prawnej podstawy działania wewnętrznego sądownictwa zawodowego. Dążenia takie są najsilniejsze wśród spadkobierców ,,wolnych zawodów’’: lekarzy, adwokatów i sędziów, nauczycieli, literatów, artystów. Łączą się z tym próby wydzielenia ludzi o określonych zawodach z gałęziowych związków zawodowych, próby przejęcia części funkcji związków w odniesieniu do ludzi wydzielonych zawodów przez ,,izby’’, stowarzyszenia twórcze i naukowe itp. W środowiskach prawniczych fachowość staje się pretekstem do podważania zasady powoływania sędziów w drodze wyborów powszechnych. Rozlegają się głosy domagające się kreowania ustaw o ochronie zawodu dziennikarza, urzędnika państwowego, plastyka, a nawet socjologa.

Ochrona zawodu urzędnika? Czy jest to zawód? Czy nie jest dziś bardziej niż kiedykolwiek nieodzowne rekrutowanie urzędników z najrozmaitszych zawodów? Urzędnicy powinni pozostawać pod kontrolą mas i byś usuwalni. Niezbędna jest ochrona urzędnika w toku wykonywania przez niego urzędowych czynności. Ale nie ochrona sankcjonująca ograniczenia jego odpowiedzialności, ograniczająca powołanie go z wyboru, nie przepisy o automatyzmie awansu i o ograniczeniu zewnętrznej kontroli i krytyki jego działalności. Takie ujęcie teoretyczne leży niewątpliwie u podstaw zawartej w KPZR dyrektywy, iż winno się ,,dążyć do tego, by płatny aparat państwowy ulegał redukcji, aby coraz szerzej masy przyswajały sobie umiejętność rządzenia i aby w perspektywie praca w tym aparacie przestała być odrębnym zawodem (podkr. – J. Ł.)’’[23]. Podobnie gdy idzie o dziennikarza. Zawód to równie wątpliwy jak urzędnik czy nauczyciel w ogóle. Chcemy przecież, by gazety były pisane przez ludzi różnych zawodów, by szeroki udział w ich tworzeniu brali korespondenci robotniczy i chłopscy. W związku z tym potrzebna jest nam ochrona prawa krytyki podejmowanej przez każdego obywatela,  a nie ochrona szczególna i uprawnienia szczególne w tej dziedzinie dla dziennikarza. Dziennikarz wreszcie, podobnie jak urzędnik, powinien podlegać szczególnie szerokiej kontroli społecznej. Zawodowy literat? Czy powinien on mieć specjalne przywileje ochrony praw autorskich, inne niż literat-amator? Podobnie – zawodowy plastyk. Czy jego plakat, rzeźba, wzór reklamowy ma być inaczej chroniony niż plastyka-amatora? Związki literatów, plastyków, itp. powinny troszczyć się o uprawnienia i ochronę ich rodzaju twórczości, dobijać się o ustawową regulację tych kwestii, lecz nie o ochronę specjalną dla swoich członków.

Nieco inny charakter mają u nas ustawy-,,karty’’ poszczególnych zawodów: górnika, nauczyciela itp. W istocie chodzi w nich nie o zawody, lecz o gałęzie czy branże: dotyczą bowiem wszystkich pracowników danej gałęzi, a nie tylko zawodów w ich tytułach wspomnianych. Karty takie zawierają wiele przepisów o ochronie ludzkich sił wytwórczych danej gałęzi, o wymaganiach kwalifikacyjnych dla poszczególnych stanowisk, o swoistych uprawnieniach w zakresie bezpieczeństwa, higieny i czasu pracy, itp.

Często jednak były wydawane one pod naciskiem doraźnych potrzeb ustabilizowania załóg określonych gałęzi, zapewnienia dopływu do nich siły roboczej, na skutek tego pojawiły się w nich określone uprawnienia dla pracowników gałęzi, niezależnie od zawodowych kwalifikacji i swoistych warunków stanowisk pracy danej gałęzi, różnicujące tych pracowników od innych, podlegających powszechnym przepisom prawa pracy. A także automatyczne przywileje pozapłacowe – np. przyznawanie z urzędu odznaczeń państwowych za określony staż pracy przy braku ,,przeciwwskazań’’. Tego typu przepisy, doraźnie być może pożyteczne, na długą metę utrwalają gałęziowe przywileje i odrębność, a niekiedy wręcz wspierają elementy cechowości. Toteż słusznie przy reformie ogólnego ustawodawstwa pracy część tego rodzaju elementów jest eliminowana.

Wegetujące i niekiedy odradzające się w realnych społeczeństwach socjalistycznych tendencje do zawodowej ekskluzywności znajdują dość nieoczekiwane, acz raczej niezamierzone wsparcie teoretyków utrzymujących, że zawodowe sprzeczności wysunęły się przed sprzeczności klasowe. Jak wiadomo, dawno odkrytą ekonomiczną prawidłowością socjalizmu jest: każdy według zdolności, każdemu według pracy. Według zdolności – takie jest prawo podziału abstrakcyjnej pracy żywej. Oznacza ono jednakowy obowiązek uczestnictwa w całokształcie pracy społecznej dla wszystkich i wnoszenia do niej wkładu w miarę możliwości wyznaczonych przez zdolności. Według pracy - takie jest prawo podziału pracy uprzedmiotowionej w wytworach przeznaczonych do indywidualnej konsumpcji; tylko na tej zasadzie ów podział się dokonuje. I oto u wspomnianych teoretyków pojawia się skłonność podmieniania tego prawa socjalizmu – innym: każdy według zawodu (kwalifikacji), każdemu według pracy. Przy czym jedni – jak S. A. Kugel i O. I. Szkaratan – wręcz przeciwstawiają sobie zdolności i zawód (kwalifikacje). Dokładnie – głoszą oni, że w socjalizmie nierówność wkładu w społeczną pracę określana jest nie indywidualnymi zdolnościami, lecz zależy od charakteru pracy i jej społecznego podziału (rozumiejąc przez ten ostatni właśnie podział ,,zawodowo-kwalifikacyjny’’[24]. Charakter pracy ma więc w socjalizmie nie zależeć od zdolności. Najwyraźniej wyznaczają go sprzeczności zawodowo-kwalifikacyjne samoistne, od klasowych niezależne. Dopiero w komunizmie praca będzie według zdolności. Inni A. Andrejew i J. Timoszkow - utożsamiają zdolności z zawodem. Piszą oni: ,,Pracować według zdolności, to znaczy pracować w swoim, dowolnie wybranym zawodzie, zgodnie z upodobaniami i uzdolnieniami’’[25]. Pomińmy błędne koło w tej formule – określenie zdolności przez uzdolnienia. Jak wiemy, u tych autorów grupy zawodowe mają stanowić podstawową strukturę społeczną także w komunizmie.

Zarówno przeciwstawienie zdolności zawodowi, jak i ich utożsamienie jest operacją nieuprawnioną. Oczywiście, praca według zdolności jest zawsze jakąś pracą konkretną, a więc przejawia się jako praca w jakimś zawodzie. Jednakże praca według zdolności obejmuje też zmianę zawodu, gdy potrzeby społecznych sił wytwórczych tego wymagają i gdy odpowiednie zdolności się ujawnią. Ponadto w socjalizmie właśnie już aktualnie wybór zawodu jest zdominowany przez zdolności: ,,dowolność’’ tego wyboru zasadniczo różni się od dowolności w sensie formalnoprawnym, która występuje i w kapitalizmie. Zastępowanie zdolności zawodem jest przyzwoleniem na petryfikację przypisania ludzi do zawodu w warunkach formacji socjalistycznej.

 

Jarosław Ładosz

Powyższy tekst zatytułowany "Klasowe uwarunkowania ekonomicznie istotnych różnic zawodowo-kwalifikacyjnych w kapitalizmie i socjalizmie" pochodzi z książki "Klasa a zawód", wydanej oryginalnie przez wydawnictwo Książka i Wiedza w 1980 roku. 



[1] Por.: J. Danecki, ,,Ewolucja podziału pracy – kryteria ekonomiczne i humanistyczne’’, w: Podział pracy w socjalizmie. Z doświadczeń i dyskusji radzieckich, Warszawa 1967, s.42

[2] K. Marks, ,,Kapitał’’, t. I, w: K. Marks i F. Engels, Dzieła, t.23, Warszawa 1968, s.580

[3] Tamże, s. 341 i 584; por. także s. 328

[4] Por.: Konstytucja ZSRR, Warszawa 1977, art.. 45.

[5] Tak z całą przejrzystością stawia sprawę B. Gałęski. Odnosił on termin ,,zawód rolnika’’ wyraźnie do ,,pracy właścicieli lub dzierżawców indywidualnych gospodarstw’’. Robotnik rolny nie jest uznany za należącego do grupy zawodowej rolników (,,Społeczne osobliwości zawodu rolnika’’, w: Socjologia zawodów, Warszawa 1965 s. 313). Podobnie, acz bez właściwej B. Gałęskiemu konsekwencji i z całkowitą beztroską o logiczną poprawność, ujmuje sprawę K. Zagórski (,,Robotnicy w strukturze społeczno-zawodowej’’, w: Narodziny socjalistycznej klasy robotniczej, Warszawa 1974, s. 205, tabl. 5).

[6] Por.: F. Cohen, Les Sovietiques. Classes et societe en URSS, Paryż 1974, s. 192.

[7] Tak stawia sprawę S. Sieniawski, Izmienienija w socyalnoj strukturie sowietskogo obszczerstwa 1938-1970, Moskwa 1973, s. 122-124

[8] Por.: I. I. Bodiuł, ,,Agrarnaja politika KPSS i aktualnyje problemy socyalno-ekonomiczeskogo razwitija sieła’’, w: Woprosy fiłosofii nr 9, 1978, s. 10, 14 i 19

[9] Trafnie, naszym zdaniem, zauważył to M. N. Rutkiewicz: ,,…istnienie osobistego gospodarstwa pomocniczego w jego starych, odziedziczonych po chłopskim sposobie życia formach jest dziś jedną z ważniejszych cech społeczno-ekonomicznej różnicy między miastem i wsią’’. ,,…społeczne znaczenie pozostałości drobnej produkcji jest obecnie determinowane nie przez praktycznie obumarłą grupę drobnych gospodarzy prywatnych, lecz przez prowadzenie przez 40 milionów rodzin osobistej gospodarki przyzagrodowej’’. Ażeby nie było wątpliwości, że chodzi tu o determinację ekonomiczno-własnościową, M. N. Rutkiewicz stwierdza: ,,…osobista działka przyzagrodowa’’ stanowi ,,hybryd osobistego i drobnego prywatnego gospodarstwa’’ (Tendencyi razwitija socyalnoj struktury sowietskogo obszczerstwa, Moskwa 1975, s. 44 i 45).

[10] Por.: Zur sozialstruktur der sozialistischen Gesellschaft, Berlin 1974, s. 139-141.

[11] Według danych przytoczonych przez C. W. Millsa przedstawiciele ,,wolnych zawodów’’ w Stanach Zjednoczonych mieli w 1940 roku za sobą średnio 16,4 lat nauki w szkołach. Jest to najdłuższy okres nauki ze wszystkich wyodrębnionych w zestawieniach Millsa grup społecznych – dwukrotnie wyższy niż okres nauki robotników, o 60% dłuższy niż okres nauki menadżerów (Białe kołnierzyki, Warszawa 1965, s. 403.). ,,Siła robocza’’ przedstawicieli wolnych zawodów jest więc najdroższa, ale i największe są prywatne koszty ponoszone na jej nabycie w drodze wykształcenia.

[12] S. L. Sieniawski, Izmienienija…, cyt. Wyd., s.387.

[13] Por.: C. W. Mills, Białe kołnierzyki, cyt. wyd., s. 156-159 i 403.

[14] Por. np.: P. Vaskes ,,Nowy problem w strategii sojuszów’’, w: Problemy Pokoju i Socjalizmu nr 12, 1975, . 82.

[15]  Jest to definicja z radzieckiej Fiłosofoj encykłopedii (t. 2, Moskwa 1962, s.285). S. L. Sieniawski (Izmienienija… cyt. wyd., s. 42) akceptuje podobnie brzmiącą definicję M. P. Kima jako marksistowsko-leninowską definicję inteligencji. Definicję z Fiłosofskoj encykłopedii uznają za powszechnie przyjętą S. A. Kugel i O. I. Szkaratan (,,Niektoryje metodołogiczeskije problemy izuczenija socyalnoj struktury obszczestwa’’, w: Fiłosofskije nauki nr 1, 1965 s. 60-61).

[16] M. N. Rutkiewicz, Tendencyi.., cyt. wyd., s. 48.

[17] Por. tamże, s. 51.

[18] S. A. Kugel, O. I. Szkaratan, ,,Niekotoryje metodołogiczeskije…’’, cyt. wyd., s. 58.  W istocie nie chodzi tu o zawód. Nie można zmienić tego, czego się nie posiada. Chodzi o zmianę gałęzi wytwórczości w wykonywanej czynności, do której ,,przyuczony’’ wdrożony był w poprzednim miejscu pracy.

[19] J. Danecki, ,,Ewolucja podziału pracy – kryteria ekonomiczne i humanistyczne’’, w: Podział pracy w socjalizmie. Z doświadczeń i dyskusji radzieckich, Warszawa 1967, s. 22-23

[20] Por.: W. I. Lenin ,,Dziecięca choroba <<lewicowości>> w komunizmie’’, w Dzieła, t. 31, Warszawa 1955, s. 33.

[21] Por.: Konstytucja ZSRR, cyt. wyd., art. 9, 48, 58, 92.

[22] Por.: W . I. Lenin, Dziecięca…, cyt. wyd., s. 26-31.

[23] XXII Zjazd KPZR, Warszawa 1962, s. 1059.

[24] Por.: S, A. Kugel, O. I. Szkaratan,  Niekotoryje…, cyt. wyd., s. 59.

[25] A. Andrejew, J. Timoszkow, w ,,Podział pracy i grupy społeczne w komunizmie’’, w: Podział pracy w socjalizmie. Z doświadczeń i dyskusji radzieckich, Warszawa 1967, s. 163.

Komentarze

Zobacz także:

Ładosz: SĄD KASUJĄCY USTAWY I...
Jarosław Ładosz 02/01/2016 I wykładnia "najczystszych" prawników nie może stanąć ponad tymi podziałami, jest zawsze stroną w tych kontrowersjach, i to stroną raczej konserwatywną, bo kierującą się... więcej
Luksemburg: Metoda oportunizmu
Róża Luksemburg 30/11/2015 Teorię rewizjonistyczną ujętą jako całość można zatem scharakteryzować następującymi słowami: jest to teoria zabagnienia socjalizmu mająca wulgarno-ekonomiczne uzasadnienie w... więcej

Film tygodnia