Jesteś tu: Strona główna Marksizm Luksemburg: Metoda opo...

Luksemburg: Metoda oportunizmu

Róża Luksemburg 30/11/2015

Klasyka myśli marksistowskiej (IX)

Część pierwsza[1]

1. METODA OPORTUNIZMU

 

Jeżeli teorie są odbiciem zjawisk świata zewnętrznego w umyśle ludzkim, to w odniesieniu do teorii Edwarda Bernsteina należy w każdym razie dodać – że są one niekiedy odbiciem dającym obraz odwrócony. Teoria o wprowadzeniu socjalizmu poprzez reformy socjalne – po ostatecznym zamarciu reformy socjalnej w Niemczech, o kontroli związków zawodowych nad procesem produkcji – po klęsce angielskich robotników w przemyśle budowy maszyn[2], o socjaldemokratycznej większości w parlamencie – po rewizji konstytucji w Saksonii i zamachach na powszechne prawo wyborcze do Reichstagu![3] Ale punkt ciężkości wywodów Bernsteina leży, naszym zdaniem, nie w jego poglądach na praktyczne zadania socjaldemokracji, lecz w tym, co mówi on o przebiegu obiektywnego rozwoju społeczeństwa kapitalistycznego, z czym, oczywiście, poglądy owe są najściślej związane.

Zdaniem Bernsteina ogólny krach kapitalizmu staje się w miarę jego rozwoju coraz mniej prawdopodobny, gdyż system kapitalistyczny wykazuje z jednej strony coraz większą zdolność przystosowywania się, z drugiej zaś strony produkcja coraz bardziej się różnicuje. Zdolność przystosowywania się kapitalizmu przejawia się według Bernsteina, po pierwsze, w zniknięciu kryzysów ogólnych dzięki rozwojowi systemu kredytowego, organizacyj przedsiębiorców i środków komunikacji, jak również służby informacyjnej, po drugie wreszcie, w poprawie ekonomicznego i politycznego położenia proletariatu na skutek walki prowadzonej przez związki zawodowe.

Dla praktycznej walki socjaldemokracji wynika ogólna wskazówka, aby działalność swą kierowała nie na zdobycie politycznej władzy państwowej, lecz na poprawę położenia klasy robotniczej i na wprowadzenie socjalizmu nie poprzez kryzys socjalny i polityczny, lecz poprzez rozszerzenie krok za krokiem kontroli społecznej i stopniowe urzeczywistnianie zasady spółdzielczości.

Sam Bernstein nie widzi w swych wywodach nic nowego i raczej sądzi, że są one zgodne zarówno z poszczególnymi wypowiedziami Marksa i Engelsa, jak i z ogólnym dotychczasowym kierunkiem socjaldemokracji. Naszym natomiast zdaniem, nie da się absolutnie zaprzeczyć, że koncepcja Bernsteina jest zasadniczo sprzeczna z biegiem myśli socjalizmu naukowego.

Gdyby całą rewizję Bernsteina można było sprowadzić do tego, że rozwój kapitalistyczny przebiega o wiele wolniej, niż zwykło się przyjmować, oznaczałoby to w rzeczywistości jedynie przesuniecie przewidywanego dotychczas momentu zdobycia władzy politycznej przez proletariat, z czego można by praktycznie wysnuć co najwyżej wniosek o spokojniejszym tempie walki.

Tak jednak teorii Bernsteina tłumaczyć nie można. Bernstein kwestionuje nie szybkość rozwoju, lecz sam przebieg rozwoju społeczeństwa kapitalistycznego i w związku z tym przejście do ustroju socjalistycznego.

Jeżeli dotychczas teoria socjalistyczna zakładała, że punktem wyjścia przewrotu socjalistycznego będzie ogólny i wyniszczający kryzys, to należy tu, naszym zdaniem, rozróżnić dwie rzeczy: kryjącą się w tym zasadniczą myśl i jej zewnętrzną formę.

Myśl ta polega na założeniu, że ustrój kapitalistyczny zrodzi sam z siebie, na mocy własnych sprzeczności, moment, w którym nastąpi jego załamanie, w którym jego istnienie stanie się po prostu niemożliwe. To, że moment ten wyobrażano sobie w formie ogólnego i wstrząsającego kryzysu handlowego, miało niewątpliwe swe uzasadnione przyczyny, niemniej jednak dla zasadniczej myśli wyobrażenie to jest nieistotne i ma podrzędne znaczenie.

Naukowe uzasadnienie socjalizmu opiera się, jak wiadomo, na trzech następstwach rozwoju kapitalizmu: przede wszystkim na rosnącej anarchii gospodarki kapitalistycznej, wskutek czego upadek tej gospodarki jest nieuchronny, po drugie, na postępującym uspołecznieniu procesu produkcji, które stwarza pozytywne przesłanki przyszłego ustroju socjalistycznego, i po trzecie, na rosnącej organizacji i świadomości klasowej proletariatu, który stanowi aktywny czynnik zbliżającego się przewrotu.

Z tych trzech filarów socjalizmu naukowego Bernstein usuwa pierwszy. Twierdzi on mianowicie, że rozwój kapitalizmu nie prowadzi do ogólnego krachu gospodarczego.

Tym samym jednak Bernstein odrzuca nie tylko określoną formę upadku kapitalizmu, lecz także sam ten upadek. Mówi wyraźnie: "Można by na to odpowiedzieć, że mówiąc o załamaniu się obecnego społeczeństwa ma się na myśli coś więcej niż ogólny i silniejszy od dotychczasowych kryzys gospodarczy: że ma się mianowicie na myśli całkowite załamanie się ustroju kapitalistycznego z powodu tkwiących w nim sprzeczności". I na to odpowiada: "Mniej więcej jednoczesne, całkowite załamanie się obecnego systemu produkcyjnego staje się w miarę rozwoju społeczeństwa nie coraz bardziej, lecz coraz mniej prawdopodobne, rozwój ten bowiem zwiększa z jednej strony zdolność przystosowania się przemysłu, z drugiej zaś – lub jednocześnie z tym – jego zróżnicowanie"[4].

Ale wtedy powstaje wielkie pytanie: po co i w jaki sposób mamy w ogóle osiągnąć ostateczny cel  naszych dążeń? Z punktu widzenia socjalizmu naukowego historyczna konieczność przewrotu socjalistycznego wyraża się przede wszystkim w rosnącej anarchii systemu kapitalistycznego, która też zapędza kapitalizm w ślepy zaułek. Jeśli się jednak zgodnie z Bernsteinem przyjmie, że rozwój kapitalizmu nie prowadzi do jego załamania się, wówczas socjalizm przestaje być obiektywnie konieczny. Z podwalin jego naukowego uzasadnienia pozostaną wówczas tylko dwa inne następstwa ustroju kapitalistycznego: uspołeczniony proces produkcji i świadomość klasowa proletariatu. To ma też Bernstein na myśli, gdy mówi: "Socjalistyczny świat myśli nie traci (przez odrzucenie teorii o załamaniu się kapitalizmu) bynajmniej nic ze swej siły przekonywującej. Bo czymże są przy bliższym zapoznaniu się wszystkie wyliczone przez nas czynniki usuwania i modyfikowania dawnych kryzysów? Wszystkie one bez wyjątku stanowią jednocześnie przesłanki, a po części nawet zaczątki uspołecznienia produkcji i wymiany"[5].

Wystarczy jednak krótka analiza, by dowieść, że i to twierdzenie jest sofizmatem. Na czym polega znaczenia zjawisk określanych przez Bernsteina jako środki przystosowywania się kapitalizmu – znaczenie karteli, kredytu, udoskonalenia środków komunikacji, poprawa położenia klasy robotniczej itd.? Oczywiście na tym, że usuwają one lub przynajmniej stępiają wewnętrzne sprzeczności gospodarki kapitalistycznej, że hamują ich rozwój i zaostrzanie się. Usunięcie kryzysów oznacza więc zniesienie sprzeczności między produkcją a wymianą na bazie kapitalistycznej, a poprawa położenia klasy robotniczej po części jako takiej, a po części przez przechodzenie pewnej ilości robotników do stanu średniego, oznacza stępienie sprzeczności między kapitałem a pracą. Jeżeli więc kartele, system kredytowy, związki zawodowe itp. usuwają w ten sposób sprzeczności kapitalistyczne, a zatem ratują ustrój kapitalistyczny od upadku, konserwują kapitalizm - dlatego właśnie nazywa je Bernstein "środkami przystosowywania się" – jak mogą one stanowić równocześnie "przesłanki, a po części zaczątki" socjalizmu? Oczywiście, w tym tylko znaczeniu, że silniej uwydatniają społeczny charakter produkcji. Ponieważ jednak zachowują go w kapitalistycznej formie, czynią tym samym zbędne przejście tej uspołecznionej produkcji w produkcję socjalistyczną. Mogą zatem przedstawiać zaczątki i przesłanki ustroju socjalistycznego tylko w znaczeniu pojęciowym, a nie historycznym: mogą więc przedstawiać zjawiska, o których na podstawie naszego wyobrażenia o socjalizmie wiemy, że są mu pokrewne, ale które w rzeczywistości nie tylko nie powodują przewrotu socjalistycznego, lecz wręcz przeciwnie, czynią go zbędnym. Tak więc jako uzasadnienie socjalizmu pozostaje tylko świadomość klasowa proletariatu. Ale i ona jest w danym wypadku nie prostym duchowym odzwierciedleniem coraz bardziej zaostrzających się przeciwieństw kapitalizmu i zbliżającego się jego upadku – zapobiegają przecież temu upadkowi środki przystosowywania się  - lecz tylko ideałem, którego siła przekonywająca polega na jego własnych, przypisywanych mu doskonałościach. Jednym słowem – to, co na tej drodze otrzymujemy, jest uzasadnieniem programu socjalistycznego przez "czyste poznanie", tzn. po prostu uzasadnieniem idealistycznym, podczas gdy obiektywna konieczność, tj. uzasadnienie przebiegiem materialnego rozwoju społeczeństwa, odpada. Teoria rewizjonistyczna staje przed alternatywą: albo socjalistyczne przekształcenie ma, jak dotychczas przyjmowano, nastąpić w wyniku wewnętrznych sprzeczności ustroju kapitalistycznego, a wtedy wraz z tym ustrojem rozwijają się też jego sprzeczności i załamanie się kapitalizmu w pewnej chwili jest w tej czy innej formie nieuchronnym tego skutkiem: w takim jednak wypadku: "środki przystosowywania się" mogą rzeczywiście zapobiec upadkowi systemu kapitalistycznego, a więc uczynić kapitalizm zdolnym do egzystencji, tzn. znieść tkwiące w nim sprzeczności, a wtedy socjalizm przestaje być historyczną koniecznością i jest wówczas czymkolwiek się chce, tylko nie wynikiem materialnego rozwoju społeczeństwa. Z dylematu tego wyłania się inny: albo rewizjonizm słusznie ocenia przebieg rozwoju kapitalistycznego, a wtedy socjalistyczne przekształcenie społeczeństwa staje się utopią, albo też socjalizm nie jest utopią, a wtedy teoria o "środkach dostosowywania się" musi być błędna "That is the question" – oto gdzie tkwi zagadnienie.

              

2. Przystosowywanie się kapitalizmu

 

Najważniejszymi środkami, które według Bernsteina umożliwiają przystosowywanie się gospodarki kapitalistycznej, są: system kredytowy, udoskonalone środki komunikacji i organizacje przedsiębiorców.

Zacznijmy od kredytu. Funkcje jego w gospodarce kapitalistycznej są różnorodne: najważniejsza z nich polega, jak wiadomo, na zwiększaniu zdolności rozszerzenia się produkcji oraz na pośrednictwie i ułatwianiu wymiany. Tam, gdzie wewnętrzna tendencja produkcji kapitalistycznej do bezgranicznego rozszerzania się napotyka przeszkody w postaci własności prywatnej, w postaci ograniczonej wielkości kapitału prywatnego – tam zjawia się kredyt jako środek przezwyciężania tych przeszkód na sposób kapitalistyczny, łączenia wielu kapitałów w jednego – spółki akcyjne – i umożliwienia poszczególnemu kapitaliście dysponowania cudzym kapitałem – kredyt przemysłowy. Z drugiej strony przyspiesza on jako kredyt handlowy wymianę towarów, a więc powrót kapitału do produkcji, a zatem tempo całego okrężnego ruchu systemu produkcyjnego. Łatwo sobie wyobrazić wpływ, jakie obie te najważniejsze funkcje kredytu wywierają na powstawanie kryzysów.

Skoro przyczyną kryzysów jest, jak wiadomo, sprzeczność między zdolnością, tendencją do rozszerzania się produkcji a ograniczoną zdolnością konsumpcji, to kredyt jest w świetle tego środkiem jak gdyby specjalnie do tego powołanym, aby sprzeczność tę możliwie często doprowadzić do wybuchu. Zwiększa on bowiem przede wszystkim do niebywałych rozmiarów zdolność rozszerzenia się produkcji i stanowi wewnętrzną siłę napędową wzrostu produkcji poza granice pojemności rynku. Bije jednak na dwie strony. Gdy jako czynnik procesu produkcji wywołał już nadprodukcję, to podczas kryzysu jako pośrednik wymiany towarowej niszczy tym gwałtowniej siły wytwórcze, które sam obudził. Przy pierwszych oznakach zastoju kredyt kurczy się, pozostawia wymianę swemu losowi tam, gdzie byłby potrzebny, tam zaś gdzie jeszcze ofiarowuje swe usługi, okazuje się bezcelowy i bezskuteczny, i w ten sposób zmniejsza podczas kryzysu zdolność konsumpcyjną do minimum.

Poza tymi dwoma najważniejszymi następstwami oddziaływanie kredytu na powstawanie kryzysów jest jeszcze różnorakie. Kredyt jest nie tylko środkiem technicznym umożliwiającym kapitaliście dysponowanie obcymi kapitałami, ale zarazem jest dlań bodźcem do śmiałego i bezwzględnego zużytkowania cudzej własności, a więc do karkołomnej spekulacji. Nie tylko zaostrza on kryzys w charakterze zwodniczego środka wymiany towarowej, lecz także ułatwia jego nadejście i rozszerzenie się przez to, że całą wymianę przekształca w niezwykle skomplikowany i sztuczny mechanizm o bardzo słabej podstawie realnej, wyrażającej się w minimalnej ilości pieniądza kruszcowego, i tym sposobem wywołuje w nim z najbłahszego powodu zakłócenia.

Tak więc kredyt nie jest bynajmniej żadnym środkiem usuwającym lub choćby tylko łagodzącym kryzys, wręcz przeciwnie, jest szczególnie potężnym czynnikiem ich powstawania. Nie może też być inaczej. Specyficzną funkcją kredytu jest – mówiąc zupełnie ogólnie – przecież nic innego jak tylko usuniecie resztek trwałości ze wszystkich stosunków kapitalistycznych, wprowadzenie wszędzie możliwie jak największej elastyczności i nadanie wszystkim siłom kapitalistycznym w najwyższym stopniu cech rozciągliwości, relatywności i wrażliwości. Jest zupełnie oczywiste, że przez to można tylko ułatwić i zaostrzyć kryzysy, które nie są niczym innym jak tylko periodycznym starciem wzajemnie przeciwstawnych sił gospodarki kapitalistycznej.

To jednak prowadzi nas zarazem do wstępnego zagadnienia, a mianowicie, jak można w ogóle uważać kredyt za "środek przystosowywania się" kapitalizmu. Niezależnie od tego, pod jakim względem i w jakiej postaci pomyślane zostało "przystosowywanie się" za pomocą kredytu, istota jego może oczywiście polegać tylko na tym, że niweluje się w ten sposób jakąś sprzeczność gospodarki kapitalistycznej, znosi się lub stępia jakieś inne jej przeciwieństwo i przez to udziela się zdławionym siłom w pewnym punkcie swobody działania. A tymczasem, jeśli w dzisiejszej gospodarce kapitalistycznej istnieje jakiś środek, który wszystkie te sprzeczności doprowadza do stanu najwyższego napięcia, to jest nim właśnie kredyt. Wzmaga on sprzeczność między sposobem produkcji a sposobem wymiany przez to, że zwiększa produkcję do najwyższych granic, a wymianę z najbłahszego powodu paraliżuje. Wzmaga sprzeczność między sposobem produkcji a sposobem przywłaszczenia przez to, że oddziela produkcję od własności, że kapitał w produkcji przekształca w kapitał społeczny, natomiast część zysku w formę procentu od kapitału, a więc w czysty tytuł własności. Wzmaga sprzeczność między stosunkami własnościowymi a stosunkami produkcji przez to, że drogą wywłaszczenia wielu drobnych kapitalistów skupia w niewielu rękach olbrzymie siły wytwórcze. Wzmaga sprzeczność między własnością prywatną przez to, że czyni konieczną ingerencję państwa w dziedzinę produkcji (spółka akcyjna).

Jednym słowem, kredyt odtwarza wszystkie kardynalne sprzeczności świata kapitalistycznego, doprowadza je do najwyższego napięcia, przyspiesza tempo, w którym kapitalizm pędzi ku swej własnej zagładzie – ku załamaniu się. A zatem dla kapitalizmu pierwszy środek przystosowywania się, gdy chodzi o kredyt, powinien by polegać na tym, by kredyt znieść, by go anulować. Taki, jaki jest stanowi nie środek przystosowywania się, lecz środek niszczenia o wysoce rewolucyjnym działaniu. Toć ten właśnie rewolucyjny, poza sam kapitalizm wychodzący charakter kredytu skłaniał niektórych ludzi do snucia socjalistycznie zabarwionych planów reform i nadał wielkim przedstawicielom kredytu, jak na przykład Izaakowi Péreire we Francji, pozór – jak mówi Marks – na wpół proroków i na wpół łajdaków.

Równie kruchy okazuje się przy bliższej analizie drugi "środek przystosowywania się" produkcji kapitalistycznej, mianowicie związki przedsiębiorców. Według Bernsteina mają one przez regulowanie produkcji położyć kres anarchii i zapobiegać kryzysom. Rozwój karteli i trustów jest wprawdzie zjawiskiem, które w swych różnorodnych ekonomicznych odziaływaniach nie zostało jeszcze całkowicie zbadane. Stanowi ono na razie problem dający się rozwiązać tylko na podstawie nauki Marksa. Ale jedno jest w każdym razie pewne: o ograniczeniu anarchii kapitalistycznej przez kartele przedsiębiorców mogłaby być mowa o tyle, o ile kartele, trusty itp. mogłyby stać się mniej więcej powszechną, panującą formą produkcji. Ale właśnie to jest ze względu na samą naturę karteli wykluczone. Cel ekonomiczny i działanie związków przedsiębiorców polega w ostatecznym rachunku na tym, by przez wyłączenie konkurencji wewnątrz jednej gałęzi przemysłu tak oddziałać na podział osiąganej na rynku światowym masy zysków, by zwiększyć w niej udział skartelizowanej gałęzi. Organizacja może w jednej gałęzi podnieść stopę zysku tylko kosztem innych gałęzi i dlatego właśnie nie może stać się powszechną. Gdyby ją rozciągnąć na wszystkie ważniejsze gałęzie przemysłu, działanie jej ustałoby samo przez się.

Ale także w granicach praktycznego zastosowania związki przedsiębiorców działają w kierunku wprost przeciwnym usunięciu anarchii przemysłowej. Wspominany wzrost stopy zysku kartele osiągają na rynku wewnętrznym z reguły przez to, że dodatkowe ilości kapitału, których nie mogą użyć na potrzeby wewnętrzne, zużytkowują w produkcji na eksport przy o wiele niższej stopie zysku, tzn. sprzedają swe towary za granicą o wiele taniej niż w kraju. Skutkiem tego jest zaostrzona konkurencja za granicą, zwiększona anarchia na rynku światowym, tzn. przeciwieństwo zamierzonego celu. Przykładem tego jest historia międzynarodowego przemysłu cukrowniczego.

Rozpatrując wreszcie ogólnie związki przedsiębiorców jako formy kapitalistycznego sposobu produkcji, uważać je należy tylko za stadium przejściowe, za określoną fazę rozwoju kapitalizmu. I rzeczywiście! W ostatecznym rachunku kartele są właściwie środkiem kapitalistycznego sposobu produkcji, służącym do powstrzymywania fatalnego spadku stopy zysku w poszczególnych gałęziach produkcji. Jaką jednak metodą kartele posługują się w tym celu? W gruncie rzeczy mamy tu do czynienia z unieruchomieniem pewnej części zakumulowanego kapitału, a więc z tą samą metodą, która w innej tylko formie znajduje zastosowanie w kryzysach. Takie lekarstwo jest jednak tak podobne do choroby jak jedno jajo do drugiego i może tylko do pewnego czasu uchodzić za mniejsze zło. Gdy rynek zbytu zaczyna się kurczyć wskutek rozbudowania rynku światowego do najdalszych granic i całkowitego obsadzenia go przez konkurujące kraje kapitalistyczne – a nie można, oczywiście zaprzeczyć, że chwila ta musi nadejść prędzej czy później – wówczas wymuszone częściowe unieruchomienie kapitału przybiera takie rozmiary, że samo lekarstwo przeobraża się w chorobę, a kapitał, który przez organizację, został już w dużym stopniu uspołeczniony, staje się z powrotem kapitałem prywatnym. Przy zmniejszonej możliwości znalezienia sobie na rynku zbytu jakiegoś kącika każda prywatna cześć kapitału woli próbować szczęścia na własną rękę. Z tą chwilą organizacje muszą prysnąć jak bańki mydlane i ustąpić miejsca wolnej konkurencji w spotęgowanej formie[6].

Ogólnie biorąc, kartele stanowią więc, podobnie jak kredyt, określone fazy rozwoju, które w ostatecznym rachunku tylko powiększają anarchię świata kapitalistycznego oraz uwydatniają i doprowadzają do stanu dojrzałości wszystkie jego wewnętrzne sprzeczności. Zaostrzają sprzeczność między sposobem produkcji a sposobem wymiany przez to, że zaogniają gwałtownie walkę między producentami a konsumentami, czego jesteśmy świadkami w szczególności w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Zaostrzają poza tym sprzeczność między sposobem produkcji, a sposobem przywłaszczania przez to, że przeciwstawiają w najbrutalniejszej formie klasie robotniczej przemoc zorganizowanego kapitału i w ten sposób wzmagają do ostatnich granic przeciwieństwo między kapitałem a pracą.

Zaostrzają wreszcie sprzeczności między międzynarodowym charakterem kapitalistycznej gospodarki światowej a narodowym charakterem państwa kapitalistycznego przez to, że towarzyszącym im zjawiskiem jest powszechna wojna celna, która doprowadza do najwyższego napięcia przeciwieństwa między poszczególnymi państwami kapitalistycznymi. Do tego dochodzi bezpośrednie, w najwyższym stopniu rewolucjonizujące oddziaływanie karteli na koncentrację produkcji, udoskonalenia techniczne itd.

Tak więc kartele i trusty w swym ostatecznym oddziaływaniu na gospodarkę kapitalistyczną nie tylko nie stanowią żadnego "środka przystosowywania się", który by zacierał jej przeciwieństwa, lecz są wręcz jednym ze środków, który gospodarka kapitalistyczna sama stworzyła dla powiększenia własnej anarchii, dla wydobycia własnych sprzeczności, dla przyspieszenia własnej zagłady.

Ale jeśli system kredytowy, kartele itp. nie usuwają anarchii gospodarki kapitalistycznej, to jak mogło się zdarzyć, że od dwóch dziesiątków lat – od 1873 r. nie mieliśmy ogólnego kryzysu handlowego? Czy nie jest to oznaką, że kapitalistyczny system produkcji przynajmniej w najważniejszym "przystosował się" rzeczywiście do potrzeb społeczeństwa i że dokonana przez Marksa analiza jest nieaktualna?

[Naszym zdaniem, obecną ciszę na rynku światowym można wytłumaczyć w inny sposób.

Zwykło się traktować dotychczasowe wielkie periodyczne kryzysy handlowe jako uschematyzowanie przez Marksa w jego analizie starcze kryzysy kapitalizmu. Mniej więcej dziesięcioletnia periodyczność cyklu produkcyjnego wydawała się najlepszym potwierdzeniem tego schematu. Pogląd ten polega jednak, naszym zdaniem, na nieporozumieniu. Jeżeli przyjrzymy się bliżej każdorazowym przyczynom wszystkich dotychczasowych wielkich międzynarodowych kryzysów musimy dojść do przekonania, że są one wszystkie wyrazem nie uwiądu starczego gospodarki kapitalistycznej, lecz raczej jej wieku dziecięcego. Już krótkie zastanowienie się wystarcza, by od razu dowieść, że kapitalizm nie mógł absolutnie w latach 1825, 1836 i 1847 wytworzyć owych periodycznych, z pełnej dojrzałości wynikających nieuchronnych zderzeń sił wytwórczych z ograniczeniami rynku, jakie opisuje schemat Marksa, gdyż w owych czasach kapitalizm znajdował się we wszystkich prawie krajach jeszcze w powijakach][7].

Kryzys 1825 r. był istotnie wynikiem wielkich inwestycji w zakresie budowy dróg, kanałów, i gazowni, które miały miejsce w poprzednim dziesięcioleciu, szczególnie w Anglii, gdzie też kryzys przebiegał najostrzej. Następny kryzys w latach 1836-1839 był również wynikiem kolosalnego grynderstwa w budowie linii komunikacyjnych. Kryzys 1847 r. wywołało, jak wiadomo gorączkowe grynderstwo w angielskim kolejnictwie (w ciągu trzech tylko lat, od 1844 do 1847 r. parlament angielski udzielił koncesji na budowę nowych linii kolejowych na sumę około półtora miliarda talarów). We wszystkich trzech wpadkach mamy zatem do czynienia z rozmaitymi formami nowego konstytuowania się gospodarki kapitału, z zakładaniem nowych podwalin pod rozwój kapitalistyczny, które spowodowały wybuch kryzysów. W roku 1857 jako przyczyna kryzysu występuje nagłe otwarcie dla europejskiego przemysłu nowych rynków zbytu w Ameryce i Australii na skutek odkrycia złóż złota, we Francji specjalne grynderstwo kolejowe, przez które poszła ona w ślady Anglii (w latach 1852-1856 zbudowano we Francji nowe linie kolejowe za 1.25 miliarda franków). Wreszcie, wielki kryzys 1873 r. był, jak wiadomo bezpośrednim skutkiem nowego konstytuowania się, pierwszego burzliwego rozwoju wielkiego przemysłu w Niemczech i w Austrii po wypadkach politycznych 1866 i 1871 r.

Powód do kryzysów handlowych dawało więc dotychczas za każdym razem nagłe rozszerzenie pola działania gospodarki kapitalistycznej, a nie zwężenie jej zakresu, nie jej wyczerpanie. Fakt zaś, że owe międzynarodowe kryzysy powtarzały się właśnie co dziesięć lat, jest jako taki zjawiskiem czysto zewnętrznym, przypadkowym. Markowski schemat powstawania kryzysów, podany przez Engelsa w Anty-Duhringu, przez Marksa w pierwszym i trzecim tomie Kapitału, jest o tyle trafny w odniesieniu do wszystkich kryzysów, o ile odkrywa ich wewnętrzny mechanizm i ich głębsze ogólne przyczyny.

[W całości jednak schemat ten odpowiada raczej zupełnie rozwiniętej gospodarce kapitalistycznej, kiedy to istnienie rynku światowego przyjmuje się już z góry jako fakt dokonany. Tylko wtedy kryzysy mogą powtarzać się w przyjęty przez analizę Marksa mechaniczny sposób jako wynikające z wewnętrznego przebiegu procesu produkcji i wymiany, bez zewnętrznego impulsu w postaci nagłego wstrząsu stosunków produkcji i rynku. Jeżeli sobie tedy uprzytomnimy obecną sytuację ekonomiczną, to musimy w każdym razie przyznać, że nie weszliśmy jeszcze w fazę całkowitej dojrzałości kapitalizmu, którą zakłada marksowski schemat periodyczności kryzysów. Rynek światowy znajduje się jeszcze ciągle w stadium rozbudowy. Niemcy i Austria weszły dopiero w latach siedemdziesiątych w okres właściwej produkcji wielkoprzemysłowej, Rosja dopiero w latach osiemdziesiątych, Francja jest jeszcze dotąd w dużej mierze krajem produkcji drobnoprzemysłowej, państwa bałkańskie nie uwolniły się jeszcze w znacznej mierze od pęt gospodarki naturalnej, Australia i Afryka wstąpiły w latach osiemdziesiątych w okres żywej i regularnej wymiany towarowej z Europą. Jeżeli zatem z jednej strony mamy już za sobą nagłe, do lat siedemdziesiątych periodycznie występujące i skokami dokonujące się odkrywanie nowych obszarów gospodarki kapitalistycznej, któremu towarzyszyły dotychczasowe, młodzieńcze niejako kryzysy, to z drugiej strony nie osiągnęliśmy jeszcze takiego stopnia rozbudowy i wyczerpania rynku światowego, które by mogło wywoływać owe fatalne, periodycznie powtarzające się zderzenia sił wytwórczych z organizacjami rynku – owe prawdziwe starcze kryzysy kapitalizmu. Znajdujemy się w okresie, w którym kryzys nie towarzyszą już powstawaniu kapitalizmu, a nie są jeszcze objawem jego upadku. Ten okres przejściowy cechuje utrzymująca się około dwóch dziesiątków lat przeciętna słaba koniunktura, w której po krótkich okresach ożywienia następują długie okresy depresji.

Jednakże zbliżamy się nieuchronnie do początku końca, do okresu kapitalistycznych kryzysów końcowych, co wynika właśnie z tych samych zjawisk, które warunkują na razie brak kryzysów. Gdy rynek światowy rozbuduje się nareszcie w całej pełni i żadne nagłe odkrycia nie będą już mogły go powiększyć, gdy jednocześnie wydajność pracy będzie nadal niepowstrzymanie wzrastała, wówczas prędzej czy później rozpocznie się periodycznie powtarzający się konflikt między siłami wytwórczymi a granicami wymiany – konflikt, który sam przez się wskutek powtarzania się będzie stawał cię coraz ostrzejszy i burzliwszy. I jeżeli coś specjalnie nadaje się do tego, by zbliżyć nas do tego okresu, by stworzyć szybko rynek światowy i szybko go wyczerpać, to przede wszystkim te właśnie zjawiska – system kredytowy i organizacje przedsiębiorców na które Bernstein liczy jako na "środki przystosowywania się" kapitalizmu][8].

Przyjmując, że produkcja kapitalistyczna mogłaby się "przystosować" do wymiany, zakładamy jedno z dwojga: albo rynek światowy będzie bez ograniczenia rósł w nieskończoność, albo na odwrót, rozwój sił wytwórczych zostanie zahamowany, by nie mogły one wykroczyć poza ramy rynku. Pierwsza ewentualność jest fizyczną niemożliwością, drugiej natomiast stoi na przeszkodzie fakt, że we wszystkich dziedzinach produkcji dokonuje się na każdym kroku przewrót techniczny, powołując do życia każdego dnia nowe siły wytwórcze.

Jeszcze jedna okoliczność przeczy – według Bernsteina – opisanemu rozwojowi gospodarki kapitalistycznej, mianowicie wskazywana przez niego "wręcz niewzruszona falanga" średnich przedsiębiorstw. Bernstein widzi w tym oznakę, że rozwój wielkiego przemysłu nie działa tak rewolucjonizująco i koncentrująco, jak należałoby oczekiwać według "teorii o krachu kapitalizmu". Ale i tutaj Bernstein pada ofiarą własnego błędu. Zupełnie fałszywe byłoby istotnie pojmowanie rozwoju wielkiego przemysłu, gdyby się chciało oczekiwać, że przy tym rozwoju średnie przedsiębiorstwa będę stopniowo znikały z powierzchni ziemi.

W ogólnym rozwoju kapitalizmu małe kapitały odgrywają według Marksa właśnie role pionierów rewolucji technicznej, i  to w podwójnym znaczeniu: zarówno w zakresie nowych metod produkcyjnych w starych i ugruntowanych, głęboko zakorzenionych gałęziach przemysłu, jak i w dziedzinie tworzenia nowych, przez wielkie kapitały jeszcze nie eksploatowanych gałęzi produkcji. Zupełnie mylny jest pogląd, jakoby historia średnich przedsiębiorstw kapitalistycznych biegła po linii opadającej do stopniowego zaniku. Rzeczywisty przebieg rozwoju jest raczej także tutaj czysto dialektyczny, rozwój i tu dokonuje się stale poprzez przeciwieństwa. Kapitalistyczny stan średni znajduje się, podobnie jak klasa robotnicza, pod wpływem dwóch przeciwstawnych tendencji: jednej wznoszącej i drugiej ciągnącej go w dół. Tendencją cisnącą w dół jest w danym wypadku wzrost skali produkcji, która periodycznie przewyższa rozmiar małych kapitałów i w ten sposób eliminuje je ze współzawodnictwa. Tendencją wznoszącą jest periodyczna dewaluacja istniejącego kapitału, która skalę produkcji – jeżeli chodzi o wartość niezbędnego minimum kapitałowego – ciągle od nowa na pewien czas obniża, oraz obejmowanie przez produkcję kapitalistyczną coraz to nowych dziedzin.

Walki średniego przedsiębiorstwa z wielkim kapitałem nie należy sobie wyobrażać jako regularnej bitwy, w której zastępy słabszej strony bezpośrednio i ilościowo oraz bardziej topnieją, lecz raczej jako periodyczne koszenie drobnych kapitałów, które następnie ciągle od nowa odrastają, by znowu paść pod kosą wielkiego przemysłu.

Z obu tendencji, które kapitalistycznym stanem średnim miotają jak piłką, zwycięża ostatecznie – w przeciwieństwie do rozwoju klasy robotniczej – tendencja cisnąca w dół. Nie musi się to jednak wyrażać bynajmniej w absolutnym pod względem liczbowym zmniejszaniu się średnich przedsiębiorstw, lecz po pierwsze w tym, że stopniowo wzrasta minimum kapitałowe, niezbędne do utrzymania zdolnego do życia średniego przedsiębiorstwa w starych gałęziach przemysłowych, i po drugie tym, że coraz krótszy staje się okres, w ciągu którego drobne kapitały, mogą eksploatować nowe gałęzie na własną rękę. Dla indywidualnego drobnego kapitału oznacza to coraz krótszy okres życia i coraz szybszą zmianę metod produkcji oraz rodzajów inwestowania, a dla całej klasy coraz szybszą społeczną przemianę materii.

O tym ostatnim Bernstein wie dobrze i sam to stwierdza. Zapomina on jednak, jak się zdaje, że przez to sformułowanie zostało samo prawo rozwoju średnich przedsiębiorstw kapitalistycznych. Jeżeli drobne kapitały są szermierzami postępu technicznego i jeżeli postęp techniczny jest pulsem gospodarki kapitalistycznej, to drobne kapitały stanowią nieodłączne zjawisko rozwoju kapitalistycznego, zjawisko, które może zniknąć dopiero razem z nim. Stopniowe zanikanie średnich przedsiębiorstw – znaczeniu absolutnej sumarycznej statystyki, o którą też Bernsteinowi chodzi – oznaczałoby nie, jak sądzi Bernstein, rewolucyjny bieg rozwoju kapitalizmu, lecz wręcz przeciwnie, jego zastój, jego drzemkę. "Stopa wyzysku, tzn. stosunkowy przyrost kapitału, ma przede wszystkim znaczenie dla każdej nowej latorośli kapitału szukającej samodzielnej lokaty. I gdyby tworzenie kapitału przypadało wyłącznie nieznacznej liczbie wielkich, gotowych już kapitałów, dla których masa zysku równoważy stopę zysku, to ożywczy ogień produkcji w ogóle by wygasł. Ogarnęłaby ją drzemka."[9].

[Bernsteinowskie "środki przystosowywania się" okazują się zatem bezskuteczne, a zjawiska, które uważa za symptomy przystosowywania się, należy przypisać całkiem innym przyczynom][10].

 

3. Wprowadzenie socjalizmu poprzez reformy socjalne

 

Bernstein odrzuca "teorię krachu kapitalizmu" jako historyczną drogę prowadzącą do realizacji społeczeństwa socjalistycznego. Ale która droga wiedzie do tego celu z punktu widzenia "teorii o przystosowywaniu się kapitalizmu"? Bernstein odpowiedział na to pytanie aluzjami: próbę obszerniejszej odpowiedzi w duchu Bernsteina podjął Konrad Schmidt[11].

Według niego "walka ekonomiczna związków zawodowych i walka polityczna o reformy socjalne" doprowadzi "do coraz dalej sięgającej społecznej kontroli nad warunkami produkcji" i w drodze ustawodawczej "sprowadzi właściciela kapitału przez ograniczenie jego praw coraz bardziej do roli zarządcy", aż wreszcie "spokorniałemu kapitaliście, który będzie wiedział, że własność jego przedstawia dla niego coraz mniejszą wartość, odbierze się kierownictwo i zarządzanie jego przedsiębiorstwem, i w ten sposób zaprowadzi się ostatecznie przedsiębiorstwo uspołecznione".

A więc związki zawodowe, reformy socjalne i ponadto, jak dodaje Bernstein, polityczna demokratyzacja państwa – oto środki stopniowego wprowadzania socjalizmu.

Zacznijmy od związków zawodowych. Ich najważniejsza funkcja – a nikt nie wyłuszczył tego lepiej niż sam Bernstein w 1891 r. Neue Zeit – polega na tym, że są one dla robotników środkiem urzeczywistnienia kapitalistycznego prawa płacy, czyli sprzedaży siły roboczej po jej każdorazowej cenie rynkowej. Związki zawodowe służą proletariatowi w ten sposób, że pozwalają mu wykorzystać dal siebie każdą koniunkturę na rynku płacy. Sama ta koniunktura jednak, tzn. z jednej strony uwarunkowany stanem produkcji popyt na siłę roboczą, z drugiej zaś podaż siły roboczej, wynikająca z proletaryzacji warstw średnich i z przyrostu naturalnego klasy robotniczej, a wreszcie każdorazowy stopień wydajności pracy znajdują się poza sferą oddziaływania związków zawodowych. Nie mogą one zatem obalić prawa płacy; mogą w najlepszym wypadku sprowadzić wyzysk kapitalistyczny każdorazowo do "normalnych" granic, ale nie mogą bynajmniej znosić stopniowo samego wyzysku.

Konrad Schmidt nazywa co prawda obecny stan ruchu związkowego "słabym stadium początkowym" i obiecuje sobie, że w przyszłości "związki zawodowe mieć będą stale wzrastający wpływ na regulacje samej produkcji". Przez regulacje produkcji rozumieć można jednak tylko dwie rzeczy: ingerencję w techniczną stronę procesu wytwórczego i ustalanie rozmiarów samej produkcji. Jakiego rodzaju może być w obu tych kwestiach odziaływanie związków zawodowych? Jest jasne, że w dziedzinie techniki produkcji interes kapitalisty jest w pewnych granicach zbieżny z postępem i rozwojem gospodarki kapitalistycznej. Własny jego interes jest bodźcem pchającym go do ulepszeń technicznych. Indywidualny robotnik natomiast zajmuje w tej sprawie stanowisko wręcz przeciwstawne: każdy przewrót techniczny jest sprzeczny z interesami dotkniętych nim bezpośrednio robotników i pogarsza wprost ich położenie, gdyż deprecjonuje siłę roboczą i czyni pracę intensywniejszą, bardziej monotonną i męczącą. Jeśli związek zawodowy zechce ingerować w techniczną stronę produkcji, może czynić to oczywiście tylko w tym ostatnim sensie, tzn. w duchu bezpośrednio zainteresowanej poszczególnej grupy robotników, a zatem może tylko sprzeciwiać się innowacjom. W tym wypadku działa jednak nie w interesie całej klasy robotniczej i jej emancypacji, który jest raczej zgodny z postępem technicznym, tj. z interesem indywidualnego kapitalisty, lecz wręcz przeciwnie, w interesie reakcji. I w rzeczy samej dążenie do wywierania wpływu na techniczną stronę produkcji znajdujemy nie w przyszłości, gdzie Konrad Schmidt go szuka, lecz w przeszłości ruchu związkowego. Określa ono wcześniejszą fazę angielskiego tradeunionizmu (do lat sześćdziesiątych), w której tradeunionizm nawiązywał jeszcze do średniowiecznych tradycji cechowych i w sposób wielce charakterystyczny kierował się przestarzałą zasadą "nabytego prawa do godziwej pracy"[12]. Dążenie związków zawodowych do ustalania rozmiarów produkcji i cen towarów jest natomiast zjawiskiem zupełnie nowym. Dopiero w ostatnich czasach jesteśmy świadkami – znowu tylko w Anglii – podejmowanych w tym kierunku prób[13]. Z charakteru swego i tendencji nowe te dążenia posiadają jednak zupełnie tę samą wartość, co dawniejsze. Do czego bowiem sprowadza się siłą rzeczy aktywny udział związku zawodowego w ustalaniu rozmiarów produkcji i cen towarów? Do kartelu robotników z przedsiębiorcami przeciw konsumentom, i to przy użyciu środków przymusowych przeciw konkurującym przedsiębiorcom, przy czym środki te w niczym nie ustępują metodom stosowanym przez normalne związki przedsiębiorców. Nie jest to już w gruncie rzeczy walka między pracą a kapitałem, lecz solidarna walka kapitału i siły roboczej przeciw konsumującemu społeczeństwu. Pod względem swej wartości społecznej jest to poczynanie reakcyjne, które nie może stanowić etapu w walce o wyzwolenie proletariatu choćby już z tego powodu, że jest przeciwieństwem walki klasowej. Pod względem wartości praktycznej jest to utopia, gdyż – jak wykazuje krótkie zastanowienie się – nie może nigdy objąć większych, produkujących na rynek światowy gałęzi przemysłu.

Działalność związków zawodowych ogranicza się więc głównie do walki o płace i skrócenie czasu pracy, tzn. jedynie do regulowania wyzysku kapitalistycznego w zależności od stosunków rynkowych; oddziaływanie na proces wytwórczy pozostaje dla nich z natury rzeczy niedostępne.

Co więcej, cała tendencja rozwojowa ruchu związkowego zmierza – w zupełnym przeciwieństwie do tego, co sądzi o tym Karl Schmidt – w kierunku uwolnienia rynku pracy od jakiegokolwiek bezpośredniego związku z pozostałym rynkiem towarowym. Najbardziej znamienny jest pod tym względem fakt, że nawet dążenie, by choćby biernie, przez wprowadzenie systemu ruchomej skali płac, ustanowić bezpośredni związek między umową o pracę a ogólnym stanem produkcji, pozostało już obecnie w tyle za rozwojem wypadków i że angielskie trade-uniony coraz bardziej się od tego systemu odwracają[14].

Ale także w rzeczywistych granicach swego oddziaływania ruch związkowy nie zmierza – wbrew założeniom teorii o przystosowywaniu się kapitalizmu – do nieograniczonego rozszerzania się. Wręcz przeciwnie! Jeżeli weźmiemy pod rozwagę dłuższe okresy rozwoju społecznego, to nie sposób pominąć faktu, że na ogół zbliżamy się nie do okresu zwycięskiego rozwoju potęgi ruchu związkowego, lecz do okresu rosnących trudności tego ruchu. Gdy rozwój przemysłu osiągnie swój punkt szczytowy i na rynku światowym kapitał poruszać się zacznie po krzywej "spadku", wówczas walka związków zawodowych stanie się podwójnie trudna: po pierwsze, ulegnie pogorszeniu obiektywna koniunktura na rynku siły roboczej, gdyż popyt będzie wzrastał wolniej, a podaż szybciej niż obecnie; po drugie, kapitał rzuci się tym bezwzględniej na należną robotnikowi część produktu, aby w ten sposób powetować sobie straty poniesione na rynku światowym. Redukcja wynagrodzenia za pracę jest wszak jednym z najważniejszych środków hamujących spadek stopy zysku![15] Anglia jest dla nas już obecnie obrazem rozpoczynającego się drugiego stadium ruchu związkowego. Ruch ten ogranicza się obecnie z konieczności coraz bardziej jedynie do obrony tego, co dotychczas osiągnięto, a i to staje się coraz trudniejsze. Odpowiednikiem tego ogólnego biegu rzeczy jest właśnie ożywienie politycznej i socjalistycznej walki klas.

Ten sam błąd, polegający na odwróceniu perspektywy historycznej, popełnia Konrad Schmidt w ocenie reform socjalnych, po których obiecuje sobie, że "ręka w rękę ze związkowymi zrzeszeniami robotniczymi narzucą klasie kapitalistów warunki, na których wyłącznej podstawie będzie mogła zatrudniać siłę roboczą". W sensie tak pojętej reformy socjalnej nazywa Bernstein ustawy fabryczne zaczątkiem "kontroli społecznej" i jako takie – zaczątkiem socjalizmu. Także Konrad Schmidt mówi o "kontroli społecznej" wszędzie tam, gdzie omawiają państwową ochronę pracy, i zmieniwszy w ten sposób szczęśliwe państwo w społeczeństwo, dodaje już ze spokojem ducha: "tj. rozwijająca się klasa robotnicza"; przez tę operację niewinne postanowienia niemieckiego Bundesratu o ochronie pracy zmieniają się w socjalistyczne środki przejściowe niemieckiego proletariatu.

Mistyfikacja jest tu zupełnie oczywista. Obecne państwo nie jest właśnie  żadnym "społeczeństwem" w sensie "rozwijającej się klasy robotniczej", lecz przedstawicielem społeczeństwa kapitalistycznego, a więc państwem klasowym. Dlatego też realizowana przez nie reforma socjalna nie jest "działaniem kontroli społecznej", tj. kontroli wolnego pracującego społeczeństwa nad własnym procesem pracy, lecz kontrolą organizacji klasowej kapitału nad procesem wytwórczym kapitału. W tym właśnie, tzn. w interesach kapitału, reforma socjalna znajduje swe naturalne granice. Rozumie się, że Bernstein i Konrad Schmidt widzą i pod tym względem w teraźniejszości tylko "słabe stadium początkowe" i obiecują sobie w przyszłości sięgającą w nieskończoność reformę socjalną na korzyść klasy robotniczej. Popełniają jednak przy tym taki sam błąd jak przy przewidywaniu nieograniczonego rozwoju potęgi ruchu związkowego.

Teoria stopniowego wprowadzania socjalizmu poprzez reformy socjalne zakłada jako warunek – i tu leży jej punkt ciężkości – pewien określony, obiektywny rozwój zarówno własności kapitalistycznej, jak i państwa. Co się tyczy własności kapitalistycznej, schemat przyszłego rozwoju idzie według założeń Konrada Schmidta w tym kierunku, aby "sprowadzić właściciela kapitału przez ograniczenie jego praw coraz bardziej do roli zarządcy". Wobec rzekomej niemożliwości jednorazowego nagłego wywłaszczenia środków produkcji, preparuje sobie Konrad Schmidt teorię o stopniowym wywłaszczaniu. W tym celu konstruuje on konieczne założenie rozszczepienie prawa własności na "własność zwierzchnią", którą wyznacza "społeczeństwu" i której rozmiar miałby się stale powiększać, i na "własność użytkową", która w rękach kapitalisty ma się coraz bardziej kurczyć, aż stanie się zwykłym zarządzaniem własnym przedsiębiorstwem. Otóż konstrukcja ta jest albo niewinną grą słów, przy której nie miano nic ważnego na myśli, a wtedy teoria o stopniowym wywłaszczaniu nie ma żadnego pokrycia, albo też jest to na serio pomyślany schemat rozwoju prawnego, a wtedy jest on zupełnie mylny. Rozszczepienie tkwiących w prawie własności różnych uprawnień, do którego Konrad Schmidt ucieka się dla uzasadnienia swojego "stopniowego wywłaszczania", jest charakterystyczne dla społeczeństwa o gospodarce feudalno-naturalnej, w którym podział produktu pomiędzy różne klasy społeczne odbywał się w naturze i na podstawie stosunków osobistych między feudałem a jego poddanymi. Rozszczepienie własności na rozmaite prawa cząstkowe było tam daną z góry organizacją podziału bogactwa społecznego. Wraz z przejściem do produkcji towarowej i zanikiem wszelkich osobistych więzów między poszczególnymi uczestnikami procesu wytwórczego umocnił się, na odwrót, stosunek między człowiekiem a rzeczą, a więc własność prywatna. Z chwilą gdy przy podziale miejsce stosunków osobistych zajęła już wymiana, rozmaite roszczenia o udział w bogactwie społecznym mierzy się nie cząstkami prawa własności do wspólnego przedmiotu, lecz wartością którą, każdy przynosi na rynek. Pierwszym przewrotem w stosunkach prawnych, towarzyszącym pojawieniu się w średniowiecznych komunach miejskich, było też ukształtowanie się absolutnej, zwartej własności prywatnej w łonie feudalnych stosunków prawnych o własności podzielonej. W produkcji kapitalistycznej rozwój ten trwa nadal. Im bardziej społeczny staje się proces wytwórczy, w tym większym stopniu proces podziału opiera się wyłącznie na wymianie i tym bardziej nienaruszalna i zwarta staje się kapitalistyczna własność prywatna, tym bardziej własność kapitału przedzierzga się z prawa do wytworu własnej pracy w wyłączne prawo do przywłaszczania sobie wytworów cudzej pracy. Dopóki kapitalista sam kieruje fabryką, dopóty podział jest jeszcze do pewnego stopnia związany z jego osobistym udziałem w procesie wytwórczym. W miarę jak osobiste kierownictwo fabrykanta staje się zbędne, a już całkowicie w spółkach akcyjnych, własność kapitału jako tytuł roszczenia o udział w podziale produktu oddziela się zupełności od osobistego stosunku do produkcji i ukazuje się w swej najczystszej, zwartej formie. Dopiero w kapitale akcyjnym i w przemysłowym kapitale kredytowym kapitalistyczne prawo własności dochodzi do pełnego rozwoju.

Historyczny schemat rozwoju kapitalisty, określony przez Konrada Schmidta słowami: "od właściciela do zwykłego zarządcy", jest zatem odwróceniem rzeczywistego rozwoju, który prowadzi od właściciela i zarządcy do samego tylko właściciela. Konrad Schmidt mógłby w tej sprawie odnieść do siebie słowa Goethego:

 

Was er besitzt, das sieht er wie im Weiten,

Und was verschwand, wird ihm zu Wirklichkeiten[16].

 

I podobnie jak historyczny schemat cofa się pod względem ekonomicznym od nowoczesnej spółki akcyjnej do manufaktury, a nawet do warsztatu rzemieślniczego, tak pod względem prawnym chce on świat kapitalistyczny cofnąć do powijaków gospodarki feudalno-naturalnej.

Z tego punktu widzenia ukazuje się także "kontrola społeczna" w innym świetle, niż ja widzi Konrad Schmidt. To, co dzisiaj działa jako "kontrola społeczna" – ochrona pracy, nadzór nas spółkami akcyjnymi itp. – nie ma w rzeczywistości absolutnie nic wspólnego z udziałem w prawie własności, z "własnością zwierzchnią". Kontrola ta działa nie jako ograniczenie własności kapitalistycznej, lecz przeciwnie, jako jej ochrona. Albo, używając terminów ekonomicznych, stanowi ona nie naruszenie istoty kapitalistycznego wyzysku, lecz normalizację, uporządkowanie tego wyzysku. I jeżeli Bernstein stawia pytanie, czy ustawa fabryczna zawiera dużo, czy mało socjalizmu, to możemy go zapewnić, że nawet w najlepszej formie ustawy fabrycznej tkwi dokładnie tyle "socjalizmu", ile się go mieści w zarządzeniach magistratu o czyszczeniu ulic i zapalaniu latarni gazowych, co przecież jest też "kontrolą społeczną".

 

4. POLITYKA CELNA I MILITARYZM

 

Drugą przesłanką stopniowego wprowadzania socjalizmu jest – zdaniem Edwarda Bernsteina – ewolucyjne przekształcenie się państwa w społeczeństwo. Truizmem wprost stało się już powiedzenie, że dzisiejsze państwo jest państwem klasowym. Według nas jednak powinno się także to zdanie – jak zresztą wszystko, co dotyczy społeczeństwa kapitalistycznego – pojmować nie jako określające coś stale i bezwzględnie obowiązującego, lecz coś znajdującego się w ciągłym rozwoju.

Po politycznym zwycięstwie burżuazji państwo stało się państwem kapitalistycznym. Sam rozwój kapitalistyczny zmienia wprawdzie w sposób istotny naturę państwa, albowiem rozszerza coraz bardziej sferę jego działania, wyznacza mu nowe funkcje, mianowicie czynie coraz bardziej konieczną kontrolę i ingerencję państwa w życie gospodarcze. W tym sensie przygotowuje się powoli przyszłe stapianie się państwa ze społeczeństwem, rzec można – przywrócenie społeczeństwu funkcji sprawowanych przez państwo. W tym znaczeniu mówi Marks, że ochrona pracy jest pierwszą świadomą ingerencją "społeczeństwa" w proces życia społecznego – zdanie, na które Bernstein się powołuje.

Z drugiej jednak strony ten sam rozwój kapitalizmu powoduje w istocie państwa inną przemianę.

Przede wszystkim państwo dzisiejsze jest organizacją panującej klasy kapitalistów. Jeżeli w interesie ogólnym, to czyni to tylko dlatego, że i o ile interesy te i rozwój społeczny są w ogólnych zarysach zgodne z interesami klasy panującej.

Na przykład ochrona pracy leży zarówno w bezpośrednim interesie kapitalistów jako klasy, jak i w interesie całego społeczeństwa. Ale harmonia ta trwa tylko do pewnego określonego momentu rozwoju kapitalizmu. Z chwilą, gdy rozwój ten osiągnął pewien określony punkt – interesy burżuazji jako klasy i interesy postępu ekonomicznego stają się, także w sensie kapitalistycznym, rozbieżne. Jesteśmy zdania, że ta faza już nastąpiła; uwidacznia się to w dwóch najważniejszych przejawach dzisiejszego życia społecznego, a mianowicie w polityce celnej i militaryzmie. Oba te czynniki – zarówno polityka celna, jak militaryzm – odegrały w historii kapitalizmu swoją niezbędną i odpowiednio do tego postępową rolę. Bez ochrony celnej nie mógłby był zapewne powstać w poszczególnych krajach ciężki przemysł. Dzisiaj jednak rzecz ma się inaczej. [We wszystkich najważniejszych krajach, a szczególnie w tych , które najgorliwiej uprawiają politykę celną, produkcja kapitalistyczna osiągnęła przeciętnie ten sam poziom][17]. Z punktu widzenia rozwoju kapitalizmu, tzn. z punktu widzenia gospodarki światowej, jest dzisiaj zupełnie obojętne, czy Niemcy wywożą więcej towarów do Anglii, czy też Anglia do Niemiec. Z punktu widzenia tegoż rozwoju Murzyn zrobił swoje i mógłby odejść. Tak, powinien by odejść. Przy istniejącej dzisiaj wzajemnej zależności między rozmaitymi gałęziami przemysłu cło ochronne na pewne towary musi spowodować podrożenie innych towarów w kraju, tzn. znowu z punktu widzenia interesów klasy kapitalistów. Przemysł nie potrzebuje dla swego rozwoju ochrony celnej, potrzebuje jej natomiast przedsiębiorca dla ochrony swego zbytu. Znaczy to, że cło nie służy już dzisiaj do ochrony rozwijającej się produkcji kapitalistycznej przed produkcją bardziej dojrzałą, lecz jest środkiem walki grupy kapitalistów jednego państwa przeciwko grupie kapitalistów innego państwa. Cła nie są też już dzisiaj potrzebne jako środek ochrony przemysłu w celu utworzenia i zdobycia rynku wewnętrznego, lecz jako nieodzowny środek kartelizacji przemysłu, tzn. do walki kapitalistycznych producentów przeciw konsumującemu społeczeństwu. Wreszcie fakt, który najjaskrawiej uwydatnia specyficzny charakter dzisiejszej polityki celnej, mianowicie to, że decydującą rolę odgrywa w niej obecnie nie przemysł, lecz rolnictwo, tzn. że polityka celna stała się dziś właściwie środkiem do nadawania interesom feudalnym formy kapitalistycznej i do wyrażania ich w tej formie.

Taka sama zmiana nastąpiła w militaryzmie. Jeżeli będziemy rozpatrywali historię nie taką, jaką mogła lub powinna była być, lecz jaką była, to będziemy musieli stwierdzić, że wojna stanowiła nieodzowny czynnik rozwoju kapitalizmu. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i Niemcy, Włochy i państwa bałkańskie, Rosja i Polska – wszystkie te państwa zawdzięczają warunki względnie bodziec do swego kapitalistycznego rozwoju, wojnom, niezależnie od tego, czy były to wojny zwycięskie, czy też zakończone klęską. Dopóki istniały kraje, których wewnętrzne rozdrobnienie względnie odosobnienie spowodowane było gospodarką naturalną należało przezwyciężyć, dopóty militaryzm odgrywał rolę rewolucyjną w sensie kapitalistycznym. Także i tu rzecz ma się jednak dzisiaj inaczej. [Militaryzm nie może już dzisiaj uprzystępnić innych krajów dla kapitalizmu][18]. Jeśli tylko polityka światowa stała się areną grożących konfliktów, to nie dlatego, że chodzi o odkrycie nowych krajów dla kapitalizm, lecz ze względu na dojrzałe przeciwieństwa europejskie, które przeszczepiły się do innych części świata i teraz dochodzą tam gwałtownie do głosu. Państwa, które dzisiaj stoją naprzeciw siebie z bronią w ręku, wszystko jedno czy w Europie, czy też w innych częściach świata – to nie z jednej strony kraje kapitalistyczne, a z drugiej kraje o gospodarce naturalnej, lecz państwa, które do konfliktu pcha właśnie jednorodność ich wysokiego kapitalistycznego rozwoju. Dla samego tego rozwoju konflikt, jeśli wybuchnie, może w tych warunkach mieć jedynie fatalne skutki, gdyż wywoła głęboki wstrząs i przewrót w życiu gospodarczym wszystkich krajów kapitalistycznych.

Inaczej jednak wygląda sprawa z punktu widzenia klasy kapitalistów. Dla niej militaryzm stał się dzisiaj niezbędny z trzech względów: po pierwsze, jako środek konkurujących interesów kapitalistów jednego kraju przeciwko grupom kapitalistów innego kraju, po drugie, jako najważniejszy rodzaj inwestycji zarówno dla kapitału finansowego, jak i przemysłowego, a po trzecie, jako instrument panowania klasowego wewnątrz kraju, wymierzony przeciw ludowi pracującemu – a więc dla ochrony interesów, które nie mają nic wspólnego z postępem kapitalistycznego sposobu produkcji.

Specyficzny charakter dzisiejszego militaryzmu ujawnia się najwyraźniej, po pierwsze, w ogólnym jego rozwoju dokonującym się na wyścigi we wszystkich krajach, niejako na mocy własnej, wewnętrznej, mechanicznej siły napędowej militaryzmu, zjawisko przed kilku dziesiątkami lat jeszcze zupełnie nie znane, a następnie, w fatalnej wręcz nieuchronności zbliżającego się wybuchu, przy równoczesnej zupełnej nieokreśloności powodu wybuchu, bezpośrednio zainteresowanych państw, przedmiotu sporu i wszystkich bliższych okoliczności. Z siły napędowej rozwoju kapitalizmu militaryzm także stał się choroba kapitalizmu.

Wobec opisanej sprzeczności między rozwojem społecznym a interesami klasy panującej państwo staje po stronie klasy panującej. Popada ono w swej polityce podobnie jak burżuazja, w sprzeczność z rozwojem społecznym, zatraca zatem coraz bardziej charakter przedstawiciela całego społeczeństwa i w miarę tego staje się w coraz większym stopniu państwem klasowym. Albo wyrażając się ściślej, obie te jego właściwości oddzielają się od siebie i przekształcają się w ostrą sprzeczność wewnątrz istoty państwa. A sprzeczność ta staje się z każdym dniem ostrzejsza. Albowiem z jednej strony rozszerzają się funkcje państwa o charakterze ogólnym, jego ingerencja w życie społeczeństwa i "kontrola" nad nim. Z drugiej jednak strony charakter klasowy zmusza państwo do przesuwania w coraz większym stopniu punktu ciężkości swej działalności i środków swej władzy w dziedziny, które przynoszą pożytek tylko interesom klasowym burżuazji, dla społeczeństwa natomiast mają znaczenie wyłącznie negatywne, a więc w dziedzinę militaryzmu, polityki celnej i kolonialnej. Po wtóre, "społeczną kontrolę" państwa przenika i opanowuje wskutek tego coraz bardziej charakter klasowy (por. sposób realizowania ochrony pracy we wszystkich krajach).

Z opisaną tu zmianą w istocie państwa nie tylko nie jest sprzeczny, lecz odpowiada jej w zupełności rozwój demokracji, w którym Bernstein widzi również środek stopniowego wprowadzania socjalizmu.

Jak wyjaśnia Konrad Schmidt, zdobycie przez socjaldemokratów większości w parlamencie ma być bezpośrednią drogą stopniowej socjalizacji społeczeństwa. Otóż demokratyczne formy życia politycznego są niewątpliwie zjawiskiem, które najdobitniej wyraża przekształcanie się państwa w społeczeństwo i o tyle też stanowi etap prowadzący do socjalistycznego przewrotu. Ale scharakteryzowana już przez nas sprzeczność, tkwiąca w istocie państwa, występuje tym jaskrawiej w nowoczesnym parlamentaryzmie.

Wprawdzie parlamentaryzm, jeśli chodzi o swą formułę, służy do tego, aby w organizacji państwowej znalazły wyraz interesy całego społeczeństwa. Z drugiej jednak strony wyraża on tylko społeczeństwo kapitalistyczne, tj. społeczeństwo, w którym miarodajne są interesy kapitalistyczne. Instytucje demokratyczne pod względem swej formy stają się zatem pod względem swej treści narzędziem panujących interesów klasowych.

Znajduje to jaskrawe odbicie w fakcie, że gdy tylko demokracja wykazuje tendencję do wyparcia się swego charakteru klasowego i przekształcenia w narzędzie prawdziwych interesów ludu, burżuazja i jej przedstawicielstwo państwowe natychmiast poświęca formy demokratyczne. Idea socjaldemokratycznej większości parlamentarnej okazuje się  wobec tego kalkulacją, która – całkiem w duchu burżuazyjnego liberalizmu – bierze pod uwagę tylko jedną, formalną stronę demokracji, pomija natomiast zupełnie drugą stronę, mianowicie jej realną treść. Parlamentaryzm zaś jako całość okazuje się nie elementem bezpośrednio socjalistycznym, który przenika stopniowo społeczeństwo kapitalistyczne, jak to przyjmuje Bernstein, lecz, na odwrót, specyficznym środkiem burżuazyjnego państwa klasowego, powołanym do doprowadzenia stanu dojrzałości sprzeczności kapitalistycznych i do nadania im zakończonej formy.

Wobec takiego obiektywnego rozwoju państwa teza Bernsteina i Konrada Schmidta o rosnącej "kontroli społecznej", która ma bezpośrednio wprowadzić socjalizm, zmienia się we frazes, który z każdym dniem coraz bardziej sprzeczny jest z rzeczywistością.

Teoria o stopniowym wprowadzeniu socjalizmu sprowadza się do stopniowej reformy własności kapitalistycznej i państwa kapitalistycznego w kierunku socjalistycznym. Obie te instytucje rozwijają się wszelako na podstawie obiektywnego przebiegu wydarzeń w łonie obecnego społeczeństwa w kierunku wręcz przeciwnym. Proces produkcji staje się coraz bardziej społeczny, a ingerencja, kontrola państwa nad tym procesem staje się coraz szersza. Jednocześnie jednak własność prywatna staje się coraz bardziej formą nagiego kapitalistycznego wyzysku cudzej pracy, a kontrolę państwową przenikają coraz wyłączniej kapitalistyczne interesy klasowe. Wobec tego że państwo, tj. polityczna organizacja kapitalizmu, i stosunki własnościowe, tj. prawna organizacja kapitalizmu, stają się coraz bardziej kapitalistyczne, a nie socjalistyczne, przeto stawiają one teorii o stopniowym wprowadzaniu socjalizmu dwie nieprzezwyciężone przeszkody.

Idea Fouriera, aby przez system falansterów przemienić wodę morską w lemoniadę, była bardzo fantastyczna. Ale idea Bernsteina, by przez dolewanie flaszkami socjalreformistycznej lemoniady przekształcić morze kapitalistycznej goryczy w morze socjalistycznej słodyczy, jest tylko bardziej trywialna, ale ani o włos mniej fantastyczna.

Stosunki wytwórcze społeczeństwa kapitalistycznego zbliżają się coraz bardziej do socjalistycznych, natomiast jego stosunki polityczne i prawne wznoszą coraz wyższy mur między społeczeństwem kapitalistycznym a socjalistycznym. Rozwój reform socjalnych i demokracji muru tego nie przebija, lecz wręcz przeciwnie, czyni go bardziej twardym i zwartym. Obalić więc może go tylko młot rewolucji, tzn. zdobycie władzy politycznej przez proletariat.

 

5.PRAKTYCZNE KONSEKWENCJE I OGÓLNY CHARAKTER REWIZJONIZMU

 

W pierwszym rozdziale staraliśmy się wykazać, że teoria Bernsteina odkrywa program socjalistyczny od materialnej podstawy i umieszcza go na bazie idealistycznej. Odnosi się to to do uzasadnienia teoretycznego. Jak wygląda jednak ta teoria przełożona na język praktyki? Na pierwszy rzut oka i formalnie nie różni ona wcale od dotychczasowej praktyki walki socjaldemokratycznej. Związki zawodowe, walka o reformy socjalne i demokratyzację instytucji politycznych – wszystko to właśnie formalną treść działalności partii socjaldemokratycznej. Różnica leży więc  nie w odpowiedzi na pytanie "co", lecz w odpowiedzi na pytanie "jak". Według tego, jak sprawa ma się obecnie, walkę związkową i parlamentarną uważa się za środek, za pomocą którego należy proletariat stopniowo poprowadzić i przygotować do zdobycia władzy politycznej. Według poglądu rewizjonistycznego walkę tę winno się – wobec niemożliwości i bezcelowości zdobycia władzy politycznej – prowadzić jedynie ze względu jej bezpośrednie wyniki, tzn., w celu osiągnięcia ograniczenia wyzysku kapitalistycznego oraz rozszerzenia kontroli społecznej. Jeżeli pominiemy cel bezpośredniej poprawy położenia robotników, jako wspólny obu poglądom, a więc zarówno przyjętemu dotąd w partii, jak i rewizjonistycznemu, to cała różnica streszcza się, krótko mówiąc, w tym, że według dotychczas przyjętego poglądu socjalistyczne znaczenie walki związkowej i politycznej polega na tym, iż przygotowuje ona proletariat, tzn., subiektywny czynnik przewrotu socjalistycznego, do przeprowadzenia tego przewrotu, podczas gdy według Bernsteina znaczenie to polega na tym, że walka związkowa i polityczna ma ograniczać stopniowo sam wyzysk kapitalistyczny, pozbawić społeczeństwo kapitalistyczne w coraz większym stopniu charakteru kapitalistycznego i nadawać mu charakter socjalistyczny, że ma, jednym słowem, spowodować w sensie obiektywnym przewrót socjalistyczny. Jeżeli sprawnie przyjrzeć się bliżej, to oba poglądy są wręcz przeciwstawne. Według przyjętego w partii poglądu proletariat dochodzi przez walkę związkową i polityczną do przekonania, że zasadnicze przekształcenie jego położenia przez tę walkę jest niemożliwe i że definitywne przejęcie przezeń środków władzy politycznej jest nieuchronne. W poglądzie Bernsteina zakłada się niemożliwość przejęcia władzy politycznej, aby stąd wyprowadzić tezę, że ustrój socjalistyczny można zrealizować przez samą tylko walkę związkową i polityczną.

Socjalistyczny charakter walki związkowej i parlamentarnej polega zatem u Bernsteina na wierze, że walka ta będzie oddziaływać stopniowo w sensie socjalizującym na gospodarkę kapitalistyczną. Takie oddziaływanie jest jednak – jak staraliśmy się wykazać – czystym urojeniem. Kapitalistyczne instytucje własności i państwa rozwijają się w przeciwnym kierunku. Wskutek tego jednak praktyczna walka codzienna socjaldemokracji traci w ostatecznym rachunku wszelki związek z socjalizmem. Wielkie socjalistyczne znaczenie walki związkowej i politycznej polega na tym, że kształtuje ona w sensie socjalistycznym świadomość proletariatu, że organizuje proletariat jako klasę. Z chwilą gdy pojmuje się ją jako środek bezpośredniej socjalizacji gospodarki kapitalistycznej, walka ta nie tylko przestaje oddziaływać w przypisywany jej sposób, lecz traci zarazem drugie swe znaczenie: przestaje być środkiem przygotowania klasy robotniczej do proletariackiego zdobycia władzy,

Dlatego też jest zupełnym nieporozumieniem, gdy Edward Bernstein i Konrad Schmidt uspokajają się, że przy ograniczeniu całej walki do reformy socjalnej i związków zawodowych cel ostateczny ruchu robotniczego jednak nie ginie, albowiem każdy krok po tej drodze ma szersze znaczenie i w ten sposób cel socjalistyczny tkwi jako tendencja w całym ruchu. Jest to istotnie w pełni słuszne, jeśli chodzi o obecną taktykę socjaldemokracji niemieckiej, tzn. gdy świadome i stanowcze dążenie do zdobycia władzy politycznej jest gwiazdą przewodnią przyświecającą walce związków zawodowych i walce o reformę socjalną. Ale gdy to dążenie odłączy się od ruchu i wysunie reformę socjalną, jako cel sam w sobie, to nie tylko nie doprowadzi ona do urzeczywistnienia socjalistycznego celu ostatecznego, lecz raczej przeciwnie. Konrad Schmidt zdaje się po prostu na mechaniczny niejako ruch, który to raz rozkołysany nie może sam przez się zatrzymać, a to na podstawie prostego twierdzenia, że apetyt przychodzi w miarę jedzenia i klasa robotnicza nie może nigdy zadowolić się reformami, dopóki nie zostanie zakończony przewrót socjalistyczny. Założenie to jest wprawdzie słuszne i rękojmią tego jest dla nas niewystarczalność kapitalistycznej reformy socjalnej, ale wysnuty stąd wniosek mógłby być słuszny tylko wtedy, kiedy udałoby się skonstruować nieprzerwany łańcuch ciągłych i stale rosnących reform socjalnych, wiodący od dzisiejszego ustroju społecznego bezpośrednio do socjalistycznego. Jest to jednak fantazja; łańcuch taki z natury rzeczy bardzo szybko pęknie, a drogi, które ruch od tej chwili może obrać, są różnorodne.

Najprawdopodobniej nastąpi wówczas zmiana taktyki w tym kierunku, by wszelkimi środkami zabezpieczyć praktyczne wyniki walki klas, tzn. reformy socjalne. Nieprzejednane, ostre stanowisko klasowe, które ma sens wtedy, kiedy się dąży do zdobycia władzy politycznej, stanie się coraz bardziej tylko przeszkodą, gdy głównym celem będą bezpośrednie sukcesy praktyczne. Następnym krokiem będzie zatem "polityka kompensacji" – mówiąc po prostu: polityka przetargów – i pojednawcza, w duchu racji stanu rozsądna postawa. Ruch nie może się jednak zatrzymać na długo. A ponieważ w świcie kapitalistycznym reforma socjalna jest i zawsze pozostanie pustym orzechem – bez względu na to, jaką obierze się taktykę – więc następnym logicznym krokiem będzie rozczarowanie się także do reformy socjalnej, tj. spokojna przystań, do której teraz przybili profesorowie Schmoller i ska, którzy przecież także przebyli cały wielki i mały świat na socjalreformistycznych wodach, by wreszcie wszystko zdać na łaskę opatrzności[19].

Socjalizm nie wynika więc bynajmniej sam przez się i we wszystkich okolicznościach z codziennej walki klasy robotniczej. Wynika natomiast tylko z coraz bardziej zaostrzających się sprzeczności gospodarki kapitalistycznej i z uświadomienia sobie przez klasę robotniczą konieczności zniesienia tej gospodarki przez przewrót socjalny.

Jeżeli – jak to czyni rewizjonizm – zaprzecza się zaostrzaniu sprzeczności w gospodarce kapitalistycznej i odrzuca konieczność przewrotu socjalnego, to ruch robotniczy redukuje się zrazu do prostej działalności i do działalności na rzecz reformy socjalnej, by siłą własnego ciążenia doprowadzić ostatecznie do porzucenia stanowiska klasowego.

Konsekwencje te wyjdą również na jaw, jeżeli będziemy rozpatrywali teorię rewizjonistyczną jeszcze z innej strony i postawimy sobie pytanie, jaki jest ogólny charakter tych poglądów. Jest oczywiste, że rewizjonizm nie stoi na gruncie stosunków kapitalistycznych i nie zaprzecza istnieniu sprzeczności w tych stosunkach, jak to czynią ekonomiści burżuazyjni. Przeciwnie – podobnie jak pogląd marksowski – przyjmuje on w swej teorii za punkt założenie, że sprzeczności te istnieją. Z drugiej strony jednakże – i to jest zarówno jądrem poglądu w ogóle, jak i zasadniczą różnicą między nim a przyjętym dotychczas poglądem socjaldemokratycznym – nie opiera się on w swej teorii na zniesieniu tych sprzeczności przez ich własny konsekwentny rozwój.

Teoria rewizjonizmu zajmuje miejsce pośrednie między obiema skrajnościami; nie chce doprowadzić sprzeczności kapitalistycznych do pełnej dojrzałości i znieść ich w punkcie szczytowym przez przewrót rewolucyjny, lecz chce złamać ich ostrze, chce je stępić. Tak właśnie brak kryzysów i organizacja przedsiębiorców mają stępić sprzeczność między produkcją a wymianą, poprawa położenia proletariatu i dalsze istnienie stanu średniego – sprzeczność między kapitałem a pracą, a rosnąca kontrola i demokracja – sprzeczność między państwem klasowym a społeczeństwem.

Zapewne, przyjęta dotychczas taktyka socjaldemokracji również nie polega na tym, by wyczekiwać na rozwój sprzeczności kapitalistycznych do punktu szczytowego i następnie dopiero na ich nagłą zmianę. Przeciwnie, opieramy się tylko na poznanym już kierunku rozwoju, ale potem, w walce politycznej, doprowadzamy konsekwencje tego rozwoju do ostateczności – na czym zresztą polega w ogóle istota każdej taktyki rewolucyjnej. Socjaldemokracja zwalcza więc na przykład cła i militaryzm stale, a nie dopiero wtedy, gdy ich reakcyjny charakter wyjdzie w pełni na jaw. Bernstein natomiast opiera swą taktykę w ogóle nie na dalszym rozwoju i zaostrzaniu się sprzeczności kapitalistycznych, lecz na ich stępianiu. On sam najtrafniej to sformułował mówiąc o "przystosowywaniu się" gospodarki kapitalistycznej. Kiedy pogląd taki byłby słuszny? Wszystkie sprzeczności obecnego społeczeństwa są prostym wynikiem kapitalistycznego sposobu produkcji. Jeżeli zakładamy, że ten sposób produkcji będzie się rozwijał nadal w dotychczasowym kierunku, to wraz z nim muszą rozwijać się nierozłącznie także wszystkie jego konsekwencje, co oznacza, że sprzeczności kapitalistyczne muszą się nadal zaostrzać, a nie ulegać stępieniu.  Przesłanką takiego stępienia musiałoby być, na odwrót, zahamowanie rozwoju kapitalistycznego sposobu produkcji. Najogólniejszą przesłanką teorii Bernsteina jest więc, krótko mówiąc: zastój w rozwoju kapitalizmu.

Przez to jednak teoria rewizjonizmu sama wydaje na siebie wyrok, i to w znaczeniu podwójnym. Albowiem po pierwsze, ujawnia swój utopijny charakter w odniesieniu do socjalistycznego celu ostatecznego – jest przecież z góry oczywiste, że zabagniony rozwój kapitalizmu nie doprowadzi do przewrotu socjalistycznego – i tu mamy potwierdzenie słuszności przedstawionych przez nas praktycznych konsekwencji tej teorii. Po drugie, ujawnia ona swój charakter reakcyjny w odniesieniu do rzeczywiście dokonywującego się szybkiego rozwoju kapitalizmu. Nasuwa się zatem pytanie: jak wobec tego rzeczywistego rozwoju kapitalizmu można wyjaśnić lub raczej scharakteryzować teorię Bernsteina?

Że przesłanki ekonomiczne, które Bernstein przyjmuje za punkt wyjścia w swej analizie obecnych stosunków społecznych – jego teoria o kapitalistycznym "przystosowywaniu się" – nie wytrzymują krytyki, wykazaliśmy już, jak sądzimy, w pierwszym rozdziale. Widzieliśmy, że ani system kredytowy, ani kartele nie mogą uchodzić za "środki przystosowywania się" gospodarki kapitalistycznej i że ani w chwilowym braku kryzysów, ani w dalszym istnieniu stanu średniego nie można dopatrywać się przejawów przystosowywania się kapitalizmu. Wszystkie omówione szczegóły teorii o przystosowywaniu się kapitalizmu posiadają jednak – pomijając ich bezpośrednią błędność – pewną wspólną charakterystyczną cechę. Teoria ta ujmuje wszystkie omawiane zjawiska życia ekonomicznego nie w organicznej łączności z ogólnym rozwojem kapitalizmu, nie w związku z całym mechanizmem gospodarczym, lecz w oderwaniu id tego związku, w samodzielnym bycie jako "disiecta membra" [rozrzucone części] martwej maszyny. Weźmy na przykład pogląd na rolę kredytu jako środka przystosowywania się kapitalizmu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę kredyt jako naturalny wyższy stopień wymiany i będziemy go rozpatrywać w związku z wszystkimi sprzecznościami tkwiącymi w wymianie kapitalistycznej, to nie możemy absolutnie widzieć  w nim jakiegoś znajdującego się niejako poza procesem wymiany mechanicznego "środka przystosowywania się", tak samo jak nie możemy uważać samego pieniądza, towaru i kapitału za "środek przystosowywania się" kapitalizmu. Kredyt jest bowiem zupełnie tak samo jak pieniądz, towar i kapitał organicznym członem gospodarki kapitalistycznej na pewnym określonym stopniu jej rozwoju i stanowi na tym stopniu rozwoju, znowu tak samo jak pieniądz, towar i kapitał, zarówno niezbędną część składową jej mechanizmu, jak i narzędzie jej zniszczenia, gdyż wzmaga jej sprzeczności wewnętrzne.

To samo odnosi się do karteli i do udoskonalonych środków komunikacji.

Taki sam mechaniczny i niedialektyczny pogląd tkwi w sposobie, w jaki Bernstein przyjmuje brak kryzysów za objaw "przystosowywania się" gospodarki kapitalistycznej. Według niego kryzysy są po prostu zakłóceniami w mechanizmie gospodarczym i jeżeli nie występują, to mechanizm może oczywiście sprawnie działać. W rzeczywistości kryzysy nie są jednak "zakłóceniami" we właściwym znaczeniu, lub raczej są zakłóceniami, lecz takimi, bez których gospodarka kapitalistyczna jako całość nie może się obejść. Jeżeli jest istotnie faktem, że kryzysy stanowią, krótko mówiąc, na bazie kapitalistycznej jedyną możliwą i dlatego zupełnie normalną metodę okresowego rozwiązywania sprzeczności między nieograniczoną zdolnością rozszerzania się produkcji a ciasnymi granicami rynku zbytu, to są one również zjawiskami nierozłącznie i organicznie związanymi z całokształtem gospodarki kapitalistycznej.

W "wolnym od zakłóceń" toku produkcji kapitalistycznej tkwi dla niej, wręcz przeciwnie, niebezpieczeństwo jeszcze większe niż kryzysy. Jest nim mianowicie wynikający nie ze sprzeczności między produkcją a wymianą, lecz z rozwoju wydajności pracy stały spadek stopy zysku, spadek, który wykazuje wysoce niebezpieczną tendencję, tę mianowicie, że uniemożliwia produkcję wszystkim mniejszym i średnim kapitałom przez co ogranicza nowe inwestycje kapitałowe i ich postęp. Właśnie kryzysy, które wynikają z tego samego procesu jako inna jego konsekwencja, wywołują – przez okresową dewaluację kapitału, przez potanienie środków produkcji i sparaliżowanie części czynnego kapitału – zarazem wzrost zysków i tworzą w ten sposób miejsce dla nowych inwestycji, a tym samym dla nowych postępów w produkcji. Są zatem środkiem podsycającym i rozszerzającym ogień rozwoju kapitalistycznego; gdyby natomiast przestały występować, i to nie – jak to przyjmujemy – w określonych tylko momentach rozwoju rynku światowego, ale w ogóle, wówczas wbrew temu, co utrzymuje Bernstein, okoliczność ta nie tylko nie przyczyniałaby się do szybkiego rozkwitu gospodarki kapitalistycznej, lecz wręcz przeciwnie, wciągnęłaby ją wprost w błoto. Na skutek mechanicznego sposobu ujmowania zjawisk, cechującego całą teorię o przystosowywaniu się kapitalizmu, pomija Bernstein zarówno nieodzowność kryzysów, jak i nieodzowność periodycznie ponawiających się nowych inwestycji drobnego i średniego kapitału; z tego też powodu widzi w ciągłym odradzaniu się drobnego kapitału oznakę zastoju kapitalizmu, a nie, jak jest w istocie, oznakę jego normalnego rozwoju.

Istnieje oczywiście punkt widzenia, z którego wszystkie omawiane zjawiska przedstawiają się  rzeczywiście tak, jak je ujmuje "teoria o przystosowywaniu się kapitalizmu", mianowicie punkt widzenia indywidualnego kapitalisty, w którego świadomości fakty życia gospodarczego występują w postaci zniekształconej przez prawa konkurencji. Indywidualny kapitalista widzi rzeczywiście każdy organiczny człon mechanizmu gospodarczego przede wszystkim jako samą w sobie samodzielną całość, widzi go nadto tylko w tym aspekcie, w którym na niego, indywidualnego kapitalistę, oddziaływa, a więc tylko jako "zakłócenia" lub jako "środki przystosowywania się". Dla indywidualnego kapitalisty kryzysy są rzeczywiście tylko "zakłóceniami", a ich brak przedłuża okres jego egzystencji; dla indywidualnego kapitalisty także i kredyt jest tylko środkiem umożliwiającym przystosowywanie się jego niewystarczających sił wytwórczych do wymagań rynku, dla niego kartel, do którego wstępuje, znosi rzeczywiście anarchię w produkcji.

Jednym słowem, teoria Bernsteina o przystosowywaniu się kapitalizmu nie jest niczym innym jak tylko teoretycznym uogólnieniem poglądów indywidualnego kapitalisty. Czym jednak jest teoretyczny wyraz tych poglądów, jeśli nie tym, co stanowi istotę i charakterystyczny rys wulgarnej ekonomii burżuazyjnej? Wszystkie błędy ekonomiczne tej szkoły polegają właśnie na nieporozumieniu, że zjawiska konkurencji widziane oczami indywidualnego kapitalisty bierze ona za zjawiska gospodarki kapitalistycznej jako całości. I podobnie jak Bernstein kredyt, tak wulgarna ekonomia uważa jeszcze pieniądz za pomysłowy "środek przystosowywania się’" do potrzeb wymiany; szuka ona także w samych zjawiskach kapitalistycznych odtrutki na kapitalistyczne zło, wierzy – zgodnie z Bernsteinem – w możliwość regulowania gospodarki kapitalistycznej; sprowadza się wreszcie, podobnie jak teoria Bernsteina w ostatecznym wyniku do stępienia przeciwieństw kapitalistycznych i zalepienia kapitalistycznych ran, czyli, innymi słowy, do postępowania reakcyjnego, a nie rewolucyjnego, a tym samym do utopii.

Teorię rewizjonistyczną ujętą jako całość można zatem scharakteryzować następującymi słowami: jest to teoria zabagnienia socjalizmu mająca wulgarno-ekonomiczne uzasadnienie w postaci teorii zabagnienia kapitalizmu.

 

Róża Luksemburg

Poniższy artykuł stanowi omówienie serii artykułów Eduarda Bernsteina i pierwotnie opublikowany został 18 kwietnia 1899 roku. Powyższa wersja artykułu przepisana została na podstawie polskiego, dwutomowego wydania "Wyboru pism" Róży Luksemburg wydawnictwa Książka i Wiedza, Warszawa 1959.



[1] Omówienie serii artykułów Bernsteina pt. ,,Problemy socjalizmu’’, Neue Zeit, 1897/98 – Uwagi autorki.

[2] Mowa tu o strajku londyńskich robotników zakładów budowy maszyn w 1897 roku o 8-godzinny dzień pracy. Na strajk ten przedsiębiorcy odpowiedzieli lokautem, co wywarło strajk powszechny robotników tej gałęzi przemysłu w całej Anglii. Strajk trwał 30 tygodni i zakończył się porażką robotników.

[3] Mowa o zniesieniu w 1896 roku powszechnego prawa wyborczego w Saksonii w wprowadzeniu trójklasowego systemu wyborczego.

[4] Neue Zeit, 1897/98, nr 18, str. 555. – Uwaga autorki.

[5] Neue Zeit, 1897/98, nr 18, str 554. – Uwaga autorki.

[6] (Uzupełnienie w drugim wydaniu. – Red. Ges. Werke).
W przypisie do trzeciego tomu Kapitału, w rozdz. 6, pisał Fryderyk Engels w 1894r.: ,,Od czasu kiedy powyższe słowa zostały napisane (1865 r.) konkurencja na rynku światowym znacznie się wzmogła wskutek szybkiego rozwoju przemysłu we wszystkich krajach cywilizowanych, a zwłaszcza w Ameryce i w Niemczech. Ów fakt, że szybko i ogromnie rozwijające się nowoczesne siły wytwórcze z każdym dniem coraz bardziej przerastają prawa kapitalistycznej wymiany towarowej, w granicach których moją działać – ów fakt coraz bardziej narzuca się dziś także świadomości samych kapitalistów. Świadczą o tym zwłaszcza dwa symptomy. Po pierwsze, nowa powszechna mania ceł ochronnych, które tym się w szczególności różnią od dawnego systemu ceł ochronnych, że chronią głównie towary najbardziej nadające się do eksportu. Po wtóre, kartele (trusty) zrzeszające fabrykantów całych wielkich sfer produkcji i mające na celu regulowanie produkcji,  a tym samym cen i zysków. Rozumie się samo przez się, że eksperymenty te udają się jedynie przy stosunkowo sprzyjającej pogodzie ekonomicznej. Pierwsza burza  musi je udaremnić, stanowiąc dowód, że jeśli nawet produkcja wymaga regulacji, to jednak na pewno nie klasa kapitalistów jest do tego powołana. Tymczasem owe kartele mają jedynie za zadanie dbać o to, aby wielkie rekiny połykały małe płotki jeszcze szybciej, niż połykały dotychczas’’. – Uwaga autorki.

[7] W miejscu fragmentu ujętego w nawiasy kwadratowe wszedł do drugiego wydania ustęp następujący:

Odpowiedź na to pytanie nastąpiła z miejsca. Zaledwie Bernstein w 1898 r. wyrzucił teorię kryzysów Marksa do rupieciarni, gdy w roku 1900 wybuchł gwałtowny kryzys ogólny, a w 7 lat później, w 1907 r., nawiedził rynek światowy nowy kryzys, który nadciągnął ze Stanów Zjednoczonych. Tak więc krzyczące fakty obaliły teorię o ,,przystosowywaniu się’’ kapitalizmu. Dowiodły one zarazem, że ci, którzy odrzucili teorię kryzysów Marksa tylko dlatego, że nie sprawdziła się w dwóch rzekomych ,,terminach’’, pomieszali jadro tej teorii z nieistotnym zewnętrznym szczegółem jej formy, mianowicie z cyklem dziesięcioletnim. Sformułowanie cyklu współczesnego przemysłu kapitalistycznego jako okresu dziesięcioletniego było jednak u Marksa i Engelsa w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych tylko zwykłym stwierdzeniem faktów, które ze swej strony opierały się nie na jakichś prawach natury, lecz na szeregu historycznych warunków, pozostających w związku z odbywającym się skokami rozszerzeniem strefy działania młodego kapitalizmu. – Red. Ges. Werke.

[8] W miejsce ustępu ujętego w nawiasy kwadratowe wstawiono w drugim wydaniu: Niechby kryzysy te powtarzały się co 10 lub co 5 lat albo na przemian co 20 i co 8 lat. Najdobitniej jednak wykazuje niesłuszność teorii Bernsteina fakt, że ostatni kryzys 1907-1908 roku szalał najgwałtowniej właśnie w tym kraju, w którym sławetne ,,środki przystosowywania się’’ kapitalizmu, mianowicie kredyt, służba informacyjna i trusty są najbardziej rozwinięte. – Red. Ges. Werke.

[9] K. Marx, Das Kapital, t. III, rozdz. 15. – Uwaga autorki.

[10] Skreślone w drugim wydaniu – Red. Ges. Werke.

[11] Vorwarts z 20 lutego 1898 r. Kronika Literacka. Uważamy się tym bardziej za uprawnionych do traktowania wywodów Konrada Schmidta jako pozostających w związku z wywodami Bernsteina, jako że Bernstein ani słówkiem nie zaprzeczył sposobowi komentowania jego poglądów w Vorwarts. Uwaga autorki.

[12] Webb, Theorie und Praxis der englischen Gewerkvereine, t. II, str. 100 i nast. – Uwaga autorki.

[13] Tamże, str. 115 i nast. – Uwaga autorki.

[14] Tamże – Uwaga autorki.

[15] K. Marx. Das Kapital, t III, rozdz. 14. – Uwaga autorki.

[16] Co dziś posiadam, widzę w dali, mgliste.

A co zniknęło jest mi rzeczywiste. (Przekład W. Kościelskiego – Red. przekł. polsk.).

[17] W drugim wydaniu znajduje się zamiast tego zdania ustąp następujący: ,,Dzisiaj ochronę celną wprowadza się nie po to, by rozwijać młode gałęzie przemysłu, lecz by utrzymać sztucznie przy życiu przestarzałe formy produkcji.’’ – Red. Ges. Werke.

[18] Zdanie to zostało w drugim wydaniu skreślone. Tam, gdzie niżej w tekście mówi się o polityce światowej i odkryciu innych krajów, była w pierwszym wydaniu mowa tylko o Chinach. – Red. Ges. Werke.

[19] W 1872 r. profesorowie Wagner, Schmoller, Brentano i innie odbyli w Eisenach kongres, na którym z wielkim szumem i hałasem proklamowali jako swój cel wprowadzenie reform socjalnych dla ochrony klasy robotniczej. Ci sami panowie, których liberał Oppenheim nazwał ironicznie ,,katheder-socjalistami’’, założyli zaraz potem ,,Stowarzyszenie Reformy Socjalnej’’ (,,Verein fur Sozialreform’’). Już w kilka lat później, gdy walka przeciw socjaldemokracji zaostrzyła się, luminarze ,,katheder-socjalizmu’’ głosowali jako posłowie do Reichstagu za przedłużeniem ustawy przeciw socjalistom. Poza tym cała działalność Stowarzyszenia ogranicza się do odbywania corocznych walnych zgromadzeń, podczas których odczytuje się kilka referatów profesorskich na rozmaite tematy; nadto stowarzyszenie to wydało ponad sto grubych tomów poświęconych sprawom ekonomicznym. Dla reformy socjalnej profesorowie ci, którzy zresztą występują w obronie ceł ochronnych, militaryzmu itp., nie zrobili literalnie nic. Stowarzyszenie samo zrezygnowało ostatnio z reformy socjalnej i zajmuje się obecnie sprawami kryzysów, karteli itp.

Komentarze

Zobacz także:

Karol Marks i sens życia
Jerzy Kochan 24/06/2014 Karola Marksa uznawano w dziewiętnastym wieku, a także w wieku dwudziestym, przede wszystkim za ekonomistę i ewentualnie polityka. Przełom nastąpił stopniowo i radykalnie... więcej
Lenin: Imperializm a rozłam w socjalizmie
Włodzimierz Lenin 16/04/2015 Czy istnieje związek między imperializmem a tym potwornie wstrętnym zwycięstwem, odniesionym przez oportunizm (w postaci socjalszowinizmu) nad ruchem robotniczym w Europie? więcej

Film tygodnia