Jesteś tu: Strona główna Marksizm Trocki: Nauki Paździe...

Trocki: Nauki Października

Lew Trocki 05/04/2016

Klasyka myśli marksistowskiej (XIV)

Trzeba badać Październik

O ile powiodło się nam w Rewolucji Październikowej, to Rewolucji Październikowej nie wiodło się w naszej prasie. Do tej pory nie ma jeszcze u nas ani jednej pracy, która dawałaby szeroki obraz przewrotu październikowego, wyróżniając jego ważniejsze momenty polityczne i organizacyjne. Co więcej, nie wydano także dotąd surowych materiałów, w tym także ważniejszych dokumentów, które bezpośrednio charakteryzują poszczególne strony przygotowań do przewrotu, bądź samego przewrotu. Wydajemy niemało dokumentów i materiałów historyczno–rewolucyjnych i historyczno–partyjnych, które odnoszą się do okresu przedpaździernikowego, wydajemy niemało materiałów epoki popaździernikowej. Lecz Październikowi poświęcamy znacznie mniej uwagi. Wydaje się, że dokonując przewrotu postanowiliśmy, iż w żadnym razie nie przyjdzie nam tego powtarzać. Tak, jakbyśmy sądzili, że badanie Października, warunków jego bezpośredniego przygotowania, jego przeprowadzenia, pierwszych tygodni jego umacniania, nie wpłynie wprost i bezpośrednio na rozwiązywanie pilnych zadań dalszego budownictwa.

Jednakże ocena ta, nawet jeśli nie jest w pełni świadoma, okazuje się głęboko błędna a do tego jeszcze ograniczona narodowo. Jeśli, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, nie powtórzy się więcej doświadczenie Rewolucji Październikowej, wcale to nie oznacza, że nie mamy po co wyciągać nauk z tego doświadczenia. Jesteśmy częścią Międzynarodówki, a proletariat wszystkich innych krajów musi jeszcze rozwiązać swoje „październikowe” zadanie. W ostatnim roku mieliśmy zresztą dostatecznie mocne dowody na to, że nasze październikowe doświadczenie nie weszło w ciało i krew nawet najbardziej dojrzałych partii komunistycznych Zachodu i że po prostu nie jest im ono znane od strony faktycznej.

Co prawda, można powiedzieć, że badając Październik, jak również publikując październikowe materiały, odgrzebuje się zarazem stare rozbieżności. Lecz takie podejście do problemu byłoby już zbyt małostkowe. To zrozumiałe, że rozbieżności roku 1917 były bardzo głębokie i bynajmniej nie przypadkowe. Miernej jakości byłyby jednak starania, by czynić z nich, po wielu latach, narzędzie walki przeciwko tym, którzy wówczas mylili się. Lecz jeszcze bardziej niedopuszczalne byłoby milczenie na temat najważniejszych problemów październikowego przewrotu, które mają znaczenie międzynarodowe — z powodu trzeciorzędnych przyczyn o charakterze personalnym.

Przeżyliśmy w zeszłym roku dwie srogie porażki w Bułgarii: najpierw partia, z pobudek o charakterze doktrynersko–fatalistycznym, przegapiła wyjątkowo sprzyjający rewolucyjnemu działaniu moment (powstanie chłopów po lipcowym przewrocie Cankowa); następnie partia, starając się naprawić błąd, rzuciła się do powstania wrześniowego, nie przygotowując dlań przesłanek zarówno politycznych, jak i organizacyjnych. Niestety, nieszczęsne bułgarskie wystąpienie zostało rozwinięte w jeszcze gorszy sposób w Niemczech. W drugiej połowie ubiegłego roku zobaczyliśmy tam klasyczny dowód na to, jak można zaprzepaścić zupełnie wyjątkową sytuację rewolucyjną o znaczeniu ogólnoświatowo–historycznym. I znów — ani doświadczenie bułgarskie, ani niemieckie z zeszłego roku, nie zostało do tej pory ocenione w sposób dostatecznie pełny i konkretny. Autor tych słów przedstawił obszerny schemat rozwoju zeszłorocznych wydarzeń niemieckich (patrz: książka „Wostok i Zapad”, w rozdziałach „Na poworotie” oraz „Czieriez kakoj etap my prochodim”)[1]. Wszystko, co zaszło od tego czasu, w całej rozciągłości potwierdziło ten schemat. Żadnego innego wyjaśnienia nikt inny nie starał się przedstawić. Ale schemat — to za mało, potrzebny nam jest konkretny, nasycony materiałem faktograficznym, obraz rozwoju zeszłorocznych wydarzeń niemieckich, który w całej konkretności wyjaśniłby przyczyny owej surowej porażki historycznej.

Trudno jednak mówić o analizie wydarzeń w Bułgarii i Niemczech, skoro do tej pory nie wypracowaliśmy politycznego i taktycznego obrazu przewrotu październikowego. Sami sobie nie wyjaśniliśmy tego, co osiągnęliśmy i jak to osiągnęliśmy. W popaździernikowym uniesieniu wydawało się nam, że wydarzenia w Europie rozwiną się samorzutnie i to w tak krótkim czasie, że nie zdążymy teoretycznie przyswoić sobie październikowych nauk.

Okazało się jednak, że gdy brakuje partii zdolnej pokierować proletariackim przewrotem — niemożliwy staje się sam przewrót. Proletariat nie może wziąć władzy poprzez żywiołowe powstanie — także w wysoko uprzemysłowionych i wysoce kulturalnych Niemczech żywiołowe powstanie mas pracujących — w listopadzie 1918 roku — zdolne było jedynie przekazać władzę w ręce burżuazji. Klasa posiadająca zdolna jest przejąć władzę z rąk innej klasy posiadającej w oparciu o swoje bogactwo, o swoją „kulturalność”, o swoje niezliczone więzi ze starym aparatem państwowym.

Tymczasem proletariatowi nic nie może zastąpić jego partii. Dopiero od połowy roku 1921 rozpoczyna się naprawdę okres budowania zarysów partii komunistycznych („walka o masy”, „jednolity front” i inne). Odłożone zostały zadania „październikowe”. A wraz z tym oddalona została konieczność badania Października. Ubiegły rok znów postawił nas twarzą w twarz z zadaniami przewrotu proletariackiego. Pora zebrać wszystkie dokumenty, wydać wszystkie materiały i przystąpić do ich badania!

Oczywiście, wiemy, że każdy naród, każda klasa jak również każda partia — uczą się przede wszystkim na własnych błędach. Nie oznacza to jednak wcale, że doświadczenie innych krajów, klas i partii ma niewielkie znaczenie. Nawet posiadając doświadczenie z roku 1905 nie dokonalibyśmy przewrotu październikowego, gdybyśmy nie poznawali Wielkiej Rewolucji Francuskiej, rewolucji roku 1848 i Komuny Paryskiej — bo przecież to nasze „narodowe” doświadczenie wykonywaliśmy spierając się o wnioski wypływające z poprzednich rewolucji i kontynuując ich linię historyczną. A zatem cały okres kontrrewolucji wypełniony był badaniem nauk i wniosków wynikających z roku 1905. Tymczasem w odniesieniu do zwycięskiej rewolucji roku 1917 nie wykonaliśmy takiej pracy nawet w jednej dziesiątej. Oczywiście, nie żyjemy w okresie reakcji, ani też na emigracji. Natomiast siły i środki, którymi rozporządzamy, są obecnie bez porównania większe niż w tych ciężkich czasach. Trzeba tylko jasno i wyraźnie postawić zadanie badania Rewolucji Październikowej zarówno w ramach partii, jak i całej Międzynarodówki. Konieczne jest, by cała partia, a zwłaszcza jej młode pokolenia, przebadały krok za krokiem doświadczenie Października, który poddał wielkiej, bezspornej i bezapelacyjnej kontroli przeszłość i szeroko otworzył drzwi ku przyszłości. Ubiegłoroczna lekcja niemiecka jest nie tylko poważnym upomnieniem, ale i groźną przestrogą.

Owszem, można powiedzieć że i najpoważniejsze zaznajomienie się z przebiegiem przewrotu październikowego nie dawałoby naszej niemieckiej partii gwarancji zwycięstwa. Lecz tego rodzaju ogólnikowe a w istocie filisterskie rezonerstwo nie jest w stanie ani na krok posunąć nas do przodu. Oczywiście, badanie jedynie rewolucji Październikowej nie wystarcza do zwycięstwa w innych krajach; jednakże może dojść do sytuacji, gdy zaistniałe wszelkie przesłanki rewolucji znajdą się poza dalekowzrocznym i rozstrzygającym kierownictwem partii, które opiera się na zrozumieniu praw i metod rewolucji. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w zeszłym roku w Niemczech. Może ona powtórzyć się również w innych krajach. Jednak dla zrozumienia praw i metod rewolucji proletariackiej nie ma jak dotąd ważniejszego i głębszego źródła, niż nasze doświadczenie październikowe. Przywódcy europejskich partii komunistycznych, którzy nie przerobiliby krytycznie, a przy tym w całej konkretności, historii przewrotu październikowego, upodobniliby się do dowódcy wojskowego, który — przygotowując się w obecnych warunkach do nowych wojen — nie zbadałby strategicznego, taktycznego i technicznego doświadczenia ostatniej wojny imperialistycznej. Taki dowódca skazałby nieuchronnie swoje armie na porażkę.

Głównym narzędziem proletariackiego przewrotu jest partia. Na podstawie naszego doświadczenia, rozpatrywanego choćby tylko w ramach jednego roku (od lutego 1917 do lutego 1918), oraz w oparciu o uzupełniające doświadczenie Finlandii, Węgier, Włoch, Bułgarii i Niemiec, skonstatować można — jako niezbite prawo — nieuchronność kryzysu partyjnego przy przechodzeniu od przygotowawczej pracy rewolucyjnej do bezpośredniej walki o władzę. Mówiąc ogólnie, kryzysy wewnątrz partii powstają podczas każdego poważnego zwrotu w działalności partii, czy jako zapowiedź zwrotu, czy też jako jego następstwo. Wyjaśnić to można tym, że każdy okres w rozwoju partii ma swoje szczególne cechy i wykazuje zapotrzebowanie na określone nawyki oraz metody pracy. Zwrot taktyczny oznacza — w mniejszej lub większej skali — zburzenie owych nawyków i metod; w tym tkwi bezpośrednie i namacalne źródło wewnątrzpartyjnych tarć i kryzysów. „Nazbyt często zdarzało się — pisał Lenin w lipcu 1917 r. — że wtedy, gdy historia dokonuje nagłego zwrotu, nawet przodujące partie przez dłuższy lub krótszy okres czasu nie mogą oswoić się z nową sytuacją, powtarzają hasła, które były słuszne wczoraj, ale które straciły wszelki sens dzisiaj, straciły sens «nagle», równie nagle, jak «nagły» był gwałtowny zwrot historii” (t, XIV, cz. 2, s. 12)[2]. Stąd wyrasta niebezpieczeństwo — jeżeli zwrot jest ostry lub zbyt nagły, zaś okres poprzedzający nagromadził w kierowniczych organach partii zbyt wiele elementów inercji i konserwatyzmu, to partia, w najkorzystniejszym momencie, do którego przygotowywała się w ciągu lat i dziesięcioleci, niezdolna jest urzeczywistnić swego przywództwa. Partię zżera kryzys, zaś ruch zmierza wbrew niej ku porażce.

Partia rewolucyjna znajduje się pod naciskiem innych sił politycznych. W każdym danym okresie swego rozwoju wypracowuje ona swe własne sposoby przeciwdziałania i odpierania tych sił. W trakcie zwrotu taktycznego i związanych z nią wewnętrznych przegrupowań i tarć siła oporu partii słabnie. Stąd wynika stała możliwość, iż wewnętrzne ugrupowania w partii, które wyrastają z konieczności zwrotu taktycznego, wykroczyć mogą daleko poza swe punkty wyjściowe i stanowić mogą podpory rozlicznych tendencji klasowych. Mówiąc prościej: partia, która nie dotrzymuje kroku historycznym zadaniom swojej klasy przekształca się, bądź ryzykuje przekształcenie w pośrednie narzędzie innych klas.

Jeżeli to, co powiedziane zostało powyżej, jest słuszne w odniesieniu do każdego poważnego zwrotu taktycznego, to tym bardziej jest to słuszne względem wielkich zwrotów strategicznych. Poprzez taktykę w polityce, analogicznie do działań wojennych, pojmujemy sztukę prowadzenia odrębnych operacji; poprzez strategię — sztukę zwyciężania, tj. przejmowania władzy. Przed wojną, w epoce Drugiej Międzynarodówki, nie posługiwaliśmy się tym rozróżnieniem, ograniczając się jedynie do pojęcia socjaldemokratycznej taktyki. I nie jest to przypadkiem — socjaldemokracja posiadała taktykę parlamentarną, związkową, municypalną, spółdzielczą i inne. Nie był jednak stawiany problem połączenia wszystkich sił i środków — wszystkich rodzajów wojsk — dla uzyskania zwycięstwa nad wrogiem, albowiem w epoce Drugiej Międzynarodówki nie zostało w praktyce postawione zadanie walki o władzę. Jedynie rewolucja 1905 roku wysunęła — jako pierwsza, po długiej przerwie — podstawowe, czyli strategiczne zagadnienia walki proletariackiej. Tym samym dała ona ogromną przewagę rosyjskim rewolucyjnym socjaldemokratom, tj. bolszewikom. Wielka epoka strategii rewolucyjnej rozpoczyna się w roku 1917, najpierw dla Rosji, a potem dla całej Europy. Oczywiście, strategia nie wyklucza taktyki — nie znikają z naszego pola widzenia problemy ruchu związkowego, działalności parlamentarnej i inne, lecz i one uzyskują dziś nowe znaczenie, stając się uporządkowanymi metodami walki o władzę. Taktyka podporządkowana zostaje strategią.

Jeżeli zwroty taktyczne prowadzą zazwyczaj do wewnętrznych tarć w partii, to jak silne i głębokie muszą być tarcia wynikające ze zwrotów strategicznych! Najostrzejszym zaś zwrotem jest ten, kiedy partia proletariatu przechodzi od przygotowań, od propagandy i agitacji do bezpośredniej walki o władzę, do zbrojnego powstania przeciwko burżuazji. To wszystko, co w partii niepewne, sceptyczne, ugodowe, kapitulanckie, mienszewickie staje przeciwko powstaniu, poszukuje teoretycznych sformułowań dla swej opozycji i znajduje je w gotowej postaci u wczorajszych przeciwników–oportunistów. To zjawisko będziemy obserwować jeszcze nie raz.

W okresie od lutego do października, w oparciu o szeroką walkę agitacyjną i organizacyjną wśród mas, miał miejsce ostateczny przegląd i dobór uzbrojenia partii do rozstrzygającego boju. W Październiku i po Październiku uzbrojenie to sprawdzone zostało w gigantycznym działaniu Historycznym. Obecnie, w kilka lat po Październiku, pomijanie doświadczenia roku 1917 w trakcie oceny rozmaitych punktów widzenia na rewolucję w ogóle, a rosyjską w szczególności, oznaczałoby zajmowanie się bezpłodną scholastyką, nie zaś marksistowską analizą polityki. To tak samo, jakbyśmy wprawiali się w sporach na temat różnych stylów pływania i z uporem powstrzymywali się przed spojrzeniem na rzekę, w której owe style stosują kąpiący się ludzie. Nie ma lepszego sprawdzianu punktów widzenia na rewolucję, jak sprawdzenie ich w trakcie samej rewolucji — dokładnie tak samo styl pływania sprawdza się najlepiej wówczas, gdy pływak skoczy do wody.

„Demokratyczna dyktatura proletariatu i chłopstwa” — Luty i Październik

Rewolucja Październikowa swym przebiegiem i rezultatem bezlitośnie uderzyła w tę scholastyczną parodię marksizmu, która całkiem szeroko rozpowszechniona była w rosyjskich kręgach socjaldemokratycznych, po części — poczynając jeszcze od grupy „Wyzwolenia Pracy”, a która znalazła swój najpełniejszy wyraz wśród mienszewików. Istotą tego fałszywego marksizmu było przekształcenie względnej i ograniczonej uwagi Marksa, iż „kraje przodujące wskazują zacofanym obraz ich przyszłego rozwoju”, w jakieś absolutne i ponadhistoryczne — jakby powiedział Marks — prawo; a na tym prawie starano się budować taktykę partii klasy robotniczej. Przy takim postawieniu problemu nie mogło być — oczywiście — mowy o walce rosyjskiego proletariatu o władzę aż dotąd, dokąd kraje bardziej rozwinięte nie stworzyły ku temu „precedensu”. Rzecz jasna, nie ulega wątpliwości, że każdy kraj zacofany odnajduje jakieś cechy swej przyszłości w historii krajów rozwiniętych, lecz nie może być mowy o całkowitym powtarzaniu rozwoju. Przeciwnie, im bardziej światowy charakter przybiera gospodarka kapitalistyczna, tym osobliwszy staje się los krajów zacofanych, w których doszło do połączenia elementów własnego zacofania z ostatnim słowem kapitalistycznego rozwoju. W przedmowie do swojej „Wojny chłopskiej” Engels pisał: „I w pewnej chwili — nie musi to wszędzie nastąpić równocześnie ani też na tym samym szczeblu rozwoju — zaczyna ona (burżuazja — przyp. tłum.) dostrzegać, że proletariat, ten jej nieodłączny satelita, przerasta ją[3]. W toku rozwoju historycznego burżuazja rosyjska miała dostrzec to wcześniej i pełniej, niż którakolwiek inna. Jeszcze w przededniu 1905 roku Lenin dał wyraz swoistości rewolucji rosyjskiej w formule demokratycznej dyktatury proletariatu i chłopstwa. Jak wykazał cały dalszy rozwój, formuła ta sama w sobie mogła mieć znaczenie tylko jako krok w kierunku, opierającej się o chłopstwo, socjalistycznej dyktatury proletariatu. Leninowskie ujęcie problemu było na wskroś rewolucyjne, dynamiczne, w całości i w pełni przeciwstawne mienszewickiemu schematowi, zgodnie z którym Rosja mogła pretendować jedynie do powtórzenia historii rozwiniętych narodów, mających u władzy burżuazję, a w opozycji socjaldemokrację. Lecz w pewnych kręgach naszej partii, gdy mówiono o tej leninowskiej formule, akcent stawiano nie na dyktaturze proletariatu i chłopstwa, lecz na jej demokratycznym charakterze, który przeciwstawiano przemianom o charakterze socjalistycznym. To zaś oznaczało, że w Rosji, kraju zacofanym, możliwa jest tylko rewolucja demokratyczna. Przewrót socjalistyczny powinien więc zacząć się na Zachodzie. Na drogę socjalizmu wstąpić możemy tylko w ślad za Anglią, Francją i Niemcami. Lecz takie postawienie problemu wiodło nieuchronnie do mienszewizmu a ujawniło się to w pełni w roku 1917, gdy zadania rewolucji pojawiły się nie jako problem prognozy, lecz jako problem działania.

Tymczasem w realnych warunkach rewolucji przyjęcie do końca stanowiska przedwojennej demokracji przeciw socjalizmowi jako czemuś „przedwczesnemu”, w polityce oznaczało stoczenie się z pozycji proletariackiej na drobnomieszczańską, przejście na stanowisko zajmowane przez lewą flankę rewolucji ludowej.

Rewolucja lutowa, jeśli rozpatrywać ją jako rewolucję samodzielną, była rewolucją burżuazyjną. Lecz jako rewolucja burżuazyjna — pojawiła się zbyt późno i nie miała w sobie żadnej trwałości. Rozdzierana sprzecznościami, które od razu znalazły swój wyraz w dwuwładzy, powinna była przekształcić się w bezpośrednią introdukcję rewolucji proletariackiej, co też zaszło, bądź też — w ramach tego czy innego systemu burżuazyjno–oligarchicznego — odrzucić musiało Rosję na pozycję półkolonii. Z kolei okres następny po przewrocie lutowym rozpatrywać można dwojako — albo jako okres wzmocnienia, rozwoju bądź wypełnienia rewolucji „demokratycznej”, albo jako okres przygotowań do rewolucji proletariackiej. Pierwszy punkt widzenia reprezentowali nie tylko mienszewicy i eserzy, lecz także pewna część przywódczych elementów naszej własnej partii. Różnica polegała na tym, że ci ostatni starali się rzeczywiście popchnąć rewolucję demokratyczną jak najdalej w lewo. Lecz metoda była w istocie taka sama — „nacisk” na rządzącą burżuazję skalkulowany tak, aby nie wykraczać poza ramy systemu burżuazyjno–demokratycznego. Gdyby ta polityka zwyciężyła, rozwój rewolucji ominąłby naszą partię i koniec końców mielibyśmy do czynienia z powstaniem robotników i chłopów bez przywództwa partyjnego; innymi słowy — dni czerwcowe w skali gigantycznej, tj. już nie jako epizod, lecz jako katastrofę.

Jest zupełnie oczywiste, że bezpośrednim następstwem takiej katastrofy byłby pogrom partii. To stanowi miarę całej głębi rozbieżności.

To zrozumiałe, że wpływ mienszewików i eserów w pierwszym okresie rewolucji nie były przypadkowy; odzwierciedlał dominację wśród ludu mas drobnomieszczańskich, tj. przede wszystkim chłopskich i niedojrzałość samej rewolucji. Właśnie niedojrzałość rewolucji, w niezwykle specyficznych warunkach stworzonych przez wojnę, dawała przywództwo drobnomieszczańskim rewolucjonistom, albo przynajmniej pozór przywództwa, który polegał na tym, że chronili oni historyczne prawo burżuazji do władzy. Ale wszystko to nie oznacza, że rewolucja rosyjska pójść mogła tylko tą drogą, którą poszła między lutym a październikiem 1917 roku. Ta ostatnia droga wynikała nie tylko ze stosunków klasowych, lecz także z owych przejściowych warunków, które stworzyła wojna.

Dzięki wojnie chłopstwo przekształcone zostało w zorganizowaną i uzbrojoną wielomilionową armię. Drobnomieszczańscy rewolucjoniści znaleźli rzeczywiste oparcie w zmęczonej wojną chłopskiej armii, zanim proletariat zdołał zorganizować się pod własnym sztandarem po to, by poprowadzić za sobą wiejskie masy. Ciężarem tej wielomilionowej armii, od której przecież wszystko bezpośrednio zależało, drobnomieszczańscy rewolucjoniści naciskali na proletariat i w początkowym okresie prowadzili go za sobą.

O tym, że przebieg rewolucji mógł być inny na tej samej podstawie klasowej, świadczą najlepiej zdarzenia poprzedzające wojnę. W lipcu 1914 roku rewolucyjne strajki wstrząsnęły Piotrogrodem. Dochodziło do otwartych starć ulicznych. W tym ruchu niekwestionowane kierownictwo należało do podziemnej organizacji i legalnej prasy naszej partii. Bolszewizm wzmacniał swoje wpływy w bezpośredniej walce przeciwko likwidatorstwu i drobnomieszczańskim partiom w ogóle. Dalszy rozwój ruchu oznaczałby przede wszystkim rozwój partii bolszewickiej. Rady delegatów robotniczych — gdyby doszło do rad — byłyby z całą pewnością już na początku bolszewickie. Przebudzenie wsi dokonywałoby się pod bezpośrednim i pośrednim przywództwem rad miejskich, kierowanych przez bolszewików. Stanowczo nie znaczy to, że eserzy na wsi od razu byliby skazani na wymarcie; nie, prawdopodobnie pierwszy etap rewolucji chłopskiej dokonałby się pod sztandarem ludowym. Lecz w nakreślonym przez nas rozwoju wydarzeń sami ludowcy zmuszeni byliby wysunąć na czoło swoje lewe skrzydło, szukając zbliżenia z bolszewickimi radami w miastach. Bezpośredni wynik powstania zależałby oczywiście i w tym wypadku od nastrojów i postępowania armii, związanej z chłopstwem. Nie ma tu możliwości a także nie ma potrzeby gadać w czasie przeszłym na temat tego, czy ruch z lat 1914–1915 doprowadziłby do zwycięstwa, gdyby nie wybuchła wojna, która do łańcucha rozwoju dołączyła nowe, gigantyczne ogniwo. Wiele jednak przemawia za tym, że gdyby rewolucja rosyjska poszła tą drogą, której początkiem były lipcowe wydarzenia 1914 r., to obalenie caratu oznaczałoby najprawdopodobniej bezpośrednie dojście do władzy rewolucyjnych rad robotniczych, które — za pośrednictwem (w pierwszym stadium!) lewicowych ludowców — wprowadzałyby na swoją orbitę masy chłopskie.

Wojna przerwała rozwijający się ruch rewolucyjny, odroczyła go, a potem niezwykle przyspieszyła. Poprzez wielomilionową armię wojna stworzyła partiom drobnomieszczańskim zupełnie wyjątkową — nie tylko społeczną, lecz także organizacyjną — bazę; wszak swoistość chłopstwa na tym polega, że pomimo całej jego liczebności, nawet gdy jest ono rewolucyjne, trudno przekształcić je w zorganizowaną bazę! Partie drobnomieszczańskie wchodziły na plecy gotowej organizacji — armii — i imponowały proletariatowi, tumaniąc go przy tym polityką „obrony ojczyzny” (oborończestwem). Oto dlaczego Lenin od razu zaciekle występuje przeciwko staremu hasłu „demokratycznej dyktatury proletariatu i chłopstwa”, które w nowych warunkach oznaczało przekształcenie partii bolszewickiej w lewą flankę bloku oborończeskiego. Główne zadanie widział Lenin w tym, by wyprowadzić awangardę proletariacką z oborończeskiego błota na czyste pole. Tylko w tych warunkach proletariat mógł — na kolejnym etapie — stać się trzonem ugrupowania mas pracujących wsi. Ale jak pogodzić to z rewolucją demokratyczną, bądź — dokładniej — z demokratyczną dyktaturą proletariatu i chłopstwa? Lenin daje bezlitosny odpór „starym bolszewikom”, którzy „już nie raz — powiadał — odgrywali w dziejach naszej partii godną politowania rolę, powtarzając wykutą bezmyślnie formułę, zamiast zbadać swoistość nowej, żywej rzeczywistości”. „Marksista musi się liczyć z realnym życiem, uwzględniać ścisłe fakty rzeczywistości, nie zaś w dalszym ciągu uporczywie trzymać się teorii dnia wczorajszego”. Zapytywał Lenin: „Czy rzeczywistość ta mieści się w starobolszewickiej formule tow. Kamieniewa: «rewolucja burżuazyjno–demokratyczna nie została zakończona»? Nie — odpowiadał — formuła jest przestarzała. Jest do niczego. Jest martwa. Usiłowania wskrzeszenia jej będą daremne” (W. Lenin, Sobranije soczinienij, tom XIV, cz. I, s. 28 i 33)[4].

To prawda, Lenin mówił czasami, że w pierwszym stadium rewolucji lutowej rady delegatów robotniczych, żołnierskich i włościańskich urzeczywistniły do pewnego stopnia rewolucyjno–demokratyczną dyktaturę proletariatu. I jest to słuszne o tyle, o ile owe rady w ogóle urzeczywistniały władzę. Jednakże — co wielokrotnie wyjaśniał Lenin — urzeczywistniały tylko władzę połowiczną. Podtrzymywały władzę burżuazji, stosując wobec niej na poły opozycyjny „nacisk”. I właśnie to ich nieokreślone położenie pozwalało im nie wykraczać poza ramy demokratycznej koalicji robotników, żołnierzy i chłopów. Ponieważ koalicja ta nie opierała się na uregulowanych stosunkach państwowych, lecz na sile zbrojnej, posiadającej mandat bezpośrednio rewolucyjny, to pod względem form sprawowania władzy ciążyła ona ku dyktaturze, jednakże dalece do niej nie dorastała. Nietrwałość koalicyjnych rad wynikała właśnie z owego demokratycznego nieuformowania połowicznej władzy koalicji robotników, chłopów i żołnierzy. Powinny one albo przyjąć postawę negacji (sojti na–niet), albo rzeczywiście wziąć w swoje ręce władzę. A władzę wziąć mogły nie jako demokratyczna koalicja robotników i chłopów reprezentowana przez różne partie, lecz stając się dyktaturą proletariatu, kierowaną przez jedną partię i prowadzącą za sobą masy chłopskie, poczynając od ich warstw półproletariackich. Innymi słowy, demokratyczna koalicja robotniczo–chłopska mogła określić się tylko jako forma niedojrzała, nie wznosząca się do autentycznej władzy — jako tendencja, a ale jako fakt. Dalszy ruch ku władzy musiał nieuchronnie rozerwać demokratyczną osłonkę, postawić większość chłopstwa wobec konieczności kroczenia za robotnikami, dać proletariatowi możliwość urzeczywistnienia dyktatury klasowej i tym samym postawić na porządku dnia — wraz z pełną i zdecydowanie radykalną demokratyzacją stosunków społecznych — czysto socjalistyczne wtargnięcie państwa robotniczego w prawa własności kapitalistycznej. Kto w tych warunkach wciąż posługiwał się formułą „dyktatury demokratycznej”, ten w rzeczywistości wyrzekał się władzy i prowadził rewolucję w ślepy zaułek.

Podstawowy problem sporny, wokół którego grupowali się wszyscy pozostali, brzmiał następująco: walczyć o władzę, czy nie? brać ją, czy nie brać? Już samo to pokazuje, że mieliśmy do czynienia nie z epizodyczną rozbieżnością poglądów, lecz z dwoma tendencjami o wyjątkowo zasadniczym znaczeniu. Proletariacką była podstawowa z tych tendencji, która wychodziła naprzeciw rewolucji światowej; druga była „demokratyczna”, tj. drobnomieszczańska, i w ostatecznym rachunku prowadziła do podporządkowania polityki proletariackiej potrzebom reformującego się społeczeństwa burżuazyjnego. Tendencje te wrogo ścierały się ze sobą we wszelkich istotnych problemach roku 1917. To właśnie epoka rewolucyjna, tj. czasy, gdy zakumulowany kapitał partii puszczany jest bezpośrednio w obrót, musiała nieuchronnie odkryć i obnażyć w działaniu tego rodzaju, rozbieżności. Obie te tendencje — w mniejszym lub większym stopniu, przy uwzględnieniu tych bądź innych odchyleń — przejawiać się będą w okresie rewolucyjnym jeszcze nie raz we wszystkich krajach. Jeżeli przez bolszewizm — wyróżniając w nim to, co — najistotniejsze — pojmować będziemy takie wychowanie, tego rodzaju hartowanie, taką organizację awangardy proletariackiej, dzięki którym proletariat staje się zdolny do uchwycenia władzy zbrojną ręką i jeżeli socjaldemokratyzm pojmować będziemy jako działalność reformistyczno–opozycyjną w ramach społeczeństwa burżuazyjnego i przystosowywanie się do jego legalności, tj. w rzeczywistości jako wychowywanie mas w imię uznania trwałości państwa burżuazyjnego, to jest absolutnie jasne, że także wewnątrz partii komunistycznej, która przecież nie wyskoczyła jako od razu gotowa z pieca historii, w bezpośrednio–rewolucyjnym okresie, gdy na ostrzu noża staje kwestia władzy, ujawnić się musi zdecydowanie walka między tendencją socjaldemokratyczną a bolszewizmem.

Zadanie zdobycia władzy zostało postawione przed partią już 4 kwietnia, tj. po przybyciu Lenina do Piotrogrodu. Lecz od tego momentu linia partii nie posiada bynajmniej charakteru całościowego, niepodzielnego, dla wszystkich bezspornego. Nie bacząc na decyzje konferencji kwietniowej z roku 1917, sprzeciw wobec kursu rewolucyjnego, ten milczący i ten otwarty, ma miejsce przez cały okres przygotowań.

Badanie przebiegu rozbieżności między lutym a umocnieniem się przewrotu październikowego ma nie tylko wyjątkowe znaczenie teoretyczne ale i ogromne znaczenie praktyczne. Rozbieżności, które ujawniły się na II Zjeździe, w roku 1903, nazwał Lenin w roku 1910 „antycypacją”, tj. zwiastunem. Niezwykle ważne wydaje się śledzenie tych rozbieżności, poczynając od początków, tj. od roku 1903, albo jeszcze wcześniej, od „ekonomizmu” na przykład. Lecz to badanie nabiera sensu dopiero wówczas, gdy wszystko doprowadzone zostało do końca i po przebyciu owego okresu, gdy rozbieżności poddane zostały ostatecznej próbie, tj. przez Październik.

Nie możemy stawiać sobie zadania wyczerpania wszystkich stadiów walki na poniższych stronach. Lecz uważamy za niezbędne choćby częściowe wypełnienie tej rażącej luki, którą w odniesieniu do najważniejszego okresu w rozwoju naszej partii wciąż mamy w naszej literaturze.

Jak już powiedzieliśmy, w samym centrum rozbieżności leży kwestia władzy. Jest to w ogóle kamień probierczy, którym zbadać można charakter partii rewolucyjnej (i nie tylko rewolucyjnej).W ścisłym związku z problemem władzy stawiany jest i rozwiązywany w tym okresie problem wojny. Rozpatrzymy te kwestie w głównych przedziałach chronologicznych — pozycję partii i prasy partyjnej w pierwszym okresie po obaleniu caratu; przed przyjazdem Lenina; walkę wokół tez Lenina; konferencję kwietniową; następstwa dni lipcowych; korniłowszczyznę; Naradę Demokratyczną i Przedparlament; problem powstania zbrojnego i uchwycenia władzy (wrzesień — październik); kwestię „jednorodnego” rządu socjalistycznego.

Mamy nadzieję, że badanie tych rozbieżności pozwoli nam sformułować wnioski, które mogą mieć znaczenie także dla innych partii Międzynarodówki Komunistycznej.

Walka z wojną i oborończestwem

Obalenie caratu w lutym 1917 roku oznaczało oczywiście ogromny skok do przodu. Lecz jeśli rozpatrywać będziemy Luty tylko w ramach Lutego, tj. nie jako krok ku Październikowi, to oznaczał on jedynie, że Rosja zbliżyła się do modelu — powiedzmy — Francji burżuazyjno–republikańskiej. Drobnomieszczańskie partie rewolucyjne, to trzeba im przyznać, rozpatrywały rewolucję lutową nie jako rewolucję burżuazyjną, ani też nie jako krok ku rewolucji socjalistycznej, lecz jako pewną samoistną wartość „demokratyczną”. W oparciu o nią zbudowały one ideologię rewolucyjnego oborończestwa. Nie broniły one panowania tej bądź innej klasy, lecz „rewolucji” i „demokracji”. Lecz i w naszej własnej partii lutowy zryw rewolucyjny zakłócił w pierwszym okresie w nadzwyczajny sposób polityczną perspektywę. W istocie rzeczy, w marcu „Prawda” była znacznie bliżej stanowiska rewolucyjnego oborończestwa, niż stanowiska Lenina.

Kiedy armia stoi naprzeciw armii — czytamy w jednym z artykułów redakcyjnych — wówczas najgłupszą polityką byłaby ta, która proponowałaby jednej ze stron złożenie broni i rozejście się po domach. Taka polityka nie byłaby polityką pokoju, lecz polityką niewolnictwa, polityką, którą wolny naród odrzuciłby z oburzeniem. Nie, on będzie stał na swoim posterunku, odpowiadając kulą na kulę, pociskiem na pocisk. Jest to nie do obalenia. Nie powinniśmy dopuścić do dezorganizacji sił zbrojnych rewolucji” („Prawda”, nr 9, 15 marca 1917 r., artykuł „Biez tajnoj diplomatii”). Kwestia nie dotyczyła klas — panujących i ciemiężonych — lecz „wolnego narodu”; nie klasy walczyły o władzę, lecz wolny naród stał „na swoim posterunku”. Idee, jak i sformułowania, na wskroś oborończeskie! I dalej w tym samym artykule: „Naszym hasłem nie jest dezorganizacja rewolucyjnej i rewolucjonizującej się armii, jak też pozbawione treści «precz z wojną». Nasze hasło to nacisk na Rząd Tymczasowy w celu otwarcia się Rządu na całą światową demokrację (!), nieustanne podejmowanie próby (!) skłonienia (!) wszystkich walczących krajów do niezwłocznego rozpoczęcia rozmów na temat sposobów zaprzestania wojny światowej. A do tej pory każdy (!) pozostaje na swoim bojowym posterunku (!)”. Program nacisku na rząd imperialistyczny w celu „skłonienia” go do pobożnego działania był programem Kautsky'ego–Ledeboura w Niemczech, Jeana Longueta we Francji, MacDonalda w Anglii, lecz w żadnym razie programem bolszewizmu. Artykuł nie tylko kończy się „gorącym pozdrowieniem” przesławnego manifestu Rady Piotrogrodzkiej „K narodam wsiego mira” (manifest ten przepojony był w pełni duchem rewolucyjnego oborończestwa) ale także „z zadowoleniem” wyraża solidarność redakcji z jawnie oborończeskimi rezolucjami dwóch piotrogrodzkieh mitingów. Wystarczy pokazać, co głosi jedna z tych rezolucji: „Jeśli niemiecka i austriacka demokracja nie usłyszy naszego głosu (tj. «głosu» Rządu Tymczasowego oraz ugodowej Rady — L. Trocki), to będziemy bronić ojczyzny do ostatniej kropli krwi” („Prawda”, nr 9, 15 marca 1917 r.).

Cytowany artykuł nie jest wyjątkiem. Przeciwnie, w pełni wyraża on stanowisko „Prawdy” przed powrotem Lenina do Rosji. I tak oto w kolejnym numerze gazety, w artykule „O wojnie”, mimo że padają tam jakieś krytyczne uwagi w związku z „manifestem do narodów”, równocześnie ogłasza się: „Należy powitać wczorajsze wezwanie Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich w Piotrogrodzie do narodów całego świata, które nawołuje, by zmuszać własne rządy do zawieszania walki” („Prawda”, nr 10, 16 marca 1917 r.). W jaki sposób szukać wyjścia z wojny? Znajdujemy tu odpowiedź na tę kwestię: „Wyjściem jest nacisk na rząd tymczasowy — domaganie się ogłoszenia zgody na niezwłoczne rozpoczęcie rozmów pokojowych” (tamże).

Takich i podobnych cytatów — skrycie oborończeskich, w zamaskowany sposób ugodowych — przytoczyć można byłoby niemało. A w tym samym czasie, nawet tydzień wcześniej, Lenin, który jeszcze się nie wyrwał ze swej celi w Zurychu, gromił w „Listach z daleka” (większość z nich i tak nie dotarła do „Prawdy”) wszelkie aluzje o ustępstwach wobec oborończestwa i ugodowców. „Jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną ukrywać przed sobą i ludem, — pisał Lenin 8 (21) marca, odtwarzając oblicze wydarzeń rewolucyjnych z krzywego zwierciadła informacji kapitalistycznej — że rząd ten chce kontynuować wojnę imperialistyczną, że jest on agentem kapitału angielskiego, że chce przywrócić monarchię i umocnić panowanie obszarników i kapitalistów” („Proletarskaja Riewolucija”, nr 7 (30), s. 299)[5], Potem, 12 marca: „Apelować do tego rządu, by zawarł pokój demokratyczny — to jakby zwracać się do właścicieli domów publicznych z kazaniem na temat cnoty” (tamże, s. 243)[6]. W tym samym czasie, gdy „Prawda” nawołuje do „naciskania” na Rząd Tymczasowy w celu zmuszenia go „w obliczu całej światowej demokracji" do wystąpienia na rzecz pokoju, Lenin pisze: „Apele do rządu Guczkowa–Milukowa o jak najszybsze zawarcie uczciwego, demokratycznego, stwarzającego podstawę do dobrych sąsiedzkich stosunków, pokoju warte są tyle, co apele poczciwego wiejskiego «batiuszki» do obszarników i kupców, aby tyli «po bożemu», kochali bliźniego i nadstawiali prawy policzek, kiedy się ich uderzy w lewy” (tamże, s. 244–245)[7].

4 kwietnia, na drugi dzień po przyjeździe do Piotrogrodu, Lenin zdecydowanie wystąpił przeciwko stanowisku „Prawdy” w kwestii wojny i pokoju: „Żadnego poparcia Rządowi Tymczasowemu, wyjaśnienie zupełnej kłamliwości wszystkich jego obietnic, zwłaszcza jeśli chodzi o obietnicę wyrzeczenia się aneksji. Demaskowanie — zamiast niedopuszczalnego, siejącego złudzenia «żądania», by ten rząd, rząd kapitalistów, przestał być imperialistyczny” (t. XIV, cz. I, s. 18)[8]. Nie na potrzeby mówić, że wezwanie ugodowców z 14 marca, które wywołało tak przyjazny odzew ze strony „Prawdy”, nazwał Lenin nie inaczej, jak „sławetnym” i „bałamutnym”. Wielka to obłuda, gdy wzywa się inne narody, by zerwały ze swoimi bankierami i w tym samym czasie tworzy się z własnymi bankierami koalicyjny rząd. „Całe «centrum» przysięga i zaklina się — pisze Lenin w projekcie platformy — że wszyscy są marksistami, internacjonalistami, że są za pokojem, za wszelkiego rodzaju «naciskiem» na rządy, za wszelkiego rodzaju «żądaniami» pod adresem własnego rządu, by «zamanifestował wolę pokoju ożywiającą narody»” (t. XIV, cz. I, s. 52)[9].

Lecz czyż partia rewolucyjna — można byłoby się od razu sprzeciwić — uchyla się od „nacisku” na burżuazję i jej rząd? Oczywiście, że nie. Nacisk na rząd burżuazyjny to droga reform. Marksistowska partia rewolucyjna nie wyrzeka się reform. Lecz droga reform nadaje się do rozwiązywania drugorzędnych, a nie podstawowych problemów. Nie można poprzez „nacisk” zmusić burżuazji, by zmieniła swoją politykę w tej kwestii, z którą związany jest cały jej los. Wojna w ten właśnie sposób doprowadziła do sytuacji rewolucyjnej, że nie pozostawiła miejsca dla reformistycznego „nacisku” — trzeba było albo do końca iść za burżuazją, albo poderwać przeciwko niej masy po to, aby odebrać jej władzę. W pierwszym wypadku można było uzyskać od burżuazji te bądź inne ustępstwa w polityce wewnętrznej, pod warunkiem, iż polityka zewnętrzna w sposób nieograniczony podporządkowana będzie imperializmowi. Właśnie dlatego od początku wojny socjalistyczny reformizm otwarcie przekształcił się w socjalistyczny imperializm. Właśnie dlatego prawdziwie rewolucyjne elementy zmuszone zostały do stworzenia nowej Międzynarodówki.

Punkt widzenia „Prawdy” nie był proletariacko–rewolucyjnym, lecz demokratyczno–oborończeskim, choć w swym oborończestwie połowicznym. Obaliliśmy carat, wywieramy nacisk na władzę demokratyczną. Ta ostatnia powinna zaoferować pokój narodom. Jeżeli demokracja niemiecka nie potrafi w należyty sposób nacisnąć na swój rząd, to będziemy bronić „ojczyzny” do ostatniej kropli krwi. Perspektywa pokoju nie wystąpiła jako samodzielne zadanie klasy robotniczej, która powołana jest do jego rozwiązania ponad głowami burżuazyjnego Rządu Tymczasowego, albowiem zdobycie władzy przez proletariat nie stało się praktycznym zadaniem rewolucyjnym. Tymczasem jednego nie da się oddzielić od drugiego.

Konferencja kwietniowa

Przemówienie Lenina o socjalistycznym charakterze rewolucji rosyjskiej wygłoszone na Dworcu Fińskim sprawiło na wielu przywódcach partii wrażenie eksplodującej bomby. Od pierwszego dnia rozpoczęła się polemika Lenina ze stronnikami „dokończenia rewolucji demokratycznej”.

Przedmiotem ostrego starcia stała się zbrojna demonstracja kwietniowa, w trakcie której rozległo się hasło: „Precz z Rządem Tymczasowym!”. Ta okoliczność stała się powodem oskarżenia Lenina o blankizm przez poszczególnych przedstawicieli prawego skrzydła: obalenie Rządu Tymczasowego, który w tym okresie miał poparcie radzieckiej większości, mogło się dokonać wyłącznie wbrew większości mas pracujących. Formalnie rzecz biorąc, zarzut ten mógłby wydać się przekonywujący, lecz w istocie w leninowskiej polityce kwietniowej nie było ani cienia blankizmu. Cały problem polegał według niego właśnie na tym, w jakiej mierze rady nadal odzwierciedlają rzeczywiste nastroje mas i czy partia, która orientuje się na radziecką większość, nie ulega złudzeniom. Manifestacja kwietniowa, która poszła bardziej „na lewo”, niż to było przyjęte, była zwiadowyczm wypadem, ukazującym nastroje mas i wzajemne stosunki między nimi a radziecką większością. Analiza doprowadziła do wniosku, iż konieczna jest długotrwała praca przygotowawcza. Widzimy, jak na początku maja Lenin zdecydowanie przywołuje do porządku kronsztadców, którzy ogłosili, że nie uznają Rządu Tymczasowego… Całkiem inaczej podchodzili do problemu przeciwnicy walki o władzę. Na konferencji partyjnej w kwietniu t. Kamieniew narzekał: „W numerze 19 «Prawdy» towarzysze (chodzi oczywiście o Lenina — L. Trocki) przedstawili najpierw rezolucję o obaleniu Rządu Tymczasowego. Ta rezolucja wydrukowana została przed ostatnim kryzysem, zaś później hasło to zostało odrzucone jako dezorganizatorskie i uznane za awanturnicze. To znaczy, że nasi towarzysze nauczyli się czegoś w czasie tego kryzysu. Przedstawiona przez nich rezolucja (tj. rezolucja przedstawiona na konferencji przez Lenina — L. Trocki) powtarza ten błąd…”. Ten sposób postawienia sprawy jest wielce znaczący. Lenin po dokonaniu analizy zawiesił hasło niezwłocznego obalenia Rządu Tymczasowego, lecz zawiesił je nie na tydzień czy na miesiąc, lecz w zależności od tego, w jakim tempie narastać będzie rewolta mas przeciwko ugodowcom. Opozycja zaś uważała już samo to hasło za błąd. Tymczasem w chwilowym odwrocie Lenina nie było ani krzty zmiany linii. Lenin nie twierdził, iż nie jest jeszcze zakończona rewolucja demokratyczna; zakładał wyłącznie to, że na dzień bieżący masy nie są jeszcze zdolne do obalenia Rządu Tymczasowego i że dlatego trzeba uczynić wszystko, aby klasa robotnicza stała się zdolna do obalenia Rządu Tymczasowego jutro.

Cała partyjna konferencja kwietniowa poświęcona była temu podstawowemu pytaniu — czy zmierzamy do zdobycia władzy w imię przewrotu socjalistycznego, czy też pomagamy (i to komu) zakończyć rewolucję demokratyczną. Niestety, do tej pory nie został opublikowany stenogram konferencji kwietniowej, tymczasem nie było chyba w historii naszej partii zjazdu, który miałby dla losów rewolucji równie wyjątkowe i bezpośrednie znaczenie, co konferencja kwietniowa z roku 1917.

Stanowisko Lenina było następujące: bezprzykładna walka z oborończestwem i oborońcami, zdobycie większości w radach, obalenie Rządu Tymczasowego, rewolucyjna polityka pokoju, program przewrotu socjalistycznego wewnątrz i rewolucji międzynarodowej na zewnątrz. W przeciwieństwie do tego — już to wiemy — opozycja opowiadała się za dokończeniem rewolucji demokratycznej poprzez nacisk na Rząd Tymczasowy, przy czym rady pozostać miały organami „kontroli” wobec burżuazyjnej władzy. Stąd wynikał odmienny, polubowny, stosunek do oborończestwa.

Jeden z przeciwników stanowiska Lenina protestował na konferencji kwietniowej: „Mówimy o radach delegatów robotniczych i żołnierskich jak o organizacyjnych centrach naszych sił i władzy… Sama nazwa pokazuje, że stanowią one blok sił drobnomieszczańskich i proletariackich, przed którymi stoją jeszcze nie dokończone zadania burżuazyjno–demokratyczne. Gdyby rewolucja burżuazyjno–demokratyczna zakończyła się, to blok ten nie mógłby istnieć… a proletariat prowadziłby walkę rewolucyjną przeciwko blokowi… A jednak uznajemy rady za centra sił organizacji… To znaczy, że rewolucja burżuazyjna jeszcze się nie zakończyła, jeszcze się nie przeżyła, i sądzę, że wszyscy powinniśmy zgodzić się z tym, że całkowite dokończenie tej rewolucji oznaczałoby rzeczywiste przejście władzy w ręce proletariatu” (przemówienie t. Kamieniewa).

Beznadziejny schematyzm tych rozważań jest oczywiście jasny — w tym wszakże cały problem, iż „całkowite dokończenie tej rewolucji” nie nastąpi nigdy, jeśli nie zmieni się nosiciel władzy. W przytoczonym przemówieniu ignoruje się klasowy rdzeń rewolucji — zadania partii wyprowadzane są nie z realnego układu sił klasowych, lecz z formalnego określenia rewolucji jako burżuazyjnej lub burżuazyjno–demokratycznej. Powinniśmy iść w bloku z drobną burżuazją i urzeczywistniać kontrolę nad władzą burżuazyjną dopóki rewolucja burżuazyjna nie będzie doprowadzona do końca. Jest to jawnie mienszewicki schemat. Gdy poprzez nazwę (rewolucja „burżuazyjna”) po doktrynersku ogranicza się zadania rewolucji, to z konieczności dochodzi się do polityki kontroli nad Rządem Tymczasowym, do żądania, by Rząd Tymczasowy wysunął program pokoju bez aneksji itd. Poprzez zakończenie rewolucji demokratycznej rozumie się szereg reform Zgromadzenia Ustawodawczego (Uczrieditel'noje Sobranije), przy czym partii bolszewickiej pozostawia się w Zgromadzeniu Ustawodawczym rolę lewego skrzydła. Przy takiej koncepcji, hasło „cała władza w ręce Rad” pozbawione jest całkowicie treści. Na konferencji kwietniowej powiedział o tym lepiej od innych, w sposób bardziej przemyślany i konsekwentny, nieboszczyk Nogin, który także należał do opozycji: „W procesie rozwoju Rady pozbawione są swoich najważniejszych funkcji. Cały szereg funkcji administracyjnych przekazywany jest organom ustawodawczym (uczrieżdienijam), miejskim, ziemskim itd. O ile rozpatrujemy dalszy rozwój budownictwa państwowego, nie możemy negować tego, że powołane będzie Zgromadzenie Ustawodawcze, a potem Parlament… Okazuje się zatem, że stopniowo obumierają najważniejsze funkcje Rad; nie znaczy to jednak, że Rady wstydliwie kończą swoje istnienie. Przekazują one tylko swoje funkcje. Przy tych bowiem Radach nie urzeczywistni się u nas republika–komuna”.

Ostatecznie, ów trzeci oponent (Nogin — od tłum.) doszedł do wniosku, że Rosja nie jest dojrzała do socjalizmu: „Czy możemy liczyć na poparcie mas, gdy wysuniemy hasło rewolucji proletariackiej? Rosja jest najbardziej drobnomieszczańskim krajem w Europie. Biorąc pod uwagę odczucia mas, rewolucja socjalistyczna nie jest możliwa i dlatego partia przekształcać się będzie w kółko propagandowe, jeżeli będzie stać na stanowisku rewolucji socjalistycznej. Impuls do rewolucji socjalistycznej musi przyjść z Zachodu”. I dalej: „Gdzie wzejdzie słońce przewrotu socjalistycznego? Sądzę, że absolutnie nie do nas powinna należeć inicjatywa socjalistycznego przewrotu. Nie ma u nas ku temu sił, obiektywnych warunków. Tymczasem na Zachodzie kwestia ta stawiana jest w przybliżeniu tak, jak u nas obalenie caratu”.

Nie wszyscy przeciwnicy punktu widzenia Lenina dochodzili na konferencji kwietniowej do wniosków Nogina, lecz wszystkich ich zmusiła do przyjęcia tych wniosków kilka miesięcy później, w trakcie Października, logika rzeczy. Albo przywództwo partii proletariackiej — albo rola opozycji w burżuazyjnym parlamencie, — tak oto postawiony był problem w naszej partii. Jest całkiem oczywiste, że to drugie stanowisko było w istocie mienszewickie, albo — mówiąc dokładniej — było tym stanowiskiem, które mienszewicy musieli porzucić po przewrocie kwietniowym. Bowiem w ciągu całego szeregu lat mienszewickie dzięcioły wykuły na pamięć, że przyszła rewolucja będzie rewolucją burżuazyjną, że rząd rewolucji burżuazyjnej wypełniać będzie tylko zadania burżuazyjne, że socjaldemokracja nie może podejmować się zadań demokracji burżuazyjnej i że pozostawać winna na stanowisku opozycji „popychając burżuazję na lewo”. W szczególnie nużący sposób zgłębiał ten temat Martynow. Z nadejściem rewolucji burżuazyjnej roku 1917 mienszewicy szybko znaleźli się w składzie rządu. Z całego ich „pryncypialnego” stanowiska pozostał jedynie ów polityczny wniosek, że proletariat nie śmie targnąć się na władzę. Jest jednak w pełni oczywiste, że ci bolszewicy, którzy liczyli na mienszewicki ministerializm i równocześnie występowali przeciwko przejęciu władzy przez proletariat, w rzeczywistości staczali się na pozycje przedrewolucyjnych mienszewików.

Rewolucja dokonała zwrotu politycznego w dwóch kierunkach: formalny zwrot na lewo polegał na tym, że wbrew swej woli prawica przekształciła się w kadetów, a kadeci w republikanów, zaś zwrot na prawo polegał na tym, że eserzy i mienszewicy stali się rządzącą partią burżuazyjną. Na tej drodze społeczeństwo burżuazyjne starało się stworzyć dla siebie nowy kręgosłup władzy, trwałości i porządku. Lecz w tym czasie, gdy mienszewicy przechodzili z pozycji formalno–socjalistycznych na pozycje wulgarno–demokratyczne, prawe skrzydło bolszewików staczało się na pozycje formalno–socjalistyczne, tj. wczorajsze pozycje mienszewików.

To przegrupowanie sił dokonało się wokół kwestii wojny. Burżuazja, za wyjątkiem nielicznych doktrynerów, posępnie ciągnęła na żałobną nutę: bez aneksji i kontrybucji; tym bardziej, że nadzieje na aneksje i kontrybucje były niewielkie. Mienszewicy i eserzy–zimmerwaldczycy, którzy krytykowali francuskich socjalistów za obronę swej burżuazyjno–republikańskiej ojczyzny, sami stali się na poczekaniu oborońcami, gdy tylko dobrze poczuli się w republice burżuazyjnej — przesunęli się z pozycji pasywno–internacjonalistycznej na aktywno–patriotyczną. Równocześnie prawe skrzydło bolszewików zajęło pozycję pasywno–internacjonalistyczną, która polegała na „nacisku” na Rząd Tymczasowy w celu zawarcia demokratycznego pokoju „bez aneksji i kontrybucji”. W ten sposób na konferencji kwietniowej rozpadła się pod względem teoretycznym i politycznym formuła demokratycznej dyktatury proletariatu i chłopstwa, i wyłoniły się z niej dwa wrogie punkty widzenia — demokratyczny, który przesłonięty był formalno–socjalistycznymi zastrzeżeniami oraz społeczno–rewolucyjny, czyli autentycznie bolszewicki, leninowski.

Dni lipcowe, korniłowszczyzna, Narada Demokratyczna i Przedparlament

Decyzje konferencji kwietniowej dały partii zasadniczo słuszną platformę, lecz nie zlikwidowały rozbieżności na szczycie partii. Na odwrót, zanosiło się na to, że wraz z rozwojem wydarzeń rozbieżności ulegną konkretyzacji i staną się nadzwyczaj ostre w rozstrzygającym momencie rewolucji — w dniach październikowych.

Podjęta z inicjatywy Lenina próba zorganizowania 10 czerwca demonstracji spotkała się z oskarżeniem o awanturnictwo ze strony tych towarzyszy, którzy nie byli zadowoleni z kierunku przyjętego w kwietniu. Demonstracja 10 czerwca nie doszła do skutku z powodu decyzji Zjazdu Rad. Lecz 18 czerwca partia zrewanżowała się ogólnopiotrogrodska demonstracja, która wyznaczona została z dosyć nieostrożnej inicjatywy ugodowców, odbyła się pod niemal całkowicie bolszewickimi hasłami. Ale i rząd starał się uzyskać swoje — rozpoczęła się idiotycznie lekkomyślna ofensywa na froncie. Moment był decydujący. Lenin przestrzegał partię przed nieostrożnymi decyzjami. 21 czerwca pisał w „Prawdzie”: „Towarzysze, obecnie wystąpienie byłoby niecelowe. Przyjdzie nam teraz przeżyć cały nowy etap w naszej rewolucji”. Ale przyszły dni lipcowe, które były ważnym etapem na drodze rewolucji i na drodze wewnątrzpartyjnych rozbieżności.

W ruchu lipcowym rozstrzygającą rolę odgrywał samoczynny napór mas piotrogrodskich. Bez wątpienia także w lipcu Lenin pytał się: czy nie nadszedł już czas? Czy nastroje mas nie przerosły swej radzieckiej nadbudowy? Czy zahipnotyzowani radziecką legalnością nie ryzykujemy, że nie nadążymy za masami i oderwiemy się od nich? Całkiem prawdopodobne, że poszczególne czysto bojowe działania w okresie dni lipcowych miały miejsce z inicjatywy towarzyszy, którzy szczerze uważali, że nie mijają się z leninowską oceną sytuacji. Lenin mówił później: „W lipcu narobiliśmy dostateczną ilość głupstw”. Lecz w gruncie rzeczy w tym wypadku kwestia sprowadzała się do nowego, szerokiego zwiadu na obszarze nowego, wyższego etapu rozwoju. Musieliśmy się cofnąć, i to głęboko. Partia przygotowująca się do powstania i przejęcia władzy, w lipcowym wystąpieniu dostrzegała, wraz z Leninem, tylko epizod, podczas którego drogo zapłaciliśmy za rozpoznanie swoich i nieprzyjacielskich sił, lecz który nie mógł zmusić nas do odrzucenia ogólnej linii naszego działania. Przeciwnie myśleli ci towarzysze, którzy z wrogością odnosili się do polityki ukierunkowanej na przejęcie władzy i którzy musieli widzieć w lipcowym epizodzie szkodliwą awanturę. Nasiliła się mobilizacja prawicowych elementów w partii; ich krytyka stawała się coraz bardziej zdecydowana. W związku z tym zmienił się również ton odpowiedzi. Lenin pisał: „Całe to biadolenie, wszystkie te rozważania na temat tego, że «nie należało» uczestniczyć (w próbie nadania «pokojowego i zorganizowanego» charakteru arcysłusznemu niezadowoleniu i oburzeniu mas!!) — albo sprowadzają się do odszczepieństwa, jeśli pochodzą od bolszewików, albo są zwykłym dla drobnego burżuja przejawem zwykłego dlań stanu zastraszenia i dezorientacji[10]. Słowo „odszczepieństwo” wypowiedziane w takiej chwili, rzucało na rozbieżności światło tragiczne. Później to złowieszcze słowo będziemy napotykać coraz częściej.

Oportunistyczny stosunek do kwestii władzy i wojny — określał, oczywiście, odpowiedni stosunek do Międzynarodówki. Prawica czyniła próby włączenia partii do obrad Sztokholmskiej Konferencji socjalpatriotów. Lenin pisał 16 sierpnia: „Przemówienie tow. Kamieniewa wygłoszone w CIK 6 sierpnia w związku z Konferencją Sztokholmską nie może nie wywołać sprzeciwu ze strony bolszewików wiernych swej partii i swoim zasadom” (tom XIV, cz. 2, s. 56). I dalej w związku z twierdzeniem, jakoby nad Sztokholmem zaczyna szeroko powiewać sztandar rewolucyjny: „Jest to w najwyższym stopniu czcza deklamacja w duchu Czernowa i Ceretelego. Jest to o pomstę wołająca nieprawda. Nie sztandar rewolucyjny, lecz sztandar konszachtów, układów, amnestii dla socjalimperialistów, pertraktacyj bankierów w sprawie podziału aneksji — oto jaki sztandar rzeczywiście zaczyna powiewać nad Sztokholmem” (tamże, s. 57)[11].

Droga do Sztokholmu była w istocie drogą do II Międzynarodówki, jak udział w Przedparlamencie był drogą do republiki burżuazyjnej. Lenin występował za bojkotem Konferencji Sztokholmskiej, jak później za bojkotem Przedparlamentu. W ogniu walki ani na chwilę nie zapominał o zadaniu powołania nowej, komunistycznej Międzynarodówki.

Już 10 kwietnia Lenin wystąpił o zmianę nazwy partii. Odrzucił wszystkie zastrzeżenia wobec nowej nazwy: „Jest to argument rutyny, argument śpiączki, argument gnuśności”. Nalegał: „Czas zrzucić brudną koszulę, czas włożyć czystą bieliznę[12]. Niemniej, przeciwdziałanie partyjnych szczytów było tak silne, że potrzebny był rok, w czasie którego cała Rosja zrzuciła z siebie brudną koszulę burżuazyjnego panowania, aby partia — powracając do tradycji Marksa i Engelsa — mogła zdecydować się na odnowienie swej nazwy. W tej historii z nazwą partii znajduje swój symboliczny wyraz rola Lenina w ciągu całego roku 1917 — w czasie najostrzejszego zwrotu historii Lenin stale prowadzi wewnątrz partii nieustępliwą walkę przeciwko dniu wczorajszemu w imię dnia jutrzejszego. A przeciwdziałanie dnia wczorajszego, które występowało pod flagą „tradycji”, miało chwilami nadzwyczajną siłę.

Wydarzenia korniłowszczyzny, które w przełomowy sposób zmieniły sytuację na naszą korzyść, na jakiś czas złagodziły rozbieżności — złagodziły, lecz nie usunęły. Na prawym skrzydle ujawniły się w tych dniach tendencje do zbliżenia z radziecką większością na płaszczyźnie obrony rewolucji, a po części i ojczyzny. Na początku września Lenin odpowiedział na to listem do Komitetu Centralnego: Moim zdaniem — pisał — zasadom sprzeniewierzają się ci, którzy (…)[13] staczają się do oborończestwa lub (tak jak inni bolszewicy) do bloku z eserowcami, do popierania Rządu Tymczasowego. Jest to arcybłędne, jest to brak zasad. Staniemy się oborońcami dopiero po przejściu władzy w ręce proletariatu (…)”. A potem dalej: „Popierać zaś rządu Kiereńskiego nie powinniśmy nawet teraz. Jest to brak zasad. Zapyta ktoś: czyż mamy nie bić się z Korniłowem? Oczywiście, że tak! Ale to nie to samo, istnieje tu granica, niektórzy bolszewicy przekraczają ją, wpadając w «ugodowość», dając się porwać fali wydarzeń[14] (t. XIV, cz. 2, s. 95).

Kolejnym etapem w narastaniu rozbieżności stała się Narada Demokratyczna (14–22 września) i wyrosły z niej Przedparlament (7 października). Zadanie mienszewików i eserów polegało na tym, by po związaniu bolszewików radziecką legalnością, tę ostatnią bezboleśnie przekształcić w legalność burżuazyjno–parlamentarną. Prawica wychodziła temu naprzeciw. Widzieliśmy już powyżej, w jaki sposób wyobrażali oni sobie dalszy rozwój rewolucji — rady stopniowo przekazują swoje funkcje odpowiednim zgromadzeniom ustawodawczym — dumom, ziemstwom, związkom zawodowym, w końcu — Zgromadzeniu Ustawodawczemu. A tym samym schodzą ze sceny. Droga przez Przedparlament powinna była odwrócić uwagę mas od rad, które stawały się przestarzałymi „tymczasowymi” organami ustawodawczymi, i skierować ją na Zgromadzenie Ustawodawcze jako zwieńczenie rewolucji demokratycznej. Tymczasem w Radzie Piotrogrodzkiej i Radzie Moskiewskiej bolszewicy byli już w większości; nasz wpływ w wojsku wzrastał nie z dnia na dzień, lecz z godziny na godzinę. Nie chodziło o prognozy, perspektywy, lecz wybór drogi dosłownie na dzień jutrzejszy.

W końcu postawa rozkładających się partii ugodowych w Naradzie Demokratycznej stała się ucieleśnieniem nędznej podłości. Tymczasem wysunięta przez nas propozycja demonstracyjnego opuszczenia Narady Demokratycznej, jako miejsca skazanego jawnie na zagładę, napotkała zdecydowane przeciwdziałanie prawicowych elementów frakcji, które w tym momencie miały jeszcze wpływ na szczyty partii. Starcie w tej kwestii było wstępem do walki o bojkot Przedparlamentu.

24 września, tj. po Naradzie Demokratycznej, Lenin pisał: „Bolszewicy powinni byli opuścić Naradę na znak protestu, jak również dlatego, żeby nie dać się złowić w sidła mające za pomocą Narady odwrócić uwagę ludu od poważnych zagadnień[15].

We frakcji bolszewickiej Narady Demokratycznej wystąpienia poświęcone bojkotowi Przedparlamentu miały — niezależnie od względnego ograniczenia własnego tematu — znaczenie wyjątkowe. W istocie, miała wówczas miejsce podjęta przez prawicę, szeroka i z pozoru udana, próba zawrócenia partii na drogę „dokańczania rewolucji demokratycznej”. Jak się wydaje, stenogram dyskusji nie był prowadzony, a w każdym razie nie zachował się; o ile mi wiadomo, do tej pory nie ujawniono notatek protokolarnych. Niektóre materiały, bardzo skromne, znalezione zostały przez redakcję tego zbioru[16] w moich papierach. Tow. Kamieniew rozwinął argumentację, która później, w formie bardziej ostrej i wyraźnej, stanowiła treść znanego listu Kamieniewa i Zinowiewa do organizacji partyjnych (z 11 października). W sposób najbardziej zasadniczy problem ten postawił Nogin: bojkot Przedparlamentu oznacza wezwanie do powstania, tj. do powtórzenia dni lipcowych. Niektórzy towarzysze wychodzili z ogólnych założeń parlamentarnej taktyki socjaldemokracji: „Nikt by się nie odważył — tak w przybliżeniu mówili — proponować bojkotu parlamentu; jednakże proponuje się nam bojkot tego zgromadzenia tylko dlatego, że dano mu na imię Przedparlament”.

Główne założenie prawicy polegało na tym, że rewolucja prowadzi nieuchronnie od rad do parlamentaryzmu burżuazyjnego, że Przedparlament stanowi w rzeczywistości ogniwo na tej drodze i że nie ma po co uchylać się od udziału w Przedparlamencie, skoro przygotowujemy się do zajęcia w parlamencie ław lewicy. Dokończyć rewolucję demokratyczną i „przygotować się” do socjalistycznej. Ale jak się przygotować? Poprzez szkołę burżuazyjnego parlamentaryzmu — wszak kraje przodujące pokazują zacofanym obraz ich przyszłości. Obalenie caratu przedstawione jest w sposób rewolucyjny, tak jak to było; lecz zdobycie władzy przez proletariat pojmowane jest w sposób parlamentarny, w oparciu o ukształtowaną ostatecznie demokrację. Pomiędzy rewolucją burżuazyjną a proletariacką winny mieć miejsce długie lata reżymu demokratycznego. Walka o udział w Przedparlamencie była walką o „europeizację” ruchu robotniczego, o szybsze wprowadzenie go w łożysko demokratycznej „walki o władzę”, tj. w łożysko socjaldemokracji. Frakcja (bolszewików — przyp. tłum.) w Naradzie Demokratycznej, licząca ponad 100 osób, szczególnie w tym okresie, niczym nie różniła się od zjazdu partii. Ponad połowa frakcji opowiadała się za udziałem w Przedparlamencie. Już tylko ten fakt powinien był wywoływać trwogę; i Lenin odtąd rzeczywiście nieustannie bije na alarm.

W okresie Narady Demokratycznej Lenin pisał: „Byłoby z naszej strony największym błędem, gdybyśmy traktowali Naradę Demokratyczną jako parlament, albowiem gdyby nawet proklamowała się parlamentem rewolucji, to i tak ona o niczym nie decyduje: decyzja leży poza nią, w robotniczych dzielnicach Pitra i Moskwy[17]. O tym jak oceniał Lenin znaczenie uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w Przedparlamencie, świadczy wiele jego deklaracji a zwłaszcza jego list do Komitetu Centralnego 29 września, a w nim o „takich oburzających błędach bolszewików, jak hańbiąca decyzja o uczestniczeniu w Przedparlamencie”. Decyzja ta była dla niego przejawem tych samych demokratycznych iluzji i drobnomieszczańskiej chwiejności, walcząc z którymi Lenin rozwijał i zaostrzał swą koncepcję rewolucji proletariackiej. Nie jest prawdą, że między rewolucją burżuazyjną a proletariacką muszą jakoby upłynąć długie lata. Nie jest prawdą, że jakoby jedyną, czyli podstawową, czyli obowiązkową szkołą przygotowań do zdobycia władzy jest szkoła parlamentaryzmu. Nie jest prawdą, że droga do władzy prowadzi jakoby nieuchronnie przez demokrację burżuazyjną. Są to wszystko czyste abstrakcje, doktrynerskie schematy, które odgrywają jedną tylko rolę polityczną — wiążą awangardzie proletariackiej ręce i nogi, za pośrednictwem „demokratycznej” mechaniki państwowej czynią zeń opozycyjny cień polityczny burżuazji. A to jest właśnie socjaldemokracja. Polityka proletariatu kierować się winna nie szkolnymi schematami, lecz realnym biegiem walki klasowej. Nie należy więc iść do Przedparlamentu, lecz organizować powstanie i przejąć władzę. Reszta pójdzie sama. Lenin domagał się także nadzwyczajnego zjazdu partii, na którym bojkot Przedparlamentu przedstawiony byłby jako platforma. Od tej chwili we wszystkich jego listach i artykułach wciąż się powtarza: nie idźmy do Przedparlamentu w charakterze „rewolucyjnego” ogona ugodowców, lecz na ulicę, by walczyć o władzę!

Wokół przewrotu październikowego

Nie było potrzeby zwoływania nadzwyczajnego zjazdu. Nacisk Lenina umożliwił niezbędne przesunięcie sił na lewo zarówno w Komitecie Centralnym, jak i we frakcji Przedparlamentu. Bolszewicy opuścili Przedparlament 10 października. W piotrogrodzie rozwijał się konflikt między Radą a rządem wokół problemu wysłania na front części, probolszewickiego, garnizonu. 16 października utworzony został Komitet Wojskowo–Rewolucyjny, legalny radziecki organ powstania. Prawe skrzydło partii próbuje powstrzymać rozwój wydarzeń. W decydującą fazę wchodzi walka tendencji wewnątrz partii, jak też walka klasowa w kraju. Stanowisko prawicy najpełniej i w sposób najbardziej zasadniczy wyjaśnione zostało w liście „K tiekuszczemu momientu”, który podpisany został przez Zinowiewa i Kamieniowa. List ten powstał 11 października, tj. dwa tygodnie przed przewrotem, i rozesłany został do ważniejszych organizacji partyjnych; sprzeciwiał się on uchwalonej przez Komitet Centralny decyzji o powstaniu zbrojnym. Przestrzegając przed niedocenianiem wroga, a w gruncie rzeczy potwornie nie doceniając sił rewolucji a także negując bojowe nastroje mas (dwa tygodnie przed 25 października!) w liście stwierdzano: „Jesteśmy głęboko przekonani, że ogłaszanie obecnie zbrojnego powstania oznacza postawienie na jedną kartę nie tylko losów naszej partii ale i losów rewolucji rosyjskiej i międzynarodowej”. Lecz jeśli nie dojdzie do powstania i przejęcia władzy, to co wówczas? W liście odpowiada się na to pytanie dosyć jasno i wyraźnie: „Poprzez armię, poprzez robotników trzymamy rewolwer przy skroni burżuazji” a pod tym rewolwerem nie może ona storpedować Zgromadzenia Ustawodawczego. „Szanse naszej partii w wyborach do Zgromadzenia Ustawodawczego są znakomite… Wpływy bolszewizmu narastają… Przy prawidłowej taktyce możemy uzyskać jedną trzecią, a może i więcej, miejsc w Zgromadzeniu Ustawodawczym”. W ten sposób w liście otwarcie utrzymywany jest kurs rezerwujący dla partii rolę „wpływowej” opozycji w burżuazyjnym Zgromadzeniu Ustawodawczym. Ten czysto socjaldemokratyczny kurs jest jakby zamaskowany następującymi rozważaniami: „Rady, które zakorzeniły się w życiu, nie mogą zostać zniszczone… Także Zgromadzenie Ustawodawcze w swej pracy rewolucyjnej oprzeć się może tylko na radach. Zgromadzenie Ustawodawcze i rady są tym kombinowanym typem państwowych organów ustawodawczych, ku któremu zmierzamy”. Niezwykle ciekawe dla charakterystyki całej linii naszej prawicy jest to, że teoria „kombinowanej” państwowości, która łączy Zgromadzenie Ustawodawcze z radami, w półtora roku, czy w dwa lata później powtórzona została przez Rudolfa Hilferdinga w Niemczech, i to także wtedy, gdy ten ostatni walczył przeciwko zagarnięciu władzy przez proletariat. Austro–niemiecki oportunista nie wiedział, że popełnia plagiat.

List „K tiekuszczemu momientu” zaprzeczał twierdzeniu, że mamy za sobą już większość ludu Rosji i oceniał przy tym większość na sposób czysto parlamentarny. „W Rosji mamy za sobą większość robotników — powiada się w liście — oraz znaczną część żołnierzy. Ale wszyscy pozostali — to kwestia otwarta. Wszyscy jesteśmy przekonani, że jeśli na przykład dojdzie teraz do wyborów do Zgromadzenia Ustawodawczego, to chłopi w większości głosować będą na eserów. Czy to przypadek?” Główny i zasadniczy błąd w takim stawianiu problemu wynikał z niezrozumienia tego, iż chłopstwo posiadać może potężne interesy rewolucyjne i że skupione jest na tym, by je rozwiązać, lecz nie może zajmować samodzielnego stanowiska politycznego, gdyż może głosować bądź za pośrednictwem eserowskiej agentury na burżuazję, bądź przyłączyć się rzeczywiście do proletariatu. Właśnie od naszej polityki zależało to, która z tych dwóch możliwości zostanie urzeczywistniona. Jeśli wchodzimy do Przedparlamentu, aby uzyskać opozycyjne wpływy („jedną trzecią, a może i więcej, miejsc”) w Zgromadzeniu Ustawodawczym, to tym samym niemalże mechanicznie stawiany chłopstwo w sytuacji, w której powinno ono dążyć do zaspokojenia swoich interesów w ramach Zgromadzenia Ustawodawczego, a co za tym idzie — nie poprzez opozycję, lecz poprzez jego większość. I na odwrót, przejęcie władzy przez proletariat natychmiast stwarza rewolucyjne ramy dla chłopskiej walki z obszarnikiem i czynownikiem. Jeśli posługiwać się będziemy tylko używanymi przez nas w tej kwestii słowami, to powiedzieć można, że w liście daje się we znaki równocześnie niedocenianie i przecenianie chłopstwa; niedocenianie jego rewolucyjnych możliwości (pod proletariackim przywództwem!) i przecenianie jego politycznej samodzielności. Ten podwójny błąd — jednoczesne niedocenianie i przecenianie chłopstwa — wynika z kolei z niedoceniania własnej klasy i jej partii, tj. z socjaldemokratycznego podejścia do proletariatu. Nie ma w tym niczego nieoczekiwanego. W ostateczności wszystkie odcienie oportunizmu spotykają się przy nieprawidłowej ocenie rewolucyjnych sił i możliwości proletariatu.

Przeciwstawiając się przejęciu władzy, list straszył partię perspektywą wojny rewolucyjnej. „Masy żołnierskie popierają nas nie za hasło wojny, lecz za hasło pokoju… Jeśli obecnie, wziąwszy władzę w pojedynkę, zmuszeni zostaniemy ze względu na sytuację światową do konieczności prowadzenia wojny rewolucyjnej, to masy żołnierskie odstąpią od nas. Pozostanie przy nas oczywiście najlepsza część młodzieży wojskowej, lecz masy żołnierskie odejdą”. Argumentacja ta jest w najwyższym stopniu pouczająca. Widzimy w niej podstawowe argumenty na korzyść podpisania Pokoju Brzesko–Litewskiego. Lecz tutaj owe argumenty skierowane są przeciwko przejęciu władzy. Jest całkiem oczywiste, że stanowisko, które znalazło swój wyraz w liście „K tiekuszczemu momientu”, zwolennikom poglądów wyrażonych w liście ogromnie ułatwiło przyjęcie Pokoju Brzesko–Litewskiego. Pozostaje nam powtórzyć tutaj to, co mówiliśmy już o tym w innym miejscu: polityczny geniusz Lenina charakteryzuje nie tyle rozpatrywana w oderwaniu, sama w sobie, czasowa kapitulacja brzesko–litewska, lecz tylko połączenie Października z Brześciem. O tym nie można zapominać.

Klasa robotnicza rozwija się i walczy z nieustanną świadomością tego, że przeciwnik posiada nad nią przewagę. Przejawia się to na każdym kroku w życiu codziennym. Przeciwnik posiada bogactwo, władzę, wszystkie środki nacisku ideowego, wszystkie narzędzia represji. Przyzwyczajenie do owej myśli, że wróg przerasta nas siłami, stanowi podstawową część całego życia i pracy partii rewolucyjnej w epoce przygotowawczej. O sile wroga w bezlitosny sposób za każdym razem przypominają następstwa tych bądź innych, przedwczesnych lub nieostrożnych działań. Lecz nadchodzi chwila, gdy to przyzwyczajenie, by uważać wroga za silniejszego, przekształca się w główną przeszkodę na drodze do zwycięstwa. Dzisiejsza słabość burżuazji ukrywa się jakby w cieniu jej wczorajszej siły. „Nie doceniacie sił wroga!”. Oto miejsce zgrupowania wszystkich elementów, które wrogie są zbrojnemu powstaniu. „Każdy, kto stara się nie tylko mówić o powstaniu — pisali jego przeciwnicy na dwa tygodnie przed zwycięstwem — obowiązany jest trzeźwo rozważyć jego szanse. My zaś uważamy za swój obowiązek stwierdzić, że w obecnej chwili najbardziej szkodliwe byłoby niedocenianie sił przeciwnika i przecenianie sił własnych. Siły przeciwnika są większe, niż to się wydaje. Decyduje Piotrogród, tymczasem w Piotrogrodzie przeciwnicy partii proletariackiej zgromadzili znaczące siły: pięć tysięcy junkrów, znakomicie uzbrojonych, zorganizowanych, chętnych do walki z racji swego klasowego położenia i umiejących się bić, następnie sztab, poza tym szturmowców, kozaków, znaczną część garnizonu, bardzo znaczną część artylerii, która jak wachlarz rozlokowana jest wokół Pitra. Poza tym przeciwnicy, z pomocą CIK, prawie na pewno spróbują sprowadzić wojska z frontu” („K tiekuszczemu momientu”).

Ponieważ w trakcie wojny domowej rzecz nie sprowadza się do prostej kalkulacji batalionów, lecz dotyczy uprzedniej ewidencji ich świadomości, dlatego — jest to zrozumiałe — ów rachunek nigdy nie może odznaczać się pełną wiarygodnością i dokładnością. Także Lenin uważał, że wróg posiada w Piotrogrodzie poważne siły i proponował rozpocząć powstanie w Moskwie, gdzie — jego zdaniem — powinno ono przebiec bezkrwawo. Tego rodzaju częściowe pomyłki w przewidywaniu są nieuchronne również w najbardziej sprzyjających warunkach, słuszniej więc obierać kurs uwzględniający sytuację mniej sprzyjającą. Nas jednak w tym wypadku interesuje fakt potwornego przecenienia sił wroga, całkowitego zniekształcenia wszelkich proporcji właściwych dla tych warunków, w których wróg nie posiadał już w istocie żadnej siły zbrojnej.

Doświadczenie Niemiec wykazało, że problem ten ma kolosalne znaczenie. Dopóki hasło powstania posiadało dla przywódców niemieckiej partii komunistycznej przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, znaczenie agitacyjne, ignorowali oni po prostu kwestię sił zbrojnych wroga (Reichswehry, oddziałów faszystowskich, policji). Wydawało im się, że nieustannie narastająca fala rewolucyjna sama przez się rozwiąże problem sił zbrojnych. Gdy zadanie zbliżyło się na wyciągnięcie ręki, ci towarzysze, którzy uznawali siłę zbrojną wroga jakoby za nieistniejącą, popadli naraz w drugą skrajność — przyjmowali na wiarę wszystkie liczby dotyczące sił zbrojnych burżuazji, skrupulatnie łączyli je z siłami Reichswehry i policji, następnie zaokrąglali sumę (do pół miliona i więcej) i uzyskiwali w ten sposób zwartą, przystawioną do zębów, siłę, która w pełni wystarczała do tego, by sparaliżować ich własne wysiłki. Siły niemieckiej kontrrewolucji były bez wątpienia znaczące, zorganizowane pod każdym względem i przygotowane lepiej niż nasi korniłowowcy i półkorniłowowcy. Lecz inne były także siły aktywne rewolucji niemieckiej. Proletariat stanowi przeważającą większość ludności Niemiec. Przynajmniej na pierwszym etapie kwestia rozstrzygała się u nas w Piotrogrodzie i w Moskwie. W Niemczech powstanie posiadałoby od razu dziesiątki potężnych ognisk proletariackich. Na tym tle siły zbrojne wroga nie wyglądałyby tak groźnie, jak to wynikało z zaokrąglonych obliczeń statystycznych. W każdym razie należy kategorycznie odrzucić owe tendencyjne kalkulacje, które po klęsce niemieckiego Października wykonywane były i są po to, by usprawiedliwić politykę prowadzącą do klęski.

Nasz rosyjski przykład ma w tym względzie niezastąpione znaczenie: na dwa tygodnie przed naszym bezkrwawym zwycięstwem w Piotrogrodzie — a mogliśmy odnieść to zwycięstwo także dwa tygodnie wcześniej — doświadczeni politycy naszej partii widzieli naprzeciwko nas junkrów chętnych do walki i umiejących się bić, szturmowców, kozaków, znaczną część garnizonu, artylerię rozpostartą wachlarzem i nadciągające z frontu wojska. A w rzeczywistości, nie było niczego, w zaokrągleniu było zero.

A teraz wyobraźmy sobie przez chwilę, że w partii i w jej Komitecie Centralnym zwyciężyliby przeciwnicy powstania. Znaczenie dowodzenia podczas wojny domowej jest nazbyt oczywiste — gdyby Lenin nie odwołał się do partii przeciwko Komitetowi Centralnemu i gdyby nie mówił, co powinien zrobić, co zrobiłby z powodzeniem, to rewolucja z góry byłaby skazana na porażkę. Nie każda jednak partia w podobnych warunkach będzie dysponowała własnym Leninem… Nietrudno sobie wyobrazić, w jaki sposób opisywana byłaby historia, gdyby w KC zwyciężyła linia uchylania się od walki. Oficjalni historycy staraliby się, rzecz jasna, przedstawiać sprawy tak, iż powstanie w październiku 1917 roku jawiłoby się czystym szaleństwem i podawaliby czytelnikowi zdumiewające obliczenia statystyczne dotyczące junkrów, kozaków, szturmowców, artylerii rozpostartej wachlarzem i korpusów ściąganych z frontów. Siły te, niewypróbowane w ogniu powstania — wydawałyby się bez porównania groźniejsze, niż okazało się to w rzeczywistości. Oto nauka, którą wygrawerować należy w świadomości każdego rewolucjonisty!

Uporczywy, niestrudzony i nieprzerwany nacisk Lenina na Komitet Centralny w okresie września–października, spowodowany był nieustanną troską o to, by nie przegapić momentu. To drobnostka — odpowiadali prawicowcy — nasze wpływy będą wciąż rosnąć, rosnąć i rosnąć. Kto miał rację? I co to oznacza — przegapić moment. Dochodzimy teraz do zagadnienia, w ramach którego bolszewicka ocena dróg i metod rewolucji — aktywna, strategiczna i na wskroś efektywna — najostrzej się ściera z oceną socjaldemokratyczną, mienszewicką, która do cna przeniknięta jest fatalizmem. Cóż to oznacza — przegapić moment? Sytuacja najbardziej sprzyjająca dla powstania ma, rzecz jasna, miejsce wówczas, gdy układ sił ukształtował się w sposób najbardziej dla nas korzystny. To zrozumiałe, że chodzi tu o układ sił w obrębie świadomości, tj. o nadbudowę polityczną, a nie o bazę, którą uznać można za stałą, w mniejszym lub większym stopniu, dla całej epoki rewolucji. W obrębie jednej i tej samej bazy ekonomicznej, przy jednym i tym samym klasowym podziale społeczeństwa, układ sił zmienia się w zależności od nastrojów mas proletariackich, rozpadu ich złudzeń, nagromadzenia przez nie politycznego doświadczenia, w zależności od osłabienia zaufania klas i grup społecznych do władzy państwowej oraz — w ostatecznym rachunku — od osłabienia zaufania władzy państwowej do samej siebie. W czasie rewolucji wszystkie te procesy rozwijają się błyskawicznie. Cała sztuka taktyki polega na tym, by uchwycić najbardziej sprzyjający dla nas moment połączenia tych warunków. Powstanie korniłowowców w sposób ostateczny warunki te przygotowało. Masy, które straciły zaufanie do partii reprezentujących radziecką większość, dostrzegły wokół siebie niebezpieczeństwo kontrrewolucji. Uznały, że nadszedł teraz czas, by bolszewicy znaleźli wyjście z sytuacji. Ani żywiołowy rozpad władzy państwowej, ani też przypływ zniecierpliwionego i pełnego roszczeń zaufania mas do bolszewików, nie mogły trwać długo; kryzys musiał być rozwiązany bądź w jedną, bądź w drugą stronę. Teraz albo nigdy! — powtarzał Lenin.

Przeciwko temu oponowała prawica: „…teraz albo nigdy — takie postawienie problemu przejścia władzy w ręce partii proletariackiej jest głęboko nieprawdziwe historycznie. Nie! Partia proletariatu będzie się rozwijać, a jej program wyjaśniany będzie coraz szerszym masom… I tylko w jeden sposób może ona przerwać swe pasmo sukcesów, a mianowicie tak, iż w obecnych okolicznościach przejmie ona inicjatywę wystąpienia… Przeciwko tej zgubnej polityce zabieramy głos, ku przestrodze” („K tiekuszczemu momientu”).

Ten fatalistyczny optymizm wymaga uważnych studiów. Nie ma w nim niczego ani narodowego, ani tym bardziej indywidualnego. Przecież nie dalej jak w zeszłym roku mieliśmy z nim do czynienia w Niemczech. W gruncie rzeczy, za owym wyczekującym fatalizmem kryje się niezdecydowanie i niezdolność do działania, tyle że zamaskowana pełną pociechy prognozą: ponoć stajemy się coraz bardziej wpływowi; im dalej, tym bardziej wzrasta nasza siła. A to — poważny błąd! Siła partii rewolucyjnej wzrasta tylko do pewnego momentu, potem proces ten może przekształcić się w swe przeciwieństwo — na skutek bierności partii nadzieje mas przemieniają się w rozczarowanie, zaś wróg w tym czasie przestaje reagować panicznie i zaczyna wykorzystywać rozczarowanie mas. Właśnie taki rozstrzygający przełom obserwowaliśmy w Niemczech w październiku 1923 roku. Jesienią 1917 roku nie byliśmy tak dalecy od podobnego zwrotu wydarzeń w Rosji. Aby tak się stało, wystarczyło byśmy stracili jeszcze kilka tygodni. Lenin miał rację — teraz albo nigdy!

Lecz decydujący problem — przedstawiali przeciwnicy powstania swój najmocniejszy i ostateczny argument — polega na tym, czy nastroje robotników i żołnierzy stolicy są rzeczywiście takie, że ratunek upatrują oni wyłącznie w ulicznej walce, do której się rwą. Nie. Takich nastrojów nie ma… Istnienie wśród szerokich mas stołecznej biedoty bojowych nastrojów, które mogłyby wyprowadzić je na ulicę, mogłoby stanowić gwarancję, że zainicjowane przez biedotę wystąpienie pociągnie za sobą także te większe i ważniejsze organizacje (związki zawodowe kolejarzy, pocztowców itd.), w których wpływy naszej partii są słabe. Ponieważ jednak tego rodzaju nastrojów nie ma również w zakładach i koszarach — oszukiwaniem samego siebie byłoby dokonywanie obecnie jakichkolwiek tego rodzaju kalkulacji” („K tiekuszczemu momientu”).

Te linijki, napisane 11 października, uzyskują wyjątkowe oraz w pełni aktualne znaczenie, gdy przypomnimy sobie, że również kierujący partią niemieccy towarzysze wyjaśniali ubiegłoroczne wycofanie się bez walki niechęcią do niej mas. Chodzi jednakże o to, że zwycięskie powstanie uzyskuje — ogólnie biorąc — największe gwarancje wówczas, gdy masy zdołają nabyć dostateczne doświadczenie, by nie rzucać się do walki na łeb na szyję, lecz by poszukiwać i domagać się zdecydowanego, jak też rozumnego, przywództwa. W październiku 1917 roku w robotniczych masach, a głównie w ich przewodniej warstwie, w oparciu o wystąpienie kwietniowe, dni lipcowe i korniłowszczyznę, ukształtowało się głębokie przekonanie, iż w dalszym rozwoju wypadków nie chodzi o poszczególne żywiołowe protesty, nie o rekonesans, lecz o decydujące powstanie, mające na celu przejęcie władzy. Nastroje mas stają się więc bardziej zwarte, bardziej krytyczne, bardziej pogłębione.

Przejście od świadomości optymistycznej, pełnej żywiołowych złudzeń, do świadomości krytycznej, nieuchronnie stwarza utrudnienie w działalności rewolucyjnej. Ten pozytywny kryzys w nastrojach mas może być przezwyciężony jedynie poprzez odpowiednią politykę partii, tj. przede wszystkim dzięki rzeczywistej gotowości i zdolności partii do kierowania powstaniem proletariatu. I na odwrót, partia, która przez długi czas prowadziła agitację rewolucyjną, wyrywającą masy spod wpływów ugodowców, i która później, gdy zaufanie mas osiągnęło wysoki poziom, zaczęła się wahać, mędrkować, kręcić i wyczekiwać — taka partia paraliżuje aktywność mas, wywołuje ich rozczarowanie i upadek, zaprzepaszcza rewolucję, no i stwarza sobie możliwość odwoływania się po klęsce do niedostatecznej aktywności mas. W tę właśnie stronę skłaniał, się list „K tiekuszczemu momientu”. Na szczęście, nasza partia, pod kierownictwem Lenina, zdecydowanie zlikwidowała takie nastroje na szczycie partii. Tylko dzięki temu dokonała ona zwycięskiego przewrotu.

* * *

Po scharakteryzowaniu istoty problemów politycznych, związanych z przygotowaniem Rewolucji Październikowej i próbie wyjaśnienia zasadniczego sensu rozbieżności, które wyrastały z tej właśnie podstawy, pozostaje nam choćby w zarysie odnotowanie najważniejszych momentów walki wewnątrzpartyjnej, jaka toczyła się w ostatnich, decydujących tygodniach.

Decyzja o powstaniu zbrojnym uchwalona została przez Komitet Centralny 10 października. 11 października rozesłano ważniejszym organizacjom partii analizowany wyżej list „K tiekuszczemu momientu”. 18 października, tj. tydzień przed przewrotem, w „Nowej Żizni” ukazał się list Kamieniewa. „Nie tylko ja i tow. Zinowiew — powiada się w tym liście — lecz cały szereg towarzyszy–praktyków sądzi, że przejęcie inicjatywy powstania zbrojnego w obecnej chwili, przy danym stosunku sił, niezależnie od Zjazdu Rad a przy tym na kilka dni przed Zjazdem Rad, byłoby krokiem niedopuszczalnym, zgubnym dla proletariatu i rewolucji” („Nowaja Żizń”, nr 156, 18 października 1917 r.). 25 października przejęto władzę w Piotrogrodzie, utworzono Rząd Radziecki, 4 listopada szereg odpowiedzialnych pracowników opuściło skład Komitetu Centralnego partii i Radę Komisarzy Ludowych po sformułowaniu ultimatum, domagającego się utworzenia rządu koalicyjnego z partii radzieckich. „Prócz tego — pisali oni — istnieje tylko jedno wyjście: utrzymywanie rządu czysto bolszewickiego za pomocą środków politycznego terroru”. I w innym dokumencie z tej samej chwili: „Nie możemy ponosić odpowiedzialności za zgubną politykę KC, która prowadzona jest wbrew woli przeważającej części proletariatu i żołnierzy, pragnących szybkiego zaprzestania przelewu krwi między poszczególnymi częściami demokracji. Dlatego rezygnujemy z godności członków KC, aby mieć prawo przedstawienia swego zdania masom robotniczym i żołnierskim, i aby wezwać je do poparcia naszego hasła: «Niech żyje rząd złożony z partii radzieckich! Natychmiastowa ugoda na tej podstawie»” (Przewrót październikowy, — „Archiw riewoljucii” 1917 g., s. 407–410). W ten sposób ci, którzy byli przeciwko powstaniu zbrojnemu i przejęciu władzy jako awanturze, wystąpili później, gdy powstanie zakończyło się zwycięstwem, za przywróceniem władzy tym partiom, którym proletariat władzę odebrał w walce. W imię czego właściwie zwycięska partia bolszewicka miała zwrócić władzę — bo chodziło właśnie o oddanie władzy! — mienszewikom i eserom? Na to pytanie opozycja odpowiadała: „Uważamy, że utworzenie takiego rządu konieczne jest dla zażegnania dalszego rozlewu krwi, nadciągającego głodu, pogromu rewolucji przez kaledinowców, zagwarantowania zwołania Zgromadzenia Ustawodawczego w wyznaczonym terminie i urzeczywistnienia programu pokoju, który przyjęty został przez delegatów Wszechrosyjskiego Zjazdu Rad Robotniczych i Żołnierskich” (tamże). Innymi słowy, chodziło o to, by za radzieckimi drzwiami szukać drogi do burżuazyjnego parlamentaryzmu. Ponieważ rewolucja nie poszła drogą wytyczoną przez Przedparlament, lecz wyżłobiła dla siebie łożysko Października, dlatego — tak formułowała to opozycja — zadanie polega na tym, aby w ramach współdziałania z mienszewikami i eserami uratować rewolucję przed dyktaturą poprzez wprowadzenie rewolucji w łożysko reżymu burżuazyjnego. Chodziło — ni mniej, ni więcej — o likwidację października. Oczywiście, o ugodzie na tej podstawie nie mogło być mowy.

Następnego dnia, 5 listopada, strona ta opublikowała jeden jeszcze list: „Nie mogę milczeć w imię dyscypliny partyjnej, gdy marksiści na przekór rozsądkowi i na przekór żywiołom nie chcą uwzględniać obiektywnych warunków, które w sposób naglący, pod groźbą krachu, dyktują nam ugodę ze wszystkimi partiami socjalistycznymi. Nie mogę w imię dyscypliny partyjnej poddawać się kultowi jednostki i organizować polityczną ugodę ze wszystkimi partiami socjalistycznymi, które podtrzymują nasze podstawowe żądania, w zależności od tego, czy ta bądź inna osoba była w ministerstwie. Nie mogę z tego powodu choćby na chwilę przewlekać rozlewu krwi” („Raboczaja Gazieta”, nr 204, 5 listopada 1917 r.). W zakończeniu autor listu (Łozowskij) wyjaśnia konieczność walki o zjazd partyjny, który zadecydowałby o tym, „czy SDPRR bolszewików pozostanie marksistowską partią klasy robotniczej, czy ostatecznie wstąpi na drogę, na której nie będzie miała nic wspólnego z rosyjskim marksizmem” (tamże).

Sytuacja wydawała się rzeczywiście beznadziejna. Nie tylko burżuazja i obszarnicy, nie tylko tak zwana „rewolucyjna demokracja”, w ręku której pozostawały liczne wciąż zwierzchnie organizacje (Ogólnorosyjski Związek Kolejarzy, komitety wojskowe, urzędy państwowe i inne), lecz również wpływowi działacze naszej własnej partii, członkowie Komitetu Centralnego i Rady Komisarzy Ludowych, potępiali wszem i wobec podjętą przez partię próbę pozostania przy władzy w celu zrealizowania swego programu. Powiedzmy, że sytuacja mogłaby wyglądać na beznadziejną, jeśli zatrzymało się spojrzenie na powierzchni zdarzeń. Cóż pozostawało? Przyjęcie żądań opozycji oznaczało zniszczenie Października. W takim jednak razie nie było sensu walczyć. Pozostawało jedno — iść naprzód, licząc się z rewolucyjną wolą mas. 7 listopada w „Prawdzie” ukazała się decydująca uchwała Komitetu Centralnego naszej partii, napisana przez Lenina, a przy tym pełna prawdziwej pasji rewolucyjnej, ujęta w jasnych, prostych i bezspornych sformułowaniach, które adresowane były do masowego członka partii. Ten apel miał na celu usunięcie wszelkich wątpliwości, dotyczących dalszej polityki partii i jej Komitetu Centralnego: „Niech więc zawstydzą się wszyscy ludzie małej wiary, wszyscy, którzy się wahają, wszyscy, którzy wątpią, wszyscy, którzy dali się zastraszyć burżuazji lub którzy ulegli krzykom jej bezpośrednich i pośrednich pomagierów. Ani cienia wahania nie ma w masach robotników i żołnierzy piotrogrodzkich, moskiewskich i innych. Partia nasza stoi zwarcie i mocno, jak jeden mąż, na straży Władzy Radzieckiej, na straży interesów wszystkich ludzi pracy, przede wszystkie robotników i biedoty chłopskiej!” („Prawda”, nr 182 /113/, 20 /7/ listopada 1917 roku)[18].

Najostrzejszy kryzys partyjny został przezwyciężony. Walka wewnętrzna nie została jednak całkowicie wyhamowana. Kierunek walki pozostawał ten sam. Coraz bardziej zmniejszało się jednak jej znaczenie polityczne. Nader interesującym tego świadectwem jest wykład wygłoszony przez Urickiego 12 grudnia na posiedzeniu Komitetu Piotrogrodzkiego naszej partii w związku ze zwołaniem Zgromadzenia Ustawodawczego: „Rozbieżności w naszym środowisku partyjnym nie są nowe. Jest to ten sam kierunek, który obserwować można było wcześniej, gdy powstał problem powstania. Obecnie niektórzy towarzysze spoglądają na Zgromadzenie Ustawodawcze jak na coś takiego, co powinno uwieńczyć rewolucję. Ich stanowisko wynika z szeregu przyzwyczajeń, ostrzegają, żebyśmy nie popełnili nietaktu itd. Są oni przeciwni temu, iż bolszewicy, będący członkami Zgromadzenia Ustawodawczego, kontrolują jego zwoływanie, układ sił itp. Spoglądają na to z czysto formalnego punktu widzenia, nie dostrzegają więc tego, że z informacji dotyczących tej kontroli powstaje obraz tego, co zachodzi wokół Zgromadzenia Ustawodawczego i że uwzględniając te dane, uzyskujemy możliwość zaplanowania naszego stanowiska w stosunku do Zgromadzenia Ustawodawczego… Przyjmujemy obecnie punkt widzenia, iż walczymy o interesy proletariatu i biedoty chłopskiej, tymczasem ci nieliczni towarzysze sądzą, że dokonujemy, rewolucji burżuazyjnej, która powinna zostać zwieńczona Zgromadzeniem Ustawodawczym”.

Rozwiązanie Zgromadzenia Ustawodawczego uznać można nie tylko za zakończenie znaczącego rozdziału historii Rosji, lecz także nie mniej znaczącego rozdziału historii naszej partii. Przezwyciężając sprzeczności wewnętrzne partia proletariatu nie tylko przejęła władzę, lecz także utrzymała ją w swoich rękach.

Powstanie październikowe a radziecka „legalność”

We wrześniu, w dniach Narady Demokratycznej, Lenin domagał się bezpośredniego przejścia do powstania: „Aby zaś potraktować powstanie po marksistowsku, tzn. jako sztukę, powinniśmy jednocześnie, nie tracąc ani chwili, zorganizować sztab oddziałów powstańczych, dokonać podziału sił, rzucić wierne pułki na najważniejsze punkty, otoczyć Aleksandrynkę, zająć Pietropawłowkę, aresztować sztab generalny i rząd, wysłać przeciwko junkrom i dzikiej dywizji takie oddziały, które gotowe są zginąć, ale nie dadzą wrogowi posunąć się ku centralnym punktom miasta; powinniśmy zmobilizować uzbrojonych robotników, wezwać ich do zaciekłego boju, od razu zająć telegraf i telefon, umieścić nasz sztab powstańczy przy centrali telefonicznej, połączyć z nią siecią telefoniczną wszystkie fabryki, wszystkie pułki, wszystkie punkty walki zbrojnej itd. Wszystko to oczywiście w przybliżeniu jedynie dla zilustrowania tego, że w chwili, którą przeżywamy, nie można pozostać wiernym marksizmowi, nie można pozostać wiernym rewolucji nie traktując powstania jako sztuki[19].

To postawienie problemu zakładało przygotowanie i przeprowadzenie powstania przez partię i w imieniu partii, z tym, że później, zwycięstwo miało być pobłogosławione przez Zjazd Rad. Komitet Centralny nie przyjął tego założenia. Powstanie związano z nurtem działań radzieckich, pod względem agitacyjnym — z Drugim Zjazdem Rad. Ta rozbieżność wymaga szczegółowego wyjaśnienia. Wówczas stanie się ona częścią zagadnienia, tyczącego nie tyle pryncypiów, co technicznego, lecz o ogromny znaczeniu praktycznym.

Wyżej mówiliśmy już o tym, z jak ogromnym niepokojem podchodził Lenin do prób odwlekania powstania. Na tle tych wahań, które miały miejsce na szczytach partii, agitacja, która formalnie przewrót łączyła z oczekiwanym Drugim Zjazdem Rad, wydawała się mu niedopuszczalnym dowcipem, ustępstwem na rzecz niezdecydowania i wprowadzającą niepewność stratą czasu, zwykłą zbrodnią. Do tej myśli powraca Lenin pod koniec września niejednokrotnie.

U nas w KC i w górach partyjnych — pisze Lenin 29 września — istnieje prąd czy opinia opowiadająca się za oczekiwaniem na zjazd Rad, przeciw niezwłocznemu wzięciu władzy, przeciw niezwłocznemu powstaniu, trzeba zwalczyć ten prąd czy opinię[20]. Na początku października Lenin pisze: „Zwlekanie — to zbrodnia. Czekanie na zjazd Rad — to dziecięca zabawą w formalność, haniebna zabawa w formalność, zdrada rewolucji[21]. W tezach dla Piotrogrodzkiej Konferencji z dnia 8 października powiada Lenin: „Należy walczyć ze złudzeniami konstytucyjnymi i nadziejami na zjazd Rad, zrezygnować z powziętego z góry zamiaru, aby koniecznie «doczekać się» go[22]. W końcu, 24 października Lenin pisze: „Jasne jak słonce, że teraz już naprawdę zwlekanie z powstaniem równa się śmierci”. I dalej: „Historia nie wybaczy zwłoki rewolucjonistom, którzy mogli zwyciężyć dzisiaj (i na pewno zwyciężą dzisiaj), a ryzykują, że jutro stracą wiele, ryzykują, że jutro stracą wszystko.[23]

Wszystkie te listy, których każde zdanie wykute zostało w ogniu rewolucji, posiadają wyjątkowe znaczenie dla charakterystyki stanowiska Lenina i oceny chwili. Główna myśl, która je przenika, to oburzenie, protest, niezgoda na fatalistyczny, wyczekujący, socjaldemokratyczny, mienszewicki stosunek do rewolucji, traktowanej jak jakaś nieskończona taśma. O ile w ogóle ważne znaczenie ma czynnik polityczny, to jego waga wzrasta stukrotnie w czasie wojny i rewolucji. Nie wszystko to, co zrobić można dziś, będzie można zrobić jutro. Powstać, obalić wroga, wziąć władzę — można dzisiaj, podczas gdy jutro — może się to okazać niemożliwe. Ale przecież zagarnięcie władzy oznacza obrócenie kierownicy historii; czyżby takie wydarzenie mogło dokonać się w ciągu 24 godzin? Tak, może. Gdy sytuacja dojrzała do powstania zbrojnego, wówczas wydarzenia odmierzane są nie za pomocą przewlekłych miar polityki, lecz krótkich miar wojny.

Utrata kilku tygodni, kilku dni, czasem także jednego dnia, jest w pewnych warunkach równoznaczna poddaniu rewolucji, kapitulacji. Gdyby nie było tej troski Lenina, tego nacisku, tej krytyki, tej nieustannej i zawziętej nieufności rewolucyjnej, partia nie wyrównałaby niestety w decydującym momencie swego frontu, gdyż sprzeciw na szczytach partii był bardzo mocny, a sztab odgrywa ogromną przecież rolę w czasie wojny, także wojny domowej.

Ale w tym samym czasie było zupełnie oczywiste, że przygotowywanie powstania i jego przeprowadzenie pod pretekstem przygotowań do Drugiego Zjazdu Rad i pod hasłem jego obrony — dało nam nieocenioną przewagę. Od owej chwili, gdy my — Rada Piotrogrodzka — oprotestowaliśmy rozkaz Kiereńskiego o wysłaniu na front dwóch trzecich garnizonu, faktycznie rozpoczęło się powstanie zbrojne. Lenin, który znajdował się poza Piotrogrodem, nie uwzględniał całego znaczenia tego faktu. O ile pamiętam, nie ma o tym w ogóle ani słowa we wszystkich jego listach z tego okresu. A tymczasem wynik powstania z 25 października przesądzony był w trzech czwartych, jeśli nie bardziej, w momencie, gdy sprzeciwiliśmy się wysłaniu garnizonu piotrogrodzkiego, utworzyliśmy Komitet Wojskowo–Rewolucyjny (16 października), gdy wyznaczyliśmy swoich komisarzy we wszystkich oddziałach wojskowych i zebraniach ustawodawczych, i gdy w ten sposób nie tylko w pełni odizolowaliśmy sztab piotrogrodzkiego okręgu wojskowego, ale i rząd. W istocie rzeczy, mieliśmy już do czynienia z powstaniem zbrojnym; zbrojnym, choć bezkrwawym powstaniem pułków piotrogrodzkich przeciwko Rządowi Tymczasowemu pod kierownictwem Komitetu Wojskowo–Rewolucyjnego i pod hasłem przygotowań i obrony Drugiego Zjazdu Rad, który powinien rozstrzygnąć problem losów władzy. Rady Lenina, by rozpocząć powstanie w Moskwie, gdzie — jego zdaniem — zapowiadało ono bezkrwawe zwycięstwo, stąd właśnie wynikały, że ze swego przedpola nie miał możliwości oceny tego rzeczywistego przełomu, który w połowie października nastąpił po „cichym” powstaniu stołecznego garnizonu — nie tylko w nastrojach mas, lecz także w sferze związków organizacyjnych, w całej wojskowej subordynacji i hierarchii. Od chwili, gdy z rozkazu Komitetu Wojskowo–Rewolucyjnego bataliony zrezygnowały z wyjścia i opuszczenia miasta, mieliśmy w stolicy do czynienia ze zwycięskim powstaniem, tyle, że co nieco przysłoniętym z wierzchu pozostałościami państwowości burżuazyjno–demokratycznej. Powstanie z 25 października miało jedynie charakter dopełniający. Właśnie dlatego przeszło ono tak bezboleśnie. Inaczej niż w Moskwie, gdzie walka przybrała znacznie bardziej przewlekłą i krwawą formę, i to niezależnie od tego, że w Pitrze umocniła się już władza Rady Komisarzy Ludowych. Jest całkiem oczywiste, że gdyby powstanie rozpoczęło się w Moskwie, przed przewrotem w Piotrogrodzie, byłoby wówczas nieuchronnie jeszcze bardziej przewlekłe, z całkiem wątpliwym rezultatem. Z kolei przegrana w Moskwie, ciężko odbiłaby się na Piotrogrodzie. Oczywiście, zwycięstwo nie byłoby wykluczone także i na tej drodze. Ta jednak droga, którą potoczyły się wydarzenia, okazała się znacznie bardziej ekonomiczna, wygodniejsza, zwycięska.

W mniejszym bądź większym stopniu mieliśmy możność dostosowania przejęcia władzy do momentu Drugiego Zjazdu Rad wyłącznie dlatego, że „ciche”, prawie „legalne” powstanie zbrojne — przynajmniej w Piotrogrodzie — było faktem dokonanym w trzech czwartych, jeśli nie dziewięciu dziesiątych. Nazywamy to powstanie „legalnym” w tym sensie, że wyrosło ono z „normalnych” warunków dwuwładzy. A przy tym nie raz tak bywało, że pod panowaniem ugodowców w Radzie Piotrogrodzkiej. Rada kontrolowała bądź poprawiała decyzje rządu. Należało to jakby do konstytucji tego reżymu, który przeszedł do historii pod nazwą kiereńszczyzny. Dochodząc do władzy w Radzie Piotrogrodzkiej, my — bolszewicy — jedynie przedłużyliśmy i pogłębiliśmy metody dwuwładzy. Podjęliśmy się kontroli rozkazu o wysłaniu garnizonu. Tym samym, okryliśmy tradycją i metodami legalnej dwuwładzy faktyczne powstanie garnizonu piotrogrodzkiego. Mało tego, wówczas gdy w agitacji dostosowywaliśmy formalnie zagadnienie władzy do momentu Drugiego Zjazdu Rad, równocześnie rozwijaliśmy i pogłębialiśmy kształtujące się pomyślnie tradycje dwuwładzy, aby przygotować ramy radzieckiej legalności dla bolszewickiego powstania w skali ogólnorosyjskiej.

Nie usypialiśmy mas iluzjami radzieckiego konstytucjonizmu, gdyż pod hasłem walki o Drugi Zjazd Rad zdobywaliśmy i przyciągaliśmy do siebie bagnety armii rewolucyjnej. A wraz z tym udało nam się — w większym stopniu, niż się spodziewaliśmy — wprowadzić w pułapkę radzieckiej legalności naszych wrogów–ugodowców. Krętactwo w polityce jest zawsze, a zwłaszcza w rewolucji, niebezpieczne — wroga się niestety nie przechytrzy a wprowadzi się w błąd masy, które idą za tobą. Nasz „podstęp” udał się w stu procentach tylko dlatego, że nie był sztucznym wymysłem mędrkujących strategów, którzy chcieliby ominąć wojnę domową, że wynikał rzeczywiście z warunków rozkładu ugodowego reżymu, z jego głębokich sprzeczności. Rząd Tymczasowy chciał pozbyć się garnizonu. Żołnierze nie chcieli iść na front. My zaś temu realnemu życzeniu nadaliśmy wyraz polityczny, rewolucyjny cel, „legalną” osłonę. W ten sposób wytworzyliśmy wyjątkową jednomyślność wewnątrz garnizonu i ścisłe związaliśmy garnizon z robotnikami Piotrogrodu. Nasi przeciwnicy — przeciwnie; mimo beznadziejności swej sytuacji i zagmatwania myśli, skłonni byli przyjąć radziecką osłonę za istotę rzeczy. Oni chcieli być oszukiwani, my zaś stworzyliśmy im ku temu pełne możliwości.

Walka między nami a ugodowcami dotyczyła radzieckiej legalności. W świadomości mas źródłem władzy były rady. Z rad wyszedł Kiereński, Cereteli, Skobieliew. Lecz my także byliśmy ściśle związani z radami poprzez nasze hasło: cała władza w ręce rad! Burżuazja wywodziła swoje prawne dziedzictwo z Dumy Państwowej. Ugodowcy — z rad, lecz tak, aby całkiem zniweczyć ich rolę. My także — z rad, lecz tak, by przekazać władzę radom. Ugodowcy nie mogli jeszcze zerwać z radzieckim dziedzictwem prawnym i spieszyli tworzyć pomost między radami a parlamentaryzmem. W tym celu zwołali oni Naradę Demokratyczną i utworzyli Przedparlament. Udział rad w Przedparlamencie jakby sankcjonował tę drogę. Ugodowcy starali się złowić rewolucję na wędkę radzieckiej legalności, a złowiwszy — rzucić ją w nurt burżuazyjnego parlamentaryzmu.

My także jednak byliśmy zainteresowani tym, by wykorzystać radziecką legalność. Pod koniec Narady Demokratycznej wymusiliśmy na ugodowcach zgodę na zwołanie Drugiego Zjazdu Rad. Zjazd ten stwarzał dla nich nadzwyczajne utrudnienia — z jednej strony nie mogli oni sprzeciwiać się zwołaniu Zjazdu Rad nie porzucając radzieckiej legalności; z drugiej strony, nie mogli nie widzieć tego, że Zjazd Rad, ze względu na swój skład, nie zapowiada dla nich niczego dobrego. Tym wytrwałej apelowaliśmy o Drugi Zjazd Rad jako gospodarza kraju, tym mocniej całą naszą pracę przygotowawczą dostosowywaliśmy do podtrzymywania i ochrony Zjazdu Rad przed nieuchronnymi zakusami kontrrewolucji. Jeśli ugodowcy łowili nas na radziecką legalność za pomocą Przedparlamentu, który powstał z rad, to my łowiliśmy ich, na tę samą radziecką legalność, ale poprzez Drugi Zjazd. Rad. Czymś innym jest organizowanie powstania zbrojnego pod gołym hasłem przejęcia władzy przez partię, a czymś innym przygotowanie a potem zrobienie powstania pod hasłem obrony praw Zjazdu Rad. Tak właśnie dopasowywanie kwestii przejęcia władzy do Drugiego Zjazdu Rad nie zawierało w sobie jakichkolwiek naiwnych nadziei na to, że problem władzy rozwiązać może sam z siebie Zjazd. Tego rodzaju fetyszyzm formy radzieckiej był dla nas całkiem obcy. Pełną parą szła cała niezbędna dla przejęcia władzy praca przygotowawcza, nie tylko polityczna, lecz także organizacyjna i techniczno–wojskowa. Ale legalną osłoną dla tej pracy pozostawało wciąż owo odwoływanie się do nadchodzącego Zjazdu Rad, który powinien rozwiązać problem władzy. Prowadząc ofensywę na całej linii, zachowaliśmy pozory obrony. I na odwrót, gdyby tylko Rząd Tymczasowy chciał poważnie się bronić, to powinien był targnąć się na Zjazd Rad, zakazać jego zwoływania i tym samym dostarczyć stronie przeciwnej najbardziej niedogodnego dla siebie pretekstu do powstania zbrojnego. Mało tego, nie tylko postawiliśmy Rząd Tymczasowy w politycznie niewygodnej sytuacji, lecz wręcz uśpiliśmy jego — bez tego zresztą leniwą i nieruchawą — świadomość. Ci ludzie wierzyli poważnie w to, że chodzi nam o radziecki parlamentaryzm, o nowy zjazd, na którym uchwalona będzie nowa rezolucja dotycząca władzy — w stylu rezolucji Rady Piotrogrodzkiej i Moskiewskiej — i że potem rząd, powołując się na Przedparlament i oczekiwane Zgromadzenie Ustawodawcze, pożegna się z nami i postawi nas w śmiesznej sytuacji. Niekwestionowane świadectwo tego, w jakim właściwie kierunku zmierzała myśl najmądrzejszych mieszczańskich mędrców, daje Kiereński. W swoich wspomnieniach opowiada on o tym, jak to o północy 25 października w jego gabinecie miały miejsce burzliwe spory z Danem i innymi z powodu przebiegającego już pełną parą powstania. „Przede wszystkim Dan oświadczył — opowiada Kiereński — że oni poinformowani są znacznie lepiej ode mnie i że ja przeceniam sytuację pod wpływem komunikatów mojego «reakcyjnego sztabu». Następnie poinformował, że przykra «dla ambicji rządu» rezolucja większości Rady Republiki okazuje się nadzwyczaj korzystna i istotna dla «przełamania nastrojów mas», że jej efekt «już daje się we znaki», i że obecne wpływy propagandy bolszewickiej będą «szybko malały». Z drugiej strony — zgodnie z jego słowami — sami bolszewicy w rozmowach z liderami radzieckiej większości przejawili gotowość «podporządkowania się woli większości rad», że są oni gotowi «już jutro» zastosować wszelkie środki, by ugasić powstanie, które «wybuchło wbrew ich oczekiwaniom i bez sankcji z ich strony». Na zakończenie Dan, który nadmienił, że bolszewicy «już jutro» (już jutro!) rozwiążą swój sztab wojskowy, oświadczył, że wszelkie przyjęte przeze mnie środki tłumienia powstania jedynie «rozdrażniają masy», i że w ogóle swoim «wtrącaniem się» tylko «przeszkadzam przedstawicielom większości rad w szybkim prowadzeniu rozmów z bolszewikami na temat likwidacji powstania»… Dla uzupełnienia obrazu dodać należy, że akurat w tym czasie, gdy Dan przekazał mi tę nadzwyczajną informację, zbrojne oddziały Czerwonej Gwardii zajmowały jeden za drugim budynki rządowe. A prawie że po odjeździe Dana i jego towarzyszy z Pałacu Zimowego, na ulicy Millionnej, w drodze do domu z posiedzenia Rządu Tymczasowego, został aresztowany minister do spraw wyznań Kartaszew, którego wówczas zawieziono do Pałacu Smolnego, dokąd powrócił Dan, by prowadzić z bolszewikami rozmowy pokojowe. Należy przyznać, że bolszewicy działali wtedy z ogromną energią i z nie mniejszym znawstwem. W tym czasie, gdy powstanie rozwinęło się w pełni i gdy «czerwone wojska» działały na terenie całego miasta, niektórzy liderzy bolszewiccy, którzy byli do tego wyznaczeni, nie bez sukcesów, starali się zmusić przedstawicieli «demokracji rewolucyjnej» do tego, by patrzyli nie widząc i słuchali nie słysząc. Całą noc bez przerwy spędzili owi sztukmistrze na prowadzeniu niekończących się sporów na temat rozlicznych sformułowań, które jakoby powinny się stać fundamentem zgody i likwidacji powstania. Dzięki metodzie «negocjacji», bolszewicy zyskali dla siebie ogromną ilość czasu, a bojowe siły eserów i mienszewików nie zostały w tym czasie zmobilizowane. Co zresztą było do udowodnienia!” (A. Kiereńskij, Iz dalieka, str. 197–198).

To właśnie było do udowodnienia! Z opowieści tej wynika, że ugodowcy zostali całkiem i w pełni złowieni na wędkę radzieckiej legalności. Nie jest prawdziwe pod względem faktycznym twierdzenie Kiereńskiego, iż jakoby wprowadzali w błąd mienszewików i eserów co do rychłej likwidacji powstania jacyś specjalnie odkomenderowani do tego bolszewicy, W istocie, w negocjacjach brali czynny udział ci bolszewicy, którzy rzeczywiście chcieli likwidacji powstania i którzy wierzyli w formułę rządu socjalistycznego, utworzonego dzięki ugodzie partii. Jednak obiektywnie owi parlamentariusze bez wątpienia wyświadczyli partii pewną przysługę, gdyż żywili swymi własnymi iluzjami iluzje wroga. Jednakże zdolni oni byli wyświadczyć rewolucji tę przysługę tylko dlatego, że wbrew ich radom i ostrzeżeniom, partia prowadziła powstanie naprzód z niesłabnącą energią, jak też dlatego, te doprowadziła je do końca.

Aby cały ten szeroki manewr okrążający mógł się powieść, konieczny był zbieg zupełnie wyjątkowych okoliczności, mniej lub bardziej znaczących.

Przede wszystkim konieczna była armia, która nie chciała już więcej walczyć. Cały przebieg rewolucji, szczególnie w pierwszym jej okresie, od lutego do października włącznie — o czym już mówiliśmy — wyglądałaby całkiem inaczej, gdybyśmy nie mieli od chwili rozpoczęcia rewolucji rozbitej i niezadowolonej wielomilionowej armii chłopskiej. Tylko w tych warunkach można było przeprowadzić z powodzeniem eksperyment z garnizonem piotrogrodzkim, który poprzedził październikowe zwycięstwo. Nie mogło być mowy o zbudowaniu jakiegokolwiek prawa w oparciu o tę swoistą kombinację „chudego” i prawie niewidocznego powstania z obroną radzieckiej legalności przed korniłowcami. Przeciwnie, stwierdzić można z przekonaniem, że w tej postaci doświadczenie to nigdy i nigdzie nie powtórzy się. Jego skrupulatne badanie wydaje się jednak niezbędne. Rozszerzy ono horyzont każdego rewolucjonisty, odkrywając przed nim różnorodne metody i środki, które mogą być uruchomione o ile cele zostały jasno postawione, o ile sytuacja została oceniona prawidłowo i o ile jest dyscyplina w doprowadzeniu walki do końca.

W Moskwie powstanie trwało znacznie dłużej, co wiązało się ze znacznie większymi ofiarami. Wyjaśnić to można w pewnej mierze tym że garnizon moskiewski nie był poddany takiemu rewolucyjnemu przygotowaniu, jak garnizon piotrogrodzki, w związku z próbą wysłania batalionów na front. Mówiliśmy już o tym i powtarzany raz jeszcze, że powstanie zbrojne w piotrogrodzie przebiegało w dwóch ratach: w pierwszej połowie października, gdy pułki piotrogrodzkie podporządkowały się postanowieniom Rady, które w pełni odpowiadały ich własnym nastrojom, i gdy bezprzykładnie odmówiły wykonania rozkazu naczelnego dowództwa oraz 25 października, gdy niezbędne okazało się jedynie niewielkie uzupełniające powstanie, które odcięło pępowinę lutowej państwowości. W Moskwie zaś powstanie dokonało się za jednym zamachem. Taka była prawdopodobnie podstawowa przyczyna jego przewlekłego charakteru. Była też inna — brak zdecydowania kierownictwa. W Moskwie można było zauważyć przejście od działań zbrojnych do negocjacji i znów powrót do walki zbrojnej. O ile wahania kierownictwa, które są odczuwalne dla kierowanych, są szkodliwe w polityce, o tyle w warunkach powstania zbrojnego stają się one śmiertelnym zagrożeniem. Klasa panująca już traci zaufanie do swej siły (bo bez tego nie mogłoby być w ogóle nadziei na zwycięstwo), lecz aparat jeszcze znajduje się w jej rękach. Klasa rewolucyjna ma za zadanie opanowanie aparatu państwowego; w tym celu musi mieć zaufanie do swoich sił. Jeżeli partia raz już naprowadziła masy na drogę powstania, to musi wyciągnąć z tego wszystkie niezbędne wnioski. „Na wojnie, jak na wojnie” — wahania i strata czasu są mniej dopuszczalne, niż gdziekolwiek indziej. Wojna toczy się szybko. Dreptanie w miejscu, choćby tylko przez kilka godzin, zwraca rządzącym część ich pewności siebie, odbierając ją tym, co powstali. A przecież właśnie to określa bezpośrednio stosunek sił, który wyznacza przebieg powstania. Z tego punktu widzenia należy krok za krokiem zbadać przebieg operacji wojennych w Moskwie w połączeniu z przywództwem politycznym.

Nadzwyczaj ważne wydaje się także nakreślenie kilku punktów, w których wojna domowa przebiegała w szczególnych warunkach, komplikując się na przykład na skutek czynnika narodowego. Tego rodzaju analiza, prowadzona w oparciu o staranne uporządkowanie materiału faktograficznego, powinna ogromnie wzbogacić naszą znajomość mechaniki wojny domowej i, tym samym, ułatwić sformułowanie podstawowych metod, prawideł i faz, które posiadają na tyle ogólny charakter, iż można byłoby wprowadzić je do swego rodzaju „regulaminu” wojny domowej[24]. Uprzedzając jednak te bądź inne wnioski z tego rodzaju badań, można powiedzieć, że przebieg wojny domowej na prowincji przesądzony był w ogromnym stopniu jej przebiegiem w Piotrogrodzie, i to niezależnie od zahamowań, które miały miejsce w Moskwie. Rewolucja lutowa nadłamała stary aparat; Rząd Tymczasowy odziedziczył go i nie było możliwości ani go odnowić, ani też wzmocnić. W rezultacie jego państwowy aparat między lutym a październikiem działał wyłącznie dzięki pozostałościom biurokratycznej bierności. Biurokratyczna prowincja nawykła do wzorowania się na Piotrogrodzie — uczyniła to w lutym, powtórzyła to w październiku. Ogromna nasza przewaga wynikała z tej okoliczności, że przygotowaliśmy obalenie reżymu, który jeszcze nie zdążył się ukształtować. Ogromna chwiejność i brak pewności siebie „lutowego” aparatu państwowego nadzwyczaj ułatwiła nam pracę i umocniła pewność siebie mas rewolucyjnych i samej partii.

W Niemczech i w Austrii po 9 listopada 1918 roku miała miejsce podobna sytuacja. Lecz tam socjaldemokracja zapełniła sobą dziury w aparacie państwowym i pomogła w utrwaleniu burżuazyjno–republikańskiego, który jeszcze i dziś nie może stanowić wzoru trwałości, i to pomimo sześciu lat od chwili narodzin. Co się tyczy innych krajów kapitalistycznych, to tam nie będzie tej przewagi, tj. bliskości rewolucji burżuazyjnej i proletariackiej. Ich luty pozostał daleko za nimi. Oczywiście, w Anglii zachowało się jeszcze niemało feudalnego chłamu, lecz nie można mówić o jakiejkolwiek samodzielnej rewolucji burżuazyjnej w Anglii. Oczyszczenie kraju z monarchii, lordów i temu podobnych dokonane zostanie za pierwszym zamachem miotły angielskiego proletariatu, po tym jak przejmie on władzę. Rewolucja proletariacka na Zachodzie będzie miała do czynienia z w pełni ukształtowanym państwem burżuazyjnym. Nie znaczy to jednak, że będzie to aparat trwały, gdyż sama możliwość powstania proletariackiego wymaga daleko idącego procesu rozpadu kapitalistycznego państwa. O ile u nas Rewolucja Październikowa rozwinęła się w walce z aparatem państwowym, który nie zdążył się jeszcze po lutym ukształtować, o tyle w innych krajach powstanie będzie miało przeciwko sobie aparat państwowy, ulegający postępowemu rozpadowi.

Jeszcze na IV Kongresie Kominternu wskazywaliśmy, że ogólną regułą może być to, iż siła przedpaździernikowego oporu burżuazji będzie w starych krajach kapitalistycznych znacznie większa niż u nas; trudniej będzie uzyskać proletariatowi zwycięstwo; ale za to zdobycie władzy zagwarantuje mu od razu trwalszą i solidniejszą pozycję, niż ta, w jakiej my się znaleźliśmy nazajutrz po Październiku. Wojna domowa rozwinęła się u nas natychmiast po tym, jak proletariat przejął władzę w głównych ośrodkach miejskich i przemysłowych, i wypełniła sobą pierwsze trzy lata władzy Radzieckiej. Wielu uważa, że w krajach Europy Zachodniej i Środkowej władzę uda się przejąć ze znacznie większym trudem, lecz za to, po przejęciu władzy, proletariat będzie miał ręce znacznie mniej skrępowane. To zrozumiałe, że owe perspektywiczne wyobrażenia mogą mieć wyłącznie względny charakter. Bardzo wiele będzie zależało od tego, w jakiej kolejności zachodzić będzie rewolucja w różnych krajach Europy, jakie będą możliwości interwencji wojskowej, jaka będzie w tym momencie siła ekonomiczna i wojskowa Związku Radzieckiego itp. Lecz w każdym wypadku, zasadnicze i — jak sądzimy — bezsporne jest nasze wyobrażenie o tym, że sam proces zdobycia władzy napotykał będzie w Europie i Ameryce na znacznie poważniejszy, bardziej uporczywy i bardziej przemyślany opór klas panujących niż u nas, i że tyć bardziej obowiązani jesteśmy potraktować poważnie, jak sztukę, powstanie zbrojne i w ogóle wojnę domową.

Jeszcze raz o radach i partii w rewolucji proletariackiej

Rady delegatów robotniczych powstały u nas zarówno w roku 1905, Jak i 1917 z samego ruchu, jako jego naturalna forma organizacyjna na pewnym poziomie walki. Lecz w młodych partiach europejskich, które w mniejszym lub większym stopniu przyjęły rady jako „doktrynę”, jako „zasadę”, wciąż powstaje niebezpieczeństwo fetyszystycznego stosunku do rad, które przedstawiane są jako samowystarczalny czynnik rewolucji. Tymczasem, niezależnie od ogromnych zalet rad, jako form organizacji walki o władzę, całkiem prawdopodobne są wypadki, gdy powstanie rozwinie się w oparciu o zupełnie inne formy organizacyjne (komitety fabryczne, związki zawodowe) i gdy rady pojawią się dopiero w procesie powstania lub po jego zwycięstwie, już jako organy władzy.

Z tego punktu widzenia niezwykle pouczająca jest ta walka, którą rozpoczął Lenin po dniach lipcowych przeciwko fetyszyzowaniu organizacyjnej formy rad. Ponieważ eserowsko–mienszewickie rady stały się w lipcu organizacjami, które otwarcie namawiały żołnierzy do uderzenia i stłumienia bolszewików, ruch rewolucyjny mas robotniczych mógł i musiał poszukiwać dla siebie innych dróg i form. Lenin zastanawiał się nad komitetami fabrycznymi jako organizacjami walki o władzę (patrz np. wspomnienia na ten temat tow. Ordżonikidze). Jest całkiem prawdopodobne, że ruch poszedłby właśnie tą drogą, gdyby nie wystąpienie korniłowowców, które zmusiło rady do samoobrony a bolszewikom dało powtórnie możność tchnięcia w rady rewolucyjnego ducha, związanie ich w ścisły sposób z masami poprzez lewe, tj. bolszewickie, skrzydło.

To zagadnienie, czego dowiodły niedawne doświadczenia Niemiec, posiada ogromne znaczenie międzynarodowe. Właśnie w Niemczech rady formowały się wiele razy jako organy powstania bez powstania, jako organy władzy — bez władzy. Doprowadziło to do tego, że w roku 1923 ruch szerokich mas proletariackich i półproletariackich zaczął się grupować wokół komitetów fabrycznych, które w zasadzie pełniły wszystkie te funkcje, jakie u nas spadały na rady w okresie poprzedzającym bezpośrednią walkę o władzę. Tymczasem w sierpniu–wrześniu sformułowana została przez niektórych towarzyszy w Niemczech propozycja, by niezwłocznie przystąpić do tworzenia rad. Po długich i gorących dyskusjach propozycja ta została odrzucona, co było w pełni uzasadnione. W sytuacji, w której komitety fabryczne stały się już ośrodkami, skupiającymi masy rewolucyjne, rady w okresie przygotowawczym okazałyby się formą równoległą, pozbawioną treści. Odwracałyby tylko uwagę od materialnych zadań powstania (wojsko, policja, oddziały powstańcze, kolej itp.), obracając ją w stronę samoistnej formy organizacyjnej. Z drugiej strony, utworzenie rad jako rad, przed powstaniem i poza bezpośrednimi zadaniami powstania, oznaczałoby gołosłowną proklamację: „Idziemy na was!”. Rząd, który zmuszony był „ścierpieć” komitety fabryczne, gdyż skupiały one ogromne masy, uderzyłby w pierwszą powstałą radę jako oficjalny organ, który „pokusił się” o przejęcie władzy. Komuniści zmuszeni byliby wystąpić w obronie rad jako przedsięwzięcia czysto organizacyjnego. Rozstrzygająca walka dotyczyłaby nie przejęcia lub obrony realnych pozycji i nie zaczęłaby się w tym momencie, który zostałby przez nas wybrany dopiero wówczas, gdyby powstanie wypłynęło z warunków ruchu mas, lecz wybuchłaby z powodu radzieckiej „symboliki” i to w chwili wybranej przez wroga i przez niego nam narzuconej. Tymczasem, jest zupełnie oczywiste, że cała praca przygotowawcza do powstania mogła być z powodzeniem współzależna względem organizacyjnej formy komitetów fabrycznych i zakładowych, które mogły się stać rosnącymi i umacniającymi się organizacjami masowymi, pozostawiającymi partii swobodę co do wyboru terminu powstania. To zrozumiałe, że na pewnym etapie powinny byłyby narodzić się rady. Prawdopodobnie, w przywołanych wyżej warunkach, powstałyby w ogniu walki, jako bezpośrednie organy powstania, co groziłoby utworzeniem w najbardziej napiętej sytuacji dwóch ośrodków rewolucyjnych. Angielskie przysłowie parlamentarne powiada, że nie należy przesiadać się z konia na koń, gdy przejeżdża się przez bystry potok. Możliwe, że rady zaczęłyby powstawać powszechnie w najważniejszych punktach kraju po zwycięstwie. W każdym wypadku zwycięskie powstanie doprowadziłoby nieuchronnie do utworzenia rad, jako organów władzy.

Nie można zapominać, że u nas rady powstały jeszcze na „demokratycznym” etapie rewolucji, że na tym etapie zostały jakby zalegalizowane, a później zostały przez nas odziedziczone i były przez nas wykorzystywane. Nie powtórzy się to w trakcie proletariackich rewolucji na Zachodzie. W większości wypadków rady tworzone tam będą na wezwanie komunistów i, co za tym idzie, będą jawnymi organami powstania proletariackiego. Nie jest oczywiście wykluczona taka możliwość, że rozprzężenie burżuazyjnego aparatu państwowego zajdzie dostatecznie daleko zanim proletariat będzie mógł przejąć władzę, co stworzy warunki dla powstania rad jako jawnych organów przygotowania powstania. Nie stanie się to jednak chyba ogólną zasadą. Bardziej prawdopodobne jest to, że rady uda się utworzyć dopiero w ostatnich dniach, jako bezpośrednie organy powstających mas. W końcu, zupełnie możliwe są takie warunki, w których rady powstaną po przesileniu się powstania, a także jako jego następstwo, stając się organami nowej władzy.

Należy mieć na uwadze wszystkie te warianty, aby nie popaść w organizacyjny fetyszyzm i aby nie przekształcić rad z tego, czym być powinny, tj. z elastycznej, żywej formy walki, w „zasadę” organizacyjną, która do ruchu wprowadzana jest z zewnątrz i która narusza jego prawidłowy rozwój.

W ostatnim czasie pobrzmiewały w naszej prasie takie mniej więcej głosy, że niby to my nie wiemy, jakimi drzwiami wejdzie rewolucja proletariacka w Anglii — przez partię komunistyczną czy też przez związki zawodowe. Takie postawienie kwestii, odznaczające się pozorną głębią perspektywy historycznej, wydaje się niesłuszne i niebezpieczne przez to, że zniekształca główną naukę płynącą z minionych lat. Jeśli do zwycięskiej rewolucji nie dojdzie w wyniku wojny, to właśnie dlatego, że zabrakło partii. Taki wniosek odnosi się do Europy jako całości. Stać się on może bardziej konkretny, gdy prześledzimy losy ruchu rewolucyjnego w poszczególnych krajach. W Niemczech kwestia ta pod tym względem wygląda całkiem jasno: rewolucja niemiecka mogła zwyciężyć i w roku 1918, i 1919, gdyby posiadała należyte kierownictwo partyjne. W roku 1917 widać to było na przykładzie Finlandii — ruch rewolucyjny rozwijał się tam w wyjątkowo sprzyjających warunkach, pod osłoną i przy jawnym wsparciu wojskowym rewolucyjnej Rosji. Ale partia fińska posiadała w swym kierownictwie socjaldemokratyczną większość i zaprzepaściła rewolucję. W nie mniej ostry sposób naukę tę potwierdza nam doświadczenie Węgier. Komuniści, wraz z lewicowymi socjaldemokratami władzy tam nie zdobyli, lecz otrzymali ją z rąk wystraszonej burżuazji. Zwycięska — bez walki, i bez zwycięstwa — rewolucja węgierska okazała się już na pierwszym etapie pozbawiona bojowego przywództwa. Partia komunistyczna zlała się z socjaldemokratyczną, ujawniając, że sama nie była partią komunistyczną i że — co za tym idzie — niezdolna była do tego, by mimo bojowego ducha węgierskich proletariuszy utrzymać tak łatwo uzyskaną władzę.

Rewolucja proletariacka nie może zwyciężyć bez partii, wbrew partii, omijając partię, czy dzięki surogatowi partii. Jest to najważniejsza nauka z ostatniego dziesięciolecia. To prawda, że angielskie związki zawodowe mogą się stać potężnym motorem rewolucji proletariackiej, mogą także w pewnych warunkach i w pewnym okresie zastąpić rady robotnicze. Lecz taką rolę mogą odgrywać nie wbrew partii komunistycznej a tym bardziej nie przeciwko niej, lecz wyłącznie w warunkach, gdy rozstrzygające staną się wpływy komunistyczne w związkach zawodowych.

Za ten wniosek, odnośnie roli i znaczenia partii dla rewolucji proletariackiej, zapłaciliśmy zbyt drogo, abyśmy teraz mieli szybko z niego zrezygnować, bądź weń zwątpić.

W trakcie rewolucji burżuazyjnych świadomość, celowość, planowanie — odgrywały nieporównanie mniejszą rolę niż — jak się sądzi — powinny odgrywać i już odgrywają w rewolucjach proletariackich. Tam także siłą napędową były masy, lecz znacznie mniej zorganizowane i świadome niż obecnie. Przywództwo znajdowało się w rękach rozmaitych frakcji burżuazji, która jako całość dysponowała bogactwem, środkami kształcenia i związaną z tym przewagą organizacyjną (miasta, uniwersytety, prasa itp.). Monarchia biurokratyczna broniła się powierzchownie, działała po omacku. Burżuazja wybrała odpowiednią chwilę, aby móc wykorzystać oddolny ruch mas, rzucić na szalę swój społeczny ciężar i zagarnąć władzę. Odmienność rewolucji proletariackiej wynika także z tego, że proletariat występuje w niej nie tylko jako główna siła uderzeniowa, lecz także — poprzez swoją awangardę — jako siła kierownicza. Tę rolę, którą w burżuazyjnych rewolucjach odgrywała ekonomiczna przewaga burżuazji, jej wykształcenie, jej samorządy miejskie i uniwersytety, przejąć może w rewolucji proletariackiej wyłącznie partia proletariatu. Jej rola wzrosła, gdyż niepomiernie wyższa stała się także świadomość wroga. W ciągu wieków swego panowania burżuazja wypracowała szkołę polityczną, której nie można przyrównać do szkół starej monarchii biurokratycznej.

O ile parlamentaryzm był dla proletariatu do pewnego stopnia szkołą przygotowującą do rewolucji, to dla burżuazji stanowił on w jeszcze większym stopniu szkołę kontrrewolucyjnej strategii. Wystarczy wspomnieć, że za pośrednictwem parlamentaryzmu burżuazja wychowała socjaldemokrację, główną dziś podporę własności prywatnej.

Epoka rewolucji społecznej w Europie będzie — co pokazały pierwsze jej kroki — epoką nie tylko walk uporczywych i bezprzykładnych, lecz także przemyślanych i wyrachowanych, i to przemyślanych w stopniu znacznie większym, niż nasz bój z roku 1917.

Oto dlaczego potrzebne nam jest zupełnie inne, niż to obserwowaliśmy do tej pory, podejście do problemu wojny domowej i — zwłaszcza — powstania zbrojnego. W ślad za Leninem często powtarzamy słowa Marksa, że powstanie jest sztuką. Lecz ta sentencja przekształca się w pusty frazes, gdy nie jest wypełniona badaniem podstawowych elementów sztuki prowadzenia wojny domowej w oparciu o gigantyczne doświadczenie zgromadzone w ostatnich latach. Trzeba powiedzieć to wprost — w powierzchownym stosunku do powstania zbrojnego przejawia się nieprzezwyciężona jeszcze siła tradycji socjaldemokratycznej. Partia, która pomija problemy wojny domowej, mając przy tym nadzieję, że w rozstrzygającym momencie wszystko to jakoś się ułoży, z całą pewnością poniesie porażkę. Należy kolektywnie przeanalizować doświadczenie walk proletariackich, od 1917 roku poczynając.

* * *

Nakreślona wyżej historia ugrupowań partyjnych w roku 1917 stanowi także istotniejszą część doświadczenia wojny domowej i posiada — jak sądzimy — bezpośrednie znaczenie da polityki prowadzonej przez Międzynarodówkę Komunistyczną w całości. Powiedzieliśmy już, i powtórzymy to raz jeszcze, że badanie rozbieżności w żadnym wypadku nie może i nie powinno być pojmowane jako atak na tych towarzyszy, którzy prowadzili błędną politykę. Z drugiej jednak strony, niedopuszczalne byłoby wyrzucanie z historii partii ogromnego rozdziału tylko dlatego, że nie wszyscy członkowie partii szli noga w nogę z rewolucją proletariatu. Partia może i powinna znać całą przeszłość, aby prawidłowo ją oceniać i aby na wszystko znaleźć odpowiednie miejsce. Tradycja partii rewolucyjnej tworzona jest nie z niedomówień, lecz z krytycznej wyrazistości.

Historia dała naszej partii wiele wręcz niezrównanych przywilejów rewolucyjnych. Wskażmy tu na tradycje bohaterskiej walki z caratem, nawyki i metody rewolucyjnego poświęcenia, które związane były z warunkami pracy podziemnej, szeroką analizę teoretyczną doświadczenia rewolucyjnego całej ludzkości, walkę z mienszewizmem, walkę z narodnictwem, walkę z ugodowstwem, wielkie doświadczenie rewolucji 1905 roku, pracę teoretyczną nad tym doświadczeniem w latach kontrrewolucji, sposób podejścia do problemów międzynarodowego ruchu robotniczego z punktu widzenia rewolucyjnych lekcji 1905 roku. Wszystko to w całości niesłychanie zahartowało naszą partię, wytworzyło głęboką teoretyczną przenikliwość, bezprzykładny rozmach rewolucyjny. Tym. nie mniej jednak, także i w tej partii — na jej szczytach — w chwilach poprzedzających decydujące działania, wyodrębniła się grupa doświadczonych rewolucjonistów, starych bolszewików, którzy stanowili ostrą opozycję wobec przewrotu proletariackiego i którzy w najbardziej krytycznym okresie rewolucji — począwszy od lutego 1917 do, w przybliżeniu, lutego 1918 roku — zajmowali we wszystkich podstawowych kwestiach stanowisko w istocie socjaldemokratyczne. Aby uchronić partię i rewolucję przed ogromnym zamieszaniem, które powstawało w tej sytuacji, niezbędne stały się wyjątkowe i już wówczas bezprzykładne wpływy Lenina w partii. Nie możemy o tym w żadnym razie zapominać, jeżeli chcemy, aby partie komunistyczne innych krajów czegokolwiek się od nas nauczyły.

Kwestia doboru składu osobowego kierownictwa posiada absolutnie wyjątkowe znaczenie dla partii zachodnioeuropejskich. W krzyczący sposób dowodzi tego przykład bankructwa niemieckiego Października. Ale ów dobór prowadzony być musi pod kątem rewolucyjnego działania. W tych latach w Niemczech wiele razy dokonany został w chwili bezpośredniej walki przegląd członków kierownictwa partii. Gdy brak jest tego kryterium, wszystko pozostałe jest wątpliwe. We Francji było w ostatnich latach znacznie mniej wstrząsów rewolucyjnych, nawet tych drobniejszych. Lecz i tam życie polityczne wytworzyło wiele zarzewi wojny domowej, w czasie których Komitetowi Centralnemu i przywódcom związków zawodowych przychodziło reagować konkretnie na pilne i ostre problemy (na przykład krwawy mityng 11 stycznia 1924 roku). Uważne studia nad takimi gwałtownymi epizodami dostarczają niezastąpionego materiału dla oceny kierownictwa partyjnego, zachowania poszczególnych organów partii oraz ich kierownictwa. Ignorowanie tego rodzaju nauk, pomijanie wynikających zeń wniosków przy doborze ludzi oznacza wychodzenie naprzeciw nieuchronnej porażki, albowiem zwycięstwo rewolucji proletariackiej nie jest możliwe bez przenikliwego, zdecydowanego i bojowego kierownictwa partyjnego.

Także najbardziej rewolucyjna partia nieuchronnie wytwarza swój organizacyjny konserwatyzm — w przeciwnym razie byłaby pozbawiona niezbędnej trwałości. Wszystko sprowadza się do wielkości konserwatyzmu. W partii rewolucyjnej niezbędna życiowa dawka konserwatyzmu powinna być połączona z pełną wolnością od rutyny, z pomysłowością orientacji, z rzeczywistą odwagą. Te cechy potwierdzają się najbardziej na zakrętach rozwoju historycznego. Przywołaliśmy wyżej słowa Lenina o tym, że często także najbardziej rewolucyjne partie, w trakcie ostrej zmiany sytuacji, wobec wynikających z niej zadań, wciąż zmierzają po wytyczonej wczoraj drodze i tym samym przekształcają się, bądź grozi im przekształcenie, w hamulec rozwoju rewolucyjnego. Zarówno konserwatyzm partii, jak i jej rewolucyjna pomysłowość znajdują swój skoncentrowany wyraz w organach kierowniczych partii. Tymczasem najgwałtowniejszy „zwrot” — zwrot od pracy przygotowawczej do przejęcia władzy — wciąż jeszcze znajduje się przed europejskimi partiami komunistycznymi. Jest to zwrot niezbędny, nie dający się odłożyć, odpowiedzialny i groźny. Przegapienie właściwej dla niego chwili oznacza największą porażkę, jaka w ogóle może spotkać partię.

Doświadczenie walk europejskich z ostatnich lat, przede wszystkim w Niemczech, rozpatrywane w świetle naszego własnego doświadczenia, wskazuje na to, że można mieć do czynienia z dwoma typami przywódców, którzy skłonni są ciągnąć partię do tyłu w tej właśnie chwili, gdy powinna ona wykonać niezbędny skok naprzód. Jedni z nich widzą na drogach rewolucji przeważnie trudności, przeszkody i zapory, i oceniają każda sytuację z uprzednim — choć nie zawsze świadomym — zamiarem uchylenia się od działania. Przekształcają oni marksizm w metodę uzasadniania niemożności rewolucyjnego działania. Najczystszą hodowlą tego typu przywódców był rosyjski mienszewizm. Lecz sam w sobie typ ów wykracza poza mienszewizm i dlatego w najbardziej krytycznych chwilach może ujawnić się nagle na odpowiedzialnych posterunkach w najbardziej rewolucyjnej partii. Przedstawiciele innej odmiany przywódców charakteryzują się powierzchowną agitacyjnością. Ci — nigdy nie widzą przeszkód i trudności, dopóki nie zderzą się z nimi głowami. Gdy przychodzi czas rozstrzygającego działania, wówczas owa zdolność do omijania realnych przeszkód za pomocą pustych sloganów, skłonność do niesłychanego optymizmu we wszystkich kwestiach (oni „gwiżdżą na wszystko”) nieuchronnie przemienia się w swoje przeciwieństwo. Dla pierwszego typu pedantycznie nastrojonych rewolucjonistów trudności związane z przejęciem władzy stanowią jedynie nagromadzenie i rozwinięcie wszystkich tych trudności, które przywykli widzieć na swej drodze. Zgodnie z typem drugim — powierzchownych optymistów — trudności działania rewolucyjnego pojawiają się zawsze znienacka. W odmienny sposób postępują jedni i drudzy w okresie przygotowawczym — pierwsi pozostają sceptykami, na których nie można polegać w znaczeniu rewolucyjnym; za to drudzy, przeciwnie, mogą się okazać wściekłymi rewolucjonistami. Jednakże w decydującej chwili jedni i drudzy idą ręka w rękę przeciwko powstaniu. A tymczasem cała praca przygotowawcza posiada wartość tylko wówczas, gdy czyni partię, a przede wszystkim jej organy przywódcze, zdolną do określenia momentu powstania i kierowania nim. Albowiem zadaniem partii komunistycznej jest zdobycie władzy w celu przebudowy społeczeństwa.

W ostatnich czasach często mówiliśmy i pisaliśmy o konieczności „bolszewizacji” Kominternu. Jest to zadanie całkowicie bezsporne i pilne; zdecydowanie wysunęło się ono na czoło zwłaszcza po zeszłorocznych naukach, jakie otrzymaliśmy w Bułgarii i w Niemczech. Bolszewizm to nie doktryna (tj. nie tylko doktryna), lecz system rewolucyjnego wychowania niezbędny dla przewrotu proletariackiego. Co oznacza bolszewizacja partii komunistycznych? Jest to wprowadzenie w nich takiego wychowania, takiego doboru kierowniczego składu osobowego, aby nie dryfował on w chwili swego Października. „Wot Giegiel’, i kniżnaja mudrost’, i smysł fiłosofii wsiej…[25].

 

Lew Trocki

Oryginalnie artykuł "Nauki Października" napisany został przez Lwa Trockiego w 1924 roku. Powyżej zamieszczona wersja artykułu to poprawiona wersja zamieszczona pierwotnie w polskiej wersji serwisu Marxist Internet Archive. 



[1] L.D. Trockij, Zapad, Wostok. Woprosy mirowoj politiki i mirowoj riewoljucii. Moskwa 1924.

[2] Trocki powołuje się tu na „Sobrannyje Soczinienija” W.I. Lenina, tak jak i w dalszych cytatach. Polski przekład za: W.I.Lenin, W sprawie haseł, Dzieła, t. 25, s. 191.

[3] F. Engels, Przedmowa do „Wojny chłopskiej w Niemczech”, Marks–Engels–Dzieła, t. 7, s. 625; spacja L.D. Trockiego.

[4] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Listy o taktyce. Dzieła, t. 24, s. 26,27 i 33.

[5] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Listy z daleka. Dzieła, t. 23, s. 349. W polskim wydaniu „Dzieł” Lenina jest to list drugi — datowany na 22 (9) marca, nie zaś — jak podaje Trocki — na 21 (8) marca 1917 r.

[6] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Listy z daleka, tamże, s. 369.

[7] Tamże, s. 371.

[8] Pol. tł. za; W.I. Lenin, O zadaniach proletariatu w obecnej rewolucji, Dzieła, t. 24, s. 5.

[9] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Zadania proletariatu w naszej rewolucji. Projekt platformy partii proletariackiej. Dzieła, t. 24, s. 60.

[10] Pol. tł. za: W.I. Lenin, O złudzeniach konstytucyjnych. Dzieła, t. 25, s. 215.

[11] Pol. tł. za: W.I. Lenin, O wystąpieniu Kamieniewa w CIK, Dzieła, t. 25, s. 257 i 259.

[12] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Zadania proletariatu w naszej rewolucji. Projekt…, tamże, s. 73.

[13] Opuszczono tu oczywiście odesłanie do nazwisk, co wynika z dalszej budowy zdania (przyp. aut).

[14] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Do Komitetu Centralnego SDPRR, Dzieła, t. 25, s. 304 i 304–307.

[15] Pol. tł. za: W.I. Lenin, O bohaterach fałszerstwa i o błędach bolszewików. Dzieła, t. 26, s. 31.

[16] Chodzi o redakcję tomu Dzieł Trockiego, którego wstępem jest niniejszy tekst.

[17] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Marksizm a powstanie, Dzieła, t. 26, s. 7.

[18] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Od Komitetu Centralnego Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (bolszewików) do wszystkich członków partii i do wszystkich klas pracujących Rosji, Dzieła, t. 26, s. 302–303.

[19] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Marksizm a powstanie, tamże, s. 9–10.

[20] Pol. tł. za: W.I. Lenin, Kryzys dojrzał. Dzieła, t. 26, s. 65.

[21] Pol. tł. za: List do KC, KM, KP oraz do bolszewików–członków rad Pitra i Moskwy, Dzieła, t. 26, s. 126.

[22] Pol. tł. za: Tezy referatu na Konferencję Organizacji Petersburskiej, a zarazem tezy rezolucji i nakazu dla delegatów na zjazd partyjny. Dzieła, t. 26, s. 129

[23] Pol. tł. za: W.I. Lenin, List do członków KC, Dzieła, t. 26, s. 224 i 225

[24] Patrz: L.D. Trockij, Woprosy grażdanskoj wojny (w:) „Prawda”, nr 202, 6 września 1924 r.

[25] Ros.: „Oto Hegel, i mądrość książkowa, i sens filozofii całej…”.

Komentarze

Zobacz także:

Mao: W sprawie praktyki
Mao Tse-Tung 04/10/2015 Materializm przedmarksowski rozpatrywał zagadnienia poznania w oderwaniu od społecznej natury człowieka, w oderwaniu od historycznego rodzaju ludzkości i dlatego nie mógł pojąć... więcej
Co to jest realny socjalizm?
Jerzy Kochan 15/10/2014 We wszystkich sferach życia społecznego, od ośmiu godzin pracy i urlopu, do bezpłatnego szkolnictwa i opieki zdrowotnej toczy się walka klasowa w obronie interesów ludzi pracy. Czy... więcej

Film tygodnia